Nieważna z mocy prawa

Sprawa prywatyzacji PZU, która stała się przedmiotem zajadłych sporów, w znacznej mierze o charakterze czysto propagandowym, obrosła wieloma nieporozumieniami, których pewne publikacje prasowe bynajmniej nie likwidują, a wręcz przeciwnie, wywołują u czytelników dezorientację. Warto zatem wyjaśnić podstawowe kwestie związane ze sporem z Eureko, gdyż wciąż są one nierzetelnie przedstawiane przez część mediów.

Komisja Śledcza do sprawy prywatyzacji PZU stwierdziła 19 podstawowych naruszeń prawa – obowiązujących w Polsce ustaw ubezpieczeniowych, bankowych i o komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych, kodeksu prawa cywilnego, kodeksu prawa administracyjnego itd. Przypomnijmy, że prokuratura apelacyjna w Gdańsku nadal prowadzi śledztwo w sprawie prywatyzacji PZU i wiele badanych przez nią wątków pokrywa się z ustaleniami sejmowej komisji śledczej.


Umowa została złamana


Jednym z najpoważniejszych nieporozumień – i najbardziej dezinformujących opinię publiczną – jest formułowane przez część mediów twierdzenie, jakoby raport Komisji zawierał konkluzję, iż minister skarbu powinien umowę prywatyzacyjną unieważnić w polskim sądzie. Twierdzi się, że jest to rzecz trudna do wygrania i grożą nam niekorzystne wyroki arbitrażowe, jakie Eureko może uzyskać w sądach zagranicznych.

Warto zatem przypomnieć, że po pierwsze, umowa prywatyzacyjna PZU z 1999 r. mówiła wyraźnie, iż wszelkie spory związane z procesem prywatyzacji będą rozwiązywane w polskim sądzie, zatem zgodnie z tą umową nie może być mowy o żadnym arbitrażu przed sądem zagranicznym. Poczynania Eureko są z tą umową niezgodne.

Po drugie, komisja śledcza bynajmniej nie mówiła o rozwiązaniu umowy, lecz stwierdzała rzecz niezmiernie istotną, iż z mocy obowiązującego prawa umowa była nieważna od momentu jej zawarcia. Stwierdzenie nieważności nie jest tym samym, co wniosek o unieważnienie czegoś. Jest to kwestia elementarnej logiki, nie tylko prawnej. Stwierdzenie nieważności nie jest kwestią widzimisię Komisji, lecz wynika z mocy obowiązującego w Polsce prawa, zatem wniosek o stwierdzenie nieważności powinien zostać złożony nie tylko w imię interesu społecznego i ekonomicznego, lecz także w imię ochrony praworządności. Formułowane przez niektórych dziennikarzy twierdzenie o postulacie unieważnienia umowy prywatyzacyjnej wynika zapewne z tego, że nie zadali sobie trudu dokładnego przeczytania końcowego raportu Komisji: Komisja Śledcza nie zalecała Ministerstwu Skarbu Państwa podjęcia procedury unieważnienia umowy prywatyzacyjnej, a coś zupełnie innego, mianowicie MSP lub prokurator generalny winni zwrócić się do polskiego sądu z wnioskiem o stwierdzenie nieważności tej umowy z mocy prawa.

Podstawą do wyciągnięcia takiego wniosku był fakt, iż prywatyzacja PZU SA od początku była obarczona istotnymi uchybieniami, które z mocy prawa powodowały pierwotną, bezwzględną nieważność umowy sprzedaży 30 proc. akcji PZU SA zawartej 5 listopada 1999 r. pomiędzy Skarbem Państwa a Konsorcjum Eureko BV i BIG Banku Gdańskiego SA.


Eureko wprowadziło w błąd


Kluczowa kwestia polega na tym, że wbrew postanowieniom uchwały Rady Ministrów z 18 marca 1999 r., ograniczającym krąg adresatów zaproszenia do rokowań wystosowanego przez ministra Skarbu Państwa wyłącznie do inwestorów z branży ubezpieczeń lub grup podmiotów z udziałem inwestora branżowego, ofertę złożyło – i została ona dopuszczona do dalszego procedowania – konsorcjum Eureko BV i BIG Banku Gdańskiego złożone z podmiotów, z których żaden nie prowadził działalności ubezpieczeniowej. Komisja Śledcza wykazała niezbicie że Eureko BV w trakcie procesu prywatyzacji PZU SA podawało nieprawdziwe informacje, twierdząc, że posiada wymagany przymiot inwestora branżowego. Działania Eureko BV i jego konsorcjanta, polegające na wprowadzeniu w błąd sprzedającego co do statusu oferenta, które w efekcie umożliwiły mu udział w rokowaniach i następnie nabycie wraz z BIG Bankiem Gdańskim 30 proc. akcji PZU SA, mają znamiona, jak mówi się w języku prawniczym, culpa in contrahendo i powinny nawet rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą Eureko BV i BIG Banku Gdańskiego SA wobec ich kontrahenta, tj. wobec Skarbu Państwa. W świetle art. 34 ustawy z 30 sierpnia 1996 r. o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych (DzU Nr 118, poz. 561 z późn. zm.) niespełnienie kryterium „inwestora branżowego” powoduje bezwzględną nieważność rokowań prowadzonych z takim oferentem w celu nabycia akcji, a w następstwie – bezwzględną nieważność umowy sprzedaży akcji PZU SA, zawartej 5 listopada 1999 r.

Co ciekawe, konsorcjum Eureko BV i BIG Banku Gdańskiego SA było traktowane w sposób szczególnie uprzywilejowany w całym procesie wyłaniania przez Skarb Państwa nabywcy pakietu akcji PZU, wskutek czego dwukrotnie przyznano mu wyłączność negocjacyjną. Przepisy ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych i wydanego z delegacji art. 33 ust. 2 ustawy rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie trybu zbywania akcji Skarbu Państwa zezwalają tylko na jednokrotne przyznanie wyłączności negocjacyjnej każdemu z oferentów dopuszczonych do rokowań i przewidują za naruszenie tej zasady, w art. 34 ustawy, sankcję bezwzględnej nieważności całego postępowania w celu wyłonienia nabywcy akcji, a w konsekwencji – bezwzględną nieważność umowy wyłonienia nabywcy akcji, i oczywiście bezwzględną nieważność umowy zawartej w wyniku tego postępowania. Skutek nieważności umowy powstał zatem – znów mówiąc żargonem prawniczym – ex tunc, tj. od chwili jej zawarcia 5 listopada 1999 roku.

Co znowu ciekawe, minister Skarbu Państwa, wbrew upoważnieniu Rady Ministrów, przyznał wyłonionym w wyniku rokowań inwestorom, tj. Konsorcjum Eureko BV i BIG Banku Gdańskiego SA, dodatkowe uprawnienia, które nie zostały wcześniej ujawnione w zaproszeniu do rokowań i nie były oferowane publicznie pozostałym 6 oferentom, którzy odpowiedzieli na zaproszenie do rokowań. Zatem, siłą rzeczy, wstępne, a potem także ostateczne oferty złożone w odpowiedzi na zaproszenie odnosiły się tylko do oficjalnie oferowanego przedmiotu sprzedaży. Doprowadzono oto do sytuacji, w której inwestor, płacąc jedynie za 30 proc. akcji, a więc za pakiet mniejszościowy, uzyskał faktyczną kontrolę nad PZU SA, obsadzając stanowiska w radzie nadzorczej i w zarządzie spółki praktycznie w tych samych proporcjach, co Skarb Państwa, posiadający początkowo 70 proc., a obecnie 55 proc. akcji PZU SA. Działania takie nie tylko naruszały zasady uczciwej konkurencji, ale przede wszystkim – i to jest w sprawie najistotniejsze – wywołały sankcję z art. 34 ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych w postaci bezwzględnej, pierwotnej nieważności umowy sprzedaży 30 proc. akcji PZU SA na rzecz Konsorcjum Eureko BV i BIG Banku Gdańskiego SA.


Sprzecznie z interesem PZU i klientów


Nie można nie dostrzegać, iż uzyskanie przez Eureko BV i BIG Bank Gdański SA znaczącego wpływu na PZU SA w wyniku zakupu jedynie 30 proc. pakietu akcji naruszało ład korporacyjny i doprowadziło do komplikacji w zarządzaniu spółką. Można podejrzewać – bo taka jest logika zarządzania – że uprzywilejowani nadmiernie nabywcy, uzyskawszy uprawnienia osobiste i istotny wpływ na obsadzanie organów spółki, nie byli zainteresowani podnoszeniem wartości PZU SA i wprowadzaniem do spółki nowych rozwiązań technicznych, technologicznych i organizacyjnych (know – how), lecz skupili swą aktywność jedynie na nabyciu dodatkowego, kontrolnego pakietu akcji PZU SA za jak najniższą cenę. To jakby normalne działanie biznesowe we własnym interesie – jest jednak oczywiste, że było to sprzeczne z interesem spółki i jej klientów. Nietrudno zauważyć, że skoro rzecz dotyczyła spółki o takiej wadze dla gospodarki kraju, to było to też sprzeczne z interesem państwa. Byłoby zatem absurdem niepodjęcie przez państwo działań w kierunku likwidacji skutków takiej umowy – poprzez stwierdzenie jej nieważności.

Trzeba podkreślić, że nieważność bezwzględna to najostrzejsza z sankcji przewidzianych w prawie polskim dla wadliwych czynności prawnych, gdyż istnieje z mocy prawa i musi być uwzględniana przez sąd z urzędu, nawet jeśliby żadna ze stron się na nią nie powołała. Nie może też nigdy zostać, jak to mówią prawnicy, konwalidowana czyli nie można jej nadać mocy prawnej ex post. Ustanawiając w art. 34 sankcję pierwotnej bezwzględnej nieważności czynności zbycia akcji wskutek naruszenia procedury prywatyzacyjnej, ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych wszystkie uchybienia traktuje w sposób jednakowy, nie ważąc ich i nie różnicując ich skutku. Zatem w każdym ze wskazanych przez Komisję Śledczą przypadków uchybień nieważność umowy sprzedaży 30 proc. akcji PZU SA powstała z mocy samego prawa i datuje się od 5 listopada 1999 r., tj. od chwili dokonania czynności prawnej.

Niektórzy piszą, że umowę unieważnić jest trudno, i oczywiście mają rację, tylko że w tym przypadku nie o to chodzi, by ją unieważniać, gdyż bynajmniej nie ma takiej potrzeby. Trzeba skorzystać z możliwości, jakie daje prawo i wykazując, jak zalecała komisja śledcza, złamanie prawa przez konsorcjantów, wystąpić o uznanie umowy za nieważną od początku. Są opinie, że można przy tym zasądzić od Eureko i BIG Banku Gdańskiego SA odszkodowanie za przystąpienie do umowy prywatyzacyjnej przy pełnej świadomości faktu, iż nie spełniali warunków, które ich konsorcjum dopuszczały do prywatyzacji. Jest zaś rzeczą prokuratury podjęcie działań wyjaśniających, dlaczego urzędnicy państwowi takie wadliwe prawnie czynności podjęli – i ewentualnie wystąpienie o ich ukaranie. Komisja Śledcza wykazała też, że podmiotem odpowiedzialnym za uchybienia procesu prywatyzacyjnego był także doradca prywatyzacyjny.


Zaprzepaszczone szanse


Korzenie tych błędów, jakie popełniono w prywatyzacji największej polskiej firmy ubezpieczeniowej, tkwią, moim zdaniem, w tym, że PZU w 1991 r. przekształcono w spółkę akcyjną – na początku jako jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a w 1998 r. podjęto proces prywatyzacji. Oczywiście, spółka akcyjna zawsze dąży do osiągnięcia jak najwyższego zysku. To jest w gospodarce rynkowej normalne, a zysk maksymalizuje się zarówno poprzez działania zmniejszające koszty (rozchody), jak i zwiększające przychody, między innymi poprzez podwyższanie cen. Jeśli spółka akcyjna jest monopolistą, to takie postępowanie nie jest ograniczane przez rynek. Firma ubezpieczeniowa funkcjonująca na słabym rynku, a więc o słabej konkurencyjności, mająca silną, prawie monopolistyczną pozycję, miewa skłonność do zawyżania wielkości składek – to są jej przychody – i ograniczania wypłat – to są jej koszty (ściślej mówiąc – rozchody). Odbywa się to między innymi przez stwarzanie barier dostępu podmiotom o wyższym indywidualnym ryzyku i zawyżanie dla nich składek oraz szukanie pretekstów formalnych do niewypłacania odszkodowań. Działalność firm ubezpieczeniowych musi być zatem regulowana i kontrolowana – na przykład przez państwowy urząd.

Warto przypomnieć, że PZU jako państwowe monopolistyczne przedsiębiorstwo powstało decyzją komunistycznego rządu w 1952 r. w drodze likwidacji i przejęcia aktywów przedwojennej Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych – firmy o wieloletniej tradycji, która dzięki solidności, pewności, dbałości o klienta i niskim kosztom cieszyła się powszechnym zaufaniem i szacunkiem obywateli. W 1991 r. przekształcono PZU w spółkę akcyjną, czyli nadano mu formę własnościową odpowiednią dla przedsiębiorstwa komercyjnego, którego celem jest przede wszystkim maksymalizacja zysku jego właścicieli, czyli akcjonariuszy. Zaprzepaszczono zatem szansę przywrócenia tej firmie ubezpieczeniowej najlepszej – moim zdaniem – formuły organizacyjnej dla tego typu działalności – formuły towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych.

Oczywiście, są specjaliści, którzy spierają się, czy formuła ubezpieczeń wzajemnych jest właściwa dla tak dużej i skomplikowanej, działającej na wielu polach firmy ubezpieczeniowej. Są zdania temu przeciwne, ale według mnie, słabo uargumentowane.

Przekształcenie PZU w spółkę akcyjną było konsekwencją przyjętej ogólnej formuły przekształcania przedsiębiorstw państwowych w jednoosobowe spółki Skarbu Państwa. W przypadku tak specyficznego przedsiębiorstwa jak PZU trzeba było jednak po prostu przywrócić formę przedwojenną – byłoby to nie tylko najlepsze dla klientów, ale nie dawałoby podstaw do późniejszych „korowodów” z próbami taniego przejęcia firmy. W końcu wiadomo, że jest to skądinąd normalna rzecz: w biznesie na całym świecie podejmuje się tysiące tak zwanych wrogich przejęć – w celu likwidacji konkurentów – i tanich przejęć – by spółki nabyć za psi grosz, i albo korzystać z wypracowywanych przez nią zysków przez wiele lat, albo odsprzedać z sowitym jednorazowym zyskiem innemu nabywcy.

prof. Jerzy Żyżyński

Autor był członkiem zespołu doradców przewodniczącego Komisji Śledczej ds. prywatyzacji PZU, posła Janusza Dobrosza.

drukuj