Święto Dobrego Jezusa z Groty
Maria da Conceiuao da Costa od 27 lat corocznie przyjeżdża do Lapy. – Tutaj czuję
się jak w niebie – mówi bardzo wzruszona z oczami wzniesionymi ku górze. – Chociaż
z moją grupą jechaliśmy z miasta Jacobina przeszło 30 godzin samochodem ciężarowym,
to wcale nie czuję zmęczenia. Przyjechaliśmy wczesnym rankiem i od razu całą
grupą idziemy do groty, do Dobrego Jezusa – dodaje. To taki rytuał pielgrzymów,
zaraz po przyjeździe pierwsze kroki kierują przed ołtarz Dobrego Jezusa.
Sanktuarium w Bom Jesus da Lapa jest niezwykłym miejscem. Jego niezwykłość polega
przede wszystkim na tym, że mieści się w kilkunastu grotach zaadaptowanych dla
potrzeb liturgicznych. Ponad 300 lat temu w jednej z grot zamieszkał portugalski
złotnik Francisco Mendouza Mar, który wybierając życie pustelnicze, osiedlił
się w tym malowniczym miejscu. Francisco przyniósł ze sobą i umieścił w grotach
wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego i figurę Matki Bożej Samotnej. W regionie jako
pierwszy rozpoczął ewangelizację wśród Indian, którzy zamieszkiwali dorzecze
rzeki Świętego Franciszka, toczącej swe wody w północno-wschodnią część Brazylii.
Rybacy, kupcy i podróżnicy pływający po rzece zaczęli zatrzymywać się przy grotach,
w których modlił się i mieszkał pustelnik Francisco. Od samego początku ci, którzy
modlili się przed wizerunkiem Jezusa, doznawali łask i cudów, dlatego z czasem
przyjęła się nazwa Bom Jesus da Lapa, czyli Dobry Jezus z Groty. Przez dziesiątki
lat do tego miejsca zmierzają pielgrzymi z najdalszych zakątków Brazylii. Z roku
na rok wieść o tym miejscu rozchodziła się coraz dalej i zaczęło przybywać pielgrzymów.
Ci, którzy tutaj przyjeżdżają, to ludzie bardzo prości, zmęczeni trudami życia,
jednak pogodni i spontaniczni, przepełnieni wiarą płynącą z serca. U stóp Dobrego
Jezusa, jak nigdzie, mogą się wyżalić, wypłakać, wypowiedzieć swoje radości i
troski. Prosta, spontaniczna modlitwa, gesty złożonych albo wyciągniętych ku
górze to często spotykany obraz. Andre Carvalhio z Xique-Xique przez cały plac
przed sanktuarium i w grotach przeszedł na kolanach wraz z dwoma dorosłymi synami.
– To podziękowanie za łaskę zdrowia moich synów – mówi nieco zmęczony Andre,
dodając: – Jak mój starszy syn miał pięć lat, był ze mną w Bom Jesus da Lapa
i przyrzekłem, że jeśli moje dzieci wyrosną na porządnych ludzi, to w ten właśnie
sposób podziękuję za wszystkie łaski, jakie ja i moja rodzina otrzymaliśmy.
Pielgrzymów z Bom Jesus da Lapa można rozpoznać łatwo, każdy z nich ma na głowie
charakterystyczny biały kapelusz. To ten sam słomiany kapelusz, który chroni
przed mocnym słońcem w czasie ciężkiej pracy w polu przy uprawie manioku albo
na plantacjach kakao czy kawy. Na czas pielgrzymki kapelusz jest przyozdobiony
białym płótnem i charakterystyczną dla regionu kolorową wstążką.
W sanktuarium dzień pielgrzyma zaczyna się bardzo wcześnie. Najpierw jest możliwość
spowiedzi i oczywiście Msza św. o różnych porach dnia. Większość z tych, którzy
przyjeżdżają do Lapy, spowiada się tylko w sanktuarium, bo w swojej parafii nie
zawsze mają możliwość. Ksiądz biskup Francisco Batistela, ordynariusz diecezji,
corocznie przyjmuje pątników. – Pielgrzymi, którzy tutaj przyjeżdżają, mają głęboką
wiarę. Chociaż często w życiu muszą zmagać się z wieloma przeciwnościami, a nawet
biedą i głodem, to jednak ich wiara jest głęboko zakorzeniona – stwierdza.
Dniem wielkiego święta w Bom Jesus da Lapa był 6 sierpnia. W tym roku zjechało
się około 150 tys. pielgrzymów, którzy uczestniczyli w nowennie przygotowującej
i święcie. Tegorocznym rozważaniom nowennowym na temat: "W Dobrym Jezusie mamy
obfite Odkupienie", przewodniczył o. José Ulisses CSsR z Sčo Paulo. Przez te
dni małe miasteczko Bom Jesus da Lapa pękało w szwach. Wszędzie było pełno ludzi,
od wczesnych godzin jedni dopiero szli do Dobrego Jezusa, drudzy już wracali.
Przed południem odprawiona została Msza św., której przewodniczył ks. bp Francisco
Batistela. Po południu ulicami miasta wśród nieprzeliczonych tłumów wyruszyła
uroczysta procesja z cudownym wizerunkiem Dobrego Jezusa. W rzeczywistości Ameryki
Łacińskiej procesja to wielkie przeżycie religijne. Pielgrzymom towarzyszyły
ogromne emocje, płakali z radości, klaskali, marząc o tym, by choć przez moment
dotknąć cudownego wizerunku. – Czuję się w Bom Jesus da Lapa bardzo dobrze i
chciałbym tu pozostać – wyznaje Antonio da Cruz Ferreira z Vitoria da Conquista
– ale nie mogę, bo mam dom, rodzinę i obowiązki, jednak jeśli Pan Bóg pozwoli,
to w przyszłym roku przyjadę na święto.
o. Stanislaw Wilczek CSsR,
Bom Jesus da Lapa
