pexels.com

„Paprotki” A. Bodnara mają naprawić polski system sądownictwa 

Zamiast rzetelnej reformy sądownictwa jest łamanie praworządności i „akcja paprotka”. Ministerstwo Sprawiedliwości wpadło na pomysł, by do Sądów Okręgowych wysłać… paczki z paprotkami. W ten sposób resort sprawiedliwości z ministrem Adamem Bodnarem na czele ma walczyć z nazywaniem ławników reprezentujących obywateli „paprotkami”.

Kampania informacyjna resortu ma przypomnieć, jak ważną rolę w sądach pełnią ławnicy. Często są nazywani „paprotkami” jako zupełnie niepotrzebni w procesie orzekania. Specjalny list do prezesów sądów skierował wiceminister Dariusz Mazur.

„W ramach akcji dostarczymy do Państwa rośliny-paprotki, które z sądów będzie można wynieść do domów. W ten sposób „odczarujemy” stygmatyzujące przezwisko i razem „wyniesiemy paprotki z sądów” – zaznaczył Dariusz Mazur, wiceminister sprawiedliwości.

Akcja to jeden z elementów głośno zapowiadanej przez nowy rząd reformy wymiaru sprawiedliwości. Do tej pory kierownictwo resortu może się pochwalić m.in. niekonstytucyjnym odsunięciem Prokuratora Krajowego od czynności czy masowymi odwołaniami prezesów sądów. Minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny, Adam Bodnar, cieszy się jednak z „paprotkowej” akcji, do której dołączyły sądy m.in. w Płocku, Sosnowcu czy Toruniu.

– Cieszę się, że akcja spotkała się z zainteresowaniem sądów (…). W wielu przypadkach, co jest potwierdzane badaniami naukowymi, ławnicy nie byli traktowani w sposób, na który zasługują – wyjaśnił Adam Bodnar.

Sposób, w jaki resort chciał zwrócić uwagę na problem ławników w Polsce, spotkał się z protestem prawników. Wskazują oni, że używanie w tym celu prześmiewczego określenia jest nie na miejscu. Dodają też, iż skoro „akcja paprotka” ma ocieplać wizerunek ławnika, to w ramach dbania o wizerunek adwokatów powinno się ich nazywać „papugami”. Takiego określenia na swoich obrońców używają przestępcy. Zastrzeżenia ma także opozycja. To ucieczka od realnych problemów – mówił poseł PiS, Krzysztof Szczucki.

– Od tego, że za chwilę będą podwyżki za prąd, od tego, że jest coraz mniej bezpiecznie ze względu na pakt migracyjny (…). A w to miejsce co robi „uśmiechnięty rząd”? Wysyła paprotki do sądów – zauważył polityk.

Tymczasem ławnik sądowy jest ważnym elementem procesu sądowego, który reprezentuje społeczeństwo. To niezawodowy członek sądu, który uczestniczy w rozstrzyganiu spraw na równi z sędziami. Ławnik podlega wyłącznie Konstytucji oraz ustawom. Jak podkreślił adwokat, Stanisław Zapotoczny, ławnicy są głosem społeczeństwa w momencie, gdy sędzia wydaje wyrok w oparciu wyłącznie o swój światopogląd.

– Uczciwa osoba, właściwie uformowana, jest w stanie w takich przypadkach głosować przeciwko sędziemu zawodowemu – wyjaśnił Stanisław Zapotoczny.

Kadencja ławników trwa cztery lata i systematycznie, co cztery lata, liczba ławników zmniejsza się. Jest to spowodowane m.in. niskim wynagrodzeniem. Ławnik za jeden dzień pracy dostaje ok. 76 zł, ale może on zostać wyznaczony do udziału w sprawach do maksymalnie dwunastu dni w roku. To są realne problemy – zaznaczył mecenas dr Bartosz Lewandowski.

– Rzeczywiste zmiany w prawie muszą się wydarzyć, czy też dofinansowanie ławników, nad którym Ministerstwo Sprawiedliwości powinno pracować, dlatego że ten czynnik społeczny w sądach jest zachowany, ale w stopniu tak naprawdę minimalnym – wskazał mecenas Ordo Iuris.  

Ministerstwo Sprawiedliwości zwleka także z reformą Krajowej Rady Sądownictwa. Projekt ustawy po poprawkach Senatu utknął z powrotem w Sejmie. Reformom sprzeciwiają się stowarzyszenia prawnicze sympatyzujące z rządem Donalda Tuska.

TV Trwam News

drukuj