Wpisani w serce i w pamięć
"Charakterystyczną cechą duszpasterstwa
rodzin, realizowanego przez ks. abp. Karola Wojtyłę, a potem przez Ojca
Świętego Jana Pawła
II było to, iż zawsze towarzyszyła mu pogłębiona refleksja teologiczna.
Swoimi obserwacjami teologiczno-filozoficznymi dzielił się z
małżeństwami, które powstały w grupie akademickiej prowadzonej
przez niego. Ich zaś doświadczenia ubogacały jego rozważania teoretyczne.
Poznawani ludzie: młodzież, narzeczeni, rodzice oraz dzieci, starsi,
a wśród nich szczególnie chorzy, nigdy nie byli dla niego przedmiotem
>>usług duszpasterskich<<. Zawsze były to osoby, które niejako wpisywał
w swoje serce i pamięć. Niejednokrotnie od chwili pierwszego spotkania
na stałe współtworzył z nimi historię życia. Ludzie ci stawali się
jego wielką rodziną, jego wspólnotą życia i służby" – mówił podczas
tegorocznego V Światowego Spotkania Rodzin w Walencji o Janie
Pawle II jako Papieżu Rodziny, Papieżu Życia, ks. kard. Stanisław
Dziwisz, który towarzyszył ks. kard. Karolowi Wojtyle, a następnie
Ojcu Świętemu przez blisko 40 lat.
Z prof. dr. hab. inż. Jackiem Walczewskim i jego żoną Martą
Walczewską, którzy należeli do
"środowiska Wujka", rozmawia Małgorzata Bochenek
Kiedy po raz pierwszy spotkał się Pan z ks. Karolem Wojtyłą, dziś sługą
Bożym Janem Pawłem II?
J.W.: – Pierwszy raz usłyszałem ks. Karola Wojtyłę, kiedy byłem w
gimnazjum. Wtedy po raz pierwszy słuchałem jego kazań rekolekcyjnych,
które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Później znalazłem się w tzw.
środowisku, gdzie poznałem osobiście ks. Karola Wojtyłę. Z czasem
w tym kręgu znalazła się także moja przyszła żona. Wiele razy braliśmy
udział w wakacyjnych spływach kajakowych. To było wielkie doświadczenie.
Karol Wojtyła podczas naszych wycieczek był bardzo otwarty na wszelkie
bieżące sprawy, które poruszaliśmy. Pamiętam takie chwile, szczególnie
wieczorem przy ognisku, kiedy mówiliśmy z ks. Karolem o palących
tematach. On potrafił je przedstawiać niezwykle interesująco i
równocześnie w sposób bardzo prosty, jak członek kręgu rozmawiających.
To, co słyszeliśmy, zobowiązywało i równocześnie zapraszało do
dyskusji, do dzielenia się własnymi refleksjami. Poruszane problemy
dotyczyły m.in. spraw rodziny, wiary. Wsłuchiwaliśmy się w wiele
cennych treści, trudno mówić o szczegółach. Było to bardzo poważne
rozpatrywanie zasadniczych dla człowieka spraw. Czuliśmy się zobowiązani
duchowo w swoich sumieniach, do postępowania zgodnie ze wskazaniami
ks. Karola. Podczas naszych wakacyjnych wypraw zawsze była obecna
modlitwa, pogłębiona przez refleksję "Wujka".
Jaki był "Wujek"?
J.W.: – Był naszym przyjacielem. Czuliśmy zarazem, że bardzo nas przewyższa
i wiedzą teologiczną, i zaangażowaniem, całkowitym oddaniem się
sprawom wiary. Był bardzo bezpośredni, pełen entuzjazmu. Pamiętam,
jak po raz pierwszy byłem na rekolekcjach u św. Anny prowadzonych
przez niego, a potem szliśmy przez Kraków i głośno rozmawialiśmy,
ludzie przechodzący zwracali uwagę na to, jak on jest pełen Bożego
ognia, jak on wspaniale mówi, z wielkim przekonaniem. Pamiętam głośne
słowa z tej rozmowy zwracające uwagę przechodniów. On porywał swoim
zapałem, świadectwem życia.
Związek małżeński zawarliśmy w kościele św. Anny, przy której prowadził
duszpasterstwo ks. bp Jan Pietraszko, który błogosławił nasz związek.
Bliska i serdeczna znajomość z ks. bp. Pietraszką oraz z ks. bp. Wojtyłą
zobowiązywała nas do jeszcze większego włączania się w sprawy Kościoła,
do życia zgodnego z wiarą. Zawsze, kiedy przeżywaliśmy ważne wydarzenia
rodzinne, była wspólna Msza św. w konkretnej intencji.
A jak Pani wspomina spotkania z ks. Karolem Wojtyłą?
M.W.: – Wujek często pływał kajakiem jedynką, zdarzało się, że płynął
dwójką z kimś z przyjaciół. Wiele się modlił, odmawiał brewiarz.
Wszyscy obserwowaliśmy, jak ważną rolę w jego życiu odgrywa modlitwa,
bliska rozmowa z Panem Bogiem. Po całym dniu było wspólne ognisko,
podczas którego poruszaliśmy wiele spraw. Zazwyczaj zaczynało
się od żartów czy śpiewów, jednak zawsze podczas takich spotkań wypływały
ważne tematy. On słuchał tego, co my wszyscy mamy do powiedzenia,
a na końcu był jego komentarz, jego wyjaśnienie czy uzupełnienie
– zawsze w odniesieniu do Ewangelii.
Na kajakach był taki zwyczaj, że tego naszego Wujka przyjmowały
kolejne załogi. Zwykle pod wieczór, kiedy rozbijaliśmy namioty,
poszczególna załoga przygotowywała posiłek obiadowy, na który
zapraszała ks. Karola. Nie grymasił, zawsze był zadowolony z tego,
co dostał.
Do Rzymu woziliśmy mu biały ser, którego tam nie miał, a bardzo lubił.
Kiedy odwiedzaliśmy go w Watykanie, przywoziliśmy mu też miód,
różane konfitury. Osoby ze środowiska, które jeździły do Rzymu
do naszego Wujka – Ojca Świętego, zabierały ze sobą często domowe
wypieki. Chcieliśmy mu zrobić troszkę przyjemności.
Przy ognisku zawsze najbardziej wzruszała go "Barka", którą wszyscy
dobrze znamy. Było też bardzo dużo typowo kajakowych piosenek.
Wujek był bardzo naturalny, bliski, wszyscy czuliśmy, że jest człowiekiem
Bożym.
Otrzymali Państwo niezwykły dar – spotkania z ludźmi wyjątkowymi,
świętymi…
M.W.: – Kiedy zawiązywało się "środowisko Wujka", byłam jeszcze
w szkole. Przyjechałam do Krakowa ze Lwowa, gdyż tam się urodziłam
i spędziłam dzieciństwo. W Krakowie szukałam odpowiadającego
mi środowiska. Najpierw znalazłam się w kręgu ks. bp. Jana Pietraszki
przy kościele św. Anny, gdzie chodziłam na Mszę św.
Duszpasterstwa przy św. Annie i przy kościele św. Floriana były kręgami
przenikającymi się, a ich łącznikiem był dziś sługa Boży Jurek Ciesielski,
nasz niezapomniany przyjaciel. U św. Anny zawsze służył do Mszy św.
Po Eucharystii mieliśmy spotkania z ks. bp. Janem Pietraszką. Ksiądz
Karol Wojtyła prowadził duszpasterstwo w parafii św. Floriana.
Wówczas, będąc w kręgu ks. bp. Jana Pietraszki, nie wyobrażałam sobie,
że jest drugi taki wspaniały kaznodzieja w Krakowie. Znał go już wcześniej
mój przyszły mąż, który bywał gościnnie u Danusi Plebańczyk, później
żony Jurka Ciesielskiego. Mój wtedy jeszcze narzeczony przedstawił
mnie ks. Karolowi Wojtyle.
Jednak dopiero kiedy wyjechałam ze środowiskiem na kajaki, przeżyłam
coś zupełnie niezwykłego.
Z czasem Państwa rodzina zaczęła się powiększać…
MW: – Mamy czwórkę dzieci. Pierwszą dwójkę chrzcił ks. bp Jan Pietraszko,
a dwoje młodszych ten nasz wspaniały Wujek. Z czasem na kajaki zaczęliśmy
zabierać swoje dzieci. Serdeczność ks. Karola wobec dzieci była
ogromna, bardzo je kochał.
Oprócz wakacji kajakowych były także spotkania w ciągu roku. Zawsze
zapraszał nas na kolędę do siebie. Były też bale. Na jednym z nich,
na Kanoniczej, nasz syn Romek, który urodził się w 1961 roku, był jako
niemowlę. Przez cały czas trzymał go na kolanach ówczesny ks. bp Karol,
dziś sługa Boży Ojciec Święty Jan Paweł II.
W jakim stopniu spotkania z ks. Karolem, później biskupem, arcybiskupem,
kardynałem, Ojcem Świętym, wpływały na życie Państwa rodziny?
M.W.: – Ukierunkowywały nas. Przy pracy, przy wszelkich czynnościach,
przy planowaniu rodziny uczyły nas myśleć o planach Bożych i naszych
obowiązkach wobec Pana Boga. Dzieci staraliśmy się wychowywać religijnie.
Zaszczepiać w nich najważniejsze dla nas wartości – wiarę w Boga i
miłość do Ojczyzny. Tego uczyliśmy się od Wujka i zacnych kapłanów,
których spotkaliśmy na drodze naszego życia. Wiedzieliśmy, że bycie
chrześcijaninem to nie tylko obecność na niedzielnej Mszy św., wiedzieliśmy,
że trzeba dużo więcej.
Wiele razy jako młodzi małżonkowie otrzymywaliśmy wskazówki od
ks. Karola. Uważam, że mówi on nadal do nas, do wszystkich małżeństw
poprzez listy, encykliki, swoją twórczość.
On obserwował narzeczeństwa naszych przyjaciół, doradzał i w jakiś
sposób kierował nimi. Jego książka "Miłość i odpowiedzialność" powstała
przede wszystkim w wyniku rozmów z Danusią Ciesielską, wtedy Danutą
Plebańczyk i Jerzym Ciesielskim (obecnie już sługą Bożym), którzy
u boku Wujka przeżywali swoje narzeczeństwo. Towarzyszył tej rozwijającej
się rodzinie. Był przy nich, kiedy urodziły się dzieci: Marysia, potem
Piotruś i Kasia. On cały czas z nimi był bardzo blisko i tak samo z
innymi przyjaciółmi.
Który z poruszanych problemów najbardziej zapadł Pani w pamięć?
M.W.: – Rozmawialiśmy o poważnych sprawach z różnych dziedzin. My
na przykład mówiliśmy o problemach rodzin wielodzietnych. O sytuacji
w Polsce dyskryminującej takie rodziny. O tym, że rodzice, którzy
mają dużo dzieci, płacą takie same podatki jak ci, którzy wychowują
jedno bądź w ogóle nie mają dzieci. Nie mogliśmy się pogodzić z tym,
że kobietom poświęcającym się w pełni rodzinie, niemogącym pracować
nie przysługują świadczenia emerytalne. A przecież to ich dzieci
z czasem wypracowują emeryturę dla osób otrzymujących te świadczenia.
Rodziny wielodzietne były traktowane gorzej, to zresztą pokutuje
do dzisiaj. Chociaż obecnie państwo czyni pewne gesty w kierunku rodziny,
to jednak nadal istnieje opinia, że wielodzietne rodziny to są rodziny
patologiczne, alkoholików, a to jest nieprawda.
W listach pasterskich ks. kard. Wojtyły widzieliśmy odbicie tego,
co mówiliśmy. Jako biskup krakowski niejednokrotnie wskazywał
na tę niesprawiedliwość.
On bardzo lubił słuchać. Czuliśmy, że zachowuje w swoim sercu to,
co mówimy. Sam kiedyś powiedział, że się od nas uczył. Niewątpliwie
ze szczególną uwagą słuchał tego, co mają mu młodzi, narzeczeni,
małżonkowie do powiedzenia.
Teraz my go słuchamy. Wsłuchujemy się w każde słowo wypowiedziane,
napisane przez naszego Wujka – sługę Bożego Jana Pawła II.
Dziękuję za rozmowę.
Redakcja składa podziękowania Państwu
Walczewskim za użyczenie zdjęć z prywatnego archiwum.
