Wyjątkowy rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

Księża niezłomni

Ksiądz profesor Antoni Słomkowski (1900-1982)


Uważany był za jednego z najlepszych rektorów w dziejach Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zyskując przydomek jego odnowiciela. Przypadło mu kierować uczelnią w bardzo trudnych latach, tuż po II wojnie światowej, w okresie nazywanym jako stalinowski. Pełnioną misję przerwało aresztowanie w 1952 r., a następnie proces i uwięzienie. Po październikowej „odwilży” 1956 r. wrócił na krótko do zajęć dydaktycznych. W 1960 r., na wyraźne żądanie władz komunistycznych, na trwałe usunięto go z uniwersytetu. Dla funkcjonariuszy bezpieki stanowił bowiem największą przeszkodę dla realizacji specjalnego planu zmiany profilu ideowego katolickiej uczelni.

Jego przygoda z KUL rozpoczęła się już w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Trafił tam dzięki kapłańskiemu powołaniu oraz naukowym predyspozycjom.

Antoni Słomkowski urodził się 5 grudnia 1900 roku w Ryszewku koło Żnina, jako syn Wojciecha i Weroniki z Kończalów. W latach 1907-1912 uczęszczał do miejscowej szkoły ludowej, później do progimnazjum w Trzemesznie, następnie do gimnazjum w Gnieźnie. W 1919 r. zgłosił się do wojska, by wziąć udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. W 1921 r. powrócił do szkoły, zdał maturę i wstąpił do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, gdzie studiował filozofię i teologię. Jako subdiakon skierowany został przez ks. kard. Edmunda Dalbora na studia teologiczne do Strasburga. Święcenia kapłańskie przyjął w 1925 r. w Gnieźnie z rąk ks. bp. Stanisława Łukomskiego. W latach 1925-1928 kontynuował studia w Strasburgu, uzyskując w 1928 r. doktorat. Następnie (1928-1929) przebywał w Rzymie, biorąc udział w kursie magisterskim Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego. Po powrocie z Wiecznego Miasta został sekretarzem, a następnie kierownikiem biura w Przybocznej Kancelarii kard. Augusta Hlonda. Od 1930 r. wykładał filozofię w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Gnieźnie. Równolegle prowadził badania nad dogmatem o Trójcy Świętej i nad pismami św. Augustyna. W 1933 r. uzyskał habilitację na Wydziale Teologii Katolickiej Uniwersytetu Warszawskiego. Od września 1934 r. rozpoczął pracę na KUL, gdzie do 1939 r. jako profesor nadzwyczajny kierował Katedrą Teologii Dogmatycznej. Po wybuchu II wojny światowej wyjechał do Gniezna, następnie do Warszawy, a w 1940 r. do Lublina i Krężnicy Jarej. W czasie okupacji prowadził wykłady z ontologii, antropologii i dogmatyki w lubelskim seminarium duchownym.

Przesunięcie frontu wschodniego i tzw. wyzwolenie Lublina w lipcu 1944 r. dało impuls do próby osiągnięcia status quo sprzed II wojny światowej, a mianowicie wskrzeszenia działalności KUL. Współpomysłodawcą planu był ks. Słomkowski, który razem z przedwojennym rektorem ks. prof. Józefem Kruszyńskim oraz kilkoma innymi profesorami podjął decyzję oficjalnej reaktywacji uniwersytetu, mimo bardzo skomplikowanej i niepewnej sytuacji politycznej. 2 sierpnia 1944 r. ks. Słomkowski wybrany został na p.o. rektora KUL i rozpoczął przygotowania do rekrutacji studentów. Inicjatywa nie zyskała poparcia rządu polskiego w Londynie, który obawiał się, że reaktywacja KUL odczytana zostanie jako uznanie za legalny Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) oraz jako akceptacja ustroju komunistycznego w Polsce.

Wielu uważało, że w nowej rzeczywistości nie może być miejsca dla „szkół wyznaniowych”. Stanowisko to podzielały formujące się władze komunistyczne, lecz w tym momencie były zbyt słabe na stanowczą reakcję. Mogły jedynie akceptować stan faktyczny. 12 września 1944 r. ks. Słomkowski spotkał się z prezesem Krajowej Rady Narodowej (KRN) Bolesławem Bierutem oraz kierownikiem resortu oświaty, którzy oprócz wspomnianych zastrzeżeń nalegali, aby młodzież na KUL kształcono w duchu „demokratycznym”, a także umożliwiono studiowanie osobom innych wyznań. Księdzu Słomkowskiemu, któremu towarzyszył prof. Mieczysław Popławski, zależało przede wszystkim na pomocy finansowej dla profesorów i studentów.

Palącą kwestią był także remont zdewastowanego podczas wojny budynku KUL. Z finansowym wsparciem pospieszył ks. Prymas kard. August Hlond, z którym rektor Słomkowski wielokrotnie się kontaktował. Prymas mobilizował całe duchowieństwo w kraju do finansowej pomocy katolickiej uczelni. Jak zauważył prof. Jan Ziółek: „Pomimo tak wielkich trudności i braku funduszy, ks. rektor Słomkowski swoim uporem i zaangażowaniem, powoli, ale systematycznie rozwijał uczelnię”. Wskrzesił nie tylko przedwojenne Wydziały: Teologiczny, Humanistyczny, Prawa Kanonicznego, Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych, ale planował otwarcie nowych: Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej oraz Wydziału Lekarskiego. Zamierzał także otwierać kolejne kierunki studiów. Inicjatywy te wspierał wielki kanclerz KUL ks. bp Stefan Wyszyński, który głównie angażował się w rozwijanie Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej. Wykładać na KUL zaczęli wybitni naukowcy z całego kraju, jak: antropolog prof. Jan Czekanowski, literaturoznawca prof. Juliusz Kleiner, pisarz i tłumacz Jan Parandowski, historyk prof. Andrzej Wojtkowski, prawnik prof. Zdzisław Papierkowski, socjolog i ekonomista prof. Czesław Strzeszewski, który był uczniem prof. Władysława Grabskiego, i wielu innych. Oprócz wysokich kwalifikacji naukowych rektor Słomkowski kładł ogromny nacisk na kwestie moralne i ideowe. Zasady te starał się wpajać wszystkim studentom. Do dziś żyjący absolwenci KUL, uczęszczający wówczas na zajęcia ks. prof. Słomkowskiego, z nostalgią wspominają, jak wielokrotnie powtarzał z charakterystycznym akcentem: „Opuścicie mury tej uczelni z wykształceniem, ale pamiętajcie, najważniejsze są i d i j a ł y”. Na te podstawowe wartości, zogniskowane w herbie uniwersytetu „Deo et Patriae”, zwracał zawsze największą uwagę. Zaznaczał też, że w miejscu tym panować powinna „prawda i miłość”. Rozwijanie etycznych wartości i sprawności szło w poprzek intencji komunistycznych władz, starających się laicyzować społeczeństwo. KUL stał się jedyną niepaństwową oazą wolności wiedzy, myśli oraz przekonań w odmętach materialistycznej pustyni całego bloku wschodniego. Dawał jednocześnie świadectwo naturalnych relacji między nauką a wiarą. Ale był też solą w oku komunistycznych władz, które obmyślały plan skutecznej neutralizacji oddziaływania uczelni.

Jakkolwiek ks. rektor Słomkowski nie angażował się politycznie, to jednak konsekwentnie wskazywał drogę publicznej aktywności świeckich katolików. Wyraźnie sympatyzował i wspierał dwie partie opozycyjne: Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) Stanisława Mikołajczyka oraz Stronnictwo Pracy (SP) Karola Popiela. Z tym ostatnim wiązał szczególne nadzieje. 30 maja 1946 r., na miesiąc przed zaplanowanym referendum ludowym, nie tylko użyczył auli KUL na I zjazd chrześcijańskiego Stronnictwa Pracy w Lublinie, ale wygłosił też przemówienie do ok. 3 tys. zebranych. Zaczął od stwierdzenia: „Ruch chrześcijańsko-społeczny, który chce szerzyć Stronnictwo Pracy, ma założenia ideologiczne te same, co nasz Katolicki Uniwersytet”, a dalej dodawał: „Chodzi o to, aby wprowadzić zasadę Chrystusa, to jest zasadę sprawiedliwości i miłości. Wiemy, że zbankrutowały te systemy, z których się wyklucza czynnik sprawiedliwości i miłości. Chociaż całkowicie szanujemy przekonania inne, ale wiemy, że prawdziwego szczęścia dać ludzkości nie można, jeżeli się nie oprze na prawdzie Chrystusowej”. Rozwój stronnictwa na Lubelszczyźnie w dużej mierze zależał od profesorów KUL. Prezesem wojewódzkim został prof. Henryk Dembiński, wspierali go prof. Czesław Strzeszewski, Konstanty Turowski, Wit Klonowiecki i inni. Już wówczas władze bezpieczeństwa pilnie obserwowały i analizowały społeczne zaangażowanie kadry naukowej KUL.


Aresztowanie


Poważne trudności rozpoczęły się w 1947 r., a nasiliły w drugiej połowie 1950 roku. Władze komunistyczne nie ograniczyły się tylko do niezatwierdzania tytułów naukowych na KUL, ewokując tym samym problemy kadrowe uczelni, ale posunęły się do zamykania wydziałów świeckich. Celem było sprowadzenie uniwersytetu do roli swoistego seminarium duchownego. Absolwentom KUL nagminnie odmawiano zatrudnienia. Wielu musiało schować dyplom katolickiej uczelni, posługując się świadectwem maturalnym.

Momentem kulminacyjnym stało się aresztowanie 1 kwietnia 1952 r. ks. Słomkowskiego, choć zwiastuny negatywnego nastawienia do rektora KUL widoczne były już wcześniej. W marcu 1949 r. wybrano go na kolejną kadencję rektorską, ale mimo zatwierdzenia przez władze kościelne stosowne władze państwowe nie wyraziły na to zgody. Nie podjęły jednak zdecydowanych kroków. Dopiero we wrześniu 1951 r. Ministerstwo Oświaty stanowczo zażądało odwołania ks. Słomkowskiego ze stanowiska rektora, a prof. Strzeszewskiego ze stanowiska prorektora KUL. 2 października 1951 r., podczas posiedzenia Senatu uczelni, przegłosowano ich usunięcie, zgodnie z wolą władz. Jednocześnie zawieszono ich w czynnościach naukowo-dydaktycznych, podobnie jak innych profesorów: ks. Józefa Rybczyka, o. Andrzeja Ludwika Krupę i W. Sawickiego.

W listopadzie 1951 r. zarządzono w KUL specjalną kontrolę NIK, która miała potwierdzić rzekome nieprawidłowości obciążające ówczesnego rektora. Od tego momentu intensywnie przygotowywano się do aresztowania ks. Słomkowskiego. Nastąpiło to w Seminarium Duchownym Księży Pallotynów w Ołtarzewie, w trakcie egzaminowania kleryków. W uzasadnieniu tymczasowego aresztowania z 3 kwietnia 1952 r. Generalna Prokuratura podała, iż ks. Słomkowski w latach 1947-1950 w Kielcach, Lublinie i Gdyni „bez zezwolenia Komisji Dewizowej handlował zagranicznymi środkami płatniczymi”. Zatrzymanie zaś było konieczne ze względu na „uzasadnioną obawę ucieczki i matactwa”. Pretekstem do zastosowania represji wobec rektora było więc pozyskiwanie środków finansowych na KUL. Jednak faktycznym powodem aresztowania był sprzeciw rektora Słomkowskiego wobec dopuszczenia swobodnej działalności na terenie uniwersytetu – kontrolowanych przez komunistów – Federacji Polskich Organizacji Studenckich (FPOS), które notabene stawiały sobie za cel przejęcie uczelnianej Bratniej Pomocy oraz doprowadzenie do likwidacji KUL. Pomimo instrukcji Ministerstwa Oświaty z kwietnia 1950 r., nakazującej ścisłą współpracę rektorów uniwersytetów ze Związkiem Młodzieży Polskiej (ZMP), Związkiem Młodzieży Socjalistycznej (ZMS) i przede wszystkim Związkiem Akademickiej Młodzieży Polskiej (ZAMP), ks. Słomkowski nie uległ naciskom. Jak sam stwierdzał, nie chciał uznać na terenie KUL organizacji ZAMP, „z powodu jej materialistycznego programu”. We wspomnieniach zapisał też: „Toczyła się pomiędzy partią a mną walka o duszę młodzieży. Moje niewątpliwe stanowisko w tej kwestii było właściwą przyczyną wkroczenia NIK oraz mego aresztowania”. Do końca walczył o katolicki i niezależny status uczelni i do końca okazał się niezłomny. Za tę stanowczą postawę ks. Słomkowski sądzony był 16 czerwca 1953 r. przez Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy w Wydziale IV karnym, który skazał go na karę 3 lat i 4 miesięcy więzienia. Natomiast Sąd Najwyższy w Warszawie, wyrokiem z 22 grudnia 1953 r., wymierzył ks. A. Słomkowskiemu łączną karę 3 lat więzienia oraz pozbawienia praw publicznych, obywatelskich i honorowych na okres 2 lat.

Aresztowanie zaskoczyło ks. Słomkowskiego. Co prawda w trakcie pełnienia funkcji rektora KUL był przygotowany na uwięzienie niemal każdego dnia. W jego mieszkaniu zawsze stała spakowana walizka z rzeczami niezbędnymi do życia w więziennej celi. Wyjeżdżając, zabierał też przezornie do kieszeni dodatkowe skarpetki i chusteczki. Po usunięciu z uczelni sądził jednak, że komuniści pozostawią go w spokoju. Okazało się, że potrzebowali tylko więcej czasu na przygotowanie procedury procesowej. Dla komunistów dodatkowym bodźcem do aresztowania ks. Słomkowskiego była świadomość, że należał on do najgorętszych popleczników księdza Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego, którego również planowano aresztować. Represje wobec księdza rektora prawdopodobnie nieprzypadkowo zbiegły się w czasie z aresztowaniem i procesem biskupa kieleckiego ks. Czesława Kaczmarka oraz pokazowym procesem księży w kurii krakowskiej.


Fabrykowanie dowodów


W spreparowanym akcie oskarżenia nie było mowy o faktycznych powodach aresztowania. Koncentrowało się ono głównie na modnym w tym czasie handlu obcą walutą, paserstwie. Postawione zarzuty idealnie wpisywały się w realizowane przez komunistów cele propagandowe. Nie było żadną tajemnicą, że w tak trudnych czasach rektor Słomkowski prosił wszystkich, zarówno w kraju, jak i za granicą, o finansowe wsparcie. Osobiście przyjmował intencje mszalne z USA, a wnoszone opłaty przekazywał nie na cele prywatne, lecz na zaspokojenie potrzeb bieżących KUL. W trakcie procesu wykorzystano znane fakty dotyczące przekazania przez ofiarodawców określonych wpłat w dolarach na uczelnię. Ze względu na galopującą wówczas inflację rektor Słomkowski w odpowiednim momencie wymieniał te środki, wszystkie przekazując na funkcjonowanie uczelni.

Aresztowanego rektora Słomkowskiego przesłuchiwano ponad pół roku, od 2 kwietnia do 7 października 1952 r., głównie w godzinach wieczorowo-nocnych. Przesłuchania prowadzili funkcjonariusze MBP: ppor. Stefan Miszewski i ppor. Cz. Ruzga. W pozostawionych wspomnieniach ks. Słomkowski nie odnotował, aby w śledztwie i później w więzieniu stosowano wobec niego bicie czy tortury. Stwierdzał, że jak większość więźniów się bał, nie mógł opanować drżenia rąk. Uspokojenie przynosiło systematyczne odmawianie Różańca.

Na podstawie aktu oskarżenia, wniesionego przez obecną na rozprawie prokurator Marię Obozowicz, Sąd Wojewódzki w Warszawie pod przewodnictwem Marii Gurowskiej (która m.in. skazała gen. Augusta Fieldorfa „Nila” na karę śmierci), przy udziale ławników A. Paradowskiej i M. Snopek, protokolanta Z. Chochlewicza oraz obrońcy Józefa Wala, wydał 16 czerwca 1953 r. wyrok oparty na dwóch zarzutach. Księdzu Słomkowskiemu zarzucono, że:

I. „W okresie od początku 1946 r. do początku 1950 r. w Lublinie, Kielcach, Olsztynie, Krakowie i Warszawie, bez właściwego zezwolenia dokonywał szeregu transakcji zagranicznymi środkami płatniczymi, przyjmując m.in. od różnych osób 26.850 dolarów papierowych USA i trzy monety złote po 20 dolarów oraz sprzedając nieustalonym bliżej osobom 5.300 dolarów papierowych USA oraz 60 dolarów złotych USA.

II. Od października 1950 r. do dnia 18 lipca 1952 w miejscowości Konstantynów pod Lublinem w majątku KUL tzw. Poczekajce posiadał bez właściwego zezwolenia 120 rubli złotych i 10 dolarów złotych USA.

tj. o czyny przewidziane w art. 1§2 i art. 3§2 ustawy karnej Dewizowej z dnia 28 III 1952 r.”. Sąd uznał ks. Słomkowskiego za winnego stawianych mu zarzutów. W uzasadnieniu stwierdzono m.in., że: „Sąd wziął pod uwagę całokształt okoliczności bardzo poważnie obciążających oskarżonego”, który „od pierwszych chwil Wyzwolenia cieszył się poparciem i zaufaniem Władz Polski Ludowej”. Tym bardziej obłudnie ubolewano nad rzekomym zawodem, jaki sprawił ks. Słomkowski. W dalszej części uzasadnienia stwierdzano, że „dla swych przestępnych celów oskarżony wykorzystał zaufanie innych”.

Rewizję (odwołanie) od wyroku rozpatrywał Sąd Najwyższy w składzie: przewodniczący sędzia SN J. Dorosz, sprawozdawca M. Paluch, sędzia SN J. Bafia i protokolant S. Wojciechowska. Zgodził się z zasadniczą sentencją wyroku, stwierdzając, że w zakresie głównego zarzutu nielegalnego obrotu dolarami „wbrew twierdzeniu rewizji Sąd Wojewódzki bezbłędnie ocenił materiał dowodowy w sprawie”. Niemniej zakwestionowano skalę zjawiska, ostatecznie ustalając wysokość przestępczej kwoty na 6 tys. dolarów. Gdyby nie groza sytuacji kulminacyjnego okresu stalinowskiego, procedury te można by odbierać jako groteskę. Ustawa, na mocy której sądzono i skazano ks. Słomkowskiego, została wydana zaledwie trzy dni przed jego aresztowaniem. Jak sugeruje ks. Józef Warzeszak, prawdopodobnie opracowano ją pod kątem postawienia zarzutów tej konkretnej osobie.


Pobyt w więzieniu


Ksiądz Słomkowski przez pierwsze dwa lata przetrzymywany był w warszawskim więzieniu na Mokotowie, później przewieziony został do więzienia w Sztumie k. Gdańska. Od początku bardzo źle znosił pobyt w celi, męcząc się psychicznie i fizycznie. Doznawał nie tylko wielu upokorzeń ze strony obsługi więziennej, ale także cierpiał z głodu i chorób. Głęboko przeżywał brak jakiegokolwiek zainteresowania jego losem ze strony władz KUL oraz hierarchii kościelnej. We wspomnieniach spisanych w grudniu 1975 r. odnotował: „Będąc więc uwięzionym za to, co czyniłem dla KUL lub co sobą reprezentowałem jako rektor KUL, miałem chyba prawo liczyć na to, że KUL odegra wobec mnie pewną rolę. Nie myślę o rzeczach nadzwyczajnych, czy o interwencjach, ale chyba mogłem się spodziewać, że KUL sam czy w porozumieniu z władzą duchowną uczyni coś, co mi uczyni życie w więzieniu lżejszym”. Szło tutaj o drobne kwoty, za które ks. Słomkowski mógłby kupić trochę jedzenia lub paczki. „Z KUL natomiast nie otrzymałem nic – kontynuował – chociaż byłem uwięziony za to, co robiłem dla dobra KUL. Tak więc muszę rolę KUL wobec mnie w tym okresie ocenić negatywnie. Co więcej, KUL nie spełnił, moim zdaniem, wobec mnie najprostszego obowiązku sprawiedliwości”. W związku z zaistniałą sytuacją ks. Słomkowski stał się obiektem nieprzyjemnych komentarzy formułowanych przez współwięźniów i śledczych. Wspominał: „Były z tej racji czasem przykre uwagi współwięźniów, bo uważali za właściwe dzielić się tym, co mieli. Były też cierpkie uwagi i docinki oficera śledczego: ‚Patrzcie, tyle żeście zrobili dla Kościoła, a jak Kościół o was dba’. Sytuacja ta zmieniła się dopiero jesienią 1953 r., od tej pory ks. Słomkowski otrzymywał pomoc z Sekretariatu Episkopatu Polski w wysokości 200 zł miesięcznie oraz 300 zł od trójki przyjaciół. Uwięziony rektor z przykrością dowiadywał się o plotkach rozpowszechnianych wśród księży warszawskich, jakoby w śledztwie, broniąc siebie samego, obciążał Episkopat. Źródło tych informacji biło w MBP, niestety, do ks. Słomkowskiego docierały wiadomości, że rozpowszechniał je także urzędujący rektor KUL. Notabene w tym czasie (1953-1954) władze KUL pozwoliły na działalność ZMP w murach uczelni, a w jego lokalu utworzono nawet Komitet Uczelniany PZPR.

Opuszczając więzienie (w trybie warunkowym) pod koniec listopada 1954 r., ks. Słomkowski miał zrujnowane zdrowie. Konieczne było leczenie. Największą pomoc uzyskał od księży pallotynów, przewodniczącego Episkopatu Polski ks. bp. Michała Klepacza oraz przebywającego jeszcze w Komańczy Prymasa Wyszyńskiego. Oczekiwał jednak choćby symbolicznego gestu z KUL, który – jak z przykrością odnotowywał we wspomnieniach – „absolutnie się mną nie interesował, ani nie przyszedł z pomocą”. Po wydarzeniach października 1956 r. nowe władze KUL z ks. rektorem prof. Marianem Rechowiczem i prorektorem ks. prof. Józefem Rybczykiem podjęły starania w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego o powrót ks. prof. Słomkowskiego na KUL. Zdaniem zainteresowanego, o ile ks. Rybczyk stanowczo domagał się jego powrotu, o tyle rektor Rechowicz miał nie tylko odwlekać tę sprawę, ale w ogóle nie zainteresował się jego położeniem materialnym. Władze KUL, a później także Prymas Wyszyński próbowali skłonić ks. Słomkowskiego do wszczęcia procesu rehabilitacyjnego, co ułatwiłoby jego powrót na uczelnię. Ksiądz Słomkowski zdecydowanie odmawiał, przede wszystkim ze względów moralnych. Wyrok uważał za niesprawiedliwy. Już w trakcie rozprawy powiedział, że „to, co jest zaprotokołowane jako moje zeznanie, jest wspólną bajką ułożoną przeze mnie i przez oficera śledczego”. Jednym z podstawowych zarzutów formułowanych w trakcie śledztwa był wrogi stosunek do Polski Ludowej w związku ze szczególnym sposobem głoszenia istnienia Boga. Relacja ta pozostawała niezmienną i ks. Słomkowski nie chciał w tych warunkach poświadczać żadnej nieprawdy. Na odmowie zaciążył też jego osobisty uraz do kontaktów z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości PRL, wynikający z więziennych doświadczeń.

Ostatecznie po odwołaniach i interwencji w ministerstwie od 1 maja 1957 r. władze KUL (ponownie) zatrudniły ks. prof. Słomkowskiego na stanowisku profesora zwyczajnego na Wydziale Teologii oraz w Instytucie Wyższej Kultury Religijnej. Były rektor podjął się więc prowadzenia wykładów i seminariów, cały czas będąc solą w oku komunistycznych władz. W 1959 r. Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego kategorycznie zażądało usunięcia ks. Słomkowskiego z uniwersytetu, powracając do argumentu, że figurował on w sądowym rejestrze skazanych. Nie chciano nawet zaakceptować prowadzenia przez niego zajęć zleconych. W czerwcu 1960 r. ministerstwo ponowiło naciski, powiadamiając na piśmie „obywatela rektora”, że nadal „podtrzymuje swój sprzeciw odnośnie do prowadzenia jakichkolwiek zajęć pedagogicznych i wykonywania funkcji organizacyjnych w KUL przez ks. prof. A. Słomkowskiego, prof. I. Czumę, ks. prof. K. Kłósaka i oczekuje zastosowania się do tej decyzji przed rozpoczęciem roku akademickiego 1960/61”. W grudniu 1960, po wyraźnej sugestii Komisji Episkopatu Polski ds. KUL, ks. Słomkowskiego zwolniono z pracy na uniwersytecie.

Bezpardonowe usunięcie byłego rektora oraz innych profesorów wiązało się z początkiem wdrażania konkretnych elementów nowej gry operacyjnej Służby Bezpieczeństwa wobec KUL. W 1960 r. lubelskie władze SB powołały specjalną grupę Va, która miała zajmować się wyłącznie walką z KUL. Opracowała ona plan rozbicia środowiska uniwersyteckiego, polegający na zmuszaniu do odejścia z KUL niewygodnych profesorów, należących do tzw. grupy konserwatystów, czyli ściśle związanych z ks. kard. S. Wyszyńskim. Do niej zaliczono przede wszystkim ks. Słomkowskiego. W notatce z 7 stycznia 1961 r. st. oficera Wydz. III KWMO, por. B. Tarkowskiego czytamy: „Równocześnie dojrzała sytuacja do tego, by po zahamowaniu ekspansywnej działalności KUL-u przystąpić do długofalowej polityki ograniczania tej uczelni i zmiany jej modelu. Tak się zrodziła potrzeba utworzenia nowej grupy (Va), która by skupiła się wyłącznie w pracy po KUL-u. (…) W toku realizacji tego planu uzyskano już pewne efekty i rezultaty w zakresie polityki ograniczenia KUL-u i wpływania na przebieg zachodzących tam procesów i konfliktów. Między innymi spowodowano (przedkładając odpowiednio umotywowane wnioski) odsunięcie od pracy na KUL-u 4-ch profesorów (Słomkowski, Czuma, Kłósak, Preost)”. W dalszej części odnotowano: „Na skutek naszych interwencji Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego nie zatwierdziło 3-ch habilitacji (Kumor, Majka, Poplatek), a w dwóch wypadkach stworzyliśmy inne przeszkody utrudniające przewód habilitacyjny”. W tym samym czasie władze bezpieczeństwa lansowały inne osoby w KUL, ułatwiając im zatwierdzenie habilitacji, a nawet uzyskanie profesury bez habilitacyjnego przewodu. Szło o wykreowanie i wzmocnienie grupy liberalnej, „lojalnej wobec państwa i raczej bardzo luźno związanej z hierarchią, a nawet z Kościołem”, przeciwstawiającej się konserwatystom, takim jak ks. Słomkowski. Ten ostatni do końca nie zmienił poglądów w stosunku do roli katolickiego uniwersytetu i jego standardów. U niektórych wywoływało to gniew, a nawet wrogość. W notatce służbowej oficera SB M. Majewskiego, sporządzonej 8 kwietnia 1960 r. po rozmowie z prof. Jeremim Królikowskim, ks. Słomkowski zaklasyfikowany został jako jego wróg osobisty. Zapisano tam: „Pretensje do niego posiada osobiste, gdyż był przeciwny w zatrudnieniu jego na KUL-u, tak samo hr. Łoś. Sprzeciw swój motywowali tym, że nie układa sobie życia w myśl zasad kościelnych, biorąc rozwód itp., nazywając go przy tym awanturnikiem antymoralnym”. W notatce informacyjnej z 11 października 1960 r. kpt. SB W. Kita odnotowywał: „Jedynie ks. Słomkowski i ks. Krupa są dotąd bez przydziału i najwięcej rozrabiają. Wykładów i zajęć nie mają. W chwili obecnej nie wiadomo jeszcze, co z nimi zrobią. Wśród niektórych prof. KUL wyczuwa się nawet oznaki pewnego zadowolenia z faktu odsunięcia ks. Słomkowskiego, którego się nie lubi. Notuje się głosy, że najlepiej byłoby, gdyby się z Lublina wyniósł”. Zdecydowanej większości społeczności uniwersyteckiej trudno było pogodzić się z odejściem ks. Słomkowskiego, który do końca poddany był inwigilacji. Tajny współpracownik SB, zwerbowany na Wydziale Teologii, ps. „Jankowski”, podczas spotkania 13 października 1960 r. z oficerem SB Mrozowiczem donosił m.in.: „Ks. Słomkowskiego studenci żałują, że odszedł. Wykładów nie prowadzi. ‚Jankowski’ widział Słomkowskiego w dn. 12.X., egzaminował on tych, co mają zaległe egzaminy”.

Po oficjalnym zwolnieniu z KUL ks. Słomkowski przez pewien czas przebywał jeszcze w Lublinie. W grudniu 1960 r. przeniósł się do Gniezna, prowadząc do 1971 r. wykłady w tamtejszym Metropolitalnym Seminarium Duchownym. Wykładał także na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu i Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. W 1962 r. zorganizował wespół z ks. Eugeniuszem Weronem Prymasowskie Studium Teologii Życia Wewnętrznego. Dał się też poznać jako inicjator pielgrzymek na Jasną Górę. Nie zaprzestał prowadzenia badań naukowych z zakresu teologii dogmatycznej. Od 1971 r. ze względu na zły stan zdrowia wycofywał się z duszpasterskiej aktywności. W listopadzie 1972 r. przeszedł operację i zawał serca. Po wyjściu ze szpitala bardzo osłabiony kontynuował pracę naukową, pisząc książki i artykuły (m.in. „Teologia życia wewnętrznego”, „O kierownictwie duchowym”). Ksiądz Słomkowski żył bardzo skromnie, ale godnie. W latach 70. zapraszany był na KUL, którego Senat w październiku 1978 r. przyznał mu medal „Za zasługi dla KUL”. Zmarł 19 lutego 1982 r. w Warszawie na zawał serca.

W stulecie urodzin ks. A. Słomkowskiego 5 grudnia 2000 r. wmurowano tablicę pamiątkową ku jego czci w gmachu KUL, z którym przez większość życia tak bardzo emocjonalnie był związany. Dawał tego liczne dowody, pełniąc funkcję rektora. Na plan pierwszy wysuwała się jego łagodność i zainteresowanie człowiekiem, szczególnie młodzieżą. Studiująca prawo w latach 1948-1952 Stanisława Radecka do dziś ze wzruszeniem wspomina spotkania przy kawie zbożowej studentów z rektorem. Ksiądz Słomkowski znał niemal wszystkich, zauważając nawet zmianę fryzury. Przybyłemu w 1950 r. z „wilczym biletem” na KUL, rekrutowi Ryszardowi Benderowi, odstąpił własne łóżko, sam nocując w fotelu. Podobnie gościł prof. Juliusza Kleinera, który w świadectwie z 1953 r. napisał: „Bezwzględnym zaufaniem i najwyższym szacunkiem darzyli Ks. Rektora Słomkowskiego i profesorowie i pracownicy wszystkich działów, studenci i całe społeczeństwo lubelskie; był po prostu kochany przez wszystkich”. Jan Parandowski stwierdzał m.in.: „We wszystkich tych czynnościach wykazywał zapał i bezinteresowność, szafując bez rachuby swoim czasem i zdrowiem”. W pamięci studentów oraz profesorów pozostał jako osoba wyjątkowa, bez reszty związana z katolickim uniwersytetem.


prof. Mirosław Piotrowski
drukuj