Narody są uleczalne
W 1950 r. w seminarium duchownym Księży Pallotynów
w Ołtarzewie koło Warszawy prowadził ćwiczenia z dykcji znany i wybitny reżyser
warszawski Aleksander
Zelwerowicz. Pewnego dnia opowiedział następującą historię: w czasie okupacji
niemieckiej aktorzy polscy odmawiali współpracy z Niemcami i z tego powodu
cierpieli skrajną biedę. Niemcy chcieli, by istniał w Warszawie teatr polski
dla Niemców, na wzór lokalu w gettcie żydowskim w Warszawie pod nazwą "Azazel",
w którym występowali artyści żydowscy. Przychodziło tam gestapo niemieckie
i żydowska policja. W związku z propozycjami niemieckimi odbyło się zebranie
aktorów, na którym padały głosy za zorganizowaniem teatru. Argumentem było
zdanie: "Trzeba przecież jakoś żyć". I wtedy – opowiadał Zelwerowicz
– ja postawiłem pytanie: "Czy naprawdę trzeba żyć?". Dyskusja się
skończyła. Dla wszystkich było oczywiste, że są sprawy ważniejsze niż życie
fizyczne.
To samo miał na myśli minister Józef Beck, gdy w swoim przemówieniu w Sejmie
5 maja 1939 r., odrzucając żądanie Hitlera oddania Niemcom korytarza do Gdańska,
powiedział: "Pokój – jak wszystko na tym świecie, ma swoją wymierną cenę.
Lecz istnieje wartość większa niż pokój. Tą wartością jest honor".
Honor i historia
Słowo "honor" oznaczało dla Polaków sprawę niezwykle ważną. Na Wschodzie
było inaczej. W czasie okupacji niemieckiej na Wileńszczyźnie istniała silna
Armia Krajowa. Powstała tam również kierowana z Moskwy silna partyzantka sowiecka.
Często dochodziło do walk z nią Armii Krajowej, która broniła ludności polskiej,
bezlitośnie grabionej i terroryzowanej przez tę partyzantkę. Lecz były także
niekiedy próby porozumienia co do wspólnej walki z Niemcami. Zdarzyło się,
że pewien dowódca oddziału sowieckiego zaprosił na spotkanie dowódcę oddziału
AK, rzekomo w celu omówienia spraw dotyczących jakiejś akcji. Ten żądał gwarancji
bezpieczeństwa. Oficer sowiecki zapewnił je słowem honoru. Dla Polaków takie
słowo znaczyło bardzo wiele. Oficer polski ze swoją asystą udał się na spotkanie.
Zostali jednak podstępnie zaatakowani, rozbrojeni i rozstrzelani. Gdy powiedzieli:
przecież wasz oficer dał słowo honoru – sowieccy oficerowie wybuchnęli śmiechem.
Podobne obyczaje przenieśli komuniści do Polski.
Poczucie honoru jest warunkiem zachowania godności osobistej, uczciwości w
życiu prywatnym i publicznym, dochowania wierności wyznawanym zasadom, także
wówczas, gdy to wiele kosztuje. Rodzi się ono z wyznawanych przez człowieka
wartości i zasad. Dla najważniejszych z nich źródłem jest wiara w Boga i miłość
ojczyzny. Pierwsze miejsce Pana Boga broni przed wypaczeniem patriotyzmu i
nacjonalizmem, czyli ubóstwianiem narodu. Mówiąc inaczej, nie pozwala na stawianie
motywacji etnicznej ponad etyczną.
Formacja religijna daje człowiekowi niepodważalne zasady moralne i nie pozwala
na głoszenie absolutnej autonomii w dziedzinie etyki osobistej i społecznej,
o której Leszek Kołakowski słusznie napisał kiedyś, że jest może najbardziej
skutecznym sposobem samobójstwa, jakie kultura nasza wynalazła. Zachowanie
trudnych zasad moralnych tworzy ludzi, którzy są chlubą i dumą ludzkości. Dla
Polaków najwyższymi wartościami były wiara chrześcijańska, pragnienie wolności
i obrona Ojczyzny. Te wartości stały się inspiracją do największych dzieł naszej
kultury w dziedzinie literatury, muzyki, malarstwa, rzeźby. Przykładem człowieka,
którego – jak sam o tym mówił – ukształtowały polska szkoła, polskie uniwersytety
i polska kultura, jest wielki Papież Jan Paweł II.
Ludzie mają ideały i zasady, gdy zostali do nich wychowani w rodzinie i w szkole.
W Polsce decydujące znaczenie wychowawcze ma religia chrześcijańska, mogą mieć
inspirowane przez nią polska literatura i historia ukazujące to, co w niej
było wielkie, i to, co było niegodne i podłe, wraz z moralną tego oceną.
W 1970 r. w księgarni polskiej w Wilnie trafiłem na podręcznik historii w języku
polskim dla X klasy szkoły polskiej na Litwie. Jeden rozdział poświęcony był
historii Polski. Przeczytałem go. Był obrzydliwy. Historia Polski była w nim
przedstawiona jako jedno pasmo walk klasowych, ucisku chłopów i ponoszonych
przez Polaków klęsk politycznych i militarnych. Jako pozytywny bohater został
wymieniony Kostka-Napierski, który – jak dziś wiadomo – był agentem szwedzkim
i w czasie potopu zorganizował dywersyjne powstanie chłopskie na Podhalu. Od
1918 r. były w Polsce antyrobotnicze rządy "białopolaków". Nic o
bogatej kulturze polskiej. Jako przykłady postępowych Polaków ukazani zostali
socjaliści z XIX w. i komuniści polscy pomagający Związkowi Sowieckiemu podbijać
Polskę. Tak się złożyło, że parę dni później znalazłem się w dawnym powiecie
oszmiańskim, w miasteczku Ostrowiec na Białorusi. Miejscowy duszpasterz ks.
Józef Ingielewicz, skazany po wojnie na 10 lat łagrów i więziony w nich, zabrał
mnie na obiad do rodziny polskiej. W pewnej chwili zapytał syna gospodarzy,
chłopca 14-15-letniego: "A ty kim jesteś? Polakiem czy Ruskim?".
Chłopiec szorstkim tonem odpowiedział: "Ja Polakiem nie choczu byt’, bo
u Polaków gierojów niet". To był dobry przykład, jaką rolę odgrywa szkoła
w życiu młodego człowieka. Sowiecka literatura i szkoła ukazywały jedynie negatywny
typ Polaka.
W tej wersji historii Polski, której nauczano przez ponad 40 lat w szkołach
PRL, nie było tych postaci z najnowszych dziejów, które mogły zaimponować młodzieży,
a jeśli były, to ukazane w negatywnym i nieprawdziwym ujęciu. Na piedestał
wynoszeni byli posłuszni wykonawcy rozkazów Kremla w Polsce. W 1945 r. złowrogi
generał sowiecki Iwan A. Sierow, odpowiedzialny za deportację kilkuset tysięcy
Polaków na Syberię i do Kazachstanu w latach 1940-1941, za wysłanie jesienią
i zimą 1944 r. do łagrów 13 tys. żołnierzy AK z Lubelszczyzny oraz za aresztowanie
w styczniu 1945 r. i wysłanie do Moskwy 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego
otrzymał od Bolesława Bieruta najwyższe polskie odznaczenie wojskowe, Krzyż
Virtuti Militari. Trudno było o większe poniżenie tego odznaczenia. Pozbawił
go tej odznaki prezydent Lech Wałęsa w 1995 r. Pełna historia Polski była niedostępna
dla dwu pokoleń Polaków. Nie pozwalało to na głębsze utożsamienie się z Polską
i polskością. Ma to dziś fatalny wpływ na polską politykę, kulturę i życie
społeczne.
W tym czasie jedynie Kościół katolicki w Polsce ukazywał wartości chrześcijańskie
i polskie. Przykładem może być słynny list biskupów polskich do biskupów niemieckich
z okazji tysiąclecia chrztu Polski w 1966 r., ze słynnym zdaniem: "Przebaczamy
i prosimy o przebaczenie", którego wielkości niektórzy katolicy ulegający
propagandzie komunistycznej nie zrozumieli, a partia nazwała zdradą Narodu.
Polska tolerancja
Niezwykłym przykładem polskich ideałów i polskiej kultury było powstanie w
1980 r. liczącego 10 milionów ruchu "Solidarność". Miał on charakter
narodowy i patriotyczny. "Solidarność" upomniała się o prawa człowieka
i narodu, nie tylko polskiego zresztą, i zapoczątkowała koniec dominacji
sowieckiej nad 10 krajami w Europie Środkowowschodniej. Było to zjawisko
bez precedensu w historii Europy, które rozsławiło Polskę na wszystkich kontynentach.
Dlatego Ojciec Święty Jan Paweł II poparł ideały "Solidarności" całym
swoim autorytetem.
Skąd się wziął tak potężny ruch? Zasadniczą rolę odegrał Kościół katolicki,
który w czasach komunizmu jednoczył cały Naród, przypominał o jego prawach,
podtrzymywał nadzieję i wpajał zasady moralne. W czasie stanu wojennego ogłoszonego
w grudniu 1981 r., pomimo represji i zamordowania kilkudziesięciu najlepszych
działaczy, w tym kilku księży, "Solidarność", choć spenetrowana przez
agentów SB, trwała w podziemiu. Ale wielki potencjał społeczny i narodowy wyzwolony
przez ten ruch został zniszczony przez terror stanu wojennego wprowadzonego
dla obrony panowania partii komunistycznej.
Walkę o niepodległość Polski i o prawdę historyczną przez ponad pół wieku kultywowała
polska emigracja polityczna. Od kilkunastu lat przestała istnieć, a dotychczasowy
etos emigracji polskiej stał się nieaktualny. Ojciec Święty Jan Paweł II podczas
licznych z nią spotkań w różnych krajach wskazał jej taki etos, który nie traci
na znaczeniu po zmianach politycznych. Jest nim zachowanie na emigracji i przez
Polonię w integracji ze społecznościami krajów osiedlenia najważniejszych wartości
chrześcijańskiej kultury polskiej.
Niesłychanie ważne jest, jaką wizję życia ludzkiego ukazują potężne środki
wpływu na ludzi – telewizja, radio i prasa, zwłaszcza młodzieżowa. Otóż jako
nadrzędną wartość życiową ukazują one dziś posiadanie, konsumpcję i przyjemność.
To najbardziej skutecznie rozpuszcza wszelkie ideały i zasady moralne. To wynik
materialistycznego pojęcia człowieka, które kiedyś w Polsce wpajał ludziom
komunizm, a teraz o wiele skuteczniej czyni to liberalizm.
Słyszymy wciąż o aferach finansowych i korupcji. Ale jest rzeczą charakterystyczną,
iż w piszących na ten temat liberalnych gazetach nie znajdujemy refleksji i
dyskusji nad źródłami tej groźnej dla Polski choroby. W czasie nadawania doktoratu
honoris causa na KUL w kwietniu 2003 r. prof. M. Safjanowi z Warszawy laureat
podał, że według wyników niedawnych badań 70 proc. studentów prawa w pewnych
okolicznościach nie wyklucza działania przez łapówkę i korupcję. Tak mówi przyszła
kadra stróżów prawa i uczciwości. Czy potrzeba mówić, co to oznacza?
Zdrowe kryteria oceny rzeczywistości skutecznie niszczy zamęt pojęć szerzony
od lat w Polsce przez wielu "postępowych" intelektualistów. Istnieje
np. piękna zasada tolerancji, którą Polska może się szczycić jak żaden kraj
w Europie. W I Rzeczypospolitej mogło przez kilkaset lat żyć w spokoju i zgodzie
kilka narodowości o różnych językach, religii, wyznaniu, obrządkach i kulturze.
Byli to Polacy, Litwini, Łotysze, Białorusini, Rusini, Niemcy, Żydzi, Tatarzy,
Ormianie, Karaimi i inni. I była ona dla nich Ojczyzną, której, gdy trzeba
było, ofiarnie bronili. To była wielokulturowość oparta na zdrowej tolerancji.
Gdy do króla Zygmunta Augusta zwrócili się z jakąś sporną kwestią religijną
innowiercy i katolicy, powiedział im: "Nie jestem królem waszych sumień".
W tym czasie w zachodniej Europie panowała zasada "cuius regio – eius
religio", czyli "czyja władza – tego i religia", i toczyły się
krwawe wojny religijne. Tych w Polsce nigdy nie było.
Do dziś na dawnych ziemiach wschodnich I i II Rzeczypospolitej stoją świątynie
takiej religii, o której Zachód nigdy nie słyszał. Jej wyznawcy cieszą się
sympatią, szacunkiem i są najlepszymi Polakami. To karaimi. Patriotami polskimi
byli i są muzułmanie – Tatarzy polscy.
Gdy Turcy w 1699 r. zwracali Rzeczypospolitej twierdzę Kamieniec Podolski,
prosili, by Polacy przy zamienionej uprzednio na meczet katedrze pozostawili
zbudowany przez nich minaret (dżamija). Prośba ta została spełniona. W 1756
r. ks. bp Mikołaj Dembowski umieścił na nim sprowadzony z Gdańska posąg Matki
Bożej, wysoki na 3,5 m. Stoi on tam do dziś. Tego się może uczyć od Polski
Unia Europejska.
Pojęcie tolerancji zostało już w Polsce wypaczone przez liberalnych publicystów.
Tolerujemy to, z czym się nie zgadzamy, co nie jest zgodne z naszymi przekonaniami
i co oceniamy jako coś niedobrego. Obecnie pojęcie tolerancji zostało pomieszane
z aprobatą i uznaniem dla tego, co jest z natury złem i patologią i nie może
być akceptowane, choć może być tolerowane. A takiej akceptacji patologii i
dewiacji wielu dziś domaga się od nas. Niedawno wystąpił z tym w I Programie
Polskiego Radia znany profesor Uniwersytetu Warszawskiego, od lat specjalizujący
się w oskarżaniu Polaków o wszelkiego rodzaju winy. W tej wypowiedzi było także
oskarżenie o panującą jakoby w Polsce nietolerancję wobec mniejszości narodowych.
Ciekawe, czy wiedział, że w żadnym kraju w Europie mniejszości narodowe nie
mają np. takich praw wyborczych jak w Polsce. Oczywiście, nie zabrakło zarzutu
krzywdy dziejącej się w Polsce tzw. mniejszościom seksualnym.
Potrzeba patriotyzmu
Od kilku lat sondaże wskazują na niską samoocenę Polaków. Należy pytać o jej
źródło. Są nim powtarzane od lat, jak hinduska mantra, oskarżenia nas o ksenofobię,
antysemityzm, nacjonalizm, nietolerancję, zaściankowość itp., zawsze przez
tych samych publicystów, głównie z "Gazety Wyborczej", ale także
przez bardziej "otwartych" katolików i duchownych, od lat w odpowiedniej
chwili zapraszanych w tej sprawie do radia i telewizji.
We wpływowych pismach prowadzone było niedawno "odbrązawianie" historii
Polski, polegające na deprecjonowaniu tych wydarzeń i osób, które są powodem
uzasadnionej dumy Polaków. W maju 2003 r. w ten sposób potraktowana została
w "Gazecie Wyborczej" np. Konstytucja 3 Maja. Na to samoponiżanie
się ze zdziwieniem patrzą ludzie na Wschodzie, którzy w Rosji, na Ukrainie
i na Białorusi mówią w swoich mediach o pięknie ojczystego kraju, miłości do
niego i bogactwie jego kultury.
W ostatnich latach bywałem często w pewnym rejonowym mieście na Ukrainie za
Zbruczem, niedaleko Kamieńca Podolskiego. Na jednym z budynków w jego centrum
wisiał przez lata portret Tarasa Szewczenki z cytatem jego wiersza: "Kak
ja t’iebia liubliu, moja Ukraino, kak ja t’iebia liubliu". Ciekawe, czy
u nas byłoby możliwe coś podobnego.
Odbudowa Polski
W Polsce odradza się nadzieja na uzdrowienie państwa. Po jakże długim okresie
powstał rząd mający poparcie większości społeczeństwa. Po raz pierwszy od
70 lat prezydent Polski budzi zaufanie przez to, co i jak mówi. Rządzący
nie ukrywają, że w swojej pracy i w programach reform opierają się na chrześcijańskim
pojmowaniu człowieka. Nie ukrywają też swoich przekonań i praktyk religijnych.
Korzystają z niezwykłego medium, być może w skali światowej, jakim jest Radio
Maryja. Niezwykłego dlatego, że jak w żadnym innym radiu w Polsce można w
nim słuchać dyskusji specjalistów z różnych dziedzin, poruszających ważne
problemy kraju pomijane przez inne media, i rozmów z nimi Polaków z wielu
państw i z różnych kontynentów. Ponieważ przełamuje ono dotychczasowy monopol
na informację innych mediów dążących do sterowania społeczeństwem, jest zaciekle
atakowane.
Potrzebna i korzystna jest krytyka rządu posługująca się rzeczowymi argumentami.
Ale to, z czym się on od początku spotyka, to emocjonalna agresja, negatywne
metafory zamiast argumentu, wyszydzanie go oraz jawne i zakamuflowane próby
dyskredytacji, a gdy nie wypada zaprzeczyć czemuś pozytywnemu, to jest to mówione
półgębkiem lub pomniejszane. Tego rodzaju zjawisko trudno chyba byłoby spotkać
gdzie indziej.
Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński za czasów PRL przypominał słowa Psalmu: "Sanabiles
fecit Deus nationes" – "Bóg tak stworzył narody, że mogą być uzdrowione".
Dla uzdrowienia państwa i społeczeństwa potrzebny jest dziś duch przypominający
czasy "Solidarności".
ks. prof. Roman Dzwonkowski SAC
