Nowe fałsze Grossa (7)

Kogo boją się Sprawiedliwi?
"Pomysłowość" Grossa w wymyślaniu dowodów istnienia "skrajnego
polskiego antysemityzmu" nie ma granic. Jedna z jego najbardziej obłędnych
polakożerczych tez dowodzi rzekomego powszechnego polskiego ostracyzmu wobec
Sprawiedliwych, tj. ludzi, którzy ratowali Żydów w czasie wojny. Ten "ostracyzm" i "pogarda" wobec
tych ludzi miały, według Grossa, wynikać z rzekomego bardzo wielkiego wpływu
w Polsce nastrojów antysemickich. Miały one być szczególnie mocno upowszechniane
przez tych, którzy wzbogacili się na mieniu zagrabionym Żydom, nierzadko dzięki
ich mordowaniu. Efektem siły tego polskiego antysemityzmu miało być doprowadzenie
do tego, że wszystkich tych, którzy nie dołączali do rabowania Żydów, traktowano
jako wyrzutków społecznych (social outcasts, por. s. 251).

Według Grossa, udzielanie Żydom pomocy sprawiało, że pomagający byli rzekomo
wyrzucani poza nawias polskiego społeczeństwa. Tę antypolską tezę Gross wielokrotnie
powtarza, starając się ją maksymalnie nagłośnić z typową dla siebie łopatologią,
począwszy od pierwszych stron książki (s. IX, X, XI, XII), po końcowe strony
książki (por. np. s. 251, 252, 260, 261).
Aby pokazać, jak straszny jakoby był i jest "polski antysemityzm",
Gross powołuje się na rzekome powszechne obawy przed przyznaniem się do pomagania
Żydom, zauważalne u bardzo wielu osób już w pierwszych latach powojennych.
Skrzętnie milczy przy tym o tym, jakie były rzeczywiste powody przemilczania
roli odegranej w ukrywaniu Żydów. Otóż wcale nie wynikały one z rzekomego powszechnego
antysemityzmu otoczenia (sąsiadów), lecz ze strachu przed ewentualnymi represjami
komunistycznych władz. Bardzo szybko zauważono, że NKWD i polska bezpieka konsekwentnie
aresztują te osoby, które pomagały Żydom. Co było przyczyną tych aresztowań?
Otóż komunistyczne władze wychodziły z dość szczególnego założenia. Pomagał
Żydom w czasie wojny i nie został przy tym złapany… To znaczy, że dobrze
zna się na konspirowaniu i organizowaniu tajnych kryjówek. Wtedy skutecznie
pomagał Żydom, to teraz równie skutecznie może pomagać ludziom z niepodległościowego
podziemia.
Innym źródłem strachu przed przyznawaniem się do wojennej pomocy Żydom były
obawy przed ewentualnym ujawnieniem swoich wojennych związków z tak prześladowaną
wówczas główną siłą konspiracyjną doby wojny – Armią Krajową, czy z innymi
organizacjami patriotycznymi Państwa Podziemnego. Pisał o tym historyk Marek
Jan Chodakiewicz, wskazując na metody stosowane przez Urząd Bezpieczeństwa
w latach 40. czy 50.: "Wówczas dobroczyńca Żydów mógł się spodziewać pytań
w rodzaju:
'A jaka organizacja kazała wam pomagać Żydom? Co z tego macie, dolary czy złoto?’
Jak wiemy, w tym okresie tylko PPR uchodziła za 'politycznie poprawną’ organizację.
Udział w innych strukturach równał się zbrodni. Również posiadanie dolarów
było przestępstwem, nawet jeżeli nie pochodziły one od Żydów, tylko z własnych
oszczędności. Każde podejrzenie o współpracę z podziemiem niepodległościowym
mogło prowadzić do rewizji bądź aresztowania. Było to jednym z powodów, dla
których natychmiast po wojnie Polacy – dobroczyńcy nie chcieli się przyznawać
do tego, że pomagali Żydom" (M.J. Chodakiewicz, Żydzi i Polacy 1918-1955,
Warszawa 2000, s. 230-231).
Przypomnijmy tu, że UB aresztowało jako rzekomych "kolaborantów" licznych
członków Żegoty, głównej struktury pomocy Żydom, zorganizowanej przez AK (por.
I. Tomaszewski, T. Werbowski, Żegota. The Rescue of Jews in Wartime Poland,
Montreal 1994, s. 105, 155-156).
Głoszona przez Grossa tak usilnie teoria o rzekomym strachu tych, którzy ratowali
niegdyś Żydów, przed ujawnianiem tego, została ostatnio mocno podważona, i
to z dość nieoczekiwanej strony. Mam na myśli tekst w najnowszym "Newsweeku" (nr
z 13 sierpnia), a więc w tym samym tygodniku, który tak niedawno z werwą wybraniał
Grossa przed krytykami. Ukazał się tam tekst Jerzego Danilewicza "Bali
się, ale ratowali", opisujący rozmowy z mieszkańcami wsi Mulawicze, położonej
15 kilometrów od Bielska Podlaskiego. O tej wiosce pisał Gross we wstępie (s.
XI-XII), powołując się na prowadzone w latach 70. badania dr Aliny Całej, skądinąd
jednej z najzajadlejszych tropicielek "polskiego antysemityzmu".
Doktor Cała głosiła, jakoby mieszkańcy Mulawicz, którzy uratowali żydowskiego
chłopca przed śmiercią, do dziś "z lękiem ukrywają" ten fakt z obawy
przed społecznym ostracyzmem. Dziennikarz "Newsweeka", Danilewicz,
przekonał się w czasie swych rozmów w wiosce Mulawicze, że jej "mieszkańcy
zaprzeczają, aby kiedykolwiek po wojnie obawiali się czy wstydzili udzielania
pomocy Żydom". Zacytował również wypowiedź sołtysa Mulawicz, Lachowskiego,
który stwierdził, że "trudno mu uwierzyć, aby kiedykolwiek ktoś w wiosce
miał opory przed opowiadaniem historii ocalenia. – U nas ludzie opowiadali
i opowiadają ją wszystkim dookoła, po wielokroć" – przekonuje i tłumaczy,
że to była jedna z najdonioślejszych rzeczy, jaka zdarzyła się w historii Mulawicz.
Przyparta do muru dr Cała próbowała w rozmowie z "Newsweekiem" wyjaśnić
swą "wpadkę" słowami: "Należy się cieszyć, że tak zmieniły się
nastroje". Powołujący się na rzekomy wynik badań dr Całej Gross niedawno
kolejny raz nagłośnił swą wyssaną z palca tezę. Powiedział podczas debaty w
TVN 24 6 lipca 2006 r., jakoby nadal "bardzo wiele osób boi się przyznać
do tego, że pomagało Żydom, bojąc się ostracyzmu społecznego. Ja to badam". "Wpadka" z
Mulawiczami pokazuje, jak "szczególne" są to badania i jak mizerna
ich rzekoma wartość naukowa!

Fałszerz "selekcjoner"
Jedną z najbardziej patologicznych metod pracy Grossa jest oparcie jego "pisarstwa" na
tendencyjnej selekcji materiałów, dobieranych wyłącznie pod kątem zgodności
z góry podjętą tezą. W imię tej selekcji Gross niezwykle często ucieka się
do półprawd, a nawet pełnych kłamstw, świadomie manipulując cytatami. Na przykład
z żelazną konsekwencją cytuje ze źródeł wyłącznie to, co potwierdza tylko jedną,
nachalnie eksponowaną przez niego stronę medalu, przemilczając wszystko to,
co pokazywałoby inne, nielubiane przez niego prawdy. Za szczególnie oburzającą
praktykę pisania Grossa trzeba uznać wybiórcze wyjmowanie z danego źródła tylko
tego, co ma potwierdzić antypolskie fobie autora, zarzuty antysemityzmu. Towarzyszy
temu cyniczne świadome przemilczanie występujących w tym samym źródle nawet
najszerzej omawianych rzeczy, ale niewygodnych dla Grossa. Choćby takich jak
pokazanie przyczyn nasilania się antyżydowskości, wynikłych z konkretnego niegodnego
zachowania się jakichś środowisk żydowskich. Według Grossa, Żydzi muszą być
pokazywani wyłącznie w tonacji niewinnych gnębionych ofiar i basta. Jeśli zaś
jakieś fakty wyrażają rzeczy z gruntu odmienne na ten temat, to tym gorzej
dla takich faktów. Oto cała podstawowa istota pisarstwa Grossa jako fanatycznie
tendencyjnego fałszerza historii, po orwellowsku przemilczającego wszystkie
niewygodne fakty. Przytoczę tu kilka jakże wymownych przykładów tej oszukańczej
wybiórczości.
Na przykład Gross pięciokrotnie łopatologicznie powołuje się na ten sam fragment
drugiej części raportu kuriera Jana Karskiego z lutego 1940 r., zwracający
uwagę na niechęć znaczącej części Polaków do Żydów i gotowość do współdziałania
przeciw Żydom nawet z niemieckim okupantem (por. Fear, s. 133, 176, 177, 247,
250). Powoływanie się na raport Karskiego jako słynnego kuriera Polskiego Państwa
Podziemnego jest najwyraźniej wykorzystywane przez Grossa jako wielka maczuga
przeciw "polskiemu antysemityzmowi", ma być jednym z koronnych dowodów
siły tego antysemityzmu. Tak, aby tym mocniej ostrzec przed nim amerykańskich
czytelników. Tylko że… i tu mamy kolejny przykład głębokiej nieuczciwości
moralnej – autor "Strachu" całkowicie przemilcza szeroko opisane
przez Karskiego przyczyny nasilenia się nastrojów antyżydowskich w Polsce.
Karski przedstawił je bardzo konkretnie w pierwszej części tego samego raportu
z lutego 1940 r., na który po tylekroć powołuje się Gross w swojej książce.
Jakże wymowne i podłe zarazem w tej sytuacji jest zastosowane przez Grossa
przemilczenie tak ważnych, tak wiele tłumaczących twierdzeń Karskiego na temat
kolaborowania dużej części Żydów z Sowietami na Kresach Wschodnich po 17 września
1939 r.: "(…) Stosunek Żydów do bolszewików uważany jest przez polskie
społeczeństwo za bardzo pozytywny. Uważa się powszechnie, że Żydzi zdradzili
Polskę i Polaków, że w zasadzie są komunistami, że przeszli do bolszewików
z rozwiniętymi sztandarami. Istotnie w większości miast bolszewików witali
Żydzi bukietami czerwonych róż, przemówieniami, uległymi oświadczeniami itp.
(…). Gorzej już jest np. gdy denuncjują oni Polaków, polskich narodowych
studentów, polskich działaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich
zza biurek lub są członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki
w dawnej Polsce.
Niestety trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż
wypadki wskazujące na ich lojalność wobec Polaków czy sentyment wobec Polski
(…). W zasadzie jednak w masie Żydzi stworzyli tu sytuację, w której Polacy
uznają ich za oddanych bolszewikom i – śmiało można powiedzieć – czekają na
moment, w którym będą mogli po prostu zemścić się na Żydach. W zasadzie wszyscy
Polacy są rozżaleni i rozczarowani w stosunku do Żydów (…)" (por. szerzej
tekst tej części raportu J. Karskiego w: J.R. Nowak, Przemilczane zbrodnie,
Warszawa 1999, s. 235-236).
Gross przedstawił amerykańskim czytelnikom opisane przez Karskiego w drugiej
części jego raportu nasilenie antyżydowskości, czyli to, co było skutkiem opisanego
w pierwszej części raportu gromadnego kolaborowania Żydów z Sowietami na Kresach
Wschodnich. Cynicznie przemilczał wobec nieświadomych faktów amerykańskich
czytelników konkretne przyczyny wzrostu nastrojów antyżydowskich wśród Polaków.
Jak ocenić taki sposób zafałszowywania wydarzeń? Chyba tylko jako podłość,
dowodzącą łamania przez Grossa podstawowych zasad etyki naukowca. Przypomnijmy
tu, że Gross jest swego rodzaju recydywistą w zafałszowywaniu pełnej wymowy
raportu Karskiego. Pierwszy raz zrobił to już w książce "Upiorna dekada",
gdzie całkowicie przemilczał całą tę część raportu Karskiego, która pokazywała
żydowską kolaborację na Kresach. Tego typu metoda zirytowała nawet uczestniczkę
dyskusji o jego książce na łamach filosemickiej "Więzi" Agnieszkę
Magdziak-Miszewską. Stwierdziła ona jedznoznacznie pod adresem Grossa: "Jeśli
pragnie się obalić mit powszechnej współpracy Żydów z Sowietami, to trudno
to zrobić w sposób przekonujący, wybiórczo traktując na przykład relacje Karskiego,
cytując te fragmenty, kiedy pisze on o antysemickich nastrojach w polskim społeczeństwie
i opuszczając te, w których opisuje agresywne zachowanie Żydów wobec Polaków
pod okupacją sowiecką. To jest po prostu kontrproduktywne" (por. Polacy
i Żydzi w upiornej dekadzie, "Więź" 1999, lipiec, s. 5). W "Strachu" –
książce dla Amerykanów – Gross poszedł "na całość" w fałszach, całkowicie
przemilczając sprawę kolaboracji dużej części Żydów z Sowietami.
Fałszerz "selekcjoner" Gross powtórzył swój sposób zafałszowywania
obrazu wydarzeń także i przy cytowaniu raportu generała Stefana Roweckiego "Grota" do
Londynu z 25 września 1941 r. Na s. 176 "Strachu" posłużył się cytatem
z tego raportu dla poinformowania amerykańskich czytelników o nastrojach antyżydowskich
w wielkiej części społeczeństwa polskiego. Tylko że znów całkowicie przemilczał,
zgodnie ze swą "etyką" fałszerza historii podane w tym samym raporcie
przez gen. Roweckiego bardzo jednoznaczne wyjaśnienie przyczyn nasilenia się
powyższych nastrojów wśród Polaków. Otóż gen. Rowecki "Grot" pisał
tam m.in.: "Kiedy w końcu 1939 r. wróciło z tułaczki wielu świadków z
różnych sfer społecznych, to opowiadania ich o zachowaniu się nie tyle wojsk
sowieckich, ile wysługujących się bolszewikom Żydów wywołały w społeczeństwie
polskim oburzenie i nienawiść do Żydów. Ujawniło się, że ogół żydowski we wszystkich
miejscowościach, a już szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu, zanim jeszcze
ustąpiły polskie oddziały, wywiesił flagi czerwone i ustawił bramy triumfalne
na powitanie wojsk bolszewickich, że zorganizował samorzutnie rewkomy i czerwoną
milicję, że po wkroczeniu bolszewików rzucił się z całą furią na urzędy polskie,
urządzał masowe samosądy nad funkcjonariuszami państwa polskiego, działaczami
polskimi, masowo wyłapując ich (…)" (cyt. za A. Żbikowski, w: Studia
z dziejów Żydów w Polsce, Warszawa 1995, t. 2, s. 63). Dodajmy, że gen. Rowecki
kilka dni później – 30 września 1941 r. – pisał w meldunku do rządu w Londynie,
że współczucie dla Żydów zmalało "po zlaniu się obu okupacji i zaznajomieniu
się przez ogół z zachowaniem Żydów na Wschodzie" (cyt. za K. Kersten,
Narodziny systemu władzy. Polska 1943-1948", Paris 1986, s. 172).
Czytelników chyba nie zaskakuje przemilczenie tak wymownego fragmentu raportu
gen. Roweckiego, jaki zacytowałem powyżej. Jakże zakłóciłby on bowiem malowany
przez Grossa śnieżnobiały obraz niewinnych Żydów, gnębionych przez antysemickich
Polaków. Na coś takiego wyrafinowany "poprawiacz" historii nie mógł
sobie przecież pozwolić!
Inny przykład "wybiórczego", a faktycznie zafałszowującego selekcjonerstwa
Grossa. Na s. 40, 179 i 180 odwołuje się on do zapisków dr. Zygmunta Klukowskiego
z jego "Dziennika lat okupacji", zawierającego bardzo obiektywny,
realistyczny opis wydarzeń wojennych "czasów pogardy" w jego rodzinnym
Szczebrzeszynie. I znowu Gross sięga do Klukowskiego wyłącznie po to, by selektywnie
przytoczyć opinie negatywne o zachowaniu Polaków, całkowicie pomijając jakże
liczne zapiski dr. Klukowskiego o przejawach polskich zachowań szlachetnych
i heroicznych. Na s. 40 czytamy u Grossa fragment z książki dr. Klukowskiego
o rabowaniu przez polskich chłopów mieszkań żydowskich. Na
s. 180 dowiadujemy się za dr. Klukowskim o udziale polskich mieszkańców – obok
niemieckich żandarmów – w tropieniu ukrywających się Żydów. Na s. 179 Gross
pisze, że dr Klukowski nie oszczędził w swych zapiskach roli odegranej w rabowaniu
żydowskiej własności przez chłopów z terenu znanego jako Zamojszczyzna. Gross "oczywiście" nic
nie pisze amerykańskim czytelnikom o przeżytej akurat przez tę Zamojszczyznę
w czasie wojny wielkiej tragedii przymusowych wysiedleń polskich mieszkańców,
ofiar niemieckiego terroru, o tragedii tysięcy polskich dzieci z tego regionu
zabranych polskim rodzicom w celach germanizacji. Nie pisze, bo to pokazywałoby
jakiś fragment polskiej martyrologii doby wojny, a Gross rezerwuje martyrologię
wyłącznie dla Żydów. Przytaczając zapiski dr. Klukowskiego o rabowaniu przez
polskich chłopów mienia żydowskiego, Gross starannie przemilcza inne zapiski
tegoż lekarza, pokazujące, jak wielką cenę płacili Polacy za ukrywanie Żydów.
Na przykład jakże wstrząsający jest zapis dr. Klukowskiego z 22 marca 1943
r.: "Przywieźli mi wczoraj ciężko rannego chłopa z Gruszki Zaporskiej.
Przechowywał on u siebie sześciu Żydów z Radecznicy. Gdy zjawiła się policja,
zaczął uciekać i wówczas został postrzelony. Dziś w nocy umarł. Żandarmeria
nie pozwoliła wydać rodzinie zwłok i poleciła magistratowi pochować go jak
bandytę (…) żandarmi (…) wkrótce po wypadku pojawili się w Gruszce i tu
rozstrzelali żonę tego chłopa i dwoje dzieci: ośmioletnią dziewczynkę i trzyletniego
chłopca". Jak już wcześniej pisałem, całkowicie przemilczał wobec amerykańskich
czytelników, jak straszną cenę – własnego życia – płacili jako jedyni w Europie
Polacy złapani przez Niemców na ukrywaniu Żydów. Notabene, tak chętnie wyszukujący
u dr. Klukowskiego zapiski negatywnie świadczące o zachowaniu Polaków Gross
skrzętnie zataja zapiski tegoż lekarza dotyczące niegodziwych zachowań niektórych
Żydów. Na przykład zapis z 31 października 1942 r. o czterech wyrostkach żydowskich
wyspecjalizowanych w tropieniu kryjówek swych żydowskich współbraci. Demaskując
grabieże dokonane przez polskich chłopów, Gross jakoś nie zauważa opisanych
przez dr. Klukowskiego przejawów bandytyzmu żydowskiego. Na przykład pod datą
26 listopada 1942 r. dr Klukowski zapisał: "Wśród 'bandytów’ sporo jest
Żydów". Pod datą 17 maja 1942 r. zanotował: "Wciąż słyszymy o napadach
bandyckich, dywersyjnych itd. Pozawczoraj wieczorem był napad na pałac ordynata
Zamoyskiego w Zwierzyńcu. Podobno brało w nim udział 8 uzbrojonych ludzi, wśród
nich jeden Żyd z opaską na ramieniu". Warto tu dodać, że Gross, tak często
piętnujący polskie "rabunki", całkowicie przemilczał mocno występujący
od 1942 r. problem udziału wielu Żydów ukrywających się po lasach w bandach
rabusiów, grabiących polskich chłopów. Odsyłam w tym kontekście do kilkunastu
stron książki historyka Marka Jana Chodakiewicza, piszącego o tych bandach
żydowskich rabusiów w oparciu o wspomnienia samych Żydów oraz raporty AK (por.
M.J. Chodakiewicz, Żydzi i Polacy 1918-1955, Warszawa 2000, s. 250-264).
"Wybiórczość" Grossa dobrze ilustruje to, co cytuje z prozy znanego żydowskiego
pisarza Adolfa Rudnickiego. Chętnie sięga do negatywnych wobec Polaków zapisków
Rudnickiego z doby stalinowskiej, czasu, gdy pisarz ów pełnił niezbyt chwalebną
rolę wśród różnych ówczesnych "inżynierów dusz" na usługach reżimu.
Przemilcza zaś całkowicie jego późniejsze zapiski z okresu po 1956 r., kiedy
ten sam Rudnicki występował w obronie Polaków przed negatywnymi generalizacjami.
Odsyłam tu choćby do wydanej w 1960 r. książki Rudnickiego "Obraz z kotem
i psem". Na s. 63 i 65 Rudnicki ostro sprzeciwiał się występującym już
wówczas za granicą próbom wybielania okupacyjnych zachowań Niemców kosztem
Polaków. Na s. 65 Rudnicki pisał: "Europa może nie czuć się odpowiedzialna
za Hitlera, ale jest odpowiedzialna (…) i za naszych rodzimych hitlerowców
także, których, co prawda, można było znacznie taniej kupić, za łach, za szmatę.
Ale trzeba pamiętać, że jedna menda, jak zawsze w podobnych czasach, mogła
więcej napsuć, aniżeli 1000 uczciwych ludzi naprawić. To wszystko nie stanowi
usprawiedliwienia, ale usprawiedliwia nas i legitymuje fakt, iż z wyjątkiem
faszystów i ONR, całe polskie olbrzymie podziemie polityczne [podkr. A.R.]
pomagało Żydom, zwłaszcza po roku 1942, choć nie było pomocy poniżej kary śmierci".
Można sobie oczywiście bez trudu wyobrazić, że taki tekst Rudnickiego świadczący
o gotowości wielkiej części Polaków do poświęceń przy ratowaniu Żydów, bardzo
nie odpowiadał antypolskiemu selekcjonerowi zza oceanu.

Fałsze o mieniu żydowskim
Redaktor Wojciech A. Wierzewski przypomniał w swej świeżej recenzji "Strachu" Grossa
zachowanie tegoż autora przed kilkunastu laty, podczas spotkania w Nowym Jorku.
Mówiąc tam o stosunkach polsko-żydowskich, Gross uzasadnił swą negatywną ocenę
stosunku Polaków do Żydów dość obrazowo teorią wartościowania "do połowy
zapełnionej szklanki". "Dla jednych – twierdził Gross – połowa szklanki
to powód do radosnej satysfakcji – że jest w niej aż tyle. Dla mnie – podkreślił
swoją sceptyczną ocenę wielkości pomocy Polaków dla Żydów – to raptem tylko
tyle". Faktycznie nie ma takiej omawianej przez Grossa sfery stosunków
polsko-żydowskich, której autor "Strachu" nie przedstawiałby według
skrajnie przyczernionej wizji. Tej wizji, która każe mu wszędzie dopatrywać
się, że ta szklanka jest "tylko na wpół pusta". Typowym pod tym względem
jest kreślony przez Grossa obraz sprawy mienia żydowskiego w Polsce. Gross
twierdzi, jakoby partia komunistyczna gotowa była dostarczyć immunitet dla
tych, którzy "byli zamieszani w grabież żydowskiego mienia" i "nigdzie
nie umieściła na swej agendzie sprawy zwrotu prywatnej własności dla prawowitych
właścicieli" (s. 259, por. również s. 51). Tezy swej dowodzi jednak wyłącznie
przez przytoczenie na s. 47-51 przykładów przejęcia żydowskiej własności komunalnej
takiej jak budynki gminy żydowskiej, synagogi, cmentarze itp. i odmów jej zwrotu.
Równocześnie jednak całkowicie przemilcza konkretne przykłady zachowań w sprawie
żądania zwrotu prywatnej własności poszczególnych Żydów.
Przemilcza te sprawy świadomie i nieprzypadkowo, ponieważ kształtujący się
tu obraz byłby częstokroć całkowicie odmienny od kreślonej przez niego czarnej
wizji zachowań polskiego społeczeństwa. Na przykład historyk Stanisław Meducki
wspominał, że na mocy ustawy z 6 maja 1945 r. Żydzi mogli łatwo i szybko odzyskiwać
swoje majątki. Widoczne było to np. w Kielcach, gdzie bardzo szybko załatwiano
każdy wniosek w sprawie zwrotu mienia żydowskiego (por. M. Pawlina-Meducka,
Z kroniki utraconego sąsiedztwa: Kielce – wrzesień 2000, Kielce 2001, s. 202).
S. Goldberg w wydanych w Tel Awiwie wspomnieniach bardzo chwali dogodne dla
Żydów polskie rozstrzygnięcia prawne w owym czasie. Zachwala również wsparcie
w tej sprawie dla Żydów okazywane przez Żyda ministra Emila Sommersteina (por.
S. Goldberg, The Undefeated, Tel Aviv 1985, s. 215, 220). Historyk Marek Jan
Chodakiewicz pisał o przypadkach, gdy próby odzyskania przez Żydów własności
natrafiały na opór użytkujących ją polskich właścicieli: "Żydzi zmuszeni
byli zwracać się do władz komunistycznych i sowieckich o pomoc. Czasami komuniści
rozwiązywali takie konflikty siłowo na korzyść prawowitych właścicieli" (M.J.
Chodakiewicz, Żydzi i Polacy 1918-1955, Warszawa 2000, s. 464). Gross całkowicie
przemilcza takie fakty jako sprzeczne z jego teorią o rzekomej zmowie komunistycznej
władzy z polskimi "grabieżcami" mienia Żydów.
W wielu książkach czytamy o szybkich zwrotach mienia żydowskiego i ewentualnym
późniejszym sprzedawaniu go przez żydowskich właścicieli. Na przykład Barbara
Stanisławczyk pisze w książce "Czterdzieści twardych" (Warszawa 1997,
s. 251): "(…) Rottenbergowie wrócili do Radomia, próbując odzyskać swoje
mienie. Na razie, dzięki poparciu załogi, Marian został dyrektorem fabryki,
która była kiedyś jego własnością. Sprzedał domy (…)". Przykłady tego
typu można mnożyć. Profesor John Radziłowski przypomniał w swej bardzo krytycznej
recenzji książki Grossa, że na przykład "archiwum miejskie w Kielcach
posiada ponad 279 tomów dokumentów tyczących starań Żydów o odzyskanie własności
prywatnej. Wstępna analiza takich przypadków wskazuje, że niekomunistyczni
sędziowie podchodzili do nich bardzo życzliwie i uznali 90 proc. z nich, chociaż
wielu żydowskich właścicieli następnie sprzedawało swą własność, ponieważ albo
mieli zamiar opuścić Polskę, albo chcieli zapobiec możliwej konfiskacie ze
strony władz komunistycznych" (J. Radziłowski, Sąsiadów ciąg dalszy, "Biuletyn
IPN", nr 7, 2006 r., s. 100).
Marek J. Chodakiewicz (op. cit., s. 524) pisze, jak to w zdominowanej przez "niepodległościowców" gminnej
radzie narodowej głosowano za zwrotem tartaku Żydówce Chanie Kotlarz. Jak komentował
Chodakiewicz: "Według obowiązujących dogmatów historycznych, takie zdarzenie
nie powinno było mieć miejsca. Zaklików był przecież twierdzą 'reakcji’ i 'polskiego
antysemityzmu’" (tamże, s. 524). W gminie Zakrzówek, powiat Kraśnik, w
ciągu pół roku od ucieczki Niemców w lipcu 1944 r., sześciu żydowskich spadkobierców
odzyskało własność swoich krewnych dzięki życzliwości gminnych władz, wśród
których było wielu "niepodległościowców" – Zakrzówek nazywano popularnie "Londynem" (tamże,
s. 527). Chodakiewicz komentował, iż korzystnie na sprawach zwrotów mienia
odbijał się fakt, że przynajmniej do 1949 r. w sądach najniższej instancji
pracowało wielu przedwojennych sędziów, prawników i urzędników sektora sprawiedliwości
występujących na rzecz poszanowania praw prywatnej własności. Sprzyjało to
korzystnym dla właścicieli żydowskich rozstrzygnięciom w wielu miejscowościach,
m.in. w Kielcach, Mielcu, Gorlicach, Nisku, Chełmie i Radomiu (tamże, s. 527-528).
Porównajmy przytoczone przez prof. J. Radziłowskiego i M.J. Chodakiewicza dane
o korzystnych dla Żydów rozstrzygnięciach wielu polskich sądów z uderzającymi
w ówczesne polskie sądownictwo oszczerczymi oskarżeniami Grossa. Na s. XV wstępu
pisze on, że "aparat sądowniczy w zdominowanej przez komunistyczną partię
Polsce manifestował coś, co musi być uznane jako zinstytucjonalizowany antysemityzm".
Czyż nie jest to kolejny przykład wyjątkowej nikczemności Grossa, wyrażanej
w cynicznym zafałszowywaniu faktów?!
Na tle fali zwrotów mienia Żydom czasami dochodziło nawet do mafijnych nadużyć.
Tak jak w regionie Białegostoku, gdzie szeroko rozgałęziona żydowska mafia
we współdziałaniu z Żydami z miejscowego UB oszukańczo "odzyskiwała" mienie
po zmarłych Żydach. Potem sprzedawała je szybko Polakom, a uzyskane w ten sposób
pieniądze rozdzielano między członków mafii (por. K. Persak, Akta postępowań
cywilnych z lat 1947-1949 w sprawach dotyczących zmarłych żydowskich mieszkańców
Jedwabnego, w: Wokół Jedwabnego, IPN, Warszawa 2002, t. 2, s. 379-387).
Stopniowe zwroty mienia Żydom zaczęły być blokowane przez władze komunistyczne,
i to nie z żadnego antysemityzmu, lecz z doktrynalnej niechęci do umacniania
własności prywatnej (vide przytoczona przez M.J. Chodakiewicza: op. cit., s.
521-522, postawa jednego z szefów UB Mojżesza Bobrowickiego vel Mieczysława
Mietkowskiego). Warto tu jednak przytoczyć fakt świeżo przypomniany przez Ryszarda
Tyndorfa z Kanady w jego bardzo krytycznej recenzji "Strachu" Grossa: "Przyczynek
do recepcji pewnej książki" (Biuletyn IPN, nr 7 z 2006 r., s. 102). Otóż
według tak poważnego źródła żydowskiego jak amerykański rocznik żydowski (American
Jewish Year Book 1947-1948, Philadelphia 1947, s. 390), w Polsce "zwrot
mienia żydowskiego, jeśli podjęty [został] przez właściciela lub potomka, i
nie był on pod kontrolą państwa, odbywa się bez większych problemów".
("The return of Jewish property, if claimed by the owner or his descendant,
and if not subject to state control, proceed more or less smoothly").
Profesor John Radziłowski przypomniał w swej recenzji o całkowicie przemilczanym
przez Grossa fakcie, że w Polsce "miliony nie-Żydów również utraciły mienie
lub zostało ono ukradzione w wyniku masowych przemieszczeń społeczeństwa polskiego" (J.
Radziłowski, op. cit., s. 100). Dodajmy jeszcze jeden bardzo ważny fakt, całkowicie
przemilczany przez Grossa, że głównym dyktatorem gospodarki polskiej w dobie
stalinizmu był członek Biura Politycznego KC PPR, a później KC PZPR Hilary
Minc, ten, który w zabójczy dla Polaków sposób wygrał "bitwę o handel",
niszcząc gros prywatnej inicjatywy. To właśnie ekipa żydowskich komunistów
na czele z H. Mincem była szczególnie odpowiedzialna za rozgrabienie polskiej
prywatnej własności w gospodarce, handlu itp. Przypomnę tu, że Andrzej Wróblewski,
krytyk teatralny pochodzenia żydowskiego i autor szczególnie uczciwej książki
wspomnieniowej o stosunkach polsko-żydowskich – wywiadu-rzeki pt. "Być
Żydem", stwierdzał w niej bez ogródek, że: "Sztab Minca, jego otoczenie
składało się w większości z ludzi pochodzenia żydowskiego" (por. A. Wróblewski,
Być Żydem. Rozmowa z Dagiem Halvorsenem o Żydach i antysemityzmie Polaków,
Warszawa 1992).
O tych wszystkich sprawach Gross skrupulatnie milczy zgodnie z konsekwentnie
stosowaną przez niego zasadą przypisywania Polakom niemal wyłącznie jak najgorszych
intencji i obciążania ich winą za wszystko. Przypomnijmy tu jeszcze raz, że
Gross wielokrotnie oskarża Polaków w swej książce, iż zagrabili jakoby całe
mienie polskich Żydów. Równocześnie nigdy ani jednym zdaniem nie wspomniał
w swej książce, jak wielka część tego mienia została przez Żydów odzyskana,
a później sprzedana w inne ręce. Całkowicie przemilczał również udział części
komunistycznych Żydów w grabieży polskiego mienia na Kresach Wschodnich w latach
1939-1941. Przemilczał rozmiary grabienia polskiej własności przez Hilarego
Minca i jego otoczenie. Przemilczał rolę policjantów żydowskich w grabieniu
swoich rodaków z gett. Całkowicie przemilczał również takie przestępcze działania,
jak wspomnianej wyżej żydowskiej mafii białostockiej, choć musiał dobrze o
niej wiedzieć z książki "Wokół Jedwabnego". Można sobie tylko wyobrazić,
do jakich antypolskich generalizacji posunąłby się za to, gdyby członkowie
wspomnianej mafii byli Polakami.

prof. Jerzy Robert Nowak

Kolejna część cyklu jutro.

drukuj