Rządzący rozważają usunięcie z planów lekcji w podstawówkach biologii, chemii, geografii i fizyki
Rządzący nie wykluczają, że z planu lekcji w szkołach podstawowych od 2026 r. znikną kolejne przedmioty. Biologię, chemię, geografię i fizykę miałaby zastąpić przyroda. O nowych pomysłach koalicji rządzącej na reformę edukacji napisała dziś „Rzeczpospolita”.
Obecnie lekcje przyrody odbywają się tylko w klasie czwartej szkoły podstawowej. Resort nie wyklucza, że wydłuży okres nauczania tego przedmiotu na kolejne lata.
Zmian w nauczaniu ma domagać się Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych, podkreślając, że na lekcjach przyrody potrzeba więcej praktycznych doświadczeń.
Zdaniem byłego wiceministra edukacji, Tomasza Rzymkowskiego, jest to kolejne działanie mające na celu obniżenie jakości kształcenia w polskich szkołach.
– Próba skomasowania kilku przedmiotów o charakterze empirycznym (…) w jednym przedmiocie to ucieczka od problemu, którego ministerstwo – jak widać – nie chce rozwiązywać, tzn. braku nauczycieli przedmiotów ścisłych, empirycznych na rynku pracy, a jednocześnie obniżenie poziomu kształcenia uczniów w szkole, bo wprowadzenie przyrody czy to do szóstej, czy to do ósmej klasy i de facto likwidacja fizyki, chemii czy biologii powoduje, że ci uczniowie będą mieli nieodwracalne obniżenie poziomu wiedzy przed szkołą ponadpodstawową – mówił Tomasz Rzymkowski.
Eksperci i pedagodzy mają też wątpliwości, czy polskie placówki są odpowiednio wyposażone, by uczyć przyrody w eksperymentalny sposób. Niektóre szkoły w ogóle nie mają już np. pracowni chemicznej.
Obecne kierownictwo MEN wyrugowało już ze szkół przedmiot historia i teraźniejszość, a teraz chce to samo zrobić z religią. Okazuje się, że podobne plany nie ominą kolejnych przedmiotów.
RIRM



