Nauka rekolekcyjna wygłoszona podczas wielkopostnych rekolekcji dla rolników i mieszkańców wsi (2)
KONFERENCJA DRUGA
Piątek po III Niedzieli Wielkiego Postu, 16 III 2012 r.,. godz. 8,30
Oz 14,2-10; Mk 12,28-34
BÓG FUNDAMENTEM I GWARANTEM NASZEJ NADZIEI
Wstęp
Na naszej drodze rekolekcyjnej kontynuujemy refleksję nad cnotami teologicznymi. Pragniemy obecnie, w godzinach rannych pochylić się nad cnotą nadziei, zaś wieczorem zatrzymamy się nad cnotą miłości.
Nadzieja jest cnotą, jest postawą duchową człowieka, która dotyczy przyszłości. Zwykle rodzi się ona w człowieku w sytuacji bólu, cierpienia, niedostatku, w sytuacji doświadczania ograniczoności a także w sytuacji doświadczenia niemożliwości osiągnięcia pełnego, trwałego dobra, nieprzemijającego szczęścia, jednym słowem – szczęśliwej przyszłości. W prezentacji nadziei zdiagnozujmy najpierw sytuację, w której może się ona pojawić, by następnie zastanowić się nad pytaniem: co lub kto może być gwarantem naszej nadziei, nadziei na wyjście z trudnej sytuacji, nadziei na pokonanie zła i osiągnięcie dobra, o którym marzymy i za którym tęsknimy.
1. Sytuacja, w której rodzi się nadzieja
Nadzieja zwykle rodzi się w dwóch sytuacjach egzystencjalnych. Pierwszą z nich jest sytuacja doświadczanego zła, zła, które może mieć różne odmiany i różne natężenie. Drugą są doświadczane tęsknoty za lepszym światem, za pełnymi wartościami, takimi jak prawda” dobro, piękno, miłość, sprawiedliwość, pokój, szczęście, radość.
a) Przedmiotowe źródło pojawiania się nadziei – doświadczenie zła
Żyjemy w świecie, w którym natrafiamy ciągle na jakieś ograniczenia, braki, na jakieś rodzaje zła. Na naszej ziemi niemal ciągle doświadczamy zła fizycznego i zła moralnego. Zło fizyczne jest wtedy, gdy ktoś nie posiada tego, co mu się należy z natury. Zło fizyczne dotyka np. osoby niepełnosprawne, które przychodzą na świat z wadami cielesnymi, organicznymi. Kto miał okazję odwiedzić jakiś dom dziecka lub dom osób specjalnej troski, ten miał możliwość doświadczenia zła fizycznego. Dla niektórych odwiedzających mogą to być najlepsze rekolekcje, które są w stanie uwrażliwić na ludzkie cierpienie i wywołać współczucie i gotowość do niesienia pomocy.
Złem fizycznym są także choroby, które nas nawiedzają. Przeżywamy choroby naszych bliskich, zwłaszcza te trudno uleczalne jak choroby nowotworowe, wylewy, zawały serca, które nam często zabierają ludzi z tego świata, niekiedy będące jeszcze w młodym wieku i zarazem bardzo potrzebne drugim, np. matki wychowujące małe dzieci.
Złem fizycznym są także nieszczęśliwe wypadki, katastrofy lotnicze, morskie, kolejowe, wypadki drogowe. Giną w nich ludzie, których tragiczną śmierć przeżywają z bólem bliscy. Często także pozostają po nich osoby kalekie, które do końca życia niosą jakiś stygmat cierpienia. Mamy w pamięci katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem, której nikt nie przeżył, po której pozostał ból wśród najbliższych, do dziś niezagojony. Ostatnio nową porcję cierpienia fizycznego i duchowego przyniosła katastrofa kolejowa koło Szczekocin.
Złem fizycznym są także katastrofy naturalne: trzęsienia ziemi, huragany, wichury, trąby powietrzne, powodzie, długotrwałe susze, deszcze.
Oprócz zła fizycznego jeszcze bardziej doskwiera nam zło moralne. Ten rodzaj zła ma swoje źródło w człowieku, w jego wolnej woli. Podstawowe zło moralne ma na imię grzech. Bywa on zadomowiony w myślach, słowach i uczynkach. Jest on zawsze naszym działaniem niezgodnym z sumieniem i zewnętrzną norma moralności, jaką jest prawo Boże: naturalne i pozytywne, przekazane człowiekowi przez Boga w ludzkiej historii. Jeśli grzech jest przekroczeniem przez człowieka Bożego prawa, to złem musimy nazwać wszelkie zabijanie drugich, cudzołożenie, a więc niewierność małżeńską, kradzież, kłamstwo, korupcję, pychę, chciwość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew, lenistwo itd.
Zło doświadczane na tym świecie ma wymiar indywidualny i społeczny. Złem indywidualnym są nasze grzechy osobiste. Złem społecznym są wojny, kryzysy gospodarcze, niedobre zarządzanie państwem, wysokie kredyty, nieproporcjonalne do zarobków ceny, niesprawiedliwe płace, zastosowanie osiągnięć nauki i techniki do celów złych, godzących w godność człowieka, w jego wrodzone prawa, wykorzystywanie mediów do szerzenia kłamstwa, ideologii, składanie fałszywych obietnic itd. .
Wskażmy jeszcze na imiona zła w gospodarce rolnej: brak miłości do ziemi, pozbawianie ludzi własności, trudności z nabyciem na własność ziemi, wysokie podatki gruntowe, wysokie ceny maszyn i narzędzi rolniczych, nawozów sztucznych, środków ochrony roślin, brak czy też niepewność rynków zbytu, niskie ceny skupu, niekorzystne prawo budowlane, likwidacja szkół na wioskach, placówek służby zdrowia, przychodni i poradni lekarskich itp.
W tych wszystkich przywołanych tu sytuacjach zła, braków, ograniczeń zwykle pojawia się pytanie, czy jest możliwe pokonanie czy też przetrzymanie dotykającego nas zła?. Kto może to uczynić, czy sam człowiek, czy ktoś wyższy od niego?. Czy można przezwyciężyć zło fizyczne, moralne? Na czym można budować nadzieję na wyjście z tego zła?
Wskażmy jeszcze na samego człowieka, w którym rodzi się niekiedy nadzieja na wyzwolenie się ze zła i osiągnięcie dobra.
b) Podmiotowe źródło nadziei – tęsknota za dobrem – za uwolnieniem się od zła
W kontekście doświadczanego zła rodzi się w człowieku pragnienie, aby je pokonać i osiągnąć dobro, zdobyć wartości, za którymi tęskni ludzkie serce. Człowiek nie tylko pragnie uwolnić się od zła, ale także dąży do wartości wyższych takich jak prawda, dobro, miłość, sprawiedliwość, pokój, nieutracalne szczęście. Warto przy okazji zauważyć, że człowiek w swoich pragnieniach i tęsknotach za dobrem jest nieograniczony. Jest często nastawiony na osiągnięcie pełnego dobra, nieutracanej radości, trwałej miłości i nieprzemijającego szczęścia. Zastanawia się w jaki sposób mógłby urzeczywistnić te marzenia, które odkrywa w swoim wnętrzu. Ciągle przeżywa dramat między noszonymi w sobie nieskończonymi pragnieniami, marzeniami a ich tylko cząstkowym zaspokojeniem – w wymiarach ziemskiego życia. W tym właśnie doświadczeniu kryje się postulat domagający się przyjęcia przyszłego świata jako sytuacji, w której będą mogły być zaspokojone nasze marzenia, które nosimy w sobie podczas ziemskiego życia. W przeciwnym przypadku był ludzki byłby jakimś wyjątkiem w przyrodzie, któryby dążył do czegoś, czego w ogóle nie ma. Owa pełnia prawdy, dobra, sprawiedliwości, miłości, radości, pokoju, szczęścia musi gdzieś być i musi być kiedyś osiągalna, skoro ku niej kierują się ludzie marzenia, pragnienia i tęsknoty.
Zauważając to, winniśmy się zastanowić na kim lub na czym człowiek może budować nadzieję na wyjście z sytuacji zła i na możliwość osiągnięcia doświadczanych marzeń, tęsknot. W dziejach ludzkich znajdujemy najtrafniejszą odpowiedź, jaką dał św. Augustyn, na początku V wieku po Chrystusie: „Stworzyłeś nas Boże dla siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki Ciebie nie odnajdzie”. Bóg zatem jest najpewniejszą i najpełniejszą rękojmią naszej nadziei na zaspokojenie naszych tęsknot. Wiemy dobrze, że nie wszyscy jednak godzą się na taką odpowiedź. Zawróćmy do historii, która jest nauczycielką życia – magistra vitae i zobaczmy w czym ludzie zazwyczaj pokładali swoją nadzieję na uwolnienie się od zła i zbudowania lepszej przyszłości – stworzenia sobie raju na ziemi, jak niektórzy mawiali.
2. Historyczne próby poszukiwania gwaranta, fundamentu nadziei
W poszukiwaniu fundamentu budowania nadziei w ludzkiej historii niech nam pomoże Ojciec św. Benedykt XVI, który na ten temat napisał drugą encyklikę swego pontyfikatu, encyklikę „Spe salvi”, ogłoszoną 30 listopada 2007 r.
Ojciec św., jako wytrawny znawca dziejów teologii, filozofii i nauki europejskiej, zauważa, że na początku czasów nowożytnych, po odkryciu Ameryki i narodzinach nowej nauki, zaczęła się w Europie nowa epoka. Owa nowość polegała na tym, że „dotąd odzyskania tego, co człowiek utracił wraz z wygnaniem z raju ziemskiego oczekiwano od wiary w Jezusa Chrystusa i w niej upatrywano . Teraz tego , odzyskania utraconego , nie oczekuje się już od wiary, ale od świeżo odnalezionego związku pomiędzy nauką i praktyką. Nie przeczy się tu zwyczajnie wierze; jest ona raczej przesunięta na inny poziom – poziom jedynie prywatny i pozaziemski – a równocześnie staje się w jakiś sposób nieistotna dla świata”. Ta programowa wizja, zdaniem Papieża, zdeterminowała bieg czasów nowożytnych i dotąd ma wpływ na dzisiejszy kryzys wiary, który konkretnie rzecz biorąc jest przede wszystkim kryzysem chrześcijańskiej nadziei. Pierwszym myślicielem nowożytnym, który zapoczątkował i wytyczył ten zwrot w kulturze naukowej i religijnej naszego Kontynentu był Franciszek Bacon. , który pokładał nadzieję na lepszy świat w nauce. Nadzieja u niego nazywa się wiarą w postęp. Nadzieję na lepszy świat należy widzieć w nauce. „Dla Bacona – pisze Papież – jest bowiem jasne, że odkrycia i wynalazki wówczas wprowadzane w życie są jedynie początkiem, że dzięki współpracy nauki i praktyki będzie można dojść do całkiem nowych odkryć, wyłoni się zupełnie nowy świat, królestwo człowieka”. Z czasem w tej nowej idei propagowanej przez Bacona pojawiły się dwie kategorie: rozumu i wolności. Postęp rozumiano jako wzrost panowania rozumu, ukierunkowanego na doskonałą wolność. Rozumienie takie nabrało znaczenia politycznego i było bodźcem do narodzin idei rewolucji. Wypowiedziano tu walkę Kościołowi, który ograniczał wolność przez preferowanie wymogów wiary (wymogów Bożych przykazań). Właśnie Rewolucja Francuska – jak zauważa Papież – była pierwszą próbą ustanowienia rozumu i wolności jako naczelnych idei politycznej nadziei. Nadzieja tego rodzaju znalazła swoje ugruntowanie w dziewiętnastym stuleciu. „W wieku XIX. – pisze Papież – nie osłabła wiara w postęp jako nową formę ludzkiej nadziei i nadal uważano rozum i wolność za gwiazdy przewodnie, za którymi trzeba iść drogą nadziei”. W międzyczasie powstała klasa robotników przemysłowych, tzw. „proletariat przemysłowy” jako owoc szybkiego rozwoju techniki i rozwoju uprzemysłowienia. Odwrócono się nieco od nauki, a nadzieję na lepszy świat, na pomyślną przyszłość ujrzano w rewolucji proletariackiej. Ideę tę zainicjował wyraźnie Karol Marks. Uważał, że „postęp ku temu, co lepsze, ku światu definitywnie dobremu, nie rodzi się już po prostu z nauki, ale z polityki – z polityki pomyślanej naukowo, która potrafi odtworzyć strukturę historii i społeczeństwa i w ten sposób wskazuje drogę do rewolucji, do przemiany wszystkiego”. Propozycja Marksa została podjęta przez rewolucję bolszewicką w Rosji. Jednakże nie doprowadziła ona do zapowiadanego zdrowego świata, do stworzenia raju na ziemi, ale do wielkiego zniszczenia. Marks uwierzył, że gdy zostanie uporządkowana ekonomia, wszystko będzie uporządkowane. „Jego prawdziwy błąd – pisze Benedykt XVI – to materializm: człowiek nie jest bowiem tylko produktem warunków ekonomicznych i nie jest możliwe jego uzdrowienie wyłącznie od zewnątrz, przez stworzenie korzystnych warunków ekonomicznych”.
A więc Ojciec św. nam przypomina, że człowieka należy uzdrawiać od wewnątrz, uwalniając go od grzechu i wprowadzając go na drogę posłuszeństwa Bogu.
Papież zauważył, że krytykę wiary w postęp i korektę klasyków marksizmu podjęli w XX wieku przedstawiciele szkoły frankfurckiej Max Horkheimer i Theodor Adorno, ojcowie dzisiejszej nowej lewicy. Jednakże była to krytyka w części wadliwa, gdyż dotyczyła ona zarówno ateizmu jak i teizmu i nie pozostawiała w przyszłości świata miejsca dla Boga. Zdaniem Ojca św. Benedykta XVI krytyka wiary w postęp powinna zachować odniesienie do Boga i do wartości etycznych: „Wszyscy staliśmy się świadkami, jak postęp w niewłaściwych rękach może stać się, i stał się faktycznie, straszliwym postępem na drodze zła. Jeśli wraz z postępem technicznym nie dokonuje się postęp w formacji etycznej człowieka, we wzrastaniu człowieka wewnętrznego (por Rz 7,22; 2 Kor 4,16), wówczas nie jest od postępem, ale zagrożeniem dla człowieka i dla świata”.
Druga wojna światowa pokazała jak najnowsze zdobycze nauki i techniki mogą być wykorzystane do niszczenia samego człowieka. Jest w ogóle to kuriozalne, że niemal wszystkie naukowe wynalazki miały pierwsze zastosowanie na wojnach, do niszczenia człowieka i dzieł kultury, które stworzył.
Historia najnowsza pokazała, że nauka, technika rozum, postęp rewolucja, odejście od religii i etyki nie dało i nie daje nadziei na pokonanie zła i osiągnięcia szczęśliwej przyszłości, które jest zadomowione w każdym człowieku: wierzącym i niewierzącym. Tym jedynym gwarantem nadziei na ostateczne pokonanie zła i zapewnienia sobie szczęśliwej przyszłości jest Bóg. „Gdzie jest Bóg , tam jest przyszłość”.
Ludzie, którzy przeżyli syberyjskie zsyłki, gdzie przebywali w nieludzkich warunkach, ludzie, którzy przetrwali obozy koncentracyjne, przytrzymali ten trudny czas w dużej mierze dzięki nadziei, którą pokładali w Bogu. Wierzącemu nie wolno nigdy tracić nadziei.
3. Bóg – fundamentem naszej nadziei
Drodzy bracia i siostry, taką tezę przez tyle lat głosił nasz Papież bł. Jan Paweł II. Dzisiaj ją promuje Ojciec św. Benedykt XVI. We wspomnianej encyklice napisał: że „człowiek potrzebuje Boga, w przeciwnym razie nie ma nadziei”; „Nie ma zatem wątpliwości, że realizowane bez Boga – a więc królestwo samego człowieka – nieuchronnie zmierza ku wszystkiego, opisanego przez Kanta. Widzieliśmy i widzimy to wciąż na nowo. Nie ma jednak również wątpliwości, że Bóg prawdziwie angażuje się w sprawy ludzkie jedynie wówczas, gdy nie tylko my myślimy o Nim, ale gdy On sam wychodzi nam naprzeciw i do nas mówi. To dlatego rozum potrzebuje wiary, aby był w pełni sobą: rozum i wiara potrzebują siebie nawzajem, aby urzeczywistniała się ich prawdziwa natura i misja” (Spe salvi, 23).
Możemy tu jeszcze przywołać wizję nadziei, którą wypracował w filozofii XX wieku Gabriel Marcel (1889-1974), twórca tzw. egzystencjalizmu chrześcijańskiego. Nazwał on człowieka pielgrzymem – homo viator. Uczył, że całe życie człowieka jest wędrówką. Sensem tej wędrówki jest osiąganie coraz to większej pełni i coraz to bogatszego w wartości życia. Dystans panujący pomiędzy stanem, w którym człowiek się znajduje aktualnie, a stanem, w którym dopiero ma się znaleźć sprawia, iż to właśnie nadzieja jego osiągnięcia staje się głównym motorem jego życiowej aktywności. W wędrówce ku kresowi, wypełnieniu, otwierają się przed człowiekiem dwie drogi: szeroka, wygodna droga posiadania i stroma, wąska droga bycia (wzrastania w bytowaniu). Pierwsza wiedzie ostatecznie ku rozpaczy, druga – ku nadziei, która nie jest czymś, co się posiada, ale która jest sposobem i kształtem samej ludzkiej egzystencji. Autor pisze: „W im większym stopniu stajemy się hołdownikami posiadania, tym nieuchronniej padamy ofiarą dławiącego niepokoju, jaki ono wywołuje, tym bardziej zatracamy nie tylko zdolność do nadziei, ale wręcz wiarę, choćby nawet najbardziej mglistą, w jej realność” (Homo viator, tłum. P. Lubicz, Warszawa 1959, s. 84).
Nadzieja rodzi się w sytuacji próby i stanowi odpowiedź na tę próbę (Tamże, s. 35). Jest niewidzialnym światłem, zapowiadającym wyrwanie człowieka z „nocy oczekiwania” . Nadzieja broni nas przed rozpaczą. Autor zauważa: „nadzieja jest aktem, dzięki któremu pokusę tę aktywnie czy zwycięsko zwalczamy” (Tamże s. 37) . Nadzieja może dotyczyć wybawienia człowieka z mroków wyniszczającej choroby, mroków rozłąki, wygnania czy niewoli. Najbardziej jednak fundamentalnym jej przedmiotem jest pragnienie trwałego, niezagrożonego bycia . Rękojmią takiej nadziei jest „Absolutne Ty”. Ostatecznie nadzieja uwalnia nas od jedynie doczesnego traktowania rzeczywistości i kieruje nas ku rzeczywistości przekraczającej czas.
Zakończenie
Drodzy bracia i siostry. Jesteśmy w świecie wypełnionym złem fizycznym i moralnym, złem jednostkowym i społecznym. Dzisiaj w Polsce i w Europie i świecie to zło rozlewa się ogromną falą. Budzi niepokój a czasem i przerażenie. Człowiek wzbudził siły, które mogą zniszczyć jego samego a nawet całą naszą planetę. Nadzieję na pokonanie tego zła i spełnienia naszych marzeń chcemy fundować na Bogu, na Jego obietnicach, które są niezawodne. Na Bogu nikt się jeszcze nie zawiódł. Nie wolno nam zatem zatracać nadziei, gdy widzimy tyleż zła w naszych środowiskach życia, w naszym kraju i w świecie. Bóg jest mocniejszy od człowieka i nas może wyratować z każdej niedoli. W naszej historii przechodziliśmy już wielokrotnie przez ciemne doliny. Z pewnością i dzisiaj droga prowadzi nas przez ciemną dolinę. Przecież dookoła słyszymy narzekanie na braki, błędy, uciążliwości. Trzeba ten czas przetrzymać – w Bogu pokładając nadzieję. Czego nie można zmienić, to trzeba przetrzymać. Bóg jest naprawdę panem historii, jest głównym gospodarzem nieba i ziemi. Jego Opatrzność czuwa nad nami. Dlatego – na zakończenie – powtórzmy słowa dzisiejszej liturgii, które mówią o Bogu i o nas: „Ja go wysłuchuję i Ja nań spoglądam. Ja jestem jak cyprys zielony i Mnie zawdzięcza swój owoc” (Oz 14, 9); Ja jestem Bogiem, słuchaj głosu mego” (Ps.81,11 i 9a). Amen
