Łowca dusz wprowadzający jedność

Był 15 sierpnia 1920 r. – w tym dniu warszawianie kończyli odmawianie
nowenny do bł. Andrzeja Boboli. I zdarzył się cud, Cud nad Wisłą. Wtedy też
polscy biskupi zwrócili się z prośbą do Papieża Benedykta XV o rychłą
kanonizację jezuity poległego męczeńską śmiercią z rąk rozpalonych nienawiścią
Kozaków i o przyznanie mu tytułu patrona Polski. Trzeba wspomnieć, że rok
wcześniej św. jezuita ukazał się dominikanowi ojcu Alojzemu Korzeniewskiemu z
proroctwem odrodzenia się Polski.

Przepowiedział też, że zostanie ogłoszony jej patronem. Sprawdziło się i jedno,
i drugie, choć niemało czasu musiało upłynąć, nim oficjalnie uznano jego
patronat. Owo cierpliwe czekanie, które w końcu przyniosło owoce, przywołuje na
myśl jedną z głównych cnót, jaką o. Andrzej wypracował w sobie za życia, będąc
najpierw studentem, później nauczycielem, kaznodzieją, w końcu apostołem wśród
najuboższych. Z zapisków jego przełożonych wiemy, że jako młodzieniec był
niesamowicie wybuchowy i porywczy, ale dzięki wytrwałej i mozolnej pracy nad
charakterem odnalazł wewnętrzny spokój i doszedł do pełni pokory, a ludzie już
za życia uznali go za świętego. Gdy 300 lat po jego śmierci Papież Pius XII
ogłosił encyklikę w całości poświęconą św. Andrzejowi Boboli, świat mógł poznać
jego niezwykły zapał, żarliwość w niesieniu ludziom Boga i ostatecznie wierność
Chrystusowi aż po sam krzyż. Jemu współcześni nazywali go apostołem Pińszczyzny
i Polesia, duszochwatem, rybakiem dusz. Tam, gdzie szedł, ludzie często byli
dalecy od Boga, a on mądrym i dobrym słowem potrafił odkryć przed nimi obecność
Pana w ich sercach. Nie zważał na trudy wędrówek, nieprzespane noce, głód,
chorobę. Dzięki niemu wielu wracało do życia sakramentalnego, prawosławni
przechodzili na katolicyzm, umierający jednali się z Bogiem. Chodził od domu do
domu, chrzcił, spowiadał, głosił nauki, budził do życia w Chrystusie i w
całkowitym oddaniu Maryi. To pod jego wpływem Jan Kazimierz ogłosił Matkę Bożą
Królową Polski. Zakonnik jednak wiedział, że sam akt nie wystarczy, że musi mu
towarzyszyć odmiana ludzkiego ducha. I heroicznie nad tym pracował. 30
października 1853 r. Pius IX wyniósł go do chwały ołtarzy, a w 1938 r. Pius XI
ogłosił go świętym. Od 2002 r. św. Andrzej już jako patron nie tylko Ślubów
Jasnogórskich Narodu, ale i Polski służy nam przykładem męstwa, niezłomnej
wiary, dążenia do odnowy duchowej i moralnej Ojczyzny, do jedności i
niepodległościowego ładu.
 

AP

drukuj