Medytacja polskiej duszy nad Fatimą
Może to zbyt wielkie
słowa, Maryjo, ale taka jest nasza polska dusza, że o wielkich rzeczach mówi
tak właśnie: z zadumą i zachwytem, z zapałem jak odkrywca nowych
światów, nieporadnie jak dziecko, pasiasto jak ludowy poeta, ze łzą w oku jak
wzruszona matka i z sercem pełnym Boga jak kandydat na świętego.
Inaczej, Matko Najświętsza, nie potrafimy opowiadać o sprawach największych
i najpiękniejszych. Kłamalibyśmy albo nie wypowiedzieli wszystkiego, gdyby
serca
nasze próbowały przemawiać inaczej. Nie wyraziłyby swej najgłębszej prawdy,
gdyby mówiły językiem rozumu, żelaznych sylogizmów i uporządkowanych naukowych
przypisów.
A przede wszystkim gdyby nie mówiły do Ciebie: sercem do Serca!
Wołał Stefan kardynał Wyszyński: "Naród Polski ma swój wspaniały 'nałóg’:
wrażliwość wiekową na Matkę Chrystusową. Jest to jakby delikatna struna chopinowska,
którą wystarczy tylko lekko tknąć, aby ożywiła wszystkie wspomnienia i uczucia.
Taką delikatną struną duszy Narodu jest Maryja – Dziewica, 'w którą wierzy nawet
taki, który w nic nie wierzy’". Tacy jesteśmy my, Polacy. Bóg chciał,
by mieszkała w nas struna, tak wrażliwa, że gdy ją dotknąć, człowiek – chce
czy
nie chce – śpiewać będzie. A czy w maju, więcej, 13 maja, Duch Boży nie targa
w nas tej struny? Szarpie ją czułe imię Pani Fatimskiej i maryjnego Papieża.
Więc śpiewamy. Śpiewamy dla Ciebie. Głośno, byśmy sami mogli usłyszeć swoją
pieśń i nawrócić się do Twego Syna!
