Harcerstwo było szkołą życia
Janusz Krasiński
prozaik, dramatopisarz, harcerz Szarych Szeregów,
żołnierz Armii Krajowej
Na moją formację w okresie II Rzeczypospolitej wpłynęła zarówno rodzina, jak
i szkoła, a także znaczenie miały harcerstwo, a także kultura okresu 20-lecia
międzywojennego. W domu ojciec starał się przekazywać wiedzę o ważnych
wydarzeniach dla Polski i świata. W czasie pogrzebu Marszałka Józefa
Piłsudskiego ojciec wyszedł ze mną na Nowy Świat, żebym zobaczył kondukt żałobny
z trumną Naczelnego Wodza. A kiedy wybuchła rewolucja w Hiszpanii, żywo
komentował te wydarzenia, oczywiście popierając Hiszpanów walczących pod wodzą
gen. Francisco Franco. Ojciec kupował też dla mnie dobre książki, a mama je mi
czytała. Dzięki temu szybko poznałem np. poezję Adama Mickiewicza. Gdy na
pierwszej lekcji języka polskiego, już pod okupacją niemiecką, nauczyciel
przeczytał nam "Redutę Ordona", pobiegłem do domu, aby nauczyć się jej na
pamięć.
Szczególnie wspominam czas, gdy należałem do zuchów – poprzez gry i zabawy
uczyliśmy się cierpliwości, opanowania, prawdomówności i odwagi. Potem
harcerstwo: wyjazdy na obozy wraz z moją drużyną. Tam uczyłem się działania w
grupie, koleżeństwa, sprawności fizycznej, odpowiedzialności. Co było ważne?
Miłość do natury, sport, zdrowie. Nie było mowy o żadnym alkoholu jak w okresie
PRL. Ważna była też formacja, którą dawał Kościół. Służyłem do Mszy Świętej bł.
księdzu Edwardowi Detkensowi w kościele pw. św. Anny. To był mój kościół
widziany co dzień z okna mojego pokoju w naszym mieszkaniu na Mariensztacie.
Z kolei w szkole przekazywano nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim dobre
wychowanie, uczono także patriotyzmu. Pamiętam, że na ogólnej sali wisiał obraz
przedstawiający Bitwę Warszawską, nazywaną Cudem nad Wisłą. Dużo opowiadał o
niej mój ojciec. Nauczyciele wpajali nam szacunek do wojska. Pamiętam, jak
warszawskie szkoły ufundowały cztery ciężkie karabiny maszynowe, które
przekazano uroczyście żołnierzom w 1938 roku. Po klęsce wrześniowej wraz z
innymi kolegami nosiliśmy suchary rannym żołnierzom do Szpitala Ujazdowskiego.
Suchary, bo był głód i nic innego nie mieliśmy.
Formowała nas także kultura, zwłaszcza książka, kino – podkreślające wartość
poświęcenia, patriotyzmu, miłości Ojczyzny. To ukształtowało moją postawę
życiową, nauczyło mnie odpowiedzialności, prawdomówności, uczciwości. Te zasady,
jak również zawiązane znajomości i działalność w harcerstwie sprawdziły się już
podczas okupacji. Mój drużynowy z harcerstwa stał się w okresie konspiracji moim
dowódcą w oddziale Armii Krajowej, do którego należałem. Czas okupacji był
sprawdzianem naszego wychowania. Ludzie postępowali tak, jak zostali uformowani
w okresie przedwojennym.
