Bogaty świat zapomniał o trędowatych

Z dr. Kazimierzem Szałatą, prezesem Fundacji Polskiej Raoula Follereau i fundatorem Międzynarodowej Unii Stwarzyszeń Follereau, rozmawia Sławomir Jagodziński

Co roku w ostatnią niedzielę stycznia obchodzony jest specjalny dzień poświęcony trędowatym. Jakie cele przyświecają obchodom tego dnia?
– Kiedy Raoul Follereau ogłosił po raz pierwszy w 1954 roku Światowy Dzień Trędowatych, trąd był już chorobą zapomnianą w Europie i innych rozwiniętych częściach świata. Tymczasem w Afryce, w Azji, na Wyspach Pacyfiku żyło w nieludzkich warunkach ponad dwadzieścia milionów trędowatych, którzy wymagali opieki. Światowy Dzień Trędowatych miał być okazją do przedstawienia całemu światu dramatu ludzi dotkniętych tą straszną chorobą.

Czy Dniowi Trędowatych towarzyszy jakiś szczególny program, jakieś inicjatywy?
– Według zamysłu Follereau, miał to być czas swoistego rodzaju rekolekcji, byśmy umieli znaleźć trochę miejsca w sobie dla tych, którzy nas potrzebują. Zatem we wszystkich krajach odprawiane są specjalne nabożeństwa w kościołach, organizuje się kwesty, w teatrach odbywają się spektakle charytatywne na rzecz trędowatych.
Inaczej wyglądają obchody tego dnia w krajach misyjnych. Tam jest to prawdziwe święto trędowatych. Na organizowanych uroczystościach, często z udziałem władz państwowych, wszyscy bez wyjątku – minister, prezydent, lekarz czy trędowaty – pojawiają się w takich samych strojach. Jest to okazja do prawdziwej promocji ludzi, którzy zostali wyleczeni z trądu i wracają do normalnego życia w swoich rodzinach, wioskach i parafiach. W ten sposób realizuje się zamysł Raoula Follereau, który w latach czterdziestych ubiegłego stulecia wraz z grupą misjonarek zaczął na Wybrzeżu Kości Słoniowej zamieniać przeklęte leprozoria w wioski godnego życia wśród innych. Pierwszą wzorcową realizacją tego marzenia była legendarna wioska Adzopé. Później tych wiosek Follereau powstawały setki.

Trąd to jedna z najstarszych chorób świata, ale, niestety, wciąż nie jest to choroba, która przeszła do historii. Jaka jest skala tego zjawiska dziś?
– Dzięki odkryciu skutecznej terapii przy pomocy kombinacji antybiotyków (PCT) w ciągu ostatnich 25 lat wyleczono ponad 14 milionów trędowatych. Mimo to trąd nadal zbiera swoje tragiczne żniwo. Ilu jest dziś na świecie chorych – tego dokładnie nie wie nikt, gdyż trąd występuje w najuboższych rejonach świata, gdzie nie ma dróg, internetu, służby medycznej, gdzie zapuszczają się tylko najodważniejsi misjonarze. Wiemy natomiast, że w ostatnich latach rocznie odkrywa się około 400 tys. nowych przypadków tej strasznej choroby. Ponieważ trąd bezlitośnie okalecza człowieka, ocenia się, że ponad trzy miliony wyleczonych osób to kaleki niezdolne do samodzielnej egzystencji. Zatem pomoc dla trędowatych obejmuje siłą rzeczy również tych, którzy zostali wyleczeni z trądu, ale są kalekami albo ze względu na – niestety – wciąż obecny w wielu krajach paniczny lęk przed „trędowatym” nie mogą wrócić do normalnego życia w rodzinie.

W jakich krajach jest najwięcej chorych na trąd?
– Mapa trądu pokrywa się z mapą biedy. Zatem rejony najbardziej dotknięte tą straszną chorobą to Indie, Wietnam, Korea, wyspy Pacyfiku, Afryka i Ameryka Południowa – jednym słowem – najbiedniejsze kraje misyjne.

Obecnie trąd jest chorobą uleczalną. Co zatem sprawia, że nadal stanowi w niektórych zakątkach świata tak poważny problem?
– Europa i inne kraje rozwinięte uwolniły się od trądu, zanim jeszcze odkryto skuteczne lekarstwo. Trąd występuje tam, gdzie swoje tragiczne żniwo zbiera inna śmiertelna, choć uleczalna choroba, jaką jest głód. Zatem pierwszą przyczyną tej dramatycznej sytuacji jest po prostu bieda, brak świadomości sanitarnej, brak zorganizowanej opieki medycznej. Nie jest więc sprawą przypadku, że człowiek, który zrobił dla trędowatych najwięcej, Raoul Follereau, nie był lekarzem, ale raczej filozofem, a nade wszystko człowiekiem, który był świadkiem Bożego Miłosierdzia. Bo nie tyle lekarstw nam dziś brakuje, ale miłości. Nie potrafimy za o. Beyzymem, o. Damianem, Matką Teresą, dr. Aujoulat i innymi dostrzec twarzy Chrystusa w nieludzko zdeformowanej twarzy człowieka trędowatego. Same leki potrzebne do skutecznej terapii to tylko suma około 30 zł. Ale mówimy o krajach, w których ludzie nie mają nic. Oczywiście trzeba utrzymać ośrodki, wyposażyć je, zapewnić łączność i transport.

Raoul Follereau mówił, że walka z trądem będzie skuteczna, jeśli będzie zarazem walką z „wszelkim trądem”.
– Słusznie pan zauważył, że Raoul Follereau wiązał istnienie przerażających leprozoriów i wyklętych wysp dla nieszczęśników z trądem, który dotyka nas; bezbożność, relatywizm moralny, znieczulica, ludzka nikczemność. To wszystko sprawia, że bogaty świat zapomniał o trędowatych. Kiedyś Follereau, zwracając się do mocarstw militarnych USA i ZSRS, poprosił o przekazanie ceny dwóch bombowców, która wystarczyłaby na wyleczenie wszystkich trędowatych. Ale nasza „piękna, racjonalna cywilizacja” nie zdobyła się na taki gest. Mimo programów Światowej Organizacji Zdrowia nadal jedna trzecia wszystkich trędowatych na świecie leczona jest przez misjonarzy w ośrodkach Follereau za pieniądze zebrane przed kościołami w ostatnią niedzielę stycznia.

Od lat trędowatym pomaga Międzynarodowa Unia Stowarzyszeń Raoula Follereau. Co to za organizacja? Jak wygląda niesiona przez nią pomoc?
– Międzynarodowa Unia Stowarzyszeń Raoula Follereau skupia kilkadziesiąt stowarzyszeń i fundacji pracujących na rzecz trędowatych na całym świecie. Dzięki strukturze naszych ośrodków rozrzuconych po całym świecie można organizować skuteczną pomoc przez realizację kompleksowych programów dla poszczególnych regionów i krajów. Krótko mówiąc, umożliwia to zorganizowanie skutecznej pomocy tam, gdzie jest ona szczególnie potrzebna. Dziś z troską myślimy o Czadzie, o trwającym dramacie uchodźców, wśród których trąd stanowi poważne zagrożenie, o nękanym na nowo konfliktem zbrojnym Libanie, o krajach afrykańskiego Sahelu, a także o Indiach, gdzie mamy najwięcej trędowatych. Międzynarodowa Unia wspiera także formację lekarzy, kleryków afrykańskich seminariów oraz finansuje badania naukowe nad trądem.

Jaki udział w pomocy chorym na trąd ma Polska?
– Polska ma ogromny udział w walce z trądem. Wspomniany ojciec Beyzym jest doskonale znany w wielu krajach. Mamy piękną tradycję misyjną, którą w ostatnich latach tak wspaniale kontynuowali i kontynuują tacy misjonarze, jak dr Wanda Błeńska, o. Żelazek, o. Wiśniewski, dr Pyz i wielu innych. Światowy Dzień Trędowatych, który od 1996 roku organizuje Fundacja Polska Raoula Follereau, jest także okazją do pokazania ich wspaniałej pracy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj