Bojowy szyk rodziny, czyli… nasza modlitwa rodzinna
Wspólna modlitwa to u nas więcej niż
kwestia przetrwania. Nie
sądzę, aby u Was, Drogo Czytelniku było inaczej. Bo naprawdę, jeśli rano nie
zbierzemy się przed Panem kłótnia w ciągu dnia prawie murowana. Zdarza się zaś
ona bardzo rzadko, gdy się rano razem pomodlimy. Nie czynimy z tego magicznego
rytu, bo jednak sami też mamy wpływ na to co robimy – wiemy jednak: to nie
przypadek: poranna duchowa zbiórka przed Panem to jak na apelu wojskowym
przegląd w szeregach, który umacnia, daje istotne informacje o dzisiejszej
pozycji zespołu i wroga, kondycji i aktualnym kierunku marszu i zadaniach.
Przy małych dzieciach rano meldowaliśmy
się przed Dowództwem tylko we dwoje; później włączyliśmy w to synów i córkę, gdy
jako nastolatki dojrzały do autentycznej jedności z nami i wzajemnego wspierania
się całym sercem. Choć głowa rodziny tata wciąż jest i będzie najwyższym,
szanowanym przez nie autorytetem, a ja zaraz po nim, teraz, gdy mają po
dwadzieścia kilka lat włączamy ich do współboju w modlitwie, również by chroniły
nam plecy, gdy sami jesteśmy słabi.
Jeszcze raz zaznaczam, że to przywilej
dojrzałych już dzieci, co jednocześnie nie zwalnia ich z biblijnej zasady
nieosądzania rodziców. Po prostu tworzą teraz wraz z nami równoprawny zespół,
dowodzony przez Piotra i mnie (Mariolę) jako "vice"dowódcę. Ich dojrzałość widać
m.in. w tym, że nieraz sami tę modlitwę zwołują, w pierwszym możliwym dla
wszystkich momencie, co nie bywa łatwe w porannym chaosie. To świadczy, że chcą
podejmować współodpowiedzialność. Czasem, gdy wróg nas zaskoczy znienacka i np.
zaczynamy się kłócić, obecni w domu synowie i córka natychmiast modlą się za
nas. Głowa rodziny stara się zaś szybko zareagować i duch kłótni musi ustąpić
przed imieniem Jezus. W załączniku na końcu ilustrujemy jak to robimy.
Nie zależy nam jednak, aby tylko
przetrwać. Mamy nadzieję, że Wam też nie. Przetrwać to cecha biernej
ludności cywilnej, a nas wszystkich Pan powołał do armii i to nie do
partyzantki, ale do celowych działań bojowych. Nawet przecież dzieci uczy się
piosenki "Jestem w Pana armii”. Jesteśmy w niej więc razem z dziećmi w bojowym
"szyku rodzinnym.”
Myślimy, że z mniejszymi dziećmi trzeba
tworzyć nieco inny szyk bojowy, złożony z innego rodzaju wojsk. Ale nawet z
maluchami nie modlić się "na niby”, lecz naprawdę. Mając u boku już nasze
dojrzałe i pełne pasji dla Pana dzieci, przechodzi się do innego szyku, bo
zadania stają się bardziej specjalistyczne, trudniejsze. Zarazem jednak nasza
obecna jednostka "rodzinna"ma wyjątkową zdolność odzyskiwania terenu od wroga ze
względu na naszą jedność. Jako Wołochowiczowie rozumiemy to przez szczególną
otrzymaną od Boga zdolność, moc, by podnosić osłabłych lub zniechęconych liderów
Polskich np. wspólnot czy ruchów/rodziców, odzyskiwać ich praktycznie
niewierzące dzieci do jedności z rodzicami i Bogiem. Ten potencjał Pan daje
każdej rodzinie. Dzieje się to dzięki błogosławieństwu jakie spływa na zespół
złączonych w jedności dwóch pokoleń. To warunek niezbędny.
Wszystkich nas Bóg powołał, by wraz z
dziećmi stać się takimi zespołami;
nie dotyczy to tylko nas, Wołochowiczów. Potrzebujemy więc specjalnej ochrony
modlitewnej: zobaczyliśmy, że już nam nie wystarcza ta modlitwa poranna, czyli
uwielbienie jedną czy dwoma pieśniami i oddanie dnia Bogu, spodziewanych
czynności, możliwych spotkanych trudności, zawsze połączone tzw. Stanięciem w
jedności czyli głośnym wyrzeczeniem się kłótni i podziałów. Zawsze przy tej
okazji wyrażamy słowami, że wierzmy Bogu, wypowiadając głośno np. wg Kolosan
3,12-13, jako wybrańcy Boży PRZYOBLEKAMY SIĘ w serdeczne miłosierdzie, dobroć,
pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem,
jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu.
Umawiamy się z kalendarzem na jeden
dzień w miesiącu, aby przebywać ze sobą jako rodzina celebrując to posiłkami i
szukaniem Pana po pełnym pasji uwielbieniu na którym trwamy minimum 2 godziny
non stop. Ten wspólny śpiew o tym jaki jest Bóg, co nam przygotował przypomina
poszukiwanie w radiu tej jednej konkretnej rozgłośni. W trakcie coraz bardziej
uświadamiamy sobie jak brzmi to czego szukamy i dostrajamy się myślami i sercem
do tej "Bożej częstotliwości”. Bez tego nie da się zachować ani wspólnej
jedności wizji ani usłyszeć rozkazów co do bieżących zadań specjalnych dla
zespołu. "Jak Pan wybaczył wam, tak i wy”. Tyle, że mówimy to możliwie osobiście
"że jak Pan wybaczył "nam”, tak i "my”.
Ale uwaga jest to stadium dojrzałości,
gdzie wszyscy członkowie rodziny są już na tyle "duzi”, o silnych duchowo
rękach, że mogą razem współdziałać w pojeździe duchowym typu okręt czy czołg,
dosięgając już do deski rozdzielczej i przyrządów; potrafią odczytywać pozycję
własną i wroga, a komunikacja między nami jest bez zarzutu. I co najważniejsze
to etap, na którym, wszyscy sobie ufamy – inaczej zginęlibyśmy. Każdy bowiem
konflikt nie tylko rani i upośledza działanie wojownika; gdy bijemy się między
sobą, a nawet w miarę pokojowo ale jednak zbyt długo rozwiązujemy konflikt
tracimy cenny czas całej armii i wróg przez ten czas grabi zarówno naszą rodzinę
jak i kraj. Rabuje zarówno majątek czasowy i fizyczny naszej rodziny, jak i
reszty Polski. A mamy nie tylko się ostać, ale odzyskać teren. Nie łudźmy się,
konfliktów nie uniknie się nawet pomiędzy najbardziej "duchowymi"osobami na
świecie. Jakie jest więc rozwiązanie? Po prostu szybko przepraszać i szybko
przebaczać. I tyle.
Wracam jednak do czasu w naszym życiu, w
którym zapewne była jakiś czas temu większość z Was, do tego okresu dojrzałości.
Rozwój życia modlitewnego w rodzinie
Nie mając jeszcze dzieci, każde z nas
spędzało rano własny, osobisty czas z Bogiem, wieczorem zaś modliliśmy się razem
lub w łączności duchowej, gdy jedno z nas wyjechało. Celowo staraliśmy się nie
izolować dla spokoju, ale modlić się nawet przy kwękającym dzidziusiu, aby już
urodzony przesiąkał stylem życia modlitwy jako czymś oczywistym.
Ze starszymi dziećmi modliliśmy się po
kolacji, ale specjalnie o wcześniejszej porze, żeby jakości nie psuła senność
dzieciaków. To był również warunek jaki musiały spełnić, by obejrzeć
dobranockę. Poza tym modliliśmy się razem głośno po prostu tam, gdzie byliśmy,
np. przy krawężniku, dziękując, gdy coś się udało, np. kupić, albo prosząc np.
za jakąś powstałą potrzebą. Błogosławiliśmy też każdego z nas, kto wychodził z
domu, np. słowami: "Błogosławię Cię, idź bezpiecznie, niech Pan będzie z Tobą w
tym a tym konkretnym zadaniu”. "Błogosławimy Cie mamusiu, bądź dzielna i niech
Bóg da Ci mądrość w tej a tej sprawie”.
Obecnie:
– Każdy
z nas ma własny Namiot Spotkania, rozważając Pismo św. i notując konkretne
zastosowanie na dziś: dzieci robią się już samodzielnie od 47 klasy podstawówki
– Każdy
stara się modlić nieustannie (1 Tes 5, 17), niezależnie od tego, co akurat robi,
przede wszystkim wielbiąc, czyli robiąc wokół siebie radosny szum śpiewem,
nieustannym dziękowaniem na głos za wszystko np. przy każdym użyciu danego
sprzętu: dziękuje za zmywarkę, prysznic, itp. To nie jest wymuszone każdy, kto
zacznie regularnie wyrażać wdzięczność, zauważy, że strumień skierowany w tę
stronę popłynie sam coraz szybciej wg obietnicy po wypełnieniu nakazu Mt 13,12:
"Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie;
kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma”. Część stałych
intencji "przywiązujemy"do czynności, by myśli nie błądziły bez celu: np.
wracanie do domu – modlitwa za Piotra, droga do sklepu modlitwa za osiedle,
ale konkretnie np. by powstawały na jego terenie wspólnoty , by zmieniała się
atmosfera. Zawieszaniu prania na balkonie towarzyszy zwykle modlitwa o
nawrócenie ludzi z bloku itp. I Pan wysłuchuje!!
Pory wspólnej modlitwy
1. Od lat rano zawsze modlimy się
wspólnie wspomniany już wcześniej sposób. To może trwać dłużej lub krócej.
Czasem ktoś, kto się śpieszy jest już w butach i w kurtce – wtedy modlimy się
razem nawet w przedpokoju, ale jednak modlimy się, a nie rezygnujemy, bo dla
rodziny pierwszy nie jest "bożek jedzenie”. Stojąc tak więc w kręgu, często
trzymając się wszyscy za ręce prosimy głośno chórem, aby nas chroniła Krew
Chrystusa, błogosławimy się i umacniamy deklarując Kol 3,12-13: "Jako więc
wybrańcy Boży – święci i umiłowani obleczcie (oblekamy) się w serdeczne
miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i
wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan
wybaczył wam (nam), tak i wy (my)!"
2. Wieczorem obecnie staramy się zacząć
modlitwę, gdy już są wszyscy, ale jeśli ktoś wraca bardzo późno zaczynamy bez
niego. Dla zachowania jakości modlitwy wolimy zrobić to wcześniej, niż zbyt
późno, gdyż mamy więcej sił a jaśniejsze umysły. Dzielimy się przy tym, co dziś
dotknęło nas z rozważanego osobiście Słowa i jak konkretnie w ciągu dnia
prowadził nas Pan.
3. W razie szczególnego ataku wroga:
choroby ciała lub niedomagania ducha (lęki, walka duchowa) kogokolwiek z nas
modlimy się wspólnie nawet o dowolnej porze w nocy.
Stałe i zmienne elementy modlitwy
Co dzień niezmiennie prosimy o to co
jasno nakazuje Pismo w odwiecznych nakazach, np. za władze państwa i Kościoła (1
P 2,13-14), za Izrael zgodnie z aktualnymi potrzebami (Ps 122,6) (o wodę, o
morale armii, o ochronę przed terrorystami, aby Żydzi rozpoznali Mesjasza), aby
Bóg kształtował i przysłał naszym dzieciom i podopiecznym mężów i żony; stale
modlimy się też za chrześcijan prześladowanych wg Kalendarza Open Doors, w
intencjach Kościoła i w potrzebach, o których donoszą media, np. powodzi,
grożącym wprowadzeniem niebożych ustaw prawnych i przemianie takich już
wprowadzonych.
Forma
Zdecydowanie dominuje modlitwa
spontaniczna. Używanie tylko ułożonych modlitw zawężałoby bowiem nasze wołanie
do spraw dostrzeganych po ludzku. Warto zajrzeć do Ps 18 on świetnie to
ilustruje. Dawid jest początkowo zbyt słaby, by sam wyzwolić się od "przemożnego
nieprzyjaciela”. W dalszych jednak wersetach (od 29) psalmista wyrasta z
niemowlęcia sprowadzającego Bożą interwencję rytmicznym, nieprecyzyjnym
krzykiem. Jak podrośnięty syn zaczyna współpracować z Ojcem, jako najwyższym
dowódcą umie się uciszyć i słyszeć o Co, jak i Kiedy się modlić skupiając się
na JEGO pragnieniach, a nie na własnych słyszanych rozumowo. Nauczył się słyszeć
Jego serce, by modlić się precyzyjnie, w mocy Ducha Świętego. Realizuje to, co
świetnie sformułował ks. Franciszek Blachnicki w zeszycie "8 spotkań
poewangelizacyjnych”, że celem dla nich nie jest prowadzenie chrześcijańskiego
życia, ale uznanie, że Jezus chce żyć Swoim życiem we mnie i "to Jego życie,
Jego moc, Jego mądrość, Jego bogactwo, Jego siła, Jego zdolności istnieją w
tobie i działają przez ciebie i umożliwiają życie według Jego woli"(s. 13).
W miarę przebywania blisko Dowództwa stopniowo coraz sprawniej słyszysz i
rozpoznajesz Jego głos: Jego cele, Jego strategię na dziś, a nie to, co sam
uważasz za dobre. Tym bardziej, że czas jest krótki a trzeba dojść do
pełnego poznania Jego woli, w całej mądrości i duchowym zrozumieniu).
Stworzenie nie czeka przecież czaka z utęsknieniem na ukazanie się Bożych
niemowląt, lecz Bożych synów (Rz 8, 19). Trzeba bowiem uwolnić kraj
pełen pojmanych.
Bóg mogąc Ci w pewnym momencie już
zaufać jak synowi, powoduje, powoduje że nie modlisz się o to, na czym zależy
Tobie, lecz o to na czym zależy Jemu i jednocześnie powierza Ci większy wpływ
(Ps 18); modlisz się więc precyzyjnie i skutecznie, nie miotając się już na
oślep to tu to tam nie wiedząc w co celować i z jakiej broni.
|
Takie modlenie się rodzin to |
Musimy być podobni do Jana III
Sobieskiego. On, ten zapracowany ojciec rodziny nie poprzestał na uratowaniu
Wiednia (a przez to Europy), wiedząc, że do Polski wróg dotrze dopiero za jakiś
czas. To oznaczałoby jedynie PRZETRWAĆ. Ale Sobieski ODZYSKAŁ: idąc "z marszu"
wyzwolił Węgry, gdzie z Kościołów już od 140 lat zrobiono meczety. Ty tak samo
masz nie tylko przetrwać, ale odzyskać teren z rąk wroga.
Jak każda inwestycja, to oczywiście
kosztuje, ale większy koszt poniesiemy opuszczając ręce. Łączymy się w rodzinach
i działajmy w ścisłej jedności gromadząc się na modlitwie z innymi rodzinami.
Bez obaw potrzeba nam zaś nie metod, ale oddania i pasji dla Jezusa,
wyrobienia nawyku wytrwałości, co jest warunkiem koniecznym, by zwać się
"uczestnikami Chrystusa"i "Domem Pana”, bo warunek brzmi jasno (Hbr 3,6:
"Jego domem my jesteśmy, jeśli ufność i chwalebną nadzieję aż do końca
wytrwale zachowamy.”).
Bo jeśli nie będziemy DOMEM PANA, to
CZYIM?
Pytania do zastosowania
-
Czy jako
rodzina jesteście DOMEM PANA? -
Co chcesz
wprowadzić jako ojciec/matka jako nowe cele w rodzinnej praktyce modlitewnej
w ciągu najbliższych 12 miesięcy? -
Sformułuj dwa
wnioski po lekturze? Jak je zastosujesz w praktyce? Kogo poprosisz o
zweryfikowanie, czy je realizujesz?
Naucz się na pamięć wersetu z Hbr 3,6:
Chrystus zaś, jako Syn, był nad swoim domem. Jego domem my jesteśmy, jeśli
ufność i chwalebną nadzieję aż do końca wytrwale zachowamy.
(Por. też Hbr 3,14: Jesteśmy bowiem
uczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną
oraz Hbr 6,11: Pragniemy zaś, aby każdy z was okazywał tę samą gorliwość w
doskonaleniu nadziei aż do końca. Trzymaj się ich i nie poddawaj się pod
żadnym pozorem, bo zginiemy. Bóg szuka nowych Sobieskich, którzy podobnie jak on
zapracowani, poddani stresom i rozczarowaniom oddanym rodzinie, krajowi i
Bogu, by uratować rodzinę i ludzkość.
Mariola i Piotr Wołochowicz
|
Mariola i Piotr |
PS od naszych
dzieci.
Odkąd pamiętam, wspólna
modlitwa była stałym punktem programu w życiu mojej rodziny, w przeróżnych
miejscach i porach, w domu, podróży i sklepie dziękowaliśmy Bogu za wszystko, co
się wydarzyło, przepraszaliśmy za to, co było nie tak, prosiliśmy o wszystko, co
potrzebowaliśmy. W czasach kiedy byliśmy w podstawówce, mieliśmy też jeden dzień
w tygodniu, kiedy zbieraliśmy się przy stole, zapalaliśmy święcę i modliliśmy
się. Otwieraliśmy nasz zeszyt z wypisanymi szczególnymi wersetami ucząc się
wspólnie na pamięć. Już od małego miałam więc wbite do głowy takie prawdy jak:
"Łaską bowiem jesteście zbawieni przez
wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się
nikt nie chlubił."(Ef
2,8-9)
"O nic się już zbytnio nie troskajcie,
ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z
dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł
waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie."(Flp
4,6-7)
Te niezwykle cenne fragmenty Bożego
Słowa mam w pamięci do dziś. Pomagają mi w trudnych sytuacjach jak miecz. Kiedy
atakuje mnie troska, nakazuję myślom poddanie się Bogu i cytuję to, co obiecał
np., że ześle mi ponadnaturalny pokój, który przewyższa wszelki umysł.
Dziś mam 26 lat, bracia zaś 23 i 21.
Mieszkamy jeszcze z rodzicami. Przez lata nasze modlitwy przeszły transformację.
Na wieczornych dzielimy się nowinkami, problemami, radościami, śmiesznymi
historiami. Jeśli ktoś przeżył coś szczególnego z Bogiem, pojął jakąś prawdę z
Pisma św. w swoim osobistym czasie, to idealna pora, by o tym opowiedzieć.
Dziękujemy Bogu za wszystko począwszy od ofiary Jezusa i zbawienia jakie mamy,
za Jego pocieszenie, odpowiedzi na nasze modlitwy, sprzęty, które nas otaczają z
kocem, lampką i tablicą korkową włącznie. Nasze modlitwy są bardzo konkretne.
Przykładowo:
-
"Boże,
dziękuję Ci za to, że gdy prosiliśmy o sofę do mojego pokoju, mając
określoną sumę pieniędzy, dałeś możliwość kupienia jej taniej z wystawy”;
-
"Panie,
jesteś tak dobry, że troszczysz się o nas i mamy tak blisko Tesco, a na tyle
daleko, że nie słychać dostaw."
Jak ktoś ma coś na sumieniu, co
powinien uporządkować przed Bogiem, jest i na to czas. Kiedyś, gdy byliśmy mali,
rodzice musieli naprowadzać nas czasem, że powinniśmy za coś przeprosić. Dziś
nie potrzeba nam mówić: teraz jest czas na przepraszanie. Każdy w sumieniu
widzi, jeśli coś jest nie tak i wykorzystuje ten czas, by się oczyścić. Oddajemy
także Bogu nasze bieżące potrzeby: egzaminy, poszukiwanie pracy, czy cokolwiek
innego, co nam leży na sercu.
Często mamy gości. To wspaniałe, że
zawsze możemy włączać ich, żeby modlili się z nami. Nasza modlitwa rodzinna to
czas, który nas łączy w jedność, przypomina o tym, że jesteśmy zależni od Pana
Panów i Króla Królów, więc przede wszystkim pozwala na nowo wyostrzyć widzenie
tego, co najważniejsze.
Magdalena Wołochowicz (26 lat)
Jako dziecko wychowane w
domowej atmosferze miłości i modlitwy, nigdy nie zastanawiałem się, jak
wyglądałoby moje życie bez niej. Znów jednak jestem zmuszony pomyśleć nad
wartością sprawy dla mnie w stu procentach naturalnej. Zarówno wspólne,
poranne przyjście do Boga, by powierzyć mu rozpoczynający się dzień, jak i
wieczorna modlitwa wpływały zarazem na przebieg każdego dnia jak i całego
rozwoju mojej osobowości. Stając jako rodzina do wspólnej modlitwy jasno
deklarujemy przynależność do jednej drużyny. Daje to poczucie bezpieczeństwa i
jedności, pozwalając na efektywne działanie do osiągania wspólnych celów.
Rodzinna modlitwa (na głos) daje też klarowność relacji między nami. Wylewamy
serce przede wszystkim przed Bogiem, ale również przed sobą nawzajem. Możemy się
przez to lepiej rozumieć i wspierać. Funkcjonujemy w szczerości i pełnym
zaufaniu. To naprawdę bezcenne.
Irek Wołochowicz (22 lata)
