
„Mistyczka”. Film o Alicji Lenczewskiej od 11 września w kinach
W Warszawie zaprezentowano pierwszy film fabularny o Alicji Lenczewskiej – nauczycielce, podróżniczce i miłośniczce literatury. „Mistyczka” to film o kobiecie prowadzącej pozornie zwyczajne życie, która w zaciszu swojego mieszkania w szczecińskim bloku przez lata prowadziła rozmowy z Panem Jezusem.
Premiera filmu „Mistyczka” w reżyserii Jana Sobierajskiego odbyła się w środę w Warszawie. Film opowiada historię Alicji Lenczewskiej – zmarłej w 2012 r. nauczycielki ze Szczecina, której przez wiele lat objawiał się Pan Jezus. Swoje rozmowy z Chrystusem Alicja opisała w dziennikach „Świadectwo” i „Słowo Pouczenia”.
Bratowa bohaterki filmu, Dorota Lenczewska, powiedziała, że Alicja była osobą bezpośrednią, mówiącą prosto z mostu to, co myślała w danej chwili. Czasem zdarzało jej się żałować, że pewne słowa wyszły z jej ust zbyt szybko.
– Przy tym Alicja potrafiła być osobą ciepłą, kochaną. Taka była przede wszystkim dla naszej córki, dla której była ukochaną ciocią. W kontakcie z nią często się uśmiechała, chociaż w stosunku do innych ten uśmiech pojawiał się na jej twarzy zdecydowanie rzadziej – wspominała.
Dorota Lenczewska zastrzegła, że choć w powszechnej świadomości osoby prowadzące głębokie życie duchowe są postrzegane jako „oderwane od rzeczywistości” i „bujające w obłokach”, to Alicja była osobą konkretną i twardo stąpającą po ziemi.
– Żywo interesowała się bieżącymi wydarzeniami w kraju i na świecie, dużo czytała. Krytycznie patrzyła na wiele rzeczy, miała swoje zdanie i otwarcie je wyrażała. Lubiła podróżować, była ciekawa świata. Podróżowała do Włoch, do Medjugorie, do Ziemi Świętej i do Meksyku – przypomniała.
Przez dużą część dorosłego życia Alicja była osobą religijnie obojętną. Wraz z bratem wzrastała w rodzinie katolickiej, jednak w młodości odeszła od Kościoła i na wiele lat porzuciła praktyki religijne.
– Alicja była mocno związana ze swoim bratem Sławkiem, czyli moim mężem. Sławek również przez wiele lat nie chodził do kościoła. Zaczęło się to zmieniać w latach 70. W 1984 r. oboje trafili do Odnowy w Duchu Świętym. W tej właśnie wspólnocie poznałam ich oboje – mówiła Dorota Lenczewska.
Zaznaczyła, że początkiem przeżyć mistycznych były dla Alicji rekolekcje dla animatorów Odnowy w Duchu Świętym, które odbyły się w marcu 1985 roku w Gostyniu. Tam podczas Mszy św., dokładnie po przystąpieniu do Komunii św., Alicji objawił się Pan Jezus.
– W swoich dziennikach Alicja napisała później o tej wizji, że Pan Jezus wydawał się jej jako bardziej realny niż ludzie, którzy byli z nią wtedy w kaplicy – powiedziała Dorota Lenczewska.
Dodała, że kilka miesięcy później Alicja zaczęła regularnie doświadczać tzw. lokucji intelektualnej, co oznacza wewnętrzne słyszenie głosu Boga.
– Na początku Alicja dzieliła się słowami, które otrzymywała od Jezusa we wspólnocie. Z czasem jednak, po tym jak zaczęły pojawiać się ataki na słowo, zaczęła pisać „do szuflady”. Zapiski pokazywała tylko swojemu bratu, spowiednikowi i zaprzyjaźnionej siostrze zakonnej – przypomniała Dorota Lenczewska.
Przyznała, że sama nigdy wprost nie zapytała Alicji o jej rozmowy z Chrystusem.
– O tym, że Alicja rozmawia z Panem Jezusem dowiedziałam się od mojego męża. Nigdy jednak nie miałam śmiałości, by ją o to wprost zapytać. Wydawało mi się to zbyt osobiste, zwłaszcza że Alicja sama nigdy mi o tym nie wspomniała – przyznała Dorota Lenczewska.
Kiedy u jej męża zdiagnozowano nowotwór, Alicja poprosiła swojego proboszcza o odprawienie Mszy św., w której chciała ofiarować swoje życie w intencji uzdrowienia brata.
– Proboszcz na początku nie chciał przyjąć takiej intencji. Zaproponował Mszę św. w intencji uzdrowienia Stanisława. Po długich namowach zgodził się i Msza się odbyła w intencji wskazanej przez Alicję. Mąż wyzdrowiał, a Alicja od tamtego czasu była przekonana, że sama umrze na nowotwór – zastrzegła Dorota Lenczewska.
Przypomniała, że w 2010 r. u Alicji zdiagnozowano raka nerki z przerzutami do płuc. Według Doroty Lenczewskiej Alicja przyjęła diagnozę ze spokojem. Przeszła operację wycięcia nerki i długi pobyt w szpitalu, jednak rozwoju choroby nie udało się zahamować.
Dorota Lenczewska zaznaczyła, że na kilka tygodni przed śmiercią, tuż przed pójściem do hospicjum, Alicja złamała kość udową i nie mogła już samodzielnie się poruszać. Zdecydowała, że ostatnie tygodnie życia spędzi w hospicjum.
– Nie chciała być dla nas ciężarem. Poza tym bardzo zależało jej na codziennym udziale we Mszy św., a taką możliwość stwarzał pobyt w hospicjum. Prosiła nas, żebyśmy nie modlili się o jej uzdrowienie, tylko o to, by w jej życiu w pełni zrealizowała się wola Boża – wskazała Dorota Lenczewska.
Tuż przed śmiercią Alicja przekazała swoje zapiski i wkrótce trafiły one do biskupa szczecińsko-kamieńskiego. „Świadectwo” i „Słowo Pouczenia” wydano cztery lata po śmierci mistyczki.
Głównym przesłaniem zapisków jest miłość, którą Jezus chce ofiarować każdemu człowiekowi oraz życie w bliskiej z Nim relacji.
– Alicja była osobą świecką, mieszkała w bloku i pracowała w szkole. I właśnie w tej szarej codzienności, podobnej do życia większości z nas, rozmawiała z Panem Jezusem. W przesłaniu, które Pan Jezus przekazał za pośrednictwem Alicji, zaprasza On każdego człowieka do budowania z Nim bliskiej relacji i wzrastania w świętości w zwyczajnym życiu – wyjaśniła.
WYWIAD Z TWÓRCAMI – JANEM SOBIERAJSKIM ORAZ ANDRZEJEM KOCUBĄ
Co było dla Was impulsem do opowiedzenia tej historii właśnie teraz? Dlaczego wybór padł na Alicję Lenczewską?
Janek: Odkrywamy niezwykłą, mistyczną historię poszukiwania tego, co w życiu najważniejsze, czyli szczęścia i miłości. Nasza bohaterka przez 51 lat życia starała się wypełnić pustkę swojego serca znajomościami, karierą i zagranicznymi wyjazdami. To wielkie poszukiwanie miało swój finał w miejscu, w którym nigdy by się tego nie spodziewała. Otrzymała nadnaturalne dary, które towarzyszyły jej przez blisko ćwierć wieku. Te mistyczne doświadczenia skrupulatnie zapisywała w dziennikach duchowych. Po jej śmierci, w 2012 roku, zapiski trafiły pod osąd specjalnie powołanej komisji, która jednogłośnie wydała pozytywną opinię. To szalenie aktualna, inspirująca historia w gwiazdorskiej obsadzie. Takiego polskiego filmu jeszcze nie było.
Andrzej: Żyjemy w czasach, w których ludzie – mając tak wiele – wciąż poszukują czegoś, co nada ich życiu sens i wypełni pustkę w sercu. Bardzo łatwo się dziś pogubić, goniąc za pragnieniami podpowiadanymi przez świat zewnętrzny: za karierą czy wizją szczęścia zaczerpniętą ze scrollowania idealnych obrazków w Internecie. Alicja Lenczewska to postać, której biografia daje nam genialną odpowiedź właśnie na te dzisiejsze bolączki. To kobieta z krwi i kości, która przeżyła spotkanie z Jezusem porównywalne do doświadczeń św. Siostry Faustyny. Jeśli komuś wydaje się, że przekaz skierowany do żyjącej w klasztorze zakonnicy jest dla niego zbyt odległy – tu ma słowa skierowane do osoby świeckiej. Do nauczycielki ze Szczecina, która przez pierwszą połowę swojego życia szukała szczęścia dokładnie tam, gdzie dzisiaj szuka go większość z nas. Wielu uważa, że orędzie, które otrzymała, to słowa na czasy ostateczne. Wobec tego po prostu nie mogliśmy dłużej czekać z przeniesieniem tej inspirującej historii na wielki ekran.
Mistyczka opowiada historię kobiety, która odważnie podąża własną drogą. Co w tej bohaterce wydaje się Wam najbardziej aktualne dla współczesnych widzów?
Janek: Intryguje mnie fakt, że w małej, szczecińskiej kawalerce działy się tak nadprzyrodzone rzeczy, z których nawet bliscy sąsiedzi nie zdawali sobie sprawy. Wiele osób jest bardzo ciekawych rzeczywistości duchowej, chciałoby mieć do niej wgląd. Dzięki historii Alicji Lenczewskiej możemy zobaczyć prawa, którymi się ona rządzi. Te doświadczenia na nowo ukształtowały Alicję, dając jej siłę i determinację do wyruszenia w najważniejszą podróż swojego życia. Sam Jezus kieruje do niej następujące słowa: „Nie jesteś osobą wyjątkową. Jesteś jak wielu: słaba, wplątana w układy tego świata, z których cię wyprowadzam do życia wiecznego dzięki temu, że chcesz Mnie słuchać i być Mi posłuszna”. To poruszający obraz kobiety, która walczy ze swoimi słabościami i wątpliwościami. Większość z nas powiedziałaby, że ktoś z taką przeszłością nie nadaje się na mistyka. Ale dzięki doświadczeniu prawdziwej miłości Alicja stała się w swoim działaniu bardzo konsekwentna. Ta podróż zakończyła się wielkim sukcesem, a sama Alicja jest niezwykłą inspiracją dla tysięcy osób. Czas, by tę historię poznał cały świat.
Andrzej: Alicja to bardzo „konkretna” kobieta. Pewna siebie, mierząca wysoko i jasno stawiająca granice. Mimo niełatwego dzieciństwa bez ojca i dorastania w szarej rzeczywistości komunizmu radzi sobie nad wyraz dobrze. Osiąga swoje cele, spełnia marzenia, ale… to wszystko wciąż jej nie nasyca. Dziś mnóstwo ludzi ma podobnie: budują idealne okoliczności, osiągają sukcesy, a w środku wciąż czują nienasycenie i głód czegoś więcej. Alicja w pewnym momencie zderza się z życiową „ścianą”. Splot trudnych wydarzeń prowadzi ją ostatecznie do wspólnoty Kościoła, a w konsekwencji – do spotkania Żywego Jezusa. Doświadcza potężnej metanoi, całkowitej przemiany myślenia. Najbardziej aktualne dla dzisiejszego widza jest to, że jej historia dobitnie udowadnia, iż Bóg wcale nie potrzebuje naszych nieskazitelnych, idealnych życiorysów. Jezus wchodził w jej codzienność, rozmawiał z nią pośród obowiązków domowych, w mieszkaniu w bloku na szczecińskim osiedlu. Alicja pokazuje nam, że najwyższa mistyka i spotkanie z Miłością Jezusa są dostępne tu i teraz, dla każdego, w samym środku prozy życia. To niezwykle uwalniający przekaz dla każdego, kto myśli, że na zmianę jest już za późno.
Co Waszym zdaniem jest najmocniejszą stroną tego filmu? Jaka jest największa siła Mistyczki?
Janek: Autentyczność przekazu i inspiracja, że każdy z nas ma możliwość osobistego spotkania żywego Boga. Staramy się pokazać, jak usłyszeć głos Stwórcy, który w dziennikach Alicji Lenczewskiej informuje: „To, co zapisujesz, jest po to, aby ludzie zrozumieli, że Ja chcę mówić do każdego, by pokierować nim, ustrzec od zła i wprowadzić na drogę zbawienia. Że jestem przy każdym człowieku, w każdej chwili jego życia. (…) Słyszenie w sercu Mojego głosu nie jest darem nadzwyczajnym, wyjątkowym. Każdy go otrzymał w chrzcie świętym i każdy może rozpoznać pouczenia Moje, jeśli będzie ich pragnął i oczekiwał”. To jest wyjątkowa wartość tego filmu, który na pewnym etapie wciąga widza jako głównego bohatera, dając mu wszystkie narzędzia potrzebne do zbudowania własnej, intymnej relacji z Jezusem. Staramy się to ukazać poprzez angażującą historię, świetną obsadę aktorską oraz wysoką jakość obrazu i dźwięku.
Andrzej: Z mojej perspektywy największą siłą tego filmu jest to, że odarliśmy tę historię ze świątobliwego „lukru”, który mógłby zerwać nić porozumienia z widzem rzadziej sięgającym po kino religijne. W katolickiej kinematografii często mieliśmy problem z pokazywaniem postaci duchowych. Robiono z nich pomnikowe figury, świętych od urodzenia, a przez to – zjawiska niedoścignione i odległe. My pokazujemy kobietę, która ma swoje potknięcia, swój upór i trudny charakter. To jest klucz, dzięki któremu widz może się z nią utożsamić. Fenomenalna, dojrzała rola Doroty Choteckiej sprawia, że zapominamy, iż oglądamy aktorkę – na ekranie widzimy żywą kobietę toczącą wewnętrzną walkę. Bardzo zależało nam na tym, by zrealizować ten film w formie pełnometrażowej fabuły na najwyższym poziomie technicznym i artystycznym. Głęboko wierzymy, że kino niosące chrześcijańskie wartości musi być po prostu świetnym rzemiosłem. Nie chcemy bazować wyłącznie na dobrych intencjach, ale dawać widzom jakość kina komercyjnego.
Co chcielibyście, aby widzowie zapamiętali z filmu jeszcze długo po wyjściu z kina?
Janek: Chcielibyśmy otworzyć widzom oczy na rzeczywistość duchową. Dać inspirację do bliskiej relacji z Bogiem. Nadzieję, że nigdy nie jest na nią za późno. Że każdy z nas jest kochany i że to w relacji z Bogiem odkrywamy swoją największą wartość, którą tak często budujemy na pozornych dobrach, będących tylko marnym substytutem tego, co daje nam Stwórca. Dzienniki duchowe Alicji są niezwykłą mapą prowadzącą każdego człowieka do spełnienia. Warto wyruszyć w tę przygodę, zaczynając od filmu Mistyczka.
DOROTA CHOTECKA-PAZURA, ODTWÓRCZYNI ROLI ALICJI LENCZEWSKIEJ
Co historia Alicji Lenczewskiej może zaoferować współczesnemu człowiekowi? Co można wynieść z tego filmu dla siebie?
Mówiąc o Alicji, myślę sobie, że właściwie ona była feministką, w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie miała męża ani dzieci, ceniła wolność. Nie była świętą, ale normalnym człowiekiem, jak każdy z nas. Dlaczego historia jej życia jest ciekawa? Dlatego, że daje nam do myślenia. Przecież ona tak naprawdę zobaczyła prawdziwą siebie i to, czego chce w życiu, dopiero w wieku pięćdziesięciu kilku lat. Jaki z tego wniosek? Taki, że dla każdego z nas jest nadzieja i szansa – że możemy się zmienić i zmieniamy się! Więc każdy z nas może dać sobie szansę. Dopóki nie wydaliśmy ostatniego tchnienia, możemy wszystko w swoim życiu zmienić. Ta historia jest więc nie tylko dla ludzi wierzących. Bo ona odnalazła Pana Boga. I tę miłość Bożą, najwyższą miłość… Musimy się tylko otworzyć na dobro i odpowiedzieć sobie na pytanie: „Co chcę zmienić i do czego dążę?”. Mamy szansę i to jest niesamowite…
DOROTA LENCZEWSKA, DEPOZYTARIUSZKA NAUK ALICJI LENCZEWSKIEJ
Nigdy nie pomyślałabym, że moje życie zmieni się tak bardzo po podjęciu jednej decyzji.
Nazywam się Dorota Lenczewska i przez ponad 20 lat żyłam w bliskości Alicji Lenczewskiej, a stało się to przez małżeństwo z jej bratem, a moim ukochanym mężem, Sławomirem. Decyzja zawarcia tego małżeństwa wcale nie była łatwa, bo dzieliła nas duża różnica wieku. Nasze zapoznanie się też nie było takie oczywiste. Teraz, gdy o tym opowiadam, to myślę, że Pan Bóg musiał się sporo napracować, byśmy mogli się spotkać. W bardzo krótkim czasie zadziały się w moim życiu trzy duże wydarzenia: musiałam zmienić mieszkanie, zmieniałam pracę i poszukiwałam nowej wspólnoty. Dziwnym trafem zamieszkałam w sąsiedztwie Sławka, a w nowej pracy poznałam koleżankę, która namawiała mnie do wstąpienia do Odnowy w Duchu Świętym; ja, po pewnym rozeznaniu, zgodziłam się. I tak w Kościele św. Jana Bosko w Szczecinie podczas spotkania tej wspólnoty poznałam Sławka. Teraz, kiedy o tym myślę, to mam świadomość, że gdyby zabrakło któregoś z tych trzech wydarzeń, nie poznałabym mojego ukochanego męża. A idąc jeszcze dalej, nie stanęłabym przed koniecznością składania świadectwa życia w bliskości Alicji.
Alicja była normalną, skromną osobą. Niczym się nie wyróżniała na co dzień. Ubierała się zwyczajnie, ale gustownie. Niektóre ubrania sama szyła lub przerabiała. Gdy ją poznałam, była już na emeryturze i od kilku lat rozmawiała z Panem Jezusem. Wtedy już jednak nie dzieliła się tymi zapiskami z innymi. O tym, że ma taki dar, dowiedziałam się od mojego męża. Ala nigdy o tym nie mówiła, ale pamiętam rozmowy, w których wypowiadała pewne zdania, które potem odnajdywałam w jej dziennikach. Nie lubiła dzielić się swoim wnętrzem, swoimi intymnymi przeżyciami czy wspomnieniami. Ta domena należała bardziej do mojego męża. On lubił wspominać i opowiadać o ciekawych przeżyciach z własnego i Ali życia. Prowadził też pamiętniki. Pod tym względem byli inni. Dzięki tym wspomnieniom Sławka wiemy więcej na temat ich dzieciństwa i młodości.
Ala była osobą, na którą mogłam zawsze liczyć jeśli chodzi o rozeznanie, radę czy modlitwę. Liczyłam się z jej zdaniem, bo wiedziałam, że często jest poparte modlitwą i rozeznaniem przed Bogiem. Było to duże wsparcie w trudnych dla mnie sytuacjach. Pamiętam też ogromną troskę Alicji o naszą córkę, szczególnie o jej religijne i moralne wychowanie.
Wołanie Pana Jezusa o miłość to według mnie główne przesłanie dzienników Alicji. W Słowie pouczenia zapisuje takie zdanie ze swoich przemyśleń: „Kochać Chrystusa trzeba w ludziach, bo On tam jest spragniony miłości”. I to właśnie czyni.
Największym przejawem tej miłości do drugiego człowieka, do Sławka, do nas, był dar, jaki złożyła ze swojego życia, ofiarując się za mojego ukochanego męża, a swojego brata. Był rok 1996. U Sławka rozpoznano chorobę, którą wstępnie zdiagnozowano jako nowotwór. Byliśmy cztery lata po ślubie. Nasza córka Olga miała trzy lata. Alicja doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Sławek jako mąż i ojciec jest tu bardziej potrzebny niż ona. Zresztą tęskniła już bardzo za spotkaniem z Panem. Poszła wtedy do proboszcza swojej parafii, księdza Zdzisława Garbicza, i poprosiła o odprawienie takiej Mszy św., w której ofiarowała swoje życie za życie Sławka. Wiem, że ksiądz proboszcz nie chciał się początkowo na to zgodzić, ale ostatecznie taka Msza św. się odbyła. Od tego czasu Ala wiedziała, że umrze na raka – i tak się później stało. „Bo nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).
Mój ukochany mąż zmarł dziesięć lat po Alicji. Przeżyliśmy razem trzydzieści lat. Był pięknym człowiekiem, a małżeństwo z nim było dla mnie wielkim błogosławieństwem.
Alu, Sławuleńku – dziękuję.
PAP/Rafael Film


