Zamach i cud

Bądź pozdrowiona, Maryjo, pełna łaski! Przepełnia
ona Twe Niepokalane Serce, a jest jej tak wiele, że nieustannie wylewasz
ją na swoje dzieci i zmieniasz
oblicze ziemi. Twój Syn powiedział kiedyś Siostrze Łucji, że człowiek sam
z siebie nic nie zdoła uczynić, ale z łaską Bożą może wszystko. Czy te słowa
nie odnoszą
się najpierw do Ciebie, Fatimskiej Pani? Ty z łaską Bożą możesz wszystko!
Dzień 13 maja 1981 r. był tego dowodem. Tamtego dnia stanęłaś na drodze,
jaką mknęły
dwie kule wymierzone w Papieża. Z łaską Bożą uczyniłaś to, co po ludzku jest
niemożliwe! Zatrzymałaś Jana Pawła II na progu śmierci.

Czasem powraca do nas pytanie: Co się wtedy stało, Maryjo? Wiemy, że stało
się misterium, o które nie trzeba wiele pytać. Mamy za nie dziękować, mamy
je rozważać na modlitwie, mamy uczynić je przedmiotem naszej wdzięczności –
kierowanej do Boga i do Ciebie. Sam Ojciec Święty potwierdził, że cud ten wyszedł
z Twoich rąk. To Ty sprawiłaś, że śmiercionośne kule nie zabiły Jana Pawła
II.
A było to dokładnie przed 25 laty. Dziękujemy Ci za tamten dzień, bo powiedział
nam on o Tobie więcej niż nasze majowe litanie, maryjne kazania, wszystkie
nasze pobożne książki i modlitewniki. Tamtego dnia, kiedy wkroczyłaś w zagrożone
życie Ojca Świętego, wdarłaś się i w nasze serca. Poznaliśmy, co to znaczy
mieć Matkę niebieską tu, na ziemi, blisko nas, zatroskaną, potężną, czujną.
Zrozumieliśmy, co znaczy mieć przy sobie Matkę – niewidzialną dla nas, ale
działającą tak, że owoce Twej miłości stają się widzialne dla każdego! Bo tak
jak byłaś wtedy przy Janie Pawle II, tak jesteś dziś przy wszystkich swoich
dzieciach. Nas też chronisz przed śmiertelnymi strzałami – przed pociskami
złego. W jaki sposób? Znowu stajemy w obliczu Twej świętej tajemnicy, wobec
misterium, które ma na imię "Matczyna Miłość".
Maryjo! Ta analogia zamachu na życie Jana Pawła II i zamachu na nasze życie
duchowe jest oczywista dla wielu z nas. Wystarczy zajrzeć do Księgi łask w
sanktuarium zakopiańskim, by ujrzeć, jak wielu modli się do Ciebie z ufnością,
wierząc, że zatrzymasz ich na progu śmierci, którą niosą z sobą rozżarzone
pociski złego. Wystarczy przeczytać: "Mogłaś uratować życie Jana Pawła
II, uratuj i nas!".
Tak, Maryjo, zamach na placu św. Piotra był miejscem Twego "objawienia" skierowanego
do każdego człowieka.

12 cudów
Jak wyglądało to "fatimskie objawienie" w Rzymie, które tak wiele
mówi o każdym z nas? Wielu z nas wciąż pamięta tamten dzień, jakby to było
wczoraj. Był to, Maryjo, Twój dzień, wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej, środek
tygodnia. Żyliśmy wtedy tak samo, jak w innych powszednich dniach. Myśleliśmy
o własnych sprawach, nasze serca wypełniały zmartwienia i obawy o jutro, nasze
bolączki były przyziemne. W kraju panował głód, podnosiła się fala strajków,
ludzie bali się ingerencji sowieckiej. Tamtego dnia mało kto z nas pamiętał,
że w 1917 r. w Fatimie Matka Boża przepowiedziała upadek komunizmu, nawrócenie
Rosji, nowy, lepszy świat… Nawet Papież niewiele jeszcze wiedział o Fatimie.
On również w dniu zamachu nie myślał o Fatimie. Potem było już inaczej…
Tamtego dnia okazało się, że jesteś obecna pośród swego ludu i potrafisz go
ocalić. Bowiem z chwilą, gdy Ali Agca podniósł broń, uruchomiłaś lawinę cudownych
wydarzeń. Wewnątrz Papież czuł Twą macierzyńską obecność, która okazała się
silniejsza od śmiercionośnej kuli, na zewnątrz zaczęły działać łaski potężniejsze
niż piekło, niż śmierć. Najpierw zamachowiec błędnie myślał, że Ojciec Święty
nosi kamizelkę kuloodporną. Celował nie w serce, ale w brzuch. Potem kula "tańczyła" w
ciele Jana Pawła II i o milimetry minęła tętnicę biodrową oraz kręgosłup. Następnie
po dwóch strzałach zacięła się jedna z najbardziej niezawodnych broni na świecie.
Wkrótce karetka pędziła rezerwową trasą, omijając zaplanowane korki uliczne.
Dojechała do kliniki Gemelli w czasie kilkakrotnie krótszym niż było to fizycznie
możliwe! Czyżbyś tamtego dnia skróciła rzymskie ulice, by Jan Paweł II zdążył
na czas? Czyżbyś też to Ty przygotowała dla niego stół operacyjny – bo wszystko
było gotowe do operacji, tej operacji! I czy to Twoje natchnienie kazało chirurgowi,
który jechał właśnie autem, włączyć radio i usłyszeć komunikat o zamachu? Czy
i jemu skróciłaś drogę do szpitala, by zdążył na czas?
I jeszcze jeden dziwny zbieg okoliczności. I kolejny. Wszystkich ich było dwanaście.
Tych dwanaście cudów to dwunastu apostołów Twojej chwały, Maryjo! A największym
jest dla nas Twoja zdolność wejścia w tę jedną tysięczną sekundy, w której
pocisk wypadł z lufy pistoletu, by przelecieć kilka metrów i rozerwać ciało
Papieża. Ten ułamek sekundy był dla Ciebie czasem tak rozległym, że mogłaś
wziąć w dłonie pędzący pocisk i "zatańczyć" z nim swe "Magnificat".
O Twym "tańcu", który dał życie Janowi Pawłowi II, mówił operujący
Ojca Świętego profesor Crucitti: "Zauważyłem coś niewiarygodnego. Kula
zdawała się biec zygzakiem przez żołądek, omijając witalne organy. Ominęła
również aortę. Jeśli by ją przebiła, Ojciec Święty wykrwawiłby się przed dotarciem
do szpitala. Ominęła też kręgosłup. Wyglądało to tak, jakby kula była przez
kogoś prowadzona w taki sposób, by nie spowodowała nieodwracalnych zniszczeń".
Potem Jan Paweł II powie krótko: "Macierzyńska ręka kierowała biegiem
tej kuli".
Twój "taniec" nie tylko ocalił życie Papieża, ale dał mu nowe życie.
Jan Paweł II określił to wydarzenie jako największą łaskę, jakiej kiedykolwiek
doznał. Narodził się na nowo! Kiedy 16 października 1991 r. podczas pielgrzymki
do Brazylii tamtejszy Episkopat wznosił toast z okazji 13. rocznicy pontyfikatu
Jana Pawła II, Ojciec Święty powiedział: "Nie, nie można mówić o trzynastu
latach. Powinniśmy mówić o trzech latach pontyfikatu i dziesięciu latach cudu".
Potem bliscy mu powtarzali: "Tajemnicą życia Ojca Świętego jest Matka
Boża z Fatimy".

Orędzie wciąż aktualne
Został zachowany na ziemi, bo Ty chciałaś, by jeszcze uczynił coś dla Ciebie.
Wiemy, czego pragnęłaś. Fatima czekała na swojego Papieża. Stal się nim właśnie
on, Jan Paweł II.
Sam Ojciec Święty wielokrotnie składał świadectwo o Twej potężnej obecności
na tamtej środowej audiencji. Kiedy po opuszczeniu szpitala udał się do krypty
w Bazylice św. Piotra, długo i w skupieniu modlił przy grobie Apostoła, a potem
odwiedził groby Pawła VI i Jana Pawła I. Wiedział, że gdyby nie cud z 13 maja,
obok poprzedników znajdowałby się jego grób. Powiedział: "Ale Pan zarządził
inaczej; i Matka Boża – bo wszyscy dobrze pamiętamy, że był to 13 maja – miała
udział w tym 'inaczej’".
Miałaś swój udział w tym cudzie. Dziękujemy Ci za to, Matko Boża Fatimska!
Jan Paweł II mówił: "W tym właśnie dniu odczułem ową niezwykłą matczyną
troskę i opiekę, troskę, która okazała się silniejsza od śmiercionośnej kuli". "Wszyscy
pamiętamy, że w stronę papieża padły strzały, które miały pozbawić go życia.
Wiemy wszyscy, że macierzyńska ręka kierowała biegiem tej kuli i papież, odwieziony
w agonii do Polikliniki Gemelli, zatrzymał się na progu śmierci… Ten strzał
na placu św. Piotra miał pozbawić życia papieża… A tymczasem śmiercionośna
kula zatrzymała się i papież żyje – żyje, aby służyć!". "We wszystkim,
co się wydarzyło, zobaczyłem, i stale to będę powtarzał – szczególną opiekę
macierzyńską Matki Najświętszej. I poprzez zbieg okoliczności – a proste zbiegi
okoliczności nie istnieją w planach Bożej Opatrzności – dostrzegłem także wezwanie,
a być może nawet zwrócenie uwagi na przesłanie, które przed 65 laty stąd wyszło…".
Wiemy, że na pociągnięcie za spust pistoletu zamachowiec wybrał tę samą godzinę
(i minutę!), co pierwsze Twoje objawienie się, Matko, w Fatimie. Szatan sprowokował
niebo do powtórzenia tego, co stało się 13 maja 1917 roku. W dniu 13 maja 1981
r. znów objawiłaś się ze swym "Nie bójcie się". To były Twe pierwsze
słowa wypowiedziane do małych wizjonerów z Fatimy; teraz stały się treścią
przesłania zawartego w zamachu. Sugerował to sam Jan Paweł II, który, wspominając
zamach, pisał w "Przekroczyć próg nadziei": "Czy poprzez całe
to wydarzenie jeszcze raz Chrystus nie wypowiedział swojego: 'Nie lękajcie
się!’? Czy nie wypowiedział tych paschalnych słów i do Papieża, i do Kościoła,
a pośrednio do całej rodziny ludzkiej?".
Bo i czegóż mamy się bać, skoro okazujesz się być nam Matką? Monstra Te esse
Matrem – Okaż, że jesteś Matką! – błagał Cię Papież w swej fatimskiej modlitwie
zawierzenia. Okazałaś się Nią, dlatego to, co miało nas przerazić, stało się
dla nas źródłem radości! Bezkarne zło okazało się bezsilnym złem, a "Magnificat" zaśpiewane
przez Ciebie było głośniejsze od huku wystrzałów. Zamach nie zrodził lęku,
lecz ufność. Otrzymaliśmy znak, że wszyscy jesteśmy bezpieczni w dłoniach Matki.
Zło może miotać śmiercionośne pociski, ale – jak powiedział Jan Paweł II do
zamachowca – "kto inny strzela, kto inny kule nosi". Tak, Maryjo,
Ty weszłaś w tę wąską szczelinę czasu i poniosłaś pocisk torem, jakiego nie
zna żaden podręcznik batalistyki. Nad placem św. Piotra szybowała kula, która,
wchodząc w ciało Papieża, zaczęła tańczyć tak, jak kazałaś jej Ty, Matka nasza.
Co działo się potem? Jan Paweł II zapoznał się z dokumentacją fatimską. Przeczytał
wszystko, by wiedzieć jak najwięcej o Fatimie – Królowej objawień. Potem powiedział: "W
ciągu tych trzech miesięcy, które przeżyłem pomiędzy życiem i śmiercią, zrozumiałem,
że jedyną szansą na uratowanie świata przed wojnami i katastrofami, na uchronienie
go przed ateizmem, jest nawrócenie Rosji, zgodnie z orędziem fatimskim".
I wyruszył z Tobą na fatimski szlak, pociągając za sobą Kościół, dając Ci,
Maryjo, do dyspozycji kolejne obszary ludzkich serc, byś mogła wylewać łaskę
po łasce i przygotowywać świat na działanie Ducha, który odnawia oblicze ziemi.
Papież powtarzał: "To orędzie jest jeszcze bardziej aktualne i bardziej
naglące niż kiedykolwiek". "Objawienia Najświętszej Maryi Panny w
Fatimie, poświadczone niezwykłymi znakami, jakie miały miejsce w 1917 r., stanowią
punkt odniesienia dla całego naszego stulecia". Dlatego stanęłaś w centrum
jego pontyfikatu. A może lepiej: stałaś się fundamentem papieskiej posługi
Jana Pawła II… Bo mówienie o Twej obecności w życiu i posłudze Papieża Polaka
nie jest modne.
Czyżby bano się, że – jak chciał Jan Paweł II – "okażesz się Matką" i
tchniesz Boże życie tam, gdzie ludziom wygodnie jest żyć duchem tego świata?
Ale Ty i tak wejdziesz w te obszary zamknięte dla Boga. Bo do Ciebie należy
zwycięstwo!
Dlatego my, Polacy, już dziś stajemy po Twej stronie, Niepokalana Pani z Fatimy!
Choćby zdawało się, że znajdujemy się w sytuacji przegranej, nie stracimy wiary
i ufności. Choćby za chwilę szatan miał odtrąbić swój ostateczny triumf, i
tak wierzyć będziemy w Twoje zwycięstwo! Bo wystarczy Ci tysięczna ułamka sekundy,
by wszystko stało się inaczej – by zatriumfowało Twe Niepokalane Serce. Jak
tamtego 13 maja 1981 roku.

Wincenty Łaszewski

drukuj