„Niedziela” z Radiem Maryja
Z księdzem infułatem Ireneuszem Skubisiem, redaktorem naczelnym Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, rozmawia Sławomir Jagodziński
W najnowszej „Niedzieli” po raz kolejny znajdziemy refleksję na temat mediów katolickich. Wiodącym tematem numeru jest Radio Maryja…
– Główny temat to rzeczywiście Radio Maryja i jego założyciel o. Tadeusz Rydzyk CSsR. Co jakiś czas w „Niedzieli” publikujemy materiały, które dają Czytelnikowi pewien większy zestaw wiarygodnych informacji na jakiś konkretny temat. Tym razem chcieliśmy więcej miejsca poświęcić właśnie toruńskiej rozgłośni. Przede wszystkim zamieszczamy duży wywiad z Ojcem Dyrektorem, który odpowiada na wiele pytań dotyczących całokształtu Radia Maryja. Pytamy o to, jak ojciec postrzega tę rozgłośnię, jakie ma ważne spostrzeżenia, choćby w tych dziełach towarzyszących Radiu, jak Telewizja Trwam, „Nasz Dziennik” czy wyższa uczelnia.
Chodziło nam zatem o jakieś ujęcie całokształtu pracy ojca Tadeusza Rydzyka i myślę, że ten wywiad pod tym względem jest ważny. Bo czasem bardzo wiele się mówi w mediach o Radiu Maryja w sposób taki marginalny, czasami tylko z aspektem krytycznym. Nie ma w tych wypowiedziach studyjności, ale za to często jest pewna napastliwość. „Niedziela” chciała dać taki zwyczajny, spokojny obraz Radia Maryja, obraz pozbawiony negatywnych emocji, agresji. Stąd pytania o funkcjonowanie katolickiego radia, o trudności, ale także o ludzi nieżyczliwych toruńskiej rozgłośni, bo tacy – nie da się ukryć – są. Myślę, że warto zapoznać się z tą rozmową. Szczególnie ludzie, którzy nic nie wiedzą na temat idei powstania Radia Maryja, na temat jego słuchaczy czy mają zamglony obraz tej rozgłośni – mogą dowiedzieć się wiele od samego jej założyciela i dyrektora. I to jest bardzo cenne.
Rozmowa z Ojcem Dyrektorem to główny tekst poświęcony tematowi Radia Maryja, ale nie jedyny…
– Zamieszczamy też wypowiedź specjalisty od mediów księdza biskupa Adama Lepy, który mówiąc o Radiu Maryja, stwierdza, że to „pierwsze w Polsce radio interaktywne”. W fachowy sposób ksiądz biskup porusza bardzo ciekawy aspekt funkcjonowania Radia Maryja. Przy wywiadzie jest także opublikowana trudna historia Radia Maryja, krótki tekst „Radio opiniotwórcze”, a także charakterystyka programu rozgłośni. To są nasze redakcyjne opracowania.
„Jest z nami jak domownik” – to z kolei tytuł mojej refleksji na temat obecności Radia Maryja w naszym życiu i w naszych domach. Polecam też ciekawy felieton senatora Czesława Ryszki poświęcony trosce o Radio, o ład w życiu społeczno-politycznym.
Jakie jeszcze tematy porusza w bieżącym numerze „Niedziela”?
– Obok tekstów dotyczących Radia Maryja jak zawsze zamieszczamy katechezę Ojca Świętego Benedykta XVI – tym razem o świętych małżonkach Pryscylli i Akwili. Jest też wiele niedługich tekstów informacyjnych. Zwrócę uwagę również na rozmowę na temat Europy, którą z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Hansem-Gertem Pötteringiem przeprowadził nasz wrocławski redaktor ks. Cezary Chwilczyński, a także na ciekawy wywiad z przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski ks. abp. Józefem Michalikiem pt. „Zachować nadzieję i ufność”. Poza tym mamy jeszcze dwie ważne rzeczy: oświadczenie senatorów w sprawie antypolskiej książki Jana Grossa skierowane do ministra spraw zagranicznych i oświadczenie w sprawie miesięcznika „Midrasz” skierowane do ministra spraw wewnętrznych i administracji. W tym czasopiśmie zaatakowana i skrzywdzona została Zofia Kossak Szczucka, którą posądzono o antysemityzm. My mamy do niej szczególny sentyment, bo ona zakładała „Niedzielę” po 1945 roku.
Przypomnę, że w każdym numerze tygodnika mamy bardzo praktyczną wkładkę liturgiczną z wprowadzeniem do Liturgii na każdy dzień.
W ubiegłym roku „Niedziela” obchodziła 80-lecie swego istnienia. To szmat czasu, różne wyzwania, także różne okoliczności wydawnicze. Jakim pismem „Niedziela” jest dziś? Do kogo jest kierowana, jakie stawia sobie cele?
– Cele wiążą się z adresatem katolickiego tygodnika, którym jest polska rodzina. Chodzi zatem o ludzi zarówno starszych, jak i młodszych. Słuszność takiego nastawienia radiacji potwierdziły niedawno badania socjologiczne, które pokazały, że mamy czytelników z różnych grup wiekowych, z różnym wykształceniem, czytają nas w takim samym procencie zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Może trzeba jeszcze zatroszczyć się, aby docierać bardziej do pewnych środowisk, np. środowiska wiejskiego, aby tam nas więcej czytano. Jednak ogólnie rzecz ujmując, kierujemy tygodnik do polskiej rodziny i myślę, że taka rodzina nas właśnie czyta.
Od jesieni 2006 r. „Niedziela” ma nową szatę graficzną. Czym podyktowana była ta zmiana?
– Były głosy, aby dostosować się wyglądem tygodnika do bardziej współczesnych wymagań. Dziś wiemy, że wyszło to nam na dobre, gdyż jest zwiększenie czytelnictwa. Od strony redakcyjnej było to dla nas pewne wyzwanie, ale szybko opanowaliśmy nowe wymagania. Przygotować to wszystko i przeprowadzić nie było łatwo, bo przecież mamy też 20 edycji diecezjalnych i 2 zagraniczne. Udało się. Redakcja zyskała, bo nowe wyzwania graficzne przekładają się na nowe wymagania dotyczące tekstów, podejmowanych tematów – myślę, że z korzyścią dla „Niedzieli”.
Wspomniany już w tej rozmowie ks. bp Adam Lepa stwierdził, że „Niedziela” jest pismem, które przez lata dochowało wierności Kościołowi i Ojczyźnie. Nie trzeba chyba szukać lepszego komplementu dla katolickiego czasopisma?
– Taka postawa mieści się przecież w naszej tożsamości ludzi Kościoła i zadaniu służenia Kościołowi w Polsce. Przez lata było nam może łatwiej, bo od razu stanęliśmy bardzo blisko Jana Pawła II. Ułatwiło to realizowanie zadania właśnie tego wiernego trwania przy Papieżu, przy jego nauczaniu, przy Kościele. I tak już zapewne będzie.
Cały czas przejęci jesteśmy wydarzeniami związanymi z rezygnacją ks. abp. Stanisława Wielgusa. Sprawa się bowiem tak naprawdę jeszcze nie skończyła, zbyt dużo pozostaje wciąż znaków zapytania. Dopiero teraz pojawiają się fachowe analizy dokumentów z teczki, z których zaczyna powoli wynikać, że medialny sąd nad arcybiskupem okazał się, delikatnie mówiąc, zbyt pochopny. Jakie świadectwo wystawia to tym dziennikarzom, którzy stanęli w grudniu i na początku stycznia na pozycji sędziów, a czasem i katów?
– W tej sprawie mam zdecydowaną opinię: dziennikarze źle się zachowali, zachowali się bardzo brutalnie. Nawet porównując inne sprawy związane z lustracją osób publicznych, takiej agresji świata mediów, jak ks. abp Stanisław Wielgus, nikt nie doświadczył. W przypadku innych osób, nawet tych byłych komunistów, widać było pewien umiar, tutaj nie. Zachowanie wobec ks. abp. Wielgusa było nacechowane furią. Takiej opinii dał przecież wyraz choćby ksiądz Prymas w homilii z 7 stycznia br., mówiąc, że „nie chcemy takich sądów”.
Istotnie, w całej sprawie wiele spraw wymaga jeszcze wyjaśnienia, także od strony prawnej. Wychodziłbym tu od idei państwa, które powinno być życzliwe dla obywateli. Kiedy się jednak dopuszcza do trwającego ponad dwa tygodnie agresywnego ataku medialnego na osobę biskupa Kościoła, gdy dochodzi do ostrych, brutalnych sformułowań, gdy niszczy się człowieka, wszędzie pokazuje jego wizerunek, to coś jest chyba nie w porządku! Formułowano oskarżenia na podstawie niesprawdzonych mikrofilmów dokumentów. Żądano od arcybiskupa, aby pamiętał i opowiadał szczegóły wydarzeń z ponad 30 lat. Jeśli się coś nie zgadzało, to ogłaszano wszędzie, że arcybiskup kłamie. Zapytałbym każdego z tych dziennikarzy, publicystów, redaktorów, czy oni pamiętają wszystkie wydarzenia z choćby 20 lat i czy w szczegółach się nie pomylą?
Ksiądz arcybiskup Wielgus został niesprawiedliwie potraktowany, nieustannie zakładano jego złą wolę. Po tym wszystkim widać, że chodziło o to, aby człowieka zniszczyć, podeptać. I to jest godne napiętnowania. W dodatku jeszcze ci atakujący ludzie mówią, że są katolikami! Należy zatem zapytać, gdzie podziało się w ich działaniach ewangeliczne traktowanie człowieka, podejście do drugiego na wzór Chrystusa?
Trzeba powiedzieć wprost – ks. abp Stanisław Wielgus został skrzywdzony przez dziennikarzy. Został zniesławiony. Stąd Ojciec Święty stanął w trudnej sytuacji, aby po niedawnej nominacji przyjąć rezygnację księdza arcybiskupa, który uznał, że w sytuacji, w jakiej postawiły go przede wszystkim media, nie może pełnić swej pasterskiej posługi. Są przecież przypadki, iż czasem niewinnemu proboszczowi ktoś może tak zniszczyć opinię w danym środowisku, że biskup i tak musi przyjąć jego ustąpienie z parafii.
Za tym medialnym zniesławieniem stali konkretni ludzie…
– Niewątpliwie, za ten bałagan, dezorientację, za to popsucie opinii człowiekowi i zniszczenie go są odpowiedzialne konkretne osoby. Stąd też uważam, że sprawa powinna być podjęta przez czynniki Ministerstwa Sprawiedliwości, powinien być proces o zniesławienie. To powinno wyjaśnić całą sprawę do końca.
Dziękuję za rozmowę.
