Na weselu w Jasnogórskiej Kanie

Homilia wygłoszona przez
ks. bp. Ignacego Deca w czasie wejścia pieszej pielgrzymki archidiecezji
wrocławskiej i diecezji świdnickiej na Jasną Górę 10 sierpnia 2006
roku
Prz 8, 22-35; J 2, 1-11

1. Na linii długiej tradycji pielgrzymowania
Po trudzie pielgrzymim jesteście wszyscy u celu. Wita was tu wszystkich Gospodyni
tego Domu, Maryja Jasnogórska, Czarna Madonna. Wita was utrudzonych, ale szczęśliwych,
bo oto jesteście przed Jej obliczem. Wszyscy już popatrzyliście przed chwilą
w Jej łaskawe oczy, a teraz uczestniczycie w jasnogórskiej Eucharystii. Chcemy
sobie w tej chwili uświadomić, że naszym trudem pielgrzymim przedłużamy wiekową
tradycję pielgrzymowania na Jasną Górę. Sięga ona samych początków tego sanktuarium.
Przybywali tu w ciągu wieków królowie, hetmani, kasztelani, biskupi, a ostatnio
nawet papieże, a przede wszystkim spieszyli tu z wiarą, nadzieją i miłością
prości, bogobojni mieszkańcy ziem polskich. Już w roku 1429 pisał król Polski
Władysław Jagiełło do papieża Marcina V: "Miejsce to utrzymuje się jedynie
z jałmużny pielgrzymów oraz doznaje wsparcia z napływu ludzi, których mnóstwo
zbiega się do owego kościoła w nadziei zbawienia". W krótkim czasie stało
się to sanktuarium jednym z najbardziej uczęszczanych miejsc pielgrzymkowych.
Szybko bowiem rozniosła się sława o cudach zdziałanych za pośrednictwem Matki
Bożej".
Od XVII wieku podążają na Jasną Górę piesze pielgrzymki. Z Warszawy jest w
drodze na Jasną Górę najstarsza zorganizowana piesza pielgrzymka, bo już 295.
Ze wszystkich stron Polski spieszą w tych dniach różne grupy pątników do Domu
Matki, chyba z wszystkich diecezji. Obecnie, co roku w pieszych pielgrzymkach
do Częstochowy, jak podają Ojcowie Paulini, uczestniczy 200-250 tysięcy ludzi.
Ten fenomen pieszych pielgrzymek na Jasną Górę jest wielkim darem Pana Boga,
jest charakterystycznym rysem polskiej religijności.
Kilka lat temu zjawili się we wrocławskiej Kurii Arcybiskupiej dwaj niemieccy
księża. Wracali z kilkudniowej podróży po naszym kraju. Zapytano ich, jakie
wrażenia wywożą z Polski, co ich najbardziej zafascynowało. Odpowiedzieli bez
wahania – spotkanie z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę: widok utrudzonych,
rozmodlonych i rozśpiewanych pielgrzymów, widok pątników spowiadających się
i uczestniczących w polowej Eucharystii.
Siostry i bracia, jesteście na linii narodowej tradycji pieszego pielgrzymowania
do Domu Jasnogórskiej Matki. W tym roku nie głaskała was pogoda. Przez większość
dni szliście w strugach deszczu, przemoczeni, zziębnięci, z odciskami na nogach.
Doświadczyliście więc wielkiego utrudzenia, ale pokonaliście słabości duchowe
i fizyczne. Waszemu pielgrzymowaniu towarzyszyły różne intencje. Przynosicie
tu podziękowania za różne otrzymane łaski i dary, ale także macie w sercach
rozmaite prośby. Śmiało przedkładajcie je Matce Najświętszej. Ona tym się nie
zasmuci, ale bardzo ucieszy, że macie do Niej tak wielkie zaufanie. Jest ważne,
że wasze intencje wzmacniacie poniesionym trudem, złożoną ofiarą fizycznego
wysiłku.
W dwutygodniku młodzieży katolickiej "Nasza droga" z sierpnia br.,
w magazynie wakacyjnym, ks. Zbigniew Kapłański, kilkakrotny uczestnik pielgrzymki
warszawskiej, zamieścił świadectwa pielgrzymów na Jasną Górę i zatytułował
je: "Pot i pęcherze źródłem cudów, czyli o zadziwiającej mocy pielgrzymowania".
Wśród dziewięciu świadectw tam zamieszczonych jest wypowiedź 38-letniej Barbary,
która tak pisze: "17 lat temu nierozważnie skoczyłam do wody i od tego
czasu poruszam się tylko na wózku. Nigdy nie lubiłam narzekać, taki mam charakter,
ale nie ma co ukrywać, życie w nieustannej zależności od innych bywa niełatwe.
Podczas jakichś rekolekcji usłyszałam, że Pan Bóg 'ma słabość’ polegającą na
tym, że wysłucha każdej prośby w dobrej sprawie, jeśli poprze się ją jakimś
wyrzeczeniem, jakimś trudem ofiarowanym w tej samej intencji, np. codziennymi
modlitwami. Gdy spróbowałam 6 lat temu i zobaczyłam, że moi rodzice się pogodzili
i odnawiają swoją miłość po chyba 20 latach kłótni, to wiedziałam, że nie zrezygnuję
z tego sposobu przekonywania Pana Boga, jeśli mi na czymś ogromnie zależy.
Co roku mam jakąś nową intencję, nie chodzi o moje sprawy, ale o moich przyjaciół.
W tym roku jest nawet trochę odwrotnie: Pan Bóg już dał pracę mojemu bratu,
który musi utrzymać żonę i piątkę dzieci, więc będę dziękować, bo tak należy".
Takie słowa nas zachęcają i ośmielają do otwarcia przed Panem Bogiem i przed
Maryją naszych serc.

2. Szczególny charakter pieszej pielgrzymki w roku 2006
Drodzy pielgrzymi, będąc dziś na Jasnej Górze, chcemy zwrócić uwagę na to,
że tegoroczne piesze pielgrzymki odbywają się w roku 350-lecia królewskich
Ślubów Jana Kazimierza i 50-lecia Jasnogórskich Ślubów Narodu. Przypomnijmy,
że Jan Kazimierz złożył je przed obliczem Matki Bożej Łaskawej w katedrze
lwowskiej 1 kwietnia 1656 roku. Śluby zaczynały się od słów: "Wielka
Boga-Człowieka Matko!", i były powtarzane później wielokrotnie przed
Jasnogórskim Obrazem. Do duchowego dziedzictwa królewskich Ślubów Jana Kazimierza
nawiązał po trzystu latach kard. Stefan Wyszyński, w sytuacji gdy na Polskę
przyszedł nowy "potop" zniewolenia komunistycznego. W uwięzieniu,
w Komańczy, 16 maja 1956 roku przygotował tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu,
z radykalnym programem religijno-moralnej odnowy Narodu. Miesiąc później,
24 czerwca, napisał z Komańczy na Jasną Górę list, w którym czytamy słowa: "Tak
mocno wierzę w to, że Opatrzność dała Polsce dodatkową pomoc, wiążącą Naród
w trudnych chwilach. Jasna Góra jest tą ostatnią deską ratunku dla Narodu.
Występuje w sposób szczególnie widoczny wtedy, gdy jest ciężko i gdy już
znikąd, zda się, nie widać ratunku".
Śluby ułożone w Komańczy przez Prymasa Tysiąclecia były wypowiedziane tu, na
Jasnej Górze, 26 sierpnia 1956 roku, jeszcze pod nieobecność Prymasa, ale jak
się okazało, zwiastowały jego uwolnienie i powiew wolności dla całego Narodu.
Warto zauważyć, że Śluby były złożone między czerwcowym Powstaniem Poznańskim
a październikową odwilżą.
Na wartość Jasnogórskich Ślubów Narodu wskazywał wielokrotnie Ojciec Święty
Jan Paweł II. W czasie pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, 4 czerwca 1979 roku,
mówił tu, na Jasnej Górze: "Wielka Boga-Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico
i Pani Jasnogórska. (…) Niech mi wolno będzie dzisiaj od tych samych słów
rozpocząć nowy jasnogórski akt oddania, który rodzi się z tej samej wiary,
nadziei i miłości, z tradycji ojczystej, w której przez tyle lat uczestniczyłem,
a równocześnie z nowych zadań, które za Twoją sprawą, o Maryjo, zostały powierzone
mnie, niegodnemu człowiekowi, a równocześnie Twemu przybranemu synowi" (Jan
Paweł II, Jasna Góra, 4 VI 1979).
Przypomnijmy dzisiaj jeszcze inne słowa Jana Pawła II, wypowiedziane 26 sierpnia
1990 roku w Castel Gandolfo: "Trzeba nam stale wracać do tego ślubowania,
tak jak dawniejsze pokolenia wracały do Ślubów Jana Kazimierza. Trzeba nam
stale na nowo ponawiać rachunek sumienia z tych wszystkich zobowiązań, które
w nich się zawierają. Są one podstawowe, dotyczące życia Narodu, budują się
na prawie Bożym, które jest zarazem prawem wpisanym w ludzkie sumienia. Prawo
to odczytują zarówno wierzący, jak też niewierzący. Nie co innego też tylko
to moralne prawo winno stanowić naturalną podstawę ustroju państwa i życia
społecznego" (Jan Paweł II, Castel Gandolfo, 26 VIII 1990).

3. Dzisiejsze spotkanie w Kanie naszego Narodu, na Jasnej Górze
Drodzy pielgrzymi, jesteśmy w Kanie naszego Narodu, na Jasnej Górze. Wesele
galilejskie, ucztę weselną z Kany, zastępuje tu Uczta Eucharystyczna, w której
uczestniczymy. Jest z nami Jezus Chrystus. Jest z nami Maryja, jest w znaku
świętego Obrazu, dana ku pomocy i obronie naszego Narodu. Tak jak ongiś w
Kanie Galilejskiej, tak dziś tu, w naszym zgromadzeniu, są niedomagania.
Nam też brakuje różnego rodzaju wina. Maryja to widzi. Te nasze braki i bolączki
mają różne nazwy u każdego i każdej z nas. Może jest to: brak silnej wiary,
brak miłości, brak sensu życia, brak wierności, wytrwałości, wrażliwości,
wdzięczności, brak zaufania, zrozumienia, brak radości, brak pracy, brak
szansy dostania się na studia, brak chęci pozostania w kraju, brak zdrowia,
brak perspektyw życia, brak prawdziwych przyjaciół.
Mając świadomość tych różnych braków, zwróćmy się do Maryi słowami Jana Pawła
II wypowiedzianymi tu 19 czerwca 1983 roku: "O Maryjo, któraś wiedziała
w Kanie Galilejskiej, że wina nie mają. O Maryjo! Przecież Ty wiesz o wszystkim,
czego nam brak! O wszystkim, co nas boli: Ty znasz nasze cierpienia, nasze
przewinienia i nasze dążenia. Ty wiesz, co nurtuje serce Narodu oddanego Tobie
na tysiąclecie w macierzyńską niewolę miłości… Powiedz Synowi! Powiedz Synowi
o naszym trudnym dziś. Powiedz o naszym trudnym dziś temu Chrystusowi, którego
przyszliśmy zaprosić w całą naszą przyszłość. Ta przyszłość zaczyna się dziś
– i zależy od tego, jakie będzie nasze dziś".
Siostry i bracia, zmarły na początku tego roku ks. Jan Twardowski powiedział,
że Maryja ma "zgadujące oczy". Dlatego też nawet nie trzeba Maryi
mówić o tych brakach, gdyż Ona je widzi, zanim Jej o nich powiemy. Ona pierwsza
widzi nasze braki i potrzeby, bo patrzy na nas oczyma miłości, patrzy sercem
Matki.
Jest to dla nas bardzo pocieszające. Na tym zaufaniu nie możemy się jednak
zatrzymać. Oto Maryja daje nam klucz do rozwiązania i zaradzenia wszelkiego
rodzaju potrzebom, a przede wszystkim naszym błędom duchowym, moralnym, które
tak często są źródłem nędzy materialnej naszych rodzin i całego społeczeństwa.
Światłem i pomocą w rozwiązaniu naszych ludzkich problemów są dla nas słowa
Maryi wskazujące na Chrystusa: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie
(J 2, 5).
"
Wypowiedz te słowa i do nas! – prosił sługa Boży Jan Paweł II na Jasnej Górze.
– Wypowiadaj je wciąż! Wypowiadaj je niestrudzenie! O Matko Chrystusa, który
jest Panem przyszłego wieku…
Ty spraw, abyśmy w tym naszym trudnym dziś Twojego Syna słuchali! Żebyśmy Go
słuchali dzień po dniu. I uczynek po uczynku. Żebyśmy go słuchali także wówczas,
gdy wypowiada rzeczy trudne i wymagające! Do kogoż pójdziemy? On ma słowa życia
wiecznego" (por J 6, 68) (Częstochowa, 19 czerwca 1983).
Zauważmy jeszcze, że Jezus w Kanie, podejmując dzieło pomocy nowożeńcom, zaprosił
ludzi do współpracy ze sobą. "Napełnijcie stągwie wodą". Dzisiaj
też na nadejście cudu, na otrzymanie dobra, nie możemy czekać bezczynnie. Jezus
nas chce włączyć w swoje zbawcze działanie. Trzeba napełniać stągwie wodą,
by stało się z niej – za sprawą Chrystusa – wyborne wino. Słudzy w Kanie wykonali
polecenie i się nie zawiedli.
Na Bogu nigdy nie można się
zawieść.
Niech to dzisiejsze wesele w Jasnogórskiej Kanie, przyjmujące kształt Uczty
Eucharystycznej, będzie dla nas błogosławione. Oby zakończyło się tym samym
owocem, co i w Kanie Galilejskiej: "I uwierzyli w Niego Jego uczniowie" (J
2, 11b).
Niech woda naszej słabej wiary zamieni się w wyborne wino mocnego zawierzenia
Chrystusowi i Maryi. Niech woda naszej nadwątlonej nadziei i miłości też przemieni
się w wino mocnej nadziei i niegasnącej miłości. Niech nas niosą w przyszłość
skrzydła naszej wiary, nadziei i miłości.
Maryjo Jasnogórska, prosimy, zaradź naszym brakom. Wyjednaj nam wszystkim łaskę
przemiany, byśmy na wzór uczniów z Kany Galilejskiej rozeszli się z tej Kany,
z tej Eucharystii – odnowieni duchowo, bogatsi w wiarę, nadzieję i miłość.

drukuj