Był oddany Bogu i Matce Najświętszej

SANTO SUBITO

O świętości Jana Pawła II mówi jego szkolny kolega Stanisław Jura

Sługa Boży Jan Paweł II od dzieciństwa, poprzez lata młodzieńcze, był poświęcony Bogu i Kościołowi. Wstawał wcześnie rano, przed lekcjami biegł do wadowickiego kościoła, by służyć do Mszy Świętej. Jako dziewięcioletni chłopak boleśnie przeżył śmierć matki. Ukojenia szukał w modlitwie, a jego wiara jeszcze bardziej się pogłębiała. Karol był osobą bardzo pobożną, oddaną Bogu i Matce Najświętszej.

Już w gimnazjum należał do Sodalicji Mariańskiej, a ze Szkaplerzem nie rozstał się do samej śmierci. Był wzorowym uczniem pracowicie rozwijającym swe pasje i zainteresowania, a jednocześnie bardzo skromnym. Po maturze wspólnie przez cztery tygodnie wylewaliśmy pot w Zubrzycy Górnej na Przełęczy Krowiarki pod Zawoją w ramach obowiązkowych w owym czasie, tzw. junackich hufców pracy. Nigdy jednak nie narzekał, nie skarżył się. Siłę czerpał z modlitwy. Nie zapominał o niej w dzieciństwie, w latach młodości, po maturze, a także wówczas, kiedy realizując swoje kapłańskie powołanie, wędrował z młodzieżą po górach. W programie każdej wycieczki był czas na podziwianie przyrody, a przede wszystkim na modlitwę i wspólną Eucharystię, która zawsze stanowiła centrum Jego życia. Nie była to jednak religijność teatralna, ale autentyczna, płynąca z wnętrza Jego duszy i serca. Służba drugiemu człowiekowi stanowiła cel Jego życia. Ktokolwiek zwracał się do Niego w potrzebie, w chorobie czy innej ważnej sprawie, mógł być usatysfakcjonowany. Wspomnienia wspólnie spędzonych lat dzieciństwa, młodości i posługi Karola Wojtyły na stolicy Piotrowej są wspaniałe i pozostaną w nas, Jego kolegach, na zawsze. Papież nigdy o nas nie zapominał. Był człowiekiem wielkim, ale nie cechowała Go żadna wyniosłość. Kiedy podczas spotkań czuliśmy się nieco zakłopotani i onieśmieleni, On machał tylko pogodnie ręką, mówiąc: „Dosyć chłopy, dajcie spokój. Dla was wciąż jestem dawny Lolek”. Przez wszystkie lata naszej przyjaźni Ojca Świętego zapamiętałem jako wspaniałego kolegę, kapłana i wielkiego patriotę. Gościliśmy u Jana Pawła II wielokrotnie. Jedna z takich wizyt koleżeńskich miała miejsce w 1994 roku w Castel Gandolfo. W prywatnej kaplicy papieskiej jeden z fresków przedstawia polsko-bolszewicką wojnę w 1920 roku i wielkiego Polaka księdza Ignacego Skorupkę. Nawiązując do tego obrazu podczas homilii, Ojciec Święty zrobił nam krótki wykład z historii na temat Cudu nad Wisłą i zaangażowania Narodu Polskiego w obronę Europy. Dla nas, słuchających Papieża Polaka, którzy jak On przeżyliśmy kataklizm II wojny światowej, było to bardzo poruszające doświadczenie. Podczas licznych wspólnych spotkań i w Polsce, i na Watykanie, Papież mówił raczej niewiele, bardziej słuchał tego, co my mamy do powiedzenia. Interesowały Go losy naszych rodzin, praca, słowem – wszystko. Był bardzo zadowolony z kolejnych spotkań, wspólnych wspomnień. Bywało też bardzo wesoło. Papież lubił żartować i sam chętnie słuchał mądrych żartów. Wiele razy miałem zaszczyt i przyjemność przemawiać do Papieża w imieniu kolegów i własnym. Ostatni raz – 18 sierpnia 2002 roku, w czasie Jego pielgrzymki do Polski. Spotkaliśmy się podczas wspólnej kolacji w krakowskiej kurii. Było to smutne spotkanie. Wracając do tamtych chwil, jeszcze dziś trudno ukryć wzruszenie. Widzieliśmy Ojca Świętego w bardzo złym stanie. Jako ludzie wiekowi, choć żyliśmy nadzieją, to mieliśmy także świadomość, że jest to nasze ostatnie spotkanie.

Patrząc na Jego dzieła, pamiętajmy o wielkim zaangażowaniu w nasze – Narodu – sprawy i uczmy się wielkiego patriotyzmu, jaki w nas zaszczepiał. Wszyscy patrzyliśmy na Jana Pawła II jako silnego, wysportowanego i rześkiego człowieka, który wskazywał nam drogę do Boga. Jednak kto wie, czy nie ważniejszą była teologia Jego cierpienia, kiedy choć nie mógł mówić, ciągle był pasterzem w milczeniu niosącym swój i nasz krzyż.


not. Mariusz Kamieniecki
drukuj