Niskie ceny jabłek
Sadownicy z Podkarpacia biją na alarm. Niska cena jabłek w skupach sprawia, że tegoroczna produkcja dla wielu z nich przestaje być opłacalna, a to może doprowadzić do likwidacji wielu hektarów sadów.
Mimo obaw mroźna zima nie spowodowała większych strat, a niskie temperatury sprawiły nawet, że drzewa nie uległy porażeniu przez niektóre choroby. Szkód nie wywołało też suche lato, dlatego jabłek w br. jest dużo, a przy tym są wyjątkowo słodkie i aromatyczne. Urodzaj i niskie ceny nie sprzyjają jednak wielu podkarpackim sadownikom. Jak podkreśla Marian Szeliga, właściciel Specjalistycznego Gospodarstwa Sadowniczego w Żurawicy k. Przemyśla, ceny jabłek są niewspółmiernie niskie do poniesionych nakładów, podczas gdy ceny energii i paliwa stale rosną. Na Ogrodniczym Rynku Hurtowym w Sandomierzu – największej giełdzie rolnej w południowo-wschodniej Polsce, ruch jest duży, a kilogram popularnych malinówek można kupić za mniej niż złotówkę. Nieco droższe są inne odmiany.
Przetwórnie za kilogram jabłek przemysłowych płacą 0,3 zł, a za kilogram jabłek deserowych hurtownicy oferują od 0,7 do 1,2 zł. Urodzaj i niskie ceny cieszą wprawdzie hurtowników i smakoszy jabłek, spędzają jednak sen z powiek sadownikom, dla których produkcja staje się nierentowna. Tymczasem z danych prognozowanych przez GUS wynika, że w br. zbiory jabłek będą się kształtować na poziomie ok. 2,3 mln ton, czyli wyższym niż zapotrzebowanie polskiego rynku. W opinii sadowników, wyjściem z tej trudnej sytuacji byłby wzrost cen o co najmniej 30 proc. bądź eksport owoców. Tymczasem największy odbiorca owoców – Rosja, do której jeszcze niedawno wysyłaliśmy ok. 500 tys. ton jabłek rocznie, wprowadziła embargo na polskie produkty. Dlatego – ratując się przed bankructwem – hurtownicy sprzedają owoce m.in. na Litwę i Słowację oraz do Czech, szukają też innych odbiorców na zachodzie Europy, gdzie tegoroczne zbiory były niższe. Nawiązali już pierwsze kontakty m.in. w Niemczech, Anglii i Holandii.
