Pragmatyzm w miejsce konfrontacji

Z wiceprzewodniczącym Polskiego Stronnictwa Ludowego posłem Eugeniuszem Grzeszczakiem rozmawia Mikołaj Wójcik

Mija tydzień od posiedzenia NKW PSL, podczas którego wyrazili Państwo wolę rozmów z PiS o stworzeniu większościowej koalicji. Sytuacja polityczna się zmieniła, ale czy zmieni się Państwa stanowisko?

– Uwarunkowania polityczne rzeczywiście są inne. Sprawiło to, że scena polityczna rozwija się bardzo dynamicznie. W piątek nastąpiło pewne uspokojenie, a w niedzielę znów padły konfrontacyjne propozycje premiera Jarosława Kaczyńskiego. To dla nas duży problem.

Na czym on polega?

– My w zasadzie nie stawiamy PiS warunków. Proszę zwrócić uwagę, że często to dziennikarze dopytują o to, jakie chcemy stanowiska. Ale to chyba ich bardziej interesuje. Bo nas interesuje, czy to partnerstwo ma szansę trwać w dłuższej cezurze czasowej, czy styl rządzenia się zmieni, wreszcie – za jakie dokładnie zdefiniowane obszary zdaniem PiS mielibyśmy wziąć odpowiedzialność. To nie my chcemy to artykułować.

Czy to znaczy, że absolutnie nie ma żadnych warunków ze strony PSL?

– Jest jeden – oczyszczenie tej atmosfery. Bo w klimacie konfrontacji i kryzysu my, ludowcy, źle się czujemy. Mamy bardziej pragmatyczne podejście do sprawy.

Ten pragmatyzm przejawia się w Państwa sprzeciwie wobec łączenia kampanii przed wyborami samorządowymi z parlamentarną?

– Tu chodzi o szacunek, jaki należy się samorządowcom. Nie można zamętem warszawskim robić im młynka w chwili, gdy powinni jak najjaśniej zaprezentować ludziom swoje dokonania z mijającej kadencji i poddać się egzaminowi w wyborach lokalnych. Nałożenie się obu kampanii prowadzi do zniechęcenia społeczeństwa. Stąd oczekujemy od PiS deklaracji – czy chce szybkich wyborów, które wcale nie muszą być 26 listopada, czy też dłuższej perspektywy na czas określony.

Tylko że jeśli nie koniec listopada, to potem mamy grudzień – święta, zima. To nie najlepsza perspektywa dla liczących na poparcie elektoratu wiejskiego.

– Panie redaktorze, wieś dziś to już nie takie tereny, gdzie się nie wyjeżdża tygodniami z zagrody. Pługi odśnieżają codziennie, a samochód jest dość powszechnym środkiem lokomocji.

Znam miejscowości, niedaleko Warszawy, gdzie zimą zaspy są olbrzymie, a pług trzeba sobie organizować samemu, na co nie wszystkich stać.

– Trzeba by sprawdzić, pod czyim kierownictwem jest zarząd drogowy i odgrzać to burmistrzowi przed wyborami.

Na pewno w wyborach samorządowych to się bardziej liczy dla ludzi niż fakt, czy burmistrz jest z PiS czy PSL.

– To przecież samorządy pokazały nam, że można rozmawiać w różnych konfiguracjach.

Na przykład Mazowsze…

– Albo Wielkopolska. A więc to już dwa przykłady. PiS, PO, PSL i LPR – i wspaniałe osiągnięcia. Jeżeli potrafimy tego dokonać na tym poziomie, to dlaczego nie w parlamencie?

Może winne jest postrzeganie tej polityki „centralnej” jako swego rodzaju teatru? Każdy ma swoje role – premier musi ostro powiedzieć o opozycji, Platforma na to zareagować itp.

– Niestety, coraz częściej demokracja parlamentarna zamienia się w medialną. W takiej rzeczywistości nie wiadomo, jak się zachować. Lepiej, byśmy specjalistów różnej miary angażowali i wykorzystywali do rozwiązywania problemów społecznych, których mamy wiele, a nie do wyliczania słupków sondaży i radzenia nad poprawą wizerunku. W terenie nie ma wirtualnej rzeczywistości – jest ta brutalna, codzienna. A tutaj pozytywne rozwiązania kreuje się trudną, ciężką pracą, a nie tą wizerunkową.

Teraz są środki z Unii Europejskiej, wszyscy mówią o wielkiej szansie związanej z koniunkturą. Może więc wejść do tego rządu i tą ciężką pracą przyczynić się do rozwoju?

– Warto choćby uspokoić sytuację, porozmawiać poważnie, co w najbliższym okresie rozwiązać pozytywnie. Oczekujemy też jasnej deklaracji, czy naprawdę idziemy na wybory.

PiS mówi raczej: umowa na czas określony, czyli do 2009 roku.

– My też mówimy: „czas określony”. I nie precyzujemy, o jaki okres chodzi. Myślę, że nie można niczego wykluczyć. Na dzień dzisiejszy oczekujemy poważnej oferty z PiS. Dopiero wówczas będziemy wiedzieli, o czym mówimy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj