Bitwa pod Mławą (1-4 września 1939)

Profesor Ryszard Juszkiewicz, od wielu lat badający różne aspekty bitwy
pod Mławą, swego czasu zwrócił uwagę na fakt, że ta jedna z pierwszych bitew w
wojnie obronnej Polski jest w historiografii dość często pomijana, a jej
znaczenie pomniejszane. W rzeczywistości jest ona przykładem bohaterstwa
walczących na przedmieściach stolicy Mazowsza Zawkrzeńskiego żołnierzy z 20.
Dywizji Piechoty, którzy przez niemal 80 godzin skutecznie stawiali opór
zdecydowanie silniejszemu najeźdźcy.

Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych III Rzeszy Niemieckiej, przygotowując plan
ataku na Rzeczpospolitą (Plan "Biały"), nie przypuszczało, że przez pierwsze
trzy dni oficjalny komunikat z północnego teatru działań wojennych będzie
brzmiał: "Twierdza Mława walczy dalej". Z racji ciężkich bojów, jakie Niemcy
zmuszeni byli stoczyć z wojskami polskimi zaraz po przekroczeniu kordonu,
umocnienia na północ od Mławy i Rzęgnowa określili mianem "polskiej linii
Maginota", a samą bitwę porównali do bitwy pod Verdun. O jej dużym znaczeniu
świadczy również to, że podczas okupacji Niemcy wiele o niej pisali, publikowali
zdjęcia z walk, a także organizowali dla żołnierzy wycieczki w rejon polskich
umocnień. O powadze, z jaką traktowali działania bojowe na Mazowszu Zawkrzeńskim
świadczy także wybudowany we wsi Mławka okazały cmentarz-panteon dla poległych
na tzw. pozycji mławskiej żołnierzy Wehrmachtu.
Zadanie obrony północnej granicy Polski z Prusami Wschodnimi spoczywało na Armii
"Modlin" dowodzonej przez gen. Emila Przedrzymirskiego-Krukowicza. Na początku
1939 r. przydzielono do niej 20. Dywizję Piechoty płk. dypl. Wilhelma Andrzeja
Lawicza-Liszki, którą w marcu przetransportowano z kresowych Baranowicz w
okolice Płońska, a następnie – w lipcu – w rejon Mławy. Sformowana m.in. z
oddziałów zlikwidowanego w latach dwudziestych Wojska Środkowej Litwy, nazywana
była niekiedy białoruską, ponieważ w niektórych jej pułkach znaczny odsetek
żołnierzy stanowili Białorusini. Z punktu widzenia zdolności obronnej kraju
odcinek granicy państwowej na północ od Mławy był niezwykle ważny. Stąd bowiem
biegła najkrótsza, bo licząca niewiele ponad 120 km droga z Prus Wschodnich do
Warszawy. Znaczenie tego odcinka podnosiły także dwa ważne węzły komunikacyjne –
drogowy na linii Mława-Płońsk-Warszawa oraz kolejowy na linii
Mława-Ciechanów-Warszawa. Ponadto Sztab Główny Wojska Polskiego bardzo wysoko
oceniał walory obronne północnej części Mazowsza Zawkrzeńskiego – zalesione
wzgórza oraz podmokłe doliny rzek mogły skutecznie hamować różnego rodzaju
wojska nieprzyjaciela. Prace fortyfikacyjne na północnych stokach Wzniesień
Mławskich rozpoczęto stosunkowo późno – 14 lipca pod Mławą i 12 sierpnia pod
Rzęgnowem. W drugiej połowie sierpnia żołnierzy wsparła ludność cywilna.
Podstawę umocnień stanowiły dwie linie żelbetonowych schronów bojowych –
przeciwpiechotnych i przeciwpancernych. Budowa pozycji obronnych nie została
jednak ukończona, a najsłabiej przygotowana do działań bojowych była druga linia
umocnień. Z planowanych 67 bunkrów na "pozycji mławskiej" udało się wybudować
45, podczas gdy na "pozycji rzęgnowskiej" – zaledwie 5 z 50 planowanych.
Rozlokowano je w miejscach spodziewanego natarcia nieprzyjaciela. Część
schronów, które udało się wznieść, nie została należycie zamaskowana, przez co
stała się łatwym celem dla nacierających wojsk. Przed schronami oraz między nimi
wybudowano rowy strzeleckie, przed którymi z kolei wzniesiono trzy rzędy
zasieków z drutu kolczastego. Gdzieniegdzie w ziemię powbijano szyny kolejowe.
Zaminowano szosy i drogi, na których umieszczono różnego rodzaju przeszkody.
Miny podłożono także pod mosty i kładki. Większość z nich wysadzono w powietrze
w pierwszych godzinach wojny.
W dniu 1 września 1939 r. o godz. 4.00 na "pozycję mławską" uderzyły oddziały 3.
Armii Polnej pod dowództwem gen. Georga von Küchlera, wchodzącej w skład Grupy
Armii "Północ" ("Nord"). Granicę polsko-niemiecką przekroczył I Korpus Armijny i
Korpus Armijny "Wodrig" w składzie: dwie dywizje piechoty (11. i 61.), Dywizja
Pancerna "Kempf" oraz 1. Brygada Kawalerii. Łącznie 98 tys. żołnierzy. Celem
agresora było przełamanie z marszu polskich umocnień, opanowanie Mławy już
pierwszego dnia bitwy i dotarcie do wideł rzek Narew i Wisła, gdzie skupiała się
– w oparciu o XIX-wieczne umocnienia (Twierdza Modlin) – główna linia polskiej
obrony. Następnie, współdziałając z 10. Armią z Grupy Armii "Południe" ("Süd"),
atakującą z południowego zachodu (czyli od strony Śląska), miała za zadanie
opanować Warszawę. "Pozycji mławskiej", tj. odcinka od Turzy Małej do Kołakowa o
szerokości 15 km, bronili żołnierze pod dowództwem płk. Franciszka Dudzińskiego.
Obsadziły ją 78. i 80. pułk piechoty, natomiast położoną 6 km na wschód "pozycję
rzęgnowską" – o szerokości 10 km – 79. pułk piechoty. Między nimi znalazł się
nieprzekraczalny dla jakiegokolwiek rodzaju wojsk teren źródliskowy rzeki Orzyc
– Bagna Niemyje. Na wschodnim skrzydle 20. Dywizji Piechoty, w rejonie
Przasnysza, operowała Mazowiecka Brygada Kawalerii, natomiast na zachodnim, w
rejonie Lidzbarka, Nowogródzka Brygada Kawalerii. Wszystkie te jednostki, wraz
ze zmobilizowaną na miejscu 8. Dywizją Piechoty, znajdującą się w rejonie
Ciechanowa i Glinojecka, tworzyły Armię "Modlin", liczącą 45 tys. żołnierzy.
Wytyczne gen. Emila Przedrzymirskiego-Krukowicza dla armii z 29 sierpnia były
następujące: "Osłonić kierunki na Warszawę i Płock. Rozpoznać siły
nieprzyjaciela na obu tych kierunkach i opóźniać je, wycofując się w
ostateczności na linię Wisła-Narew. Tej linii bronić, utrzymując w swym ręku
wyjścia na północny brzeg Wisły w Modlinie, Narwi i Pułtusku".
Chwilę po przekroczeniu granicy polsko-niemieckiej oficer łącznikowy
przydzielony do Straży Granicznej poinformował dowódcę 1. batalionu 80. pp:
"Kompania piechoty i grupa konnych przekroczyła granicę. Co robić?". Odpowiedź
mjr. Bronisława Jana Schlichtingera brzmiała: "Strzelać". Do pierwszych starć
obu armii doszło we wsi Białuty, na północ od Mławy. Opór, na jaki natrafili
najeźdźcy, niewątpliwie zaskoczył gen. Küchlera. Atakujących skutecznie
powstrzymał ogień polskiej artylerii, który otwarto o godz. 6.30 na całej linii
"pozycji mławskiej". Niemcy, po krwawym odparciu, wprowadzili do boju wszystkie
siły piechoty i artylerii. Kiedy i to nie poskutkowało, na pas działania 20.
Dywizji Piechoty skierowano czołgi, które pod silnym ostrzałem zawracały i
chowały się w lasach. Ze 164 maszyn, jakimi dysponowała Dywizja Pancerna "Kempf",
w wyniku ostrzału polskiej artylerii oraz wskutek ugrzęźnięcia w Bagnach Niemyje
zniszczeniu uległy 72. Do najkrwawszych walk doszło we wsiach: Kułakowo, Mławka,
Piekiełko, Uniszki Zawadzkie i Żaboklik. Niemcy, nie mogąc przedrzeć się przez
schrony bojowe, już drugiego dnia bitwy w godzinach popołudniowych rzucili do
walki nurkujące samoloty bombowe (sztukasy), które atakowały w falach od 20 do
30 maszyn. Mimo silnego ognia nie uczyniły one większych szkód bunkrom, z
których prowadzony był nieustanny ostrzał pozycji nieprzyjaciela, za to
zdziesiątkowały żołnierzy kryjących się w okopach oraz zadały poważne straty
artylerii. Dowódca niemieckiej kompanii 151. pp tak opisał zmagania z Polakami:
"Nieprzyjemne były flankujące gniazda ckm (w schronach), które broniły się
zażarcie mimo naszego wściekłego ognia. Pewnego rodzaju zasłonę dawał nam łubin
oraz położone bardziej ku nieprzyjacielowi kartoflisko. Każdy chował swój nos
głęboko, jak tylko mógł. Wkopywaliśmy się w ziemię tak, jak flądra w piasek dna
Bałtyku. Byliśmy źli na własną artylerię, że strzelała za krótko". Niemcy, nie
mogąc przełamać "pozycji mławskiej", nasilili naloty nie tylko na mławskie
fortyfikacje, ale także na opuszczoną przez ludność cywilną Mławę. Ich celem
stał się m.in. szpital miejski. Jak podkreślali później niemieccy żołnierze,
naoczni świadkowie tych wydarzeń: "Tylko kocia wytrzymałość Polaków mogła
przezwyciężyć takie wstrząsy".
Przełomowym momentem bitwy pod Mławą było przełamanie odcinków bronionych przez
Mazowiecką Brygadę Kawalerii i 79. pułk piechoty w rejonie Rzęgnowa. Na pomoc
obrońcom ruszyły jednostki z 8. Dywizji Piechoty, które, mimo pewnych sukcesów,
zostały zmuszone przez Dywizję Pancerną "Kempf" do odwrotu. Wówczas to
pozbawionych wsparcia artyleryjskiego żołnierzy ogarnęła panika, część z nich,
uciekając, porzuciła w polu sprzęt. Tymczasem wojska niemieckie parły na
południe i nad ranem 4 września zdołały zająć Ciechanów. W związku z brakiem
możliwości utrzymania oskrzydlonej od wschodu "pozycji mławskiej" rankiem 4
września dowództwo Armii "Modlin" podjęło decyzję o odwrocie całej dywizji w
kierunku Modlina. Wycofujące się oddziały zostały zaatakowane przez niemieckie
lotnictwo, które – korzystając z dobrej pogody i płaskiego terenu – rozproszyły
zmasowanymi atakami polskie wojska. Gotowość 20. Dywizji Piechoty do walki
została przywrócona dopiero po kilku dniach od przybycia do Twierdzy Modlin.
Dowódca Armii "Warszawa" gen. Juliusz Rómmel w rozkazie pożegnalnym dla dywizji
z 29 września 1939 r. napisał: "Z całym uznaniem podkreślam waszą bojową pracę,
męstwo, upór i zaciętość, z jaką walczyła 20 DP. Czyny tej kresowej dywizji
przejdą do historii jako wzór spełnienia swego obowiązku". Ostatnie strzały na
"pozycji mławskiej" padły o godz. 12.00, co wiązało się z tym, że nie do
wszystkich schronów bojowych dotarł rozkaz o natychmiastowym odwrocie.
Przełamanie fortyfikacji mławsko-rzęgnowskich umożliwiło 3. Armii wykonanie
manewru oskrzydlającego całą obronę Warszawy. Przed I Korpusem Armijnym i
Korpusem Armijnym "Wordig" postawiono zadanie sforsowania Narwi. Po zdobyciu 6
września głównych punktów oporu, tj. Pułtuska i Różana, oddziały niemieckie
przekroczyły tzw. linię wielkich rzek. Kilka dni później dotarły do Modlina i na
wschodnie przedpola Warszawy, tym samym zamykając pierścień okrążenia wokół
stolicy.
Bitwa pod Mławą, obok obrony Westerplatte czy bitwy nad Bzurą, była jedną z
największych i najkrwawszych w kampanii wrześniowej. Już dzień po jej
zakończeniu Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych III Rzeszy wydało komunikat: "Pod
Mławą wschodniopruskie wojska w ciężkiej walce wręcz zdobyły znajdujące się tam
fortyfikacje". Oczywiście nie było prawdą, jakoby na przedpolach tego
nadgranicznego miasta doszło do walk wręcz. Tak czy inaczej to na Mazowszu
Zawkrzeńskim legł w gruzach niemiecki plan wojny błyskawicznej (Blitzkrieg).
Kluczową rolę odegrała przy tym 20 DP, którą Niemcy określili mianem "żelaznej
dywizji". Podsumowując straty w ludziach, nietrudno zauważyć, że były one
znacznie większe po stronie niemieckiej. W trzydniowej bitwie Polacy stracili
niemal 800 żołnierzy, 2-2,4 tys. zostało rannych, natomiast 300-350 uznano za
zaginionych. Wśród poległych był znaczny odsetek kadry oficerskiej. Tymczasem po
stronie niemieckiej poległo 1,5-2 tys. żołnierzy Wehrmachtu, natomiast ok. 4
tys. zostało rannych lub zaginionych. Nie obeszło się rzecz jasna bez ofiar
wśród ludności cywilnej, głównie mieszkańców Mławy. Ucierpiało także samo
miasto, które w wyniku zmasowanych bombardowań Luftwaffe zostało zniszczone w
ponad 60 procentach. Zasadniczy cel strategiczny wojsk polskich, który zakładał
jak najdłuższy opór na północnym Mazowszu, został osiągnięty. Oddziały 20. DP,
Mazowieckiej BK i Nowogródzkiej BK, które opuściły swoje pozycje dopiero na
rozkaz dowództwa Armii "Modlin", do ostatniej chwili nie ustępowały pola
oddziałom gen. Georga von Küchlera. O męstwie polskich żołnierzy świadczy napis
wyryty na płycie Mauzoleum Żołnierzy Września w Uniszkach Zawadzkich: "Godni są,
by wspominali i czcili ich wszyscy, bo za prawa i zwyczaje ojczyste walczyli
mężnie i wytrwale". Przekonać się o tym mogli wszyscy ci, którzy pod koniec
sierpnia 2010 roku przybyli na rzeczywiste pole walki – do Mławy i Uniszek
Zawadzkich, aby już po raz trzeci obejrzeć rekonstrukcję bitwy granicznej Armii
"Modlin", będącą specyficzną formą edukacji historycznej, nie tylko dla
młodzieży szkolnej.

Warto przeczytać:
Ryszard Juszkiewicz, Bitwa pod Mławą 1939, Warszawa 1987.
Ryszard Juszkiewicz, Wrzesień 1939 r. na Mazowszu Północnym, Ciechanów 1987.
 

Dr Mariusz Żuławnik (Centrala IPN)

drukuj