fot. flickr.com

Ewangelia na III Niedzielę Wielkiego Postu

Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło? W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą. Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? – lub: – Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli. Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.

J 4,5-42

* * *

W tym dniu w zasadzie nie miało wydarzyć się nic nowego. Prawdopodobieństwo spotkania kogoś przy studni w jasne południe było nikłe – jak zwykle. Dlatego przecież wybierała taką porę. Dlaczego wolała iść poza miasteczko, w spiekocie słońca, zamiast naczerpać wody bliżej domu rankiem lub pod wieczór, gdy czynili to inni mieszkańcy osiedla? Odpowiedź jest prosta: nie chciała ich spotykać. A wody przecież trzeba skądś przynieść, by nasycić pragnienie. Upał, pot i zmęczenie to wcale nie wygórowana cena, żeby uniknąć ironicznych uśmiechów, zjadliwych szeptów – jak taka ladacznica jak ona, ma czelność pokazywać się między ludźmi…

Kto jeszcze był gotów znosić upał dnia, pragnienie, by znaleźć się w południe przy studni za miastem, przy drodze z Judei do Galilei? Ewangelista pisze, że Jezusowi „trzeba było” przechodzić przez Samarię. To zaskakujące! Normalnie Żydzi woleli nadłożyć drogi, żeby ominąć ten teren. Tak wielka była wzajemna niechęć i pogarda między Żydami i mieszkańcami Samarii. Jezus wybiera drogę przez Samarię, by spotkać kobietę przy studni Jakuba.

Cale życie Jezusa to ogromny trud poszukiwania człowieka, zdobywania człowieka dla królestwa Bożego. On jest wiecznym Poszukującym. Nie ustaje w wychodzeniu naprzeciw człowiekowi, który – jak Samarytanka – znajduje się z dala od Boga, nie widzi Jego obecności w swoim życiu. Dramatem człowieka żyjącego w grzechu jest to, że traci wrażliwość na bliskość Boga, jego serce staje się stopniowo głuche na Boże słowo i niezdolne do przyjmowania Bożej miłości. Wysycha.

W jednej z ogólnopolskich gazet niedawno pojawił się artykuł z informacją, że kilka tysięcy osób rocznie w naszym kraju odbiera sobie życie. To prawie dwukrotnie więcej, niż ginie w wypadkach samochodowych. Artykuł opatrzono tytułem:

Samobójstwa. Polacy najczęściej zabijają się w piątki.

Ta statystyka zdaje się sugerować, że gdy zwalnia codzienny kierat pracy, presja gonitwy i załatwiania spraw, gdy przychodzi weekend lub święta, mocniej dochodzi do głosu refleksja: po co ja właściwie żyję? Mija kolejny tydzień, miesiąc, rok… przychodzi kolejna porażka, pogłębia się niezrozumienie w rodzinie, umiera kolejna nadzieja na udane życie…

W szczerej rozmowie z Jezusem Samarytanka przyznaje:

Nie mam męża.

Ma za sobą pięć nieudanych prób ułożenia sobie życia, nawiązania relacji dającej szczęście. Czy może jeszcze oczekiwać jakiejś odmiany losu? Czy może pragnąć, by ją ktoś otoczył szacunkiem, pokochał?

Jezus ze spokojem rozmawia z Samarytanką. Ujawnia swoje pragnienie. Prosi, by dała mu pić. Prosi o zwyczajny prosty gest, po to, by ofiarować jej o wiele więcej. Wzbudza w niej pragnienie życia wiecznego, pragnienie Boga. Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza:

Pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka, ponieważ został on stworzony przez Boga i dla Boga. Bóg nie przestaje przyciągać człowieka do siebie i tylko w Bogu człowiek znajdzie prawdę i szczęście, których nieustannie szuka (KKK 27).

W dzisiejszej prefacji usłyszymy:

[Jezus] prosząc Samarytankę o podanie wody, już ją obdarzył łaską wiary, i tak gorąco pragnął jej życia z wiary, że rozpalił w niej ogień Bożej miłości.

Samarytanka napojona miłością Boga rozpoznaje Jego zbawczą obecność.

Woda żywa, o której słyszymy w dzisiejszym słowie Bożym, to znak łaski chrztu i daru Ducha Świętego. To Duch Święty dokonuje dzieła odtworzenia obrazu Bożego w duszy i podtrzymania nowego życia otrzymanego w sakramencie chrztu. Bóg bowiem pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy (1 Tm 2, 4).

Trzecia niedziela Wielkiego Postu prowadzi nas do odnowienia łaski chrztu i ożywienia wiary w obecność Jezusa Chrystusa we wspólnocie Kościoła. Duch Święty, obecny i działający, gdy sprawowana jest ofiara Mszy św. – rozlewa miłość Bożą w naszych sercach (Rz 5, 5). Uczestnicząc w Eucharystii, możemy czerpać z samego źródła Bożego życia.

o. Grzegorz Ruszaj CSsR

slowo.redemptor.pl

drukuj