Czy w polskich lasach staną wiatraki?
Gigantyczne dwustupięćdziesięciometrowe wiatraki mają stanąć w polskich lasach. Lasy Państwowe uruchamiają program pilotażowy, który pozwoli na ich budowę nad koronami drzew. Eksperci alarmują o widmie zupełnego zniszczenia środowiska. Tymczasem już za chwilę do Sejmu trafi projekt ustawy wiatrakowej zakładający stawianie turbin 500 metrów od domów.
Skwierzyna, Sława Śląska i Nowa Sól – w tych trzech nadleśnictwach ma stanąć 2,5 tys. wiatraków. To część programu Lasów Państwowych, który ma wspierać transformację energetyczną organizacji. Program spotyka się z krytyką. Turbiny wiatrowe już zabijają ptaki na terenach rolnych, a postawienie ich w środku lasu spowoduje masowe padanie zwierzyny – zaalarmował leśnik Zbigniew Kuszlewicz.
– Chodzi o infradźwięki. To są niskie tony, które powodują dużą śmiertelność już nie tylko u ptaków, ale również u innych zwierząt – mówił leśnik.
Postawienie turbin wiąże się z wjazdem ciężkiego sprzętu do lasów i masową wycinką drzew. To również wylanie ton betonu pod fundamenty. Oprócz dewastacji ekosystemu, farmy wiatrowe w środku lasu stanowią olbrzymie ryzyko pożarowe. Pytana przez dziennikarzy TV Trwam minister klimatu i środowiska, Paulina Hennig-Kloska, stwierdziła, że nie ma jej zgody na pogram pilotażowy Lasów Państwowych.
– Mamy formy ochrony przyrody również w tych oległościówkach, ponieważ musimy chronić cenne siedliska chronione. W tym zakresie Lasy Państwowe będą musiały się dopasować – oznajmiła szefowa resortu.
Rzeczywiście, wiatraki nie mogą stać na terenach chronionych, ale pilotażowy program nie dotyczy tych obszarów. Wiatraki mają stanąć w zwykłych lasach gospodarczych.
Minister klimatu zrobi wszystko, by w każdym możliwym miejscu postawić jak najwięcej turbin – zauważył poseł Krzysztof Mulawa z Konfederacji.
– Pani Hennig-Klosce nie można wierzyć. Pani Hennig-Kloska opowiadała, że nie będzie chciała stawiać wiatraków pod domami (…) naszych współobywateli, a to dokładnie, konsekwentnie robi. Po raz kolejny chce fundować nam ustawę wiatrakową – podkreślił polityk.
Ustawa za kilka tygodni ma trafić pod obrady Sejmu. Projekt jej nowelizacji zakłada zniesienie generalnej zasady 10H, która zakłada, że odległość turbin wiatrowych od zabudowań musi byś równa dziesięciokrotności wysokości wieży wiatraka. Liberalno-lewicowy rząd chce stawiać wiatraki 500 metrów od zabudowań – także mieszkalnych. Minister Paulina Hennig-Kloska jest zdeterminowana i przekonuje, że farmy wiatrowe to gwarancja niższych cen energii
– Ładnie wieje w Polsce. Mamy dużo energii produkowanej przez turbiny wiatrowe, przez co (mamy – radiomaryja.pl) też dobrą cenę dla gospodarki – stwierdziła szefowa resortu klimatu.
Do momentu wybudowania elektrowni atomowej bezpieczeństwo energetyczne Polski powinniśmy opierać o własne zasoby surowcowe – odpowiedział poseł Paweł Sałek z Prawa i Sprawiedliwości.
– Mówię tutaj konkretnie o węglu kamiennym i brunatnym. Kolejna sprawa: (…) w momencie kiedy – jak dziś – mamy taką pogodę, że nie wieje i jest duże zachmurzenie, to instalacje OZE (mówię tutaj o fotowoltaice i turbinach wiatrowych) po prostu nie pracują – przekonywał polityk.
Produkcja energii w oparciu o odnawialne źródła energii nie sprawdza się m.in. w Niemczech. Nasi zachodni sąsiedzi na masową skalę wracają do węgla. Obecna niesprzyjająca pogoda i okres zimowy spowodowały, że tamtejsze elektrownie węglowe pracują na maksymalnych obrotach.
TV Trwam News



