Przedziwna Maryjna droga
Bądź pozdrowiona, Panno nad Pannami,
13 maja, we wspomnienie Twego pierwszego objawienia w Fatimie, we wspomnienie
cudu uratowania Jana Pawła II od śmierci
na placu św. Piotra przed 25 laty. A także we wspomnienie pierwszej rocznicy
otwarcia jego procesu beatyfikacyjnego! Bądź pozdrowiona w świętości Twego
sługi!
Wiele jest powodów, by pochylić się nad tym dniem w modlitewnej zadumie.
Wielkość tego majowego dnia odnajduje swe korzenie w głębokiej przeszłości
człowieka imieniem Karol. Od lat prowadziłaś tego człowieka za rękę. Byłaś
mu matką i mistrzynią.
Potem Stolicą Mądrości, na koniec Bramą Niebieską.
On szedł do Ciebie, a potem z Tobą do Twego Syna. Szedł z kolan matki, szedł
przez dróżki kalwaryjskie, przez "Traktat" św. Ludwika Grignion de
Montforta czytany w kamieniołomach w Solwayu. Jeszcze tego nieświadom, wpisywał
siebie w kontemplacyjno-mistyczną polską szkołę maryjności – rodzącą świętych
i prowadzącą Naród pewną drogą ku Bogu. Karol z Wadowic stanął w jednym szeregu
z XVII-wiecznymi jezuitami: Kasprem Drużbickim, Franciszkiem Stanisławem Fenickim
i Janem Chomentowskim, będącymi dla św. Ludwika de Montforta natchnieniem dla
idei całkowitego oddania się Tobie; z Maksymilianem Marią Kolbem – niewolnikiem
Niepokalanej, z Prymasem Tysiąclecia – który wszystko postawił na Maryję. Chciałaś,
by właśnie on, Karol Wojtyła, a potem Jan Paweł II, otworzył maryjną szkołę
zawierzenia, oddania i niewoli dla każdego z nas.
Cały Twój
Maryjo! Karol Wojtyła był pilnym uczniem w tej polskiej, mistycznej szkole.
Był Tobie oddany do końca – jako student, kleryk, kapłan, potem biskup.
Z podziwem przyglądamy się maryjnym fundamentom jego ducha. Przypominamy sobie,
jak jego wielka pobożność maryjna nieustannie rosła, wciąż jednak pozostając
maryjnością tradycyjną, ludową. Można rzec – była ona prosta jak jego herb
biskupi. Krzyż, a pod nim litera M. Ale ten krzyż był najważniejszy. Dlatego
Karol Wojtyła nie zszedł z drogi prawdy na manowce fałszywej dewocji. Bo byłaś
dla niego Matką Boga, a gdzie Ty, tam zawsze jest Zbawiciel Jezus Chrystus.
Wielki intelekt Karola Wojtyły pozostawał niesprzeczny z prostą maryjnością,
więcej – umacniał ją i pogłębiał, ubogacał wiedzą i wspierał argumentacją.
Był profesorem na uczelni i mistykiem na modlitwie. Cokolwiek robił, zawsze
był CAŁY TWÓJ, o Maryjo!
Przez lata wędrował z Tobą swą własną drogą, aż skrzyżowała się ona z drogą
Prymasa Tysiąclecia. Karol Wojtyła został jego uczniem, ucząc się od ks. kard.
Stefana Wyszyńskiego zawierzenia bez reszty Maryi i uciekania się do Niej we
wszelkich potrzebach. Przy boku wielkiego Prymasa przyszły Papież zrozumiał,
że Ty, nasza Matko i Królowo, jesteś pierwszą, która z nami "jest",
która o nas "pamięta", która nad nami "czuwa". Przy Prymasie
Wyszyńskim uczył się Twego życia, by móc każdego dnia, jak żołnierz stający
do raportu, powiedzieć: "Maryjo! Jestem przy Tobie. Pamiętam. Czuwam".
Przyszły Papież nauczył się także, że "zwycięstwo, jeśli przyjdzie, przyjdzie
przez Maryję".
Twoje, Maryjo, zwycięstwo… Zapowiedział je ks. kard. August Hlond, był o
tym przekonany jego następca na stolicy prymasowskiej ks. kard. Wyszyński,
był świadkiem, więcej – uczestnikiem, ks. kard. Wojtyła. Widział, że Polska
oddana pod Twoją, Maryjo, opiekę, zdołała zachować wiarę i wierność Kościołowi
i że tylko Ty możesz ocalić ludzkie serce przed praktycznym ateizmem – szukaniem
siebie, swobodą obyczajów, ucieczką w materialny dostatek.
To Jej dzieło
W latach gdy na stolicy prymasowskiej zasiadał ks. kard. Wyszyński, a u jego
boku stał ks. kard. Wojtyła, polska szkoła maryjna przeżywała czasy swej
chwały. Dałaś wówczas polskiemu Narodowi, Matko Boża i nasza, doświadczenie "zwycięstwa,
które przychodzi przez Maryję". Było to doświadczenie tak wielkie i
Boże, że nasi pasterze chcieli uczynić je zwycięską drogą Kościoła powszechnego.
Wołał ks. kard. Wyszyński: "Mamy silne przekonanie, poparte codziennym
doświadczeniem, że jedyną obroną jedności i poręką zbawienia jest głęboka
cześć wobec Matki Boga i ludzi, Matki całego rodzaju ludzkiego". Czy
trzeba nam przypominać, że właśnie Karol Wojtyła był autorem memorandum wysłanego
w 1972 r. do Watykanu i do wszystkich Konferencji Episkopatu świata, w którym
biskupi polscy prosili o dokonanie poświęcenia świata Tobie, Maryjo, byś
Ty, Potężna Wspomożycielko, ocaliła świat od wojny i zniewolenia grzechem?
Umożliwiłaś to w najbardziej nieoczekiwany sposób: na Stolicy Piotrowej zasiadł
po raz pierwszy w dziejach Kościoła Papież z Polski, uczestnik maryjnego zwycięstwa
w kraju ukrytym za żelazną kurtyną, pierwszy od 1522 r. Papież spoza Włoch.
Prymas Wyszyński tak przemawiał do ojców paulinów po powrocie z Rzymu w 1978
r.: "Rzecz znamienna, że wśród uczestników konklawe… mówiono: Ona jest
wśród was, Ona jest z Wami. To Ona zwyciężyła… Uwierzcie, że było to dzieło
Boga, dzieło Chrystusa w Duchu Świętym i Oblubienicy Ducha Świętego – Matki
Chrystusowej! Wszyscy tak to zrozumieli. Nikogo nie zdumiał wybór cudzoziemca,
nawet Polaka. Wszystkich uradował. I to tak wielką radością, że nie można się
było obronić od jej oznak. Ilu kardynałów, starych ludzi, płakało z radości!
A łzy są najlepszym interpretatorem uczuć… Gdy podszedłem do Jana Pawła II
z pierwszym homagium, usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem
Matki Bożej Jasnogórskiej: To Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy
nadal".
Już pierwsze słowa nowo wybranego Papieża wskazywały na profil posługi, jakim
będzie naznaczona cała działalność Twego duchowego syna, Maryjo: Kościołem
kieruje człowiek, który oddał się i zawierzył Tobie bez reszty. Pamiętamy słowa
z 16 października 1978 r. wypowiedziane z balkonu Bazyliki św. Piotra w Rzymie: "Bałem
się przyjąć ten wybór, ale zrobiłem to w duchu posłuszeństwa Panu naszemu Jezusowi
i w całkowitym zaufaniu do Jego Matki, Najświętszej Maryi Panny… Oto stoję
przed wami, aby wyznać naszą wspólną wiarę, naszą nadzieję i naszą ufność w
Matkę Chrystusa i Matkę Kościoła, a także rozpocząć od nowa tę drogę historii
Kościoła, rozpocząć z pomocą Boga i ludzi…".
Tę samą myśl powtórzył Papież w wypowiedzianym nazajutrz orędziu "Urbi
et Orbi": "W tej właśnie godzinie, ciężkiej i budzącej niepokój,
musimy z synowskim oddaniem zwrócić myśl ku Maryi Dziewicy, która w tajemnicy
Chrystusa zawsze żyje i działa jako Matka, i musimy powtórzyć te słowa: TOTUS
TUUS, jakie przed dwudziestu laty, w dniu sakry biskupiej, wpisaliśmy w nasze
serca i nasze godło". A 8 grudnia wołał: "Nowy Biskup Rzymu… u
początku swej… posługi na katedrze Świętego Piotra w Rzymie pragnie w sposób
szczególny zawierzyć Kościół sobie powierzony Tej, w której dokonało się to
wspaniałe i całkowite zwycięstwo dobra nad złem. Miłości nad nienawiścią. Łaski
nad grzechem. Tej, o której Paweł VI powiedział, że jest 'początkiem świata
lepszego: Niepokalanej’. Zawierza Jej Kościół Rzymski jako zadatek i początek
wszystkich Kościołów świata w ich powszechnej jedności. Zawierza Jej i oddaje
na własność! TOTUS TUUS EGO SUM! ET OMNIA MEA TUA SUNT. ACCIPIO TE IN ME OMNIA!".
Cierpienie i zwycięstwo
To był początek. Początek maryjnej posługi Jana Pawła II. Początek zawierzenia
świata, poszczególnych ludów i narodów Matce Jezusa. Potem wszystko biegnie
już raz wyznaczoną drogą. Droga jest prosta, jasna, logiczna. Zawierzyć wszystko
Tobie, Maryjo, przede wszystkim samego siebie, by dalsze zawierzenie było
skuteczne i godne. Oddać Tobie jako Matce cały świat, w geście ufności posuniętej
aż do szaleństwa, pozwolić, byś sama kierowała naszym losem, nie stawiać
pytań, nie starać się zrozumieć. Oddać stery swego życia w lepsze ręce, w
święte dłonie, które kształtowały życie Syna Bożego, Jezusa. Oddać, nawet
jeśli droga będzie wiodła na krzyż. To dobrze, tam dokonuje się ostateczne
zwycięstwo. Bylebyś Ty, Matka, była blisko, bylebyś nas nie opuściła. A nie
opuścisz, bo chcesz tego oddania i poświęcenia. I oczekujesz tego od każdego
z nas.
Słowa papieskiego maryjnego zawierzenia budziły pogrążone w milczeniu czcigodne
mury średniowiecznych katedr, rozlegały się na wielkich, nowoczesnych stadionach,
powtarzało je echo małych świątyń i wielkich sanktuariów. Każdy kolejny krok
Papieża to zstępowanie w coraz większe zawierzenie Tobie. Jan Paweł II szedł
ku przyszłym wydarzeniom, jakie miały dotknąć Kościół i świat, wypowiadając
słowa zawierzenia, by pozbawić mocy szatana, który czyha na najmniejszy fałszywy
krok człowieka. Droga biegła przez Guadalupe w Meksyku, irlandzkie Knock, francuskie
Lourdes, polską Jasną Górę, rzymską Santa Maria Maggiore. I dalej, dalej. Jak
najwięcej pola ogarnąć aktem zawierzenia, jak najpełniej oddać świat w ręce
Tobie, Niepokalanej Matce.
Droga wydawała się prosta, wsparta wielkim polskim doświadczeniem zwycięstwa
przez Maryję. Nikt chyba nie wiedział, co na niej spotka Ojca Świętego i Boży
lud, który on prowadzi. Pewne było tylko czekające na końcu zwycięstwo. I…
cierpienie. Bo zapowiedziała je sama Najświętsza Maryja Panna.
Droga biegnie przez wiele dat. Aż wreszcie przychodzi dzień, kiedy papieska
posługa przekracza datę 13 maja 1981 roku. Nie miała to być zwykła, kolejna
kartka w kalendarzu. Bóg wypisał na niej własne plany i wypisał je krwią Namiestnika
Chrystusowego. Wszechmoc Boga najpełniej objawia się poprzez to, że potrafi
On wykorzystać do swych zbawczych celów przewrotne zamiary ludzi i zło zamienić
w dobro.
Wincenty Łaszewski
