„Arka” pomaga
Jeszcze niedawno nasi dziadkowie właściwie nie wiedzieli,
czym jest alergia. Tymczasem obecnie aż co drugie dziecko cierpi z tego powodu.
Przypadłość ta
związana jest bowiem z dużym zanieczyszczeniem powietrza, jedzenia oraz wody.
Tymczasem na południu Polski w Ustroniu istnieje Katolicki Ośrodek "Arka",
który pomaga alergikom oraz ludziom z chorobami nowotworowymi. Trzydniowe szkolenia
gromadzą ludzi o podobnych problemach i dają wiedzę, która pomaga alergikom
normalnie żyć.
Ostatnio przeczytałam w pewnym dodatku medycznym, że z alergią da się żyć.
Pomyślałam, że tak może napisać tylko ktoś, kto nie spotkał się z tą chorobą
lub nie wie, do czego może ona doprowadzić. Nieleczona alergia bowiem kończy
się namnażaniem komórek rakowych. A co to oznacza, nie trzeba nikomu tłumaczyć…
Janusz Pić, specjalista z zakresu technologii żywności i odżywiania makrobiotycznego,
już w czasie pierwszego wykładu podkreśla, że choroby alergiczne szerzą się
coraz bardziej, a ich objawy są bardzo różne. Czasem badania, jakie wykonuje
się w laboratoriach, nic nie wykazują, a człowiek bardzo cierpi. – To wszystko
można zmienić poprzez detoksykację organizmu ziołami oraz odpowiednią dietę
– podkreśla Janusz Pić.
Twórca programu realizowanego przez "Arkę" podkreśla jednak, że dieta
jest dopiero czwartym warunkiem zdrowia. Ważniejsze są: zrównoważenie psychiczne,
ruch fizyczny oraz sen.
Czas na wiedzę
Na szkoleniu Bożena Kropka, dyplomowana dietetyczka pracująca w ośrodku, pokazuje,
jak zmienić swoją kuchnię, jakie produkty kupować i jakie posiłki gotować,
by być zdrowym. Na zajęciach prowadzonych przez panią Bożenę uczestnicy dowiadują
się o przyprawach, pestkach i ziołach, jakich należy używać na co dzień w
kuchni.
Natomiast Barbara Pić, specjalistka z zakresu psychologii i psychoterapii,
tłumaczy, jak ważny jest relaks, chwila odpoczynku oraz sen. Obecnie w codziennym
zabieganiu często brakuje na to czasu… Zajęcia z panią Barbarą pokazują,
jak bardzo zaniedbane są dziś relacje między ludźmi. Uczestnicy szkolenia,
często zmęczeni chorobą dziecka rodzice, mają do Barbary Pić wiele pytań. Choroba
dziecka powoduje często, że w nich samych zaczyna coś szwankować. Psycholog
terapeuta z wielką uwagą słucha o troskach, wysłuchuje pytań i próbuje znaleźć
odpowiedzi.
Bardzo ważne są wykłady pana Janusza Picia, który pokazuje, jak kontrolować,
monitorować organizm chorego. Przekonuje, że dieta proponowana przez "Arkę" jest
dobra dla każdego. Przyznaje, że kilka lat temu sam miał kilka guzków w organizmie.
Obecnie jest zdrowy, a stało się to dzięki zastosowaniu programu oraz… pomocy
Pana Boga. – Kiedy człowiek jest w zgodzie ze Stwórcą, wszystko łatwiej mu
przychodzi – podkreśla Janusz Pić.
To działa
Podczas szkolenia uczestnicy nie tylko słuchają o nowej diecie, uczą się gotować,
ale także spożywają posiłki gotowane według wskazań dietetyków. Dla wielu
jest to absolutna nowość. Czasem trudna do zaakceptowania…
Z czasem jednak widzą efekty, chociaż nieraz trzeba na nie długo czekać. –
Mam egzemę na rękach. Już po dwóch dniach diety zauważyłam znaczną poprawę
– wyznaje Magdalena Krupa z Warszawy.
O efektach stosowania diety mówi także Joanna Rymsza z Warszawy, która do Ustronia
przyjechała po tym, jak o ośrodku "Arka" przeczytała w "Naszym
Dzienniku". – Moja córka często chorowała na zapalenie oskrzeli, górnych
dróg oddechowych. W ciągu roku wzięła trzynaście różnych antybiotyków, ale
choroby cały czas powracały. Lekarze rozkładali ręce. Jakiś czas temu przeczytałam
o "Arce" w "Naszym Dzienniku" i to, co tam było napisane,
starałam się wcielać w życie. Choć nie robiłam tego jeszcze w taki sposób,
jak dowiedziałam się na szkoleniu, to już od czterech miesięcy moja córka nie
bierze żadnego antybiotyku – podkreśla Joanna Rymsza.
Takie przykłady dodają nadziei innym…
Problemów nie brakuje
Na szkolenie przyjeżdża około 30 osób. Jedne cierpią na alergię, inne zmagają
się z chorobą onkologiczną.
– Mój syn jako 15-letnie dziecko miał naczyniaka mózgu – rozpoczyna swoją opowieść
Teresa Sieradzka z Żytniowa. – Po antybiotykach oraz leczeniu, jakie wówczas
zastosowano, nasiliła się u niego alergia. Teraz ma wykwity na skórze. Wysłuchawszy
audycji w Radiu Maryja, postanowiłam przyjechać do "Arki" i zastosować
dietę. Wyjeżdżam stąd pełna nadziei. Wierzę, że to wszystko, co usłyszałam,
uda mi się wprowadzić w życie. Ufam Panu Bogu i mam nadzieję, że uda mi się
wyprowadzić syna z alergii – mówi Teresa Sieradzka.
Także dla syna przyjechała do Ustronia do "Arki" Małgorzata Kępa
z Łańcuta.
– Mój 14-letni syn od sześciu lat cierpi na alergię. Niestety, lekarstwo, które
dostaje, niewiele pomaga. W Radiu Maryja usłyszałam audycję o "Arce" i
postanowiłam przyjechać. Znalazłam tu pomoc, choć wiem, że wcielenie wszystkiego
w życie będzie bardzo trudne. Muszę na zupełnie nowe tory przestawić całą rodzinę,
ale ponieważ mąż zaczyna się już przekonywać do zdrowego żywienia, więc mam
nadzieję, że wszyscy pójdą w jego ślady – mówi pani Małgorzata.
Wyjeżdżają z nadzieją
– Mój 7-letni syn, Tomek, jest alergikiem oraz ma chorobę nowotworową. Jest
po drugiej operacji guza mózgu. Lekarze nie dają pewności, że guz znowu nie
odrośnie. Poza tym został naciek na kości, który też jest zmianą nowotworową.
Tomka czeka więc prawdopodobnie radioterapia bądź chemioterapia. Przyjechałam
do "Arki", by wzmocnić układ odpornościowy syna za pomocą odpowiedniego
odżywiania. Mam wielką nadzieję, że uda mi się mu pomóc, choć wiem, że to
będzie trudne. Będę prosić Boga o siły, bo nie mogę siedzieć z założonymi
rękami i czekać, aż syn pójdzie na kolejną operację – mówi pani Barbara z
Zaborza.
Zwalczają przyczyny alergii
Marta Zubel-Starypan z Opola o ośrodku "Arka" również dowiedziała
się z "Naszego Dziennika". W jej rodzinie alergikami są mąż oraz
syn. Nie tolerują mleka i jego przetworów.
– Dowiedziałam się z "Naszego Dziennika", że jest takie centrum,
które pomaga ludziom chorym na alergię. Wiedza, którą tu zdobyłam, bardzo mnie
wzbogaciła. Pobyt tu był wielką lekcją pokory, wiary, nadziei, zaufania Panu
Bogu – wyznaje Marta Zubel-Starypan.
Natomiast pani Małgorzata z Krakowa opowiada o swoim 3-letnim synku, który
miał problemy z zatwardzeniami. Zatroskana mama zadzwoniła do "Arki" i
tam otrzymała fachowe porady dotyczące odżywiania dziecka. Problemy malucha
skończyły się już po tygodniu. Wystarczyła zmiana diety i… szklanka kefiru
z suszonymi śliwkami.
Tekst i zdjęcia Małgorzata Pabis
