
Tekst homilii ks. bp. Wiesława Meringa wygłoszonej podczas XXXIV Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Drodzy Księża Biskupi, Czcigodni Bracia w kapłaństwie z Księdzem Dyrektorem Radia Maryja na czele. Drodzy Bracia i Siostry!
Przybiegliśmy tu dzisiaj jak zawsze z sercami wypełnionymi radością i nadzieją, ale także cierpieniami, ufając, że gdzie jak gdzie, ale tu zostaniemy wysłuchani. Które normalne dziecko nie czuje się bowiem szczęśliwie i bezpiecznie w domu matki? Ta częstochowska Matka nie chce jednak zatrzymywać naszych spojrzeń na sobie. Prowadzi nas od wieków w stronę tego, Który zawsze ma i powinien mieć pierwszeństwo w życiu Jej dzieci. I dlatego Maryja jest nam tak potrzebna.
Przez Maryję do Ojca
„Przyjdź i drogę wskaż” – śpiewamy w religijnej pieśni. Zawsze pamiętamy, że jest służebnicą tej więzi, która powinna łączyć każdego chrześcijanina z Ojcem, który jest w niebie. Najczęstsza modlitwa w naszym życiu to jest przecież „Ojcze nasz”. Wzywamy Go tym poufnym, serdecznym określeniem nawet wtedy, kiedy znajdziemy się daleko od Niego.
„Bóg – zacytuję słowa pieśni – jest naszym Ojcem. Bóg kocha nas”. Co to znaczy? Psychologia mówi, że ojcowska miłość wyraża i zwraca uwagę przede wszystkim na świat prawa, ładu, dyscypliny i obowiązku. Ojciec wskazuje dzieciom drogę prowadzącą przez życie i przez świat. Dlatego ta ojcowska miłość jest miłością uwarunkowaną. Kocham Cię – tak brzmi jej zasada – ponieważ spełniasz moje oczekiwania, ponieważ wypełniasz swoje obowiązki, ponieważ jesteś taki jak ja. Czy nie słyszymy tutaj prawdziwego komentarza, głosy do tego, co czytamy w Piśmie Świętym: „Świętymi bądźcie, bo ja jestem święty, Pan Bóg wasz”?
W naturze miłości ojcowskiej tkwi fakt, że posłuszeństwo staje się główną zaletą, a nieposłuszeństwo głównym grzechem przeciwko Ojcu. Zwróćmy jeszcze uwagę, że miłość Ojca jest uwarunkowana: kocham Cię, ponieważ spełniasz moje oczekiwania, ponieważ wypełniasz swój obowiązek, ponieważ jesteś do mnie podobny. W naturze ojcowskiej miłości – podkreślmy to raz jeszcze – tkwi posłuszeństwo i ono staje się główną zaletą, a nieposłuszeństwo głównym grzechem. Ojcowskie sumienie ocenia postępowanie dziecka: postąpiłeś źle, musisz ponieść konsekwencje złego czynu, a jeśli mam Cię dalej kochać, musisz zmienić swoje postępowanie.
Kiedy św. Marek Ewangelista streszcza pierwszy etap działalności publicznej naszego Pana, robi to w zdaniu, które często sobie przypominamy w Środę Popielcową: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. My, chrześcijanie, dzisiaj często mówimy, że „nie przyszliśmy nikogo nawracać”. To stało się bardzo modne, a pojęcie nawracania, które stanowi rdzeń chrześcijaństwa, usuwamy poza naszą świadomość. Dlatego młodym – był w każdym razie taki czas – mówiliśmy: „Róbta, co chceta”. Tak jak ten tyran Kume (Cumae), kolonii greckiej w starożytnej Italii na przełomie VI i V wieku. Chcąc wybić młodzieży z głowy wszelkie bunty, wydał przepisy nakazujące jej sposób ubierania się i wzory zachowań. Wiecie, co znalazło się na pierwszym miejscu? Użycie zmysłowe, przyjemności seksualne, przyjemności gastronomiczne i estetyczne. One powinny być jedynym i najwyższym celem ludzkiego życia: zmieniajcie kochanki, zmieniajcie szaty, wtedy nie będziecie mieli czasu i ochoty, żeby zmieniać świat. To jest starożytna zasada „róbta, co chceta”.
My wierzymy jednak w Boga, który jest Ojcem. To do Niego kieruje nas Częstochowska Matka. Bez Ojca trudno znaleźć szczęśliwie przebiegającą drogę życiową chrześcijanina – człowieka. Pomyślmy o tym w pierwszym dniu naszej radio-maryjnej pielgrzymki. Będą nam mówili – za jednym z filozofów – że Bóg umarł, że jesteśmy wsteczni, że nie powinniśmy w Niego wierzyć. Bóg jednak nie umiera! Giną tylko nasze fałszywe wyobrażenia o tym, kim On jest. On trwa i warto być blisko Niego.
Z Chrystusem w Kościele
Spotykamy się we wspólnocie, którą nazywamy Kościołem. W ogóle zbawienie człowieka zawsze się dokonuje we wspólnocie. Nie zbawiamy się pojedynczo, tylko zbawiamy się we wspólnocie ludzkiej. Ta wspólnota, która prowadzi nas do zbawienia, nazywa się Kościołem, którego Matką jest Maryja.
Niektórzy teologowie mówią, że Jezus przyszedł na ziemię po to, żeby założyć Kościół. Czym jest ten Kościół Chrystusa – tak dzisiaj znieważany, opluwany, ośmieszany? Słyszałem nawet taką opinię, że Kościół to jest organizacja przestępcza… Czym jest Kościół Jezusa Chrystusa? Jakie rozumienie tego Kościoła mamy my, którzy z nim się identyfikujemy?
Opowiadają, że w czasie II wojny światowej zginął żołnierz. Nic o nim nie wiedziano, bo w jednostce był bardzo krótko, nawet nie znano jego wyznania. Ale pytają kolegów, kto to mógł być. I wtedy jeden z nich powiedział: „To musi być katolik, bo on strasznie bluźnił na Kościół”.
W moim długim już życiu spotykałem rozmaitych ludzi, świeckich, filozofów, autorytety, uczonych. Jeden z nich, mój profesor, napisał kiedyś tekst pt. „Kościół moim domem”. Czy można być szczęśliwym bez domu, bez miejsca, które zapewnia nam pokój, szczęście, wyciszenie, oparcie? Kościół jest moim domem. Jesteśmy tymi, którzy wierzą, że Jezus jest prawdziwym Bogiem, że tylko On może nas doprowadzić do Ojca. Może sprawić, aby bezsens, cynizm, kłamstwo nie zwyciężyły w sercu człowieka. Wspólnota wierzących, ufających Chrystusowi, żyjących Jego słowami, trwających w jedności z Bogiem – to jest właśnie Kościół. Razem z Jezusem dążymy do szczęścia, które nigdy już nie zostanie zakłócone.
Czy jesteśmy szczęśliwi, że tworzymy Kościół Jezusa Chrystusa? Jezusa właśnie, nie jakiegoś przemądrzałego teologa, czy nawet duchownego, nawet jeżeli jest biskupem. Chcemy należeć do Kościoła Jezusa Chrystusa. Jeden z wielkich teologów powiedział kiedyś, że dopóki idziemy za Chrystusem, nie zabraknie nam światła. Chrystus obecny w swoim Kościele stanowi razem z nim tę samą rzeczywistość. Z nauczania Ojca Świętego Jana Pawła I – krótko był papieżem, jeden miesiąc – zapamiętałem homilię na temat Kościoła. Ojciec Święty wspominał św. Pawła, a dokładnie to, co przydarzyło mu się pod Damaszkiem. Zobaczył światłość i zapytał: „Kim jesteś, Panie?”, kiedy Chrystus skierował do niego pytanie o to, „dlaczego Mnie prześladujesz?”. Papież Jan Paweł I mówił, że błysk światła w tym momencie przeszył umysł Pawła. Odpowiada, że „nie znam Chrystusa, nie wiem, kim On jest, ja nigdy Go nie spotkałem”. A Ten, który w świetle przemówił do Pawła, mówi: „Ja jestem Jezus, którego Ty prześladujesz”. Widać właśnie, że Jezus i Kościół, Jezus i wierzący w Niego ludzie, to jest jedna i ta sama rzeczywistość.
Maryja, Matka dana nam pod krzyżem, prowadzi nas, pomaga znaleźć prawdziwą twarz Kościoła. Matka zawsze troszczy się o dzieci, nawet jeżeli są grzeszne, jeżeli są biedne, cierpiące i słabe. Ale to są zawsze Jej dzieci. Ona mówi: „Uczyńcie wszystko, co wam powie mój Syn”. Papież Benedykt XVI mówił, że jaką przyszłość będzie miał Kościół, taką przyszłość będzie miała Europa, a nawet cała ludzkość. To zatem jest kolejny powód wdzięcznej radości, że jesteśmy Kościołem Chrystusa i że Maryja, Jego Matka, jest również naszą Matką.
Z miłości do Polski
Ku Ojczyźnie kieruje nas to miejsce i Ta, którą nazywamy Królową Polski. To bardzo potrzebna refleksja w czasie, w którym żyjemy. Granice naszego kraju, tak samo z zachodu, jak i ze wschodu, są zagrożone. A jeden z polityków mówi, że więcej niesie z sobą zła Ruch Obrony Granic niż imigranci, o których nic nie wiemy. W moim województwie kujawsko-pomorskim zaś w ostatnim krótkim czasie dokonały się dwa morderstwa – młodej kobiety i młodego mężczyzny.
Rządzą nami ludzie, którzy samych siebie określają jako Niemców. „Jak świat światem – mówił jeden z polskich poetów, Wacław Potocki – nie będzie Niemiec Polakowi bratem”. Historia straszliwie udowodniła prawdę tego powiedzenia. A w naszym hymnie – każdy hymn wyraża ducha narodu, jego doświadczenia – w czwartej zwrotce, której niestety nie śpiewamy, możemy usłyszeć: „Moskal, Niemiec nie osiędzie, / Gdy jąwszy pałasza, / Hasłem wszystkich zgoda będzie / I ojczyzna nasza”. Nie śpiewamy tej zwrotki, a przecież ona wyraża sumę naszych historycznych doświadczeń.
Polski, Ojczyzny, kultury i tradycji trzeba dziś bronić świadomie i bardzo mężnie. Bo nie robi tego niestety szkoła, niszczona przez barbarię, usuwającą treści patriotyczne, narodowe z podręczników i z nauczania naszych dzieci, oskarżająca ustami ministra Polaków o budowanie obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Usuwane są treści patriotyczne budzące dumę z dziejów i wielkości Polski, aż do Ojca Świętego Jana Pawła II, który tu, w Częstochowie, mówił, że Ojczyzna to jest matka. Sprawy, które się w niej dokonują, nie mogą być nam obojętne. Umiłowanie kultury, historii, specyficznych wartości, które stanowią o miejscu ojczyzny wśród innych ojczyzn. Umiłowanie rodaków, czyli ludzi, którzy mówią tym samym językiem i odpowiedzialni są za tę samą wspólną sprawę, której na imię ojczyzna.
Tej miłości do Ojczyzny uczyli nas tu, z tego miejsca, nasi dwaj wielcy rodacy, kard. Stefan Wyszyński i św. Jan Paweł II. I drodzy moi – to chcę z mocą podkreślić – sami mamy się uczyć tej miłości do Ojczyzny i przekazywać ją młodym Polakom. Znów – tak jak w komunistycznych czasach, kiedy byliśmy zdani tylko na siebie, kiedy patriotyzmu i prawdy, i historii, i tradycji uczyli nas w domach nasi rodzice. Przecież dziś „Polską rządzą polityczni gangsterzy”. Zdziwiło was pewnie to mocne określenie, a ja zacytowałem tylko Donalda Tuska, premiera rządu, bo to on tak powiedział niedawno: „Polską rządzą polityczni gangsterzy”.
Czy wypada jednak mówić tu, na Jasnej Górze, w Domu Matki, o kwestiach politycznych? Znany powszechnie i ceniony kard. Sin – był arcybiskupem Hongkongu, zmarł w 2005 roku – mówił tak: „Obowiązkiem biskupa jest wprowadzenie Chrystusa do polityki, bowiem polityka bez Chrystusa jest największą plagą narodu”. A wielki ojciec Kościoła, św. Augustyn, mówił, że miłość do kraju jest też wyrazem miłości do Boga. Wiara musi pobudzać nas do pracy na rzecz sprawiedliwości, pokoju, dobrych rządów. To właśnie taka powinna być polityka: praca na rzecz sprawiedliwości, pokoju i dobrych rządów.
Polityka wchodzi w każdą dziedzinę życia. Niedawno, będąc w szpitalu, usłyszałem od pielęgniarki – bardzo miłej skądinąd pani – że polityka jej nie interesuje. Ale przecież polityka wchodzi w każdą dziedzinę ludzkiego życia: nauka, zdrowie, rodzina, praca, kultura, bezpieczeństwo. To wszystko jest zdane na dobrze rozumianą politykę. Owszem, żeby nam ją obrzydzić, akcentuje się, że polityka jest czymś brudnym, że od tego powinniśmy trzymać się z daleka. Mówi się też, że tym powinna się zajmować partia, a nie zwykły, szary człowiek. Ten ma milczeć, pracować i być posłuszny. Ma zbierać szparagi. Ma dużo kupować i bawić się. Tak jak o tym mówił tyran Kume (Cumae) na przełomie VI i V wieku. Chrześcijanie jednak muszą być w polityce, by wnosić w nią sumienie, prawość, sprawiedliwość, życie.
Polityka potrafi zagrozić życiu człowieka – przez aborcję, przez eutanazję, przez niezabezpieczenie granic. A żadna władza, żaden rząd, żaden parlament nie mają prawa wprowadzać takiego prawa, które prowadzi ku śmierci. Niezapomniany Papież Benedykt XVI mówił, że polityka musi być działaniem na rzecz sprawiedliwości. Dlatego trzeba nieustająco głosić prawdę Ewangelii i w ten sposób wypełniać najważniejszy przekaz chrześcijaństwa: nawracajcie się, zmieniajcie świat na lepszy, sprawiedliwszy, zaczynając tę przemianę od samego siebie.
Nasze życie musimy widzieć w świetle Słowa Bożego, które dziś przypomina w pierwszym czytaniu o konieczności słuchania Pana. Słuchania rozumianego jako posłuszeństwo temu Słowu. W drugim czytaniu usłyszeliśmy, że Chrystus jest głową Kościoła. On jest dalej wśród nas w innej postaci, ale przecież i ci, którzy widzieli Go dwa tysiące lat temu, nie widzieli Jego Boskiej mocy. W Ewangelii przypomniał o przykazaniu miłości, które skierowane ma być zawsze w dwie strony – ku Bogu i ku człowiekowi. Właśnie tego uczy nas Maryja, Matka Słowa i Służebnica Pańska.
Zakończmy to nasze rozważanie słowami skierowanymi do Ojca, który nie umiera nigdy, choćby nam chcieli powiedzieć, że Bóg umarł. On nie umiera nigdy. Umierają tylko nasze fałszywe wyobrażenia na Jego temat. Ojcze nasz niebieski, spójrz na nas, którzy dziś przybiegliśmy do Matki Twego Syna. Wiemy, że miłujesz nas bezgranicznie, choć wiesz, że w naszej drodze ku Tobie pojawiają się i zło, i grzechy, i słabości. Wierzymy jednak, że Twoja miłość większa jest od nich, i prosimy, abyś wybaczył nam naszą niewierność. Jeśli z żalem i pokorą o takie wybaczenie będziemy Cię prosić. Dziękujemy za Matkę Twojego Syna, za Maryję, która jest również naszą Matką. Dziękujemy za wiarę w Ciebie i za Twój Kościół, który Twój Syn założył na ziemi, bo On nieustannie prosi Cię o przebaczenie i łaskę dla swoich dzieci.
Prosimy Cię za Ojczyznę, naszą matkę, której ze wszystkich sił chcemy być wierni. Maryjo, Matko i Królowo nasza, módl się za nami. Amen.
Nasz Dziennik


