Leon XIV: Nie wstydźcie się łez. Przebaczenie jest wyzwoleniem
Ci, których kochamy, a którzy zostali nam wyrwani przez siostrę śmierć, nie są utraceni ani nie znikają w nicości. Ich życie należy do Pana, który jako Dobry Pasterz obejmuje ich i trzyma blisko siebie – powiedział Leon XIV do uczestników Jubileuszu Pocieszenia. Dodał, że Pan „pewnego dnia nam ich zwróci, abyśmy mogli cieszyć się wieczną i wspólną radością”.
Przebaczenie zabójstwa męża
Papież nawiązał w homilii do dwóch świadectw wygłoszonych podczas celbracji Jubileuszu Pocieszenia. Jedno z nich dała Lucia Di Mauro. Mówiła jak 4 sierpnia 2009 roku jej mąż, Gaetano Montanino, pracownik ochrony, został zabity przez grupę chłopaków podczas pracy na placu Carmine, w historycznym centrum Neapolu. Miał zaledwie 45 lat.
„Tamtej nocy moje życie i życie mojej córki zmieniło się na zawsze” – wyznała Lucia.
Po pewnym czasie spotkała Antonio, który był jednym z chłopaków, który zabił jej męża. Miał wtedy 17 lat, a został skazany na 22 lata za zabójstwo. Antonio chciał nawiązać kontakt z Lucią Di Mauro i błagać o przebaczenie. Gdy się spotkali Lucia przebaczyła mu. On wyszedł warunkowo 14 lat przed końcem wyroku. Kiedy wychodził z więzienia – jak wyznaje Lucia – „na zewnątrz jedyną osobą, która w niego wierzyła i na niego czekała, byłam ja. Jak matka towarzyszyłam mu i nadal towarzyszę jemu i jego nowej rodzinie… w tej trudnej drodze odrodzenia”.
Po zabójstwie syna przez dzihadystów
Diane Foley mówiła o tym, że w 2012 roku ich najstarszy syn, James Wright Foley, został porwany podczas pracy jako niezależny dziennikarz wojenny w Syrii. Przez niemal dwa lata był głodzony, torturowany, a ostatecznie – publicznie – ścięty w sierpniu 2014 roku, ponieważ był amerykańskim dziennikarzem i chrześcijaninem.
W 2021 roku dwóch dżihadystów, którzy porwali i torturowali Jima, zostało aresztowanych i postawionych przed sądem w Wirginii. Alexanda Kotey przyznał się do winy we wszystkich ośmiu zarzutach porwania, tortur i morderstwa, i niespodziewanie zaproponował spotkanie z rodzinami ofiar.
„Poprosiłam o spotkanie z Alexandem, ponieważ wiedziałam, że Jim chciałby zrozumieć, dlaczego się zradykalizował, a ja pragnęłam podzielić się z nim tym, kim był Jim. Kiedy zbliżał się czas spotkania, zaczęłam mieć wątpliwości, gdy inni odradzali mi udział, twierdząc, że będzie mnie tylko okłamywał. Dzięki modlitwie, obecności przyjaciela i współczującym adwokatom to spotkanie doszło do skutku. Choć początkowo było niezręczne, trzy dni rozmów z Alexandem stały się chwilami łaski” – wyznała matka zamordowanego dziennikarza.
„Jim i mój Bóg zainspirowali mnie do założenia Fundacji Dziedzictwa Jamesa W. Foleya trzy tygodnie po jego śmierci. Dzięki Bożej łasce i pomocy wielu osób Fundacja: inspirowała do odwagi moralnej, doprowadziła do zmiany polityki rządu USA wobec zakładników, co przyczyniło się do uwolnienia ponad 170 obywateli przetrzymywanych za granicą, oraz edukuje początkujących dziennikarzy w zakresie podstawowych zasad bezpieczeństwa” – wyznała Diane Foley.
Wyzwolenie z przebaczenia
„Wysłuchane przez nas świadectwa przekazują tę pewność: że cierpienie nie musi rodzić przemocy; że przemoc nie jest ostatnim słowem, ponieważ zostaje zwyciężona przez miłość, która potrafi przebaczać” – wskazał Papież.
„Jakiego większego wyzwolenia możemy oczekiwać, jeśli nie tego, które pochodzi z przebaczenia, zdolnego dzięki łasce otworzyć serce, mimo że doznało ono wszelkiego rodzaju brutalności?” – dodał.
Nie wstydzić się łez
Mówiąc o cierpieniu reakcji na nie Papież powiedział, że „łzy są językiem, który wyraża głębokie uczucia zranionego serca. Łzy są niemym krzykiem o współczucie i pocieszenie. Ale przede wszystkim są wyzwoleniem i oczyszczeniem oczu, uczuć, myśli. Nie należy wstydzić się płaczu; jest to sposób wyrażania naszego smutku i pragnienia nowego świata; jest on językiem, który mówi o naszym słabej i poddanej próbie ludzkiej naturze, która jest jednak powołana do radości”.
Jak reagować na cierpienie
Ojciec Święty podkreślił, że tam, gdzie jest zło, tam należy szukać pocieszenia i ukojenia, które je przezwyciężają i nie dają mu wytchnienia.
„W Kościele oznacza to: nigdy samotnie. Oparcie głowy na ramieniu, które cię pociesza, płacze z tobą i daje ci siłę jest lekarstwem, którego nikt nie może się pozbawić, ponieważ jest znakiem miłości. Tam, gdzie ból jest głęboki, jeszcze silniejsza musi być nadzieja, która rodzi się z komunii. A ta nadzieja nie zawodzi” – zaznaczył Leon XIV.
Cierpienie zbiorowe
Leon XIV zaznaczył, że „tak jak istnieje cierpienie osobiste, tak również w naszych czasach istnieje cierpienie zbiorowe całych narodów, które przytłoczone ciężarem przemocy, głodu i wojny błagają o pokój”. Podkreślił, że jest to potężny krzyk, który zobowiązuje do modlitwy i działania, aby ustała wszelka przemoc, a cierpiący mogli odzyskać pogodę ducha; zobowiązuje on przede wszystkim Boga, którego serce drży ze współczucia, aby przyszedł do swego Królestwa.
„Prawdziwą pociechą, którą musimy być w stanie przekazać, jest ukazanie, że pokój jest możliwy, i że kiełkuje w każdym z nas, jeśli go nie przytłumimy. Niech przywódcy narodów wsłuchają się w szczególny sposób w krzyk wielu niewinnych dzieci, aby zapewnić im przyszłość, która będzie ich chronić i pocieszać” – wskazał Ojciec Święty.
Świadectwo Lucii Di Mauro
Nazywam się Lucia Di Mauro. 4 sierpnia 2009 roku mój mąż, Gaetano Montanino, ochroniarz, został zabity przez grupę młodych ludzi podczas pracy na Piazza del Carmine, w historycznym centrum Neapolu. Miał zaledwie 45 lat. Tej nocy moje życie i życie mojej córki zmieniło się na zawsze.
Ból był tak wielki, że zapierał mi dech w piersiach, jakbym była pod wodą, pogrzebana pod ciężkim kamieniem. Ból, który wydawał się nieskończony, ślad wyryty w mojej duszy. W tej ciemności znalazłam siłę w wierze, która nie zmyła łez gniewu, ale pozwoliła mi iść naprzód, iść dalej, nawet gdy wydawało się to niemożliwe. Nauczyłam się, że ból może niszczyć lub stać się zalążkiem dobra, jeśli mamy odwagę stawić mu czoła.
Moje doświadczenie jako pracownika socjalnego pozwoliło mi spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy. Zrozumiałam, że ci chłopcy nie byli jedynymi odpowiedzialnymi za krzywdę wyrządzoną mojemu mężowi, ale że było to wynikiem naszych złych wyborów, naszej obojętności wobec najtrudniejszych dzielnic, gdzie młodzi nie mają nic i znają tylko przemoc. Wiedziałam, że prędzej czy później ci młodzi ludzie wyjdą z więzienia, ale absolutnie musieli wyjść z tego lepsi, aby przerwany został łańcuch zła. Przelana krew nie powinna tam pozostać, lecz musi dać początek odrodzeniu.
W dniu, w którym zginął Gaetano, było ich czterech na dwóch motocyklach, a Antonio kierował jednym z nich. Był najmłodszy, miał zaledwie 17 lat i nie wiedział, że wkrótce zostanie ojcem. Antonio stracił ojca, dorastał w trudnej dzielnicy i znalazł „schronienie” na ulicy i wśród rówieśników. Razem zajmowali się kradzieżą cennych zegarków cudzoziemcom w mieście.
Po zabójstwie mojego męża Antonio został skazany na 22 lata więzienia. W więzieniu dla nieletnich w Nisidzie rozpoczął proces zdrowienia i to właśnie tam, krok po kroku, zrodziło się w nim pragnienie spotkania się ze mną i proszenia o przebaczenie. Zanim go spotkałam, bałam się, bo wyobrażałem go sobie jako potwora. Zobaczyłem go po raz pierwszy na manifestacji Libery na neapolitańskim wybrzeżu. Zamiast tego, przede mną ujrzałem młodego mężczyznę drżącego, płaczącego, błagającego o przebaczenie, a jedyną możliwą rzeczą był długi uścisk.
Tam poczułem, jak narasta we mnie pragnienie i możliwość przekształcenia bólu w coś nowego. Tak narodził się jeden z procesów, które dziś znamy jako Sprawiedliwość Naprawcza – podróż, w której ból jest przyjmowany i przekształcany poprzez spotkanie, słuchanie i dialog. To nie zemsta, to nie tylko przebaczenie, ale to pojednanie. To przywrócenie godności i przyszłości.
To spotkanie zainspirowało mnie do zaangażowania się w działalność w szkołach i więzieniach, również dzięki wsparciu ks. Luigi Ciottiego i stowarzyszenia Libera, które wspiera rodziny niewinnych ofiar mafii i przestępczości. W szkołach dzielę się swoją historią, aby pomóc ludziom zrozumieć konsekwencje pewnych wyborów i wskazać alternatywy dla przemocy. W więzieniu towarzyszę tym, którzy popełnili błędy, pomagając im rozpoznać ich cierpienie i przekształcić je w nadzieję.
Mniej więcej rok później, po raz pierwszy we Włoszech, Antonio został zwolniony warunkowo, 14 lat przed terminem. A poza więzieniem jedyną osobą, która w niego wierzyła i na niego czekała, byłam ja. Jak matka towarzyszyłam mu i nadal towarzyszę jemu i jego nowej rodzinie… na tej krętej drodze do odrodzenia.
Przebaczenie nie oznacza wymazania tego, co się stało, ale uwolnienie się od nienawiści, niesprowadzanie drugiego człowieka do popełnionego przestępstwa. Pojednanie wymaga spotkania aktywnego i to właśnie pozwoliło Antoniowi zbudować nowe życie, a mnie pozwoliło przepracować sens śmierci mojego męża.
Dziś, w Jubileuszu Pocieszenia, odczuwam silny związek między moim doświadczeniem a tym szczególnym czasem. Pocieszenie nie usuwa bólu, ale daje nam siłę, by go pokonać, przemienić, przywrócić życie temu, co wydawało się utracone. Tym, którzy cierpią, mówię: nie zostawajcie sami. Ból jest ogromny, ale może stać się siłą. Mamy odpowiedzialność aby zaproponować młodym ludziom nowe alternatywy i narzędzia, zanim przemoc stanie się jedyną drogą.
Przelana krew nigdy nie idzie na marne, jeśli umiemy przekształcić ją w dobro. Pocieszenie Boga przechodzi przez ręce tych, którzy wybierają miłość, towarzyszenie, dawanie świadectwa.
Nawet w największym bólu możemy znaleźć sposób na pocieszenie i bycie pocieszanym, i na to aby pozwolić, by życie ostatecznie zwyciężyło.
Każde młody człowiek, który popełnia błąd, każdy młody człowiek, który upada, może się odrodzić, jeśli ktoś w niego uwierzy, jeśli ktoś wyciągnie do niego rękę, jeśli ktoś mu prawdziwie będzie towarzyszył. Antonio jest żywym dowodem na to, że nawet ci, którzy popełnili poważne błędy, mogą odkryć swoje człowieczeństwo, prosić o przebaczenie i zbudować inną przyszłość. Pomoc młodym więźniom w zmianie sposobu myślenia oznacza przerwanie cyklu przemocy, nadanie sensu bólowi i przywrócenie życia.
A gdyby każdy z nas wykonał choćby mały gest, życie, nawet tam gdzie rany są najgłębsze, mogłoby zwyciężyć.
Świadectwo Diane Foley
Wasza Świątobliwość Ojcze Święty Leonie XIV, drodzy bracia i siostry w Chrystusie, Dobry wieczór.
Jestem głęboko zaszczycona, że mogę być tu z wami w dniu wspomnienia Matki Boskiej Bolesnej.
Przychodzę do was, aby dać świadectwo o niezwykłej miłości i miłosierdziu Boga. Nazywam się Diane Foley. Jak wielu z was, jestem rodzicem – matką i babcią.
W 2012 roku nasz najstarszy syn, James Wright Foley, został porwany, gdy pracował jako niezależny dziennikarz wojenny w Syrii. Przez prawie dwa lata był głodzony, torturowany, a ostatecznie – publicznie – ścięty w sierpniu 2014 roku, ponieważ był amerykańskim dziennikarzem i chrześcijaninem.
Moja własna Droga Krzyżowa rozpoczęła się jeszcze wcześniej, w Wielkim Poście w 2011 roku, kiedy Jim został porwany po raz pierwszy, gdy relacjonował wydarzenia w Libii. Ta pierwsza niewola trwała tylko 44 dni, ale byliśmy pogrążeni w panice i strachu o jego życie. Nasza wspólnota kościelna zebrała się wokół nas, dając nam nadzieję dzięki swoim modlitwom.
Kiedy Jim wrócił do domu, był inny. Jego wiara pogłębiła się. Podczas niewoli odmawiał różaniec na kolanach i czerpał nadzieję z wersetów z Pisma Świętego należącego do innego więźnia. Wrócił do domu z odnowionym poczuciem celu. Pragnął być dziennikarzem o odwadze moralnej i powołanym do dalszego dawania głosu tym, którzy go nie mają. Kiedy błagałam go, żeby nie wracał do strefy konfliktu, powiedział po prostu: „Mamo, znalazłem swoją pasję”.
Jim wrócił do Syrii w 2012 roku, odbywając kilka podróży reporterskich. Następnie, 22 listopada, został ponownie porwany pod groźbą broni i zaginął. Przez dziesięć długich miesięcy nie wiedzieliśmy, czy żyje, czy nie. Usłyszeliśmy jego głos dopiero tuż przed jego straszliwym morderstwem.
W miarę upływu miesięcy moja osobista Droga Krzyżowa nabierała tempa. Mój niewinny, mający dobre serce syn został wzięty pod lufą broni, sprzedany i uwięziony za „zbrodnię” bycia dziennikarzem – tak jak nasz ukochany Jezus został skazany na śmierć za nasze grzechy.
Zrezygnowałam z pracy pielęgniarki rodzinnej i spędziłam następne dwadzieścia miesięcy desperacko próbując znaleźć pomoc dla uwolnienia Jima – w Waszyngtonie, w Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz w Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii, których obywatele również byli przetrzymywani przez ISIS.
W połowie lipca 2014 roku byłam kompletnie wyczerpana. W końcu zrozumiałam, że muszę oddać Jima. Poszłam do naszej kaplicy adoracyjnej i całkowicie powierzyłam Jima Bogu. W tym momencie poczułam pewność, że Bóg uwolni Jima.
Dwa tygodnie później Jim został brutalnie ścięty.
Byłam w szoku – totalnie niedowierzałam. Gdy rzeczywistość dotarła do mnie, wewnątrz wezbrał we mnie gniew – gniew na ISIS, na nasz rząd, na tych, którzy odmówili pomocy. Gorycz groziła, że mnie pochłonie.
Pamiętam, jak wołałam do Boga: „Panie, nie to miałam na myśli, kiedy oddałam Ci Jima. Jak to możliwe?”
Zachwiałam się pod ciężarem tej straty, niepewna, czy dam radę dalej. W tych mrocznych chwilach modliłam się rozpaczliwie o łaskę, by nie stać się zgorzkniałą, lecz być wyrozumiałą i miłosierną.
Jezus i Maryja stali się moimi stałymi towarzyszami, wraz z niezliczonymi ziemskimi aniołami, których współczucie podnosiło mnie na duchu.
Przykład Maryi był dla mnie szczególnie silny. Szła u boku Syna w Jego męce i ukrzyżowaniu. Nawet gdy nie rozumiała, dlaczego tak się stało, ufała i pozostała wierna. Nauczyła mnie robić to samo – kroczyć w wierze, bez względu na wszystko.
Droga Krzyżowa pokazała mi, jak blisko Jezus i Jego Najświętsza Matka są nam w naszym cierpieniu:
Jezus zachwiał się i upadł pod ciężarem swojego krzyża trzy razy – tak jak my wszyscy potykamy się pod ciężarem naszych porażek, zniechęcenia i błędów.
W Czwartej Stacji Maryja pociesza Jezusa swoją miłującą obecnością. Nawet gdy inni uciekali ze strachu, Ona pozostała wierna, dając Mu siłę do wytrwania.
W Piątej Stacji Szymon Cyrenejczyk pomaga Jezusowi nieść krzyż – tak jak my wszyscy potrzebujemy pomocy innych, gdy nasze ciężary są zbyt ciężkie.
Po zabójstwie Jima przybyli do nas aniołowie. Rodzina, przyjaciele i nieznajomi z całego świata przynosili nam jedzenie, modlitwy i mnóstwo miłości, niczym Weronika i płaczące kobiety z Jerozolimy w szóstej i ósmej stacji drogi krzyżowej. Przyszli i płakali razem z nami. Ich współczucie dało nam siłę i nadzieję, by wytrwać.
W 2021 roku dwóch dżihadystów, którzy porwali i torturowali Jima, zostało aresztowanych i postawionych przed sądem w Wirginii. Alexanda Kotey przyznał się do wszystkich ośmiu zarzutów porwania, tortur i morderstwa i na niespodziewaną propozycję spotkania z rodzinami ofiar.
Poprosiłam o spotkanie z Alexandą, ponieważ wiedziałam, że Jim chciałby wiedzieć, dlaczego się zradykalizował, i chciałam podzielić się z nim tym, kim był Jim. W miarę jak zbliżał się termin spotkania, zaczęłam mieć wątpliwości, ponieważ inni namawiali mnie, żebym się z nim nie spotykała, twierdząc, że tylko by mnie okłamał.
Wiele modlitwy, obecność przyjaciół i współczujący prawnicy umożliwili mi to spotkanie. Choć początkowo było to niezręczne, to trzy dni spotkań z Alexandem stały się chwilami łaski.
Duch Święty pozwolił nam obojgu słuchać się nawzajem, płakać, dzielić się swoimi historiami. Alexanda wyraził wielki żal. Bóg dał mi łaskę, by widzieć w nim współgrzesznika potrzebującego miłosierdzia, tak jak ja.
Jim i mój Bóg zainspirowali mnie do założenia Fundacji Dziedzictwa Jamesa W. Foleya trzy tygodnie po morderstwie Jima. Dzięki łasce Bożej i pomocy wielu osób, Fundacja:
- Inspiruje do moralnej odwagi,
- wpłynęła na zmianę polityki rządu USA w sprawie wziętych zakładników, co doprowadziło do uwolnienia ponad 170 naszych obywateli przetrzymywanych za granicą
- przygotowuje początkujących dziennikarzy w zakresie podstawowych zasad bezpieczeństwa.
Ta praca była dla mnie głęboko uzdrawiająca. Jest dowodem, że przez Chrystusa zło może zostać przekształcone w coś dobrego.
Każdy z nas niesie krzyż. Wszyscy cierpimy – z powodu własnych grzechów i z powodu skażonego świata. Ale kiedy zapraszamy Jezusa i Maryję, aby szli z nami, zawsze jest nadzieja i uzdrowienie.
Jak napisał św. Paweł: „Wszystko mogę w Chrystusie, który mnie umacnia” (Flp 4,13).
Obyśmy wszyscy znaleźli siłę w tej obietnicy. Dziękuję i niech Bóg Was błogosławi.
Ks. Paweł Rytel-Andrianik/Vatican News/radiomaryja.pl



