Być po właściwej stronie dziejów

Mija wakacyjny czas przeznaczony na wypoczynek, czyli powrót do naszego
początku, także narodowego początku. W poszukiwaniu tego początku kolejne
pokolenia Polaków pielgrzymują do Italii, nie zatrzymując się jednak na
słonecznych plażach. Szukamy raczej dotyku i stąd płynącego rozumienia
sensownych śladów poprzedzających i rodzących nas pokoleń. Na italskiej ziemi
chyba w najczystszej postaci widać cywilizacyjne zmaganie toczone poprzez
dzieje, w którym przychodzi nam dzisiaj również wziąć udział. Z tego pewnie
powodu – a nie z jakiegoś przypadku – to akurat Rzym stał się centrum
chrześcijaństwa. Bez rozumienia tego dziejowego zmagania trudno nam podnieść do
czynu zmęczone kolejnymi przeciwnościami i klęskami ręce, z otuchą spojrzeć w
przyszłość pomimo szalejących kolejnych powodzi, pogłębiającego się kryzysu
ekonomicznego i sukcesów "cywilizacji śmierci" dzięki wyborczej aktywności
części naszych rodaków. 

Tłumy przybyszów z całego świata maszerujące ulicami starożytnych,
średniowiecznych i renesansowych italskich miast skazane są zazwyczaj na gotowe
przewodniki rozmaitej wartości, bo często pozbawione właściwego klucza
interpretacyjnego, dzięki któremu można otworzyć drzwi ważnej dla naszej
teraźniejszości historii. Weźmy na przykład renesansową Florencję, symbol epoki,
którą wielokrotnie dystansuje się wobec jakoby "wystraszonego" i
dyscyplinowanego przez Kościół średniowiecza. Od tych okowów miano uwolnić
człowieka w renesansie za przyczyną ponownego czy pogłębionego odkrycia
twórczego ducha pogańskiej starożytności greckiej i rzymskiej. 

Przewodniki po Florencji zazwyczaj jednak wstydliwie przemilczają pewne fakty
lub też nie uważają ich za istotnie związane z renesansowym rozkwitem tego
miasta. Szczególnie wymownym kulturowym znakiem tej epoki nie wydają mi się
jednak arcydzieła architektury, rzeźby i malarstwa, jakie możemy we Florencji
zobaczyć, ale jedna z renesansowych budowli, której za przyczyną przewodników
turystycznych możemy nie zauważyć w samym sercu miasta, omijana przez wędrujące
tłumy turystów. Na placu Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie znajdujemy
mianowicie zdumiewający budynek z dziewięcioma arkadami zdobionymi terakotowymi
wizerunkami niemowląt w powijakach. Jeszcze bardziej frapująca jest nazwa tego
budynku – Szpital Niewiniątek (Ospedale degli Innocenti), w którym mieści się
także Muzeum Szpitala Niewiniątek. Już sama ta nazwa przywołuje pamięć o rzezi
dzieci zorganizowanej przez Heroda, aby zgładzić Króla Żydowskiego. Skojarzenie
to potwierdza obraz Domenica Ghirlandaio "Pokłon Trzech Króli" – który możemy
kontemplować raczej samotnie po wejściu do muzeum, bez oczekiwania na bilet
nawet w krótkiej kolejce – gdzie w tle widzimy przedstawienie zarówno
"szpitala", jak i siepaczy Heroda. Budynek "szpitala" został wzniesiony jako
jedna z pierwszych budowli renesansowych przez Filippa Brunelleschiego. Wskazuje
to na nowy problem, z którym zmierzyła się ta epoka: falę dzieciobójstwa, na
drodze porzucania własnych dzieci – domyślamy się, że nieślubnych, będących
owocem lekkomyślności i pożądliwości, a nie małżeńskiej miłości. Oto zatem
nieludzkie oblicze renesansowego "humanizmu", o którym trzeba pamiętać. Jest
jednak drugie oblicze. Jeśli stworzono w tej epoce wielki ośrodek dla ratowania
zagrożonych śmiercią dzieci, to znaczy, że ów "humanizm" miał także ludzką
twarz, twarz szacunku dla każdego człowieka, od samego jego początku.

Dziwne tylko, że dzisiejsza Florencja już nie chlubi się tym swoim renesansowym
pełnym humanizmem, a nawet zdaje się o nim już nie pamiętać. Umieszczone przy
wejściu do Szpitala Niewiniątek "okno", gdzie wkładano porzucane niemowlęta,
cuchnie moczem, magazynowanym tutaj widać przez światowych meneli poszukujących
darmowego WC, a z braku odpowiedniej informacji niezauważających powagi tego
miejsca. Wszystko wskazuje również na to, iż funkcjonujący w tym samym budynku
ośrodek ginekologiczny nie trudni się jednak bronieniem życia poczętego, który
to okres jest dzisiaj najbardziej narażony na "porzucenie". Pełny renesansowy
humanizm należy zatem dzisiaj do przeszłości w tym mieście.
My, Polacy, wprawdzie nie możemy się chlubić ani piękną pogodą, ani tworzonymi
arcydziełami sztuki, ani kontem w banku, ale skoro toczymy polityczne zmaganie o
uszanowanie godności każdego człowieka od momentu poczęcia, to jesteśmy sobą, bo
jesteśmy po właściwej stronie dziejowego zmagania o szacunek dla każdego
człowieka. Taka wieść krzepi.

Marek Czachorowski


 

drukuj