WRON – uzurpatorska junta

Nazywano ją pogardliwie WRONĄ, bo ten ptak, który nie gardzi padliną i odpadkami ze śmietników, należy do jednego z najbardziej negatywnie postrzeganych przedstawicieli świata zwierzęcego. Sama nazwa Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego – organu administrującego Polską w czasie stanu wojennego, nie była zatem szczególnie przemyślana.

Kiedy ówczesny premier generał Wojciech Jaruzelski i I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania podpisywali 27 marca 1981 r. najważniejszy dokument stanu wojennego noszący ciekawą nazwę: „Myśl przewodnia wprowadzenia na terytorium PRL stanu wojennego ze względu na bezpieczeństwo państwa”. Zapisano w nim, że „…z chwilą wprowadzenia stanu wojennego zasadnicze funkcje sprawowania władzy i kierowania państwem przechodzą na Komitet Obrony Kraju”. Szkopuł w tym, że na czele KOK stał premier, a w jego skład oprócz wojskowych, wchodzili również przedstawiciele rządu oraz partii rządzącej, czyli PZPR. Zapewne to było powodem odstąpienia od tej formuły i powołania nowego tworu składającego się wyłącznie z wojskowych. Miało to podkreślić powagę sytuacji, lecz było zupełnie niekonstytucyjne, na co zresztą wówczas nikt z generałów LWP nie zwracał większej uwagi.

Także nad nazwą owego tworu nie zastanawiano się zbyt wnikliwie. Profesor Andrzej Paczkowski w swej książce „Wojna polsko-jaruzelska” pisze, opierając się na wspomnieniach Mieczysława F. Rakowskiego, że początkowo miała powstać „Rada Wojskowo-Rewolucyjna”. Generał Florian Siwicki w rozmowie z marszałkiem Wiktorem Kulikowem 11 grudnia 1981 r. mówił o „Wojskowo-Rewolucyjnej Radzie Ocalenia Ojczyzny”. W ostatniej chwili zapewne znalazł się ktoś, być może płk Wiesław Górnicki – w końcu inteligent, dziennikarz, który zwrócił uwagę, że nazwy te brzmią po bolszewicku, a rewolucja w naszym kraju jest postrzegana jako coś, czemu towarzyszą chaos i gwałt. Po tych poprawkach, 12 grudnia, Siwicki mógł zameldować marszałkowi Kulikowowi, że nazwa organu mającego „uratować ojczyznę” będzie brzmiała – Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Dalej poszło już łatwo. 13 grudnia 1981 r. ogłoszono „Proklamację WRON”, w której stwierdzono, że została ona powołana w nocy z 12 na 13 grudnia, lecz na pytanie, kto ją powołał, owa proklamacja nie dawała odpowiedzi. Od czego są jednak wścibscy historycy? Profesor Paczkowski dotarł do niepublikowanej uchwały o utworzeniu WRON z 12 grudnia mówiącej, że powstała ona w wyniku decyzji „zespołu oficerów Ludowego Wojska Polskiego” zebranych pod przewodnictwem gen. Wojciecha Jaruzelskiego, z inicjatywy Rady Wojskowej MON.


Uzurpatorska junta


Chociaż 13 grudnia 1981 r. gen. Jaruzelski był I sekretarzem KC PZPR, premierem rządu PRL i ministrem obrony narodowej, to nie wykorzystał możliwości quasi-legalistycznych, jakie dawały mu te funkcje (z racji zajmowanego stanowiska był też przewodniczącym KOK), lecz zdecydował się stanąć na czele kompletnie pozakonstytucyjnego organu, jakim była WRON-a. Można jeszcze się zastanawiać nad kolejnym aspektem tej sytuacji. Reżim PRL dysponował przecież całym aparatem władzy, oddanymi działaczami PZPR, którzy wiedzieli, że walczą o przetrwanie, jednak inaczej niż na Węgrzech w 1956 r. czy w Czechosłowacji w 1968 r., Jaruzelski postanowił oprzeć się na pozakonstytucyjnych, a zatem pozaprawnych działaniach armii. To zaś uprawnia do stosowania określeń porównawczych do sytuacji w krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie często armia przejmowała władzę w drodze zamachu stanu, a wojskowi przywódcy stawali na czele junty. Niestety, obie działające w latach 90. sejmowe komisje odpowiedzialności konstytucyjnej zakończyły swoją pracę bez wskazania winnych wprowadzenia stanu wojennego. Nie trzeba tu przypominać, że działo się to pod silnym wpływem posłów postkomunistycznych.

Jaruzelski w wystąpieniu radiowo-telewizyjnym 13 grudnia 1981 r. rano mówił, że „ukonstytuowała się” właśnie Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, która przejęła władzę w kraju. Jak wykazała późniejsza praktyka, WRON, jako organ pozakonstytucyjny, uzurpowała sobie władzę, wydawała decyzje wchodząc w kompetencje organów administracji państwowej czy wojska. Co więcej, nawet post factum nie starano się o zalegalizowanie jej działalności, choć byłoby to bardzo łatwe.


Mają krew na rękach


Kto zatem wchodził w skład tego organu do dzisiaj będącego najjaskrawszym przykładem bezprawia okresu stanu wojennego? WRON przewodził gen. Wojciech Jaruzelski. Liczyła ona 22 członków, generałów i pułkowników Wojska Polskiego. Wśród nich byli dowódcy poszczególnych okręgów wojskowych i rodzajów sił zbrojnych, w tym kilku oddelegowanych do pełnienia funkcji poza MON, jak: gen. Czesław Kiszczak – minister spraw wewnętrznych (wicepremier w rządzie Tadeusza Mazowieckiego w latach 1989-1990), gen. Czesław Piotrowski – minister górnictwa, czy gen. Tadeusz Hupałowski (prezes NIK do 1991 r.) – minister administracji, oraz oficerowie pełniący funkcje dowódcze w jednostkach stacjonujących w rejonie stolicy, jak np. gen. bryg. Jerzy Jarosz, dowódca 1. Warszawskiej Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki z Legionowa. Odpowiedzialne zadanie powierzono płk. Romanowi Lesiowi, przewodniczącemu Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych, który miał wyszukać oficerów rezerwy mogących objąć stanowiska kierownicze w administracji. Zapewne na wypadek, gdyby część urzędników nie dość stanowczo wykonywała decyzje władz stanu wojennego. Niejako „na deser” trafił do WRON płk Mirosław Hermaszewski, pierwszy polski kosmonauta. W momencie ogłoszenia stanu wojennego przebywał on na kursie w Akademii Sztabu Generalnego Armii Radzieckiej w Moskwie. Wezwano go pilnie do Warszawy i dopiero na miejscu dowiedział się, że jest członkiem rady. Hermaszewski był wszak jedynie „kwiatkiem do kożucha”, którego nazwisko miało „ocieplić” wizerunek WRON i przysporzyć jej popularności w społeczeństwie.

Nie można tego jednak powiedzieć o generałach, dowódcach okręgów wojskowych, przedstawicielach WRON, np. gen. Włodzimierzu Oliwie w okręgu warszawskim, gen. Henryku Rapacewiczu w śląskim czy gen. Józefie Użyckim w pomorskim. To od nich zależała polityka represji wobec próbujących się przeciwstawić stanowi wojennemu. Choć armia rzekomo w tym okresie stała „z boku”, pozostawiając najbardziej „brudną robotę” formacjom MSW, czyli milicji i SB, to decydentami byli właśnie wojskowi. Zeznania świadków składane w pierwszym procesie „Wujka” mówiły wyraźnie, że to gen. Rapacewicz, któremu podlegał także Górny Śląsk, kategorycznie żądał, aby jak najszybciej rozprawiono się ze strajkującymi górnikami. Te naciski bez wątpienia nie pozostały bez wpływu na sposób, w jaki przeprowadzono pacyfikację kopalni, i na tragedię stanowiącą jej następstwo.

Członkowie WRON w większości należeli do oddanych stronników Jaruzelskiego. Z generałem łączyło ich doświadczenie służby w Wojsku Polskim z lat 1943-1945, młodsi kończyli szkoły oficerskie w okresie stalinizmu. Te doświadczenia ukształtowały ich ogląd rzeczywistości. Swoje kariery zawdzięczali systemowi komunistycznemu, wychowano ich w przekonaniu, że w „Polsce sanacyjnej” nigdy nie osiągnęliby takiego awansu społecznego. Sojusz z ZSRS traktowali jako niewzruszony. Takie poglądy dominowały w całej armii, a sam Jaruzelski wspominał, że ze strony kadry dowódczej wywierano na niego stały nacisk, aby wreszcie skończył z tą „kontrrewolucją”, jak określano „Solidarność”. Wojskowi stanowili swoistą kastę społeczną w dużo większym stopniu indoktrynowaną przez propagandę niż nawet funkcjonariusze MSW. Nad właściwymi postawami w armii cały czas czuwał korpus oficerów politycznych, odsiewających od samego początku, czyli już od szkoły oficerskiej, wszystkich tych, którzy przejawiali postawy niezgodne z zasadami marksizmu-leninizmu. W następstwie tego wojsko zostało użyte do krwawego stłumienia buntu robotników Poznania w czerwcu 1956 czy protestu stoczniowców w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie w 1970 roku.

Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego po raz pierwszy zebrała się 14 grudnia 1981 roku. Oceniono wówczas sytuację w kraju, określono zadania dla administracji państwowej i organów kierujących gospodarką, jak też tryb funkcjonowania WRON. W protokole tego posiedzenia czytamy: „Wybrany optymalny czas i moment ogłoszenia stanu wojennego zapobiegł otwartemu – sabotażowo-dywersyjnemu oraz zbrojnemu – wystąpieniu sił kontrrewolucyjnych spod znaku ekstremy ‚Solidarności’, NZS, tak zwanej KPN i innych”, a „celem kontrrewolucji, przygotowywanej planowo od dłuższego czasu, było zniszczenie ustroju socjalistycznego w Polsce”. Ustalono podział zadań wśród członków WRON, poza dowódcami okręgów wojskowych. Admirałowi Czesławowi Janczyszynowi nakazano ustabilizowanie sytuacji w Gdańsku, gen. Tadeuszowi Krepskiemu – w Poznaniu, gen. Longinowi Łozowickiemu – w Katowicach, a płk. Kazimierzowi Garbacikowi – w Łodzi. Natomiast płk Hermaszewski miał nadzorować funkcjonowanie organizacji młodzieżowych. Chociaż dotychczas panuje pogląd, że WRON była tworem w dużej mierze fasadowym, że realny ośrodek władzy skupiał się wokół „triumwiratu”, czyli zaufanych Jaruzelskiego, do których należeli działacze PZPR, jak Barcikowski czy Rakowski, to stało się tak jedynie w wyniku rozwoju sytuacji, szybkiego stłumienia przez MSW i wojsko przejawów niezadowolenia. Gdyby protesty się nasilały i trwały dłużej, bez wątpienia WRON stałaby się centralnym organem kontrolującym władzę w całym kraju na dłuższy czas. Świadczą o tym niektóre polecenia wydawane przez WRON, np. te skierowane do prokuratury i sądów: „przyspieszać uzasadnione sankcje za naruszenie norm obowiązujących w stanie wojennym: bieżąca ostrość postępowania jest fundamentem łagodności w przyszłości” (ta mądrość jest zapewne autorstwa samego generała). Były również wnioski indywidualne, jak ten nakazujący jednemu z generałów przeprowadzić „zdecydowaną rozmowę indywidualną” z rektorem Uniwersytetu Warszawskiego prof. Henrykiem Samsonowiczem. Zresztą nie przyniosła ona chyba efektu, gdyż wkrótce profesor został odwołany. Po kilku tygodniach, kiedy sytuacja w kraju w miarę się ustabilizowała, WRON zaczęła pełnić rolę bardziej propagandową, organizowano spotkania z przedstawicielami klasy robotniczej, aktywem wiejskim czy z inteligencją twórczą. Szeroko nagłaśniano te spotkania, stwarzając wrażenie, że organ ten cieszy się szacunkiem i zaufaniem społeczeństwa. Oczywiście był to bezprzykładny, nawiązujący do jak najgorszych wzorów okresu stalinowskiego, pokaz propagandy i zakłamania. Niemniej aż do końca działalności, który nastąpił w momencie zniesienia stanu wojennego, 22 lipca 1983 r., WRON opiniowała projekty aktów prawnych dotyczących funkcjonowania państwa czy działań represyjnych. Był także organem decyzyjnym w sprawach związanych z sytuacją społeczną w kraju, np. po demonstracjach w rocznice Porozumień Gdańskich, 31 sierpnia 1982 r., nakazywał zaostrzenie polityki karnej. Przez cały czas trwania stanu wojennego przed WRON składali sprawozdania wojskowi komisarze-pełnomocnicy znajdujący się we wszystkich województwach, ministerstwach i instytucjach centralnych.

Dopiero w końcu lat 90. zakłócono spokój generałów. Wojciech Jaruzelski i Tadeusz Tuczapski (do 1990 r. członek rady naczelnej ZBOWiD oraz do 1991 r. prezes Zarządu Głównego LOK) zostali wtedy oskarżeni w procesie Grudnia 1970 roku. W 2006 r. prokurator IPN postawił wszystkim żyjącym członkom WRON zarzuty karne, a od września 2008 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczy się rozprawa przeciwko niektórym członkom WRON, ponieważ dziesięciu spośród nich już nie żyje. Generał Krepski i płk Roman Leś zmarli w 1988 r., gen. Oliwa, zamieszany w aferę korupcyjną, popełnił samobójstwo w 1989 r., w 1991 r. zmarł gen. Rapacewicz, w 1994 r. – adm. Janczyszyn, w 1999 – gen. Hupałowski, w 2005 – gen. Czesław Piotrowski, 2007 – gen. Eugeniusz Molczyk, a w kwietniu ubiegłego roku – gen. Tuczapski. Zmarł także pułkownik Garbacik. Pozostałych dwunastu objęła przyjęta przez Sejm w styczniu 2009 r. ustawa odbierająca im część wysokich emerytur wojskowych. Weszła ona w życie 1 stycznia tego roku, członkom WRON emerytura wojskowa naliczana teraz będzie po 0,7 proc. podstawy wymiaru za rok służby w wojsku – począwszy od 8 maja 1945 roku. Według danych MON, przeciętne świadczenie emerytalne tych osób wynosiło dotychczas 8495 zł, a teraz ulegnie zmniejszeniu do ok. 4143 zł (brutto). Być może właśnie ta decyzja Sejmu, mocno spóźniona, stanowi choć pośrednio sprawiedliwą ocenę działalności WRON oraz jej negatywnego znaczenia w naszej historii.


Dr Paweł Piotrowski, IPN Wrocław


Skład Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego

– gen. armii Wojciech Jaruzelski – I sekretarz KC PZPR, premier rządu
PRL, minister obrony narodowej
– admirał Ludwik Janczyszyn – dowódca Marynarki Wojennej
– gen. broni Eugeniusz Molczyk – główny inspektor szkolenia,
wiceminister obrony narodowej
– gen. broni Florian Siwicki – szef Sztabu Generalnego WP, wiceminister
obrony narodowej
– gen. broni Tadeusz Tuczapski – główny inspektor obrony
terytorialnej, wiceminister obrony narodowej
– gen. dyw. Józef Baryła – szef Głównego Zarządu Politycznego WP,
wiceminister obrony narodowej
– gen. dyw. Tadeusz Krepski – dowódca Wojsk Lotniczych
– gen. dyw. Longin Łozowicki – dowódca Wojsk Obrony Powietrznej Kraju
– gen. dyw. Włodzimierz Oliwa – dowódca Warszawskiego Okręgu
Wojskowego
– gen. dyw. Henryk Rapacewicz – dowódca Śląskiego Okręgu Wojskowego
– gen. dyw. Józef Użycki – dowódca Pomorskiego Okręgu Wojskowego
– gen. dyw. Tadeusz Hupałowski – minister administracji, gospodarki
terenowej i ochrony środowiska
– gen. dyw. Czesław Kiszczak – minister spraw wewnętrznych
– gen. dyw. Czesław Piotrowski – minister górnictwa i energetyki
– gen. dyw. Zygmunt Zieliński – sekretarz WRON, szef Departamentu Kadr
MON
– gen. bryg. Michał Janiszewski – szef Urzędu Rady Ministrów
– gen. bryg. Jerzy Jarosz – dowódca 1 Warszawskiej Dywizji
Zmechanizowanej
– płk Tadeusz Makarewicz – dowódca Zgrupowania Jednostek
Zabezpieczenia MON
– płk Kazimierz Garbacik – szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Łodzi
– płk Roman Leś – prezes Zarządu Głównego Związku Byłych Żołnierzy
Zawodowych
– ppłk Mirosław Hermaszewski – słuchacz Akademii Sztabu Generalnego
Sił Zbrojnych Armii Radzieckiej
– ppłk Jerzy Włosiński – dowódca Mazowieckiej Brygady Wojsk Obrony
Wewnętrznej

drukuj