Czy strach mieszkać w Polsce?
Czy Polska jest bezpieczna? Uważam, że tyle jest bezpieczeństwa w naszym kraju, ile w nas samych determinacji do życia uczciwie i odpowiedzialnie.
Tyle jest bezpieczeństwa w Ojczyźnie i dla Ojczyzny, ile jest w nas świadomości, że my sami – nasze działania i postawy decydują o tym, czy jesteśmy bezpieczni.
Wydawać się może Czytelnikowi, że jest za mały, za słaby na „tak wielkie sprawy”. Często to słyszę, nawet wśród zaprzyjaźnionych dziennikarzy (!), gdy nasze dyskusje schodzą na gorące tematy – a to roli zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi, a to bardzo ważnej decyzji prezydenta o nominowaniu, po niemal roku przymiarek i przemyśliwań, nowego ministra – szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Otóż słyszę, zaskoczona, takie oto zdania: „Oj, co my możemy! Nic nie znaczymy wobec wielkiej polityki! To takie groźne, niebezpieczne!”.
Obiegowa wiedza, czym jest „bezpieczeństwo narodowe”, jest tak marna, tak powykręcana, że aż sama w sobie stanowi… zagrożenie! Gdy pozwalamy sobie na bycie ignorantami, gdy nie uczymy się, nie śledzimy nowych zjawisk i nie mamy ochoty ich poznawać czy choćby lepiej rozumieć, stajemy się – za własnym przyzwoleniem – znakomitym łupem, wymarzonymi kandydatami na przyszłe ofiary. Łatwo nami wtedy manipulować, oszukiwać nas, wykorzystywać do uzyskiwania poparcia dla nieuczciwych celów. A szczególnie gdy w grę wchodzą wybory.
Nie tylko polityka
„Bezpieczeństwo narodowe” to nie wyłącznie wielka polityka, od której najchętniej trzymalibyśmy się z daleka. Bezpieczeństwo Ojczyzny zaczyna się w najmniejszej społeczności kształtującej światopogląd, podstawowe wartości – w rodzinie. Samorząd lokalny to grupa takich rodzinnych, środowiskowych społeczności. W obrębie samorządu dostaniemy tyle możliwości wpływu na władze ogólnopolskie, ile sobie zagwarantujemy (wybierzemy) w swoim najbliższym rejonie.
Bezpieczeństwo lokalne – to i policja, i straż pożarna, i przedstawiciele władzy, którzy albo będą mieli poczucie odpowiedzialności za swój teren, za swoich wyborców, albo będą zainteresowani jedynie swoimi korzyściami. Ale dzisiaj nie ma już raczej mowy o „prywacie” – stykamy się jedynie z ludźmi uwikłanymi w interesy grup nacisku. Z politykami najniższego szczebla, którzy kierują się interesem nawet już nie osobistym (tym też, bo w końcu o ich zysk tu chodzi), ale przede wszystkim obowiązkami wobec partii – grupy nacisku. Będą nam obiecywali np. nowe zakupy sprzętu dla jednostki straży pożarnej, budowę nowej remizy albo podwyżkę pensji dla komendanta policji w gminie. I na tym się skończy. Na obietnicach, w których tak znakomicie specjalizują się od wielu lat…
Partia nie musi być grupą nacisku. Może być także grupą ludzi związanych wspólną ideą – odbudowy dobra wspólnego, środowiska lokalnego, a więc i dobra Ojczyzny.
Tu zaczyna się myślenie o podstawach budowania bezpieczeństwa narodowego – od odpowiedzialności za bezpieczeństwo lokalne.
Bezpieczeństwo lokalne
Realizując przed 10 laty dla Telewizji Polskiej cykliczny program pt. Raport o zagrożeniach, spotykałam w Polsce niezwykłych ludzi, niezwykłe postawy. Na tamten czas – heroicznych Polaków. Nie wiem, gdzie dzisiaj są, co się z nimi stało pod wpływem rządów postkomunistycznych grup nacisku. Warto dzisiaj ich przypomnieć – dla przykładu.
W Ostrowi Mazowieckiej miejscowy samorząd zdobył sponsorów, by kupić dla miasta najnowocześniejszy wóz straży pożarnej, wyposażony we wszelkie nowe urządzenia do akcji ratowniczych, w tym samochodowych. W samym centrum miasta, jako spadek po komunie, było groźne skrzyżowanie dróg. Gwałtowne nasilenie ruchu drogowego w latach 90. stało się przyczyną wielu dramatycznych wypadków w tym miejscu. Przebudowa ulic, budowa obwodnicy to jak wiadomo ogromne koszta i długi proces. Zaczęto więc od tego, co można było najszybciej osiągnąć – pozyskano poparcie Biura Bezpieczeństwa Narodowego, znaleziono sponsora, kupiono nowoczesny wóz. Z tego, co wiem, dzisiaj w Ostrowi drogi są już nowe.
W Łodzi spotkaliśmy z kamerą zawziętych pasjonatów ratownictwa drogowego, lekarzy ratowników, społecznie szkolących w zakresie medycyny ratowniczej, przebijających się z prelekcjami i szkoleniami do szkół, do mediów. Owładnięci byli pasją zorganizowania centrum ratownictwa, w którym szkolono by wszystkich chętnych, także amatorów, grupy zawodowe szczególnie narażone na ryzyko, kierowców zawodowych (tirów, taksówek itp.), elektryków (wysokie napięcie!), dyrektorów szkół czy opiekunów w bursach młodzieżowych. Nie wiem, gdzie dzisiaj są ci ludzie, ich idee… Jakoś przez 10 lat słuch o nich zaginął. A media wolą wciąż nicować sprawę medyków kryminalistów z łódzkiego pogotowia.
W Poznaniu filmowaliśmy znakomitą salę treningową dla szkoły pożarniczej w Bydgoszczy – heroicznie domagającej się wsparcia służby ratownictwa chemicznego (w Zachemie zbiorniki z chlorem zagrażały życiu całego miasta), ale też wspieraliśmy naszą „ogólnopolską kamerą” wspaniałych strażaków ze straży pożarnej, którzy wtedy jako jedni z pierwszych w kraju kompletowali pełen wykaz zagrożeń chemicznych i pożarowych w Bydgoszczy i okolicy. (W centrum miasta były zakłady mięsne stosujące… bojowy gaz fosgen!, śmiercionośny gaz bojowy zakazany jeszcze po I wojnie światowej!).
W Jeleniej Górze nakręciliśmy kilka odcinków z alpinistami-ratownikami górskimi oraz strażą pożarną i pogotowiem ratunkowym. Otóż w Polsce jest mnóstwo miejscowości turystycznych o dużym nasileniu ruchu ludności, a w nich wiele drewnianych czy nawet i murowanych, ale niezabezpieczonych dużych ośrodków wypoczynkowych, schronisk, położonych wysoko, w trudno dostępnych rejonach. Animowaliśmy tam – dla potrzeb programu telewizyjnego – ćwiczenia z wzorowej akcji ratowniczej na wypadek pożaru, wybuchu. Straż pożarna potrzebowała ponad godziny na dotarcie do płonącego schroniska, ratownicy górscy byli po pół godzinie, bohatersko ewakuowali turystę po turyście, używając sprzętu alpinistycznego. Gdyby to był prawdziwy pożar, to życie ratowników-alpinistów byłoby ogromnie zagrożone.
Wreszcie w Warszawie, niemal w centrum stolicy filmowaliśmy akcję straży pożarnej. Pojechaliśmy na wezwanie alarmowe do jednego z 10-piętrowych bloków z wielkiej płyty. Paliło się mieszkanie na najwyższym piętrze, a w środku była uwięziona matka z dwojgiem dzieci! Z kamerą jechaliśmy wozem strażackim, na sygnale, wszystko było „na serio”. Któż z nas mógł przypuszczać, że alarm okaże się w skutkach nie taki groźny, ale dramat rozpoczął się już podczas samej próby szybkiego dotarcia strażaków na miejsce. Na ulicach stolicy – aroganccy kierowcy, nieustępujący drogi, obrażeni na straż pożarną piesi (przecież tak spieszą się do swoich spraw, że nie będą ustępować wozom strażackim na… pasach!), a wreszcie – pozagradzane łańcuchami wjazdy do klatek schodowych, na klatkach – kraty i kłódki, aż do ostatniego piętra. W zadymionym mieszkaniu zastaliśmy matkę z dziećmi w straszliwej panice, tlącą się boazerię. I tłum ciekawskich, podekscytowanych sąsiadów. Nie znalazł się wśród nich nikt, kto umiałby udzielić kobiecie pomocy!
Nie tak dawno przeżywaliśmy w Warszawie atak bombowy na metro – bomby okazały się fałszywe. Można poddać się zjadliwej, głupiej propagandzie mediów, że to niby taka prowokacja przedwyborcza… Ale mógł to być atak prawdziwy. Co wtedy? Ilu z nas umie się zachować w tak groźnej sytuacji? Ilu z nas potrafi zareagować w odpowiedni sposób, gdy widzi „niczyją” paczkę w metrze, autobusie, pociągu?
Bezpieczeństwo narodowe to te nasze malutkie podwórka, ten 10-piętrowy blok w mieście, zakład przetwórstwa mięsnego z niebezpiecznym gazem w środku, to nasza złotówka dorzucona do społecznej zbiórki zorganizowanej przez władze samorządowe na zakup nowoczesnego wozu strażackiego…
Bezpieczeństwo narodowe to hydrant z wodą na podwórku przed blokiem, to świadomość, że powinniśmy umieć udzielać pomocy medycznej, zarówno sobie, rodzinie, jak i sąsiadom, powiadamiać policję czy straż pożarną, dostrzegać zawczasu zagrożenia i im się przeciwstawiać.
By być bezpiecznym, musimy płacić podatki, bo z naszych pieniędzy biorą się fundusze na obronność, czyli na wojsko, ale i na policję, straż pożarną, ratownictwo chemiczne, medyczne. Mamy też pełne prawo domagać się od przyszłych samorządowców wielkiej troski o nasze „bezpieczeństwo lokalne, regionalne”, a potem będziemy mieć prawo i obowiązek rozliczać ich z wykonanych obietnic wyborczych w tej dziedzinie.
Po pierwsze informacja
Na najwyższych poziomach politycznych – rządowych czy wojewódzkich, do ochrony naszego bezpieczeństwa w ujęciu globalnym, czyli tak narodowym, jak i międzynarodowym, powołane są odpowiednie urzędy, np. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Powinno ono pozyskiwać na bieżąco wszelkie informacje dotyczące stanu bezpieczeństwa w Polsce, a także wszelkich prawdopodobnych zagrożeń. BBN to organ powołany po to, by służyć wiedzą Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i zwierzchnikowi sił zbrojnych, czyli prezydentowi RP.
W tym punkcie dotykamy wielkiej polityki. Bo – albo bezpieczeństwo naszej Ojczyzny znajduje się w rękach odpowiedzialnych Polaków, mężów stanu, a więc takich, którzy dobro ogółu przedkładają nad interesy osobiste, albo może być tak jak przez ponad pół wieku PRL-u, pod totalitarnymi rządami komunistów, uzależnionych i oddanych całkowicie sowieckiej władzy, obcemu mocarstwu. Ten styl zniewalania próbowano kontynuować przez 10 lat postkomunistycznej przewagi (1995-2005), gdy znowu bezpieczeństwo państwa rozumiane było w kategoriach bezpieczeństwa politycznie kontrolowanej grupy nacisku, grupy interesu o tajemnych, niczym mafijnych związkach.
Bezpieczeństwo Polski to wielki problem szczególnie teraz, gdy w tej dziedzinie znowu „stanęliśmy w miejscu” mimo przynależności do nowego układu bezpieczeństwa zbiorowego, czyli do NATO. Nie ma już Związku Sowieckiego, ale jest Rosja ze swoim odwiecznym nieliczeniem się z człowiekiem, z ubóstwem narodowym, z przemocą. Na Wschodzie dotykamy zniewolonej, wynędzniałej Białorusi, z bezradną nadzieją spogląda w naszą stronę Ukraina. Proszę zwrócić uwagę: nie jesteśmy już komunistycznym krajem wpasowanym w system sowieckich republik, flanką wystawioną przez ZSRS jak bariera przeciwko Zachodowi, ale staliśmy się nową barierą, granicą Unii Europejskiej i NATO na Wschodzie!
Kiedyś, przez pół wieku komunistycznej władzy – potrzebni byli zniewoleni i całkowicie kontrolowani obywatele, o ograniczonej wiedzy o świecie, zacieśnieni do myślenia o codziennym bycie, do „zdobywania” pożywienia i „nory” do mieszkania (chyba nikt nie obrazi się za takie porównanie mieszkań w gomułkowskich blokach?). Nie byliśmy podmiotem władzy partyjnej w strategii bezpieczeństwa narodowego. Mieliśmy być jedynie „przedmiotem”, który miał zostać wyniszczony, wymordowany podczas ewentualnego chronienia Układu Warszawskiego (raczej powinien nazywać się „Układem Moskiewskim”, bo był stamtąd narzucony, tyle że podpisany w zniewolonej Warszawie) przy jakimkolwiek konflikcie zbrojnym z Zachodem. Ta wiedza zawarta jest w dokumentach Ministerstwa Obrony Narodowej, odtajnionych dopiero w tym roku!
Teraz mamy szansę, by wiedzieć, by być informowanymi o zagrożeniach i o możliwościach wspierania bezpieczeństwa Ojczyzny. Powinniśmy zabiegać o to jak najprędzej. Na drodze stoją powolne przemiany w mediach, wielki brak poczucia odpowiedzialności dziennikarzy w tej dziedzinie, ignoranckich wobec tej problematyki.
Media też są ważne
Czym więc w ostateczności jest bezpieczeństwo narodowe? Jakie są nasze największe zagrożenia?
Zagrożenia – taki podział przyjęto przed 16 laty właśnie w tworzonym wtedy Biurze Bezpieczeństwa Narodowego – są zewnętrzne i wewnętrzne. Te zewnętrzne to przede wszystkim zbrojne konflikty o mniejszym zasięgu, przygraniczne, i te wielkie – wojny. Te wewnętrzne – to wszystko to, z czym spotykamy się w podstawowych problemach życia codziennego, poczynając od bezpieczeństwa wody w kranie czy w studni (czystej, nieskażonej wody pitnej), przez bezpieczeństwo w środkach komunikacji, dzieci w szkołach, chorych w szpitalach, po bezpieczeństwo przestrzeni medialnej czy systemów bankowych…
Na poziom bezpieczeństwa Polski składają się finanse publiczne, sądownictwo (nowe przepisy prawne, tzw. legislacja – są potrzebne, aby sądownictwo, system sprawiedliwości mógł działać w interesie obywateli, a nie chronić „grupy nacisku”, ma działać tak, by to obywatele byli chronieni przed wpływami mafijnymi).
Bezpieczeństwo narodowe – to bezpieczeństwo ekologiczne, energetyczne (jest takie powiedzenie: „kto ma ropę, ten ma władzę”, ale również – kto ma gaz, węgiel, elektryczność…), to także cały układ sił politycznych i stanowisk związanych z polityką zagraniczną państwa. Oczywiście z tym wiążą się decyzje o wysłaniu polskich żołnierzy na kolejne pola wojen z terroryzmem (czyli polskie obowiązki wynikające ze zbiorowych zobowiązań militarnych).
11 września – data symboliczna i piętno naszych czasów. Nie wolno nam myśleć, że to daleko od Polski, to nas nie dotyczy, nie chcemy żyć w lęku, po co o tym przypominać! Od kilkunastu lat globalny terroryzm stał się nową formą światowej wojny. Takie są fakty.
Na szczęście – jedynie dla naszego wewnętrznego spokoju – nie mamy na co dzień dostępu do informacji wywiadowczych. Ale dziennikarze mogą docierać do przecieków. Nawet jednak gdy wydają się one prawdziwe, wolą się w takie sprawy nie mieszać, szefowie w mediach też nie mają ochoty ryzykować swoich stanowisk, nie będzie z tego lukratywnych honorariów… Że Polska czerpała korzyści z nielegalnego handlu bronią? Wiemy, że parę lat temu wysocy oficerowie polskiego wojska zarobili jakieś tajemnicze krocie na przekrętach w Iraku. Ot, nagle sprawa się w mediach rozmyła itd…
Po komunistycznym totalitaryzmie pozostałości są głębokie i rozległe – w mentalności narodowej, w mediach opanowanych przez postkomunistyczne grupy nacisku, w kontrolowanych strefach wpływu gospodarczego i politycznego.
Wreszcie – powiedzmy to odważnie: wojny nie toczą się jedynie w armiach i w umysłach polityków, wojny dzisiaj to informacja. A za tym idą aspekty psychologiczne, ideologiczne. Współczesne wojny toczą się na wielkie idee zbiorowe, z wykorzystaniem światowych religii, np. osłabianie integracji zbiorowej poprzez podkopywanie tradycji narodowej, wykorzenianie wiary, ośmieszanie postaw ofiarnych, heroicznych, patriotycznych. Wreszcie, do tych „nowoczesnych wojen” służy ośmieszanie wybranej demokratycznie władzy, podkopywanie publicznych autorytetów.
Te metody stanowią pospolicie stosowane zabiegi służące dezintegracji narodowej.
Budowanie bezpieczeństwa narodowego zaczyna się w nas samych – w poczuciu odpowiedzialności każdego z nas za stan Ojczyzny.
To takie górnolotne, powie wielu z nas. Ale taka jest nasza powinność – trudna, może iluzoryczna, jednak nie ma lepszej broni, którą moglibyśmy przeciwstawić zagrożeniom bezpieczeństwa Polski, a wśród nich największemu, czyli właśnie zmasowanym działaniom dezintegrującym. Tą bronią jest rozsądek, odpowiedzialność, odporność na wszelkie próby rozbijania i zniechęcania, na korupcję, przekupstwo polityczne czy przedwyborcze.
Na dezintegrację najskuteczniejszą bronią jest integracja – budowanie wspólnoty i branie za nią odpowiedzialności.
Jesteśmy krajem bezpiecznym, nikt na razie nie ma interesu w wyniszczeniu nas, ale jesteśmy też krajem stale zagrożonym – przez interesy obcych nam grup nacisku, grup wpływu. Jesteśmy krajem bardzo zapóźnionym w likwidacji społecznych, narodowych skutków totalitarnej władzy komunistycznej. Upływają kolejne lata od tak iluzorycznego odzyskania wolności… Na przykład w ubiegłym roku należało złomować nasze ostanie polskie śmigłowce wojskowe. Ich czas już minął, a ciągle muszą latać… to taka symboliczna myśl na zakończenie. Ku rozwadze.
Gdy w roku 1993 kończyłam Podyplomowe Studium Operacyjno-Strategiczne w Akademii Obrony Narodowej, nieśmiało próbującej odnaleźć się w „demokracji” i z przerażeniem tracącej wpływy w byłym ZSRS, jeden z dobrych profesorów, generał strateg, ostrzegał mnie: „Będzie pani ciężko żyć z tą wiedzą, nie będzie pani mogła jej nagłośnić”. Nie rozumiałam w pełni tych słów generała. Z perspektywy lat wiem: nie mylił się. Ciężko żyć z dostępem do informacji, której nie ma gdzie opublikować – nawet jeśli jest to informacja, która mogłaby służyć odbudowie bezpieczeństwa narodowego. Wyedukowany dziennikarz bowiem tak naprawdę ciągle nie jest w cenie.
Nadzieja jest w nas samych. Tyle bezpieczeństwa, ile zdobędziemy na ten temat wiedzy.
