Koniec sobiepaństwa

Ze Zdzisławem Szramikiem, wiceprzewodniczącym Ogólnopolskiego Związku
Zawodowego Lekarzy, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak Pan przyjął odwołanie szefa NFZ Jacka Paszkiewicza?
– Cieszy fakt, że wreszcie odchodzi gbur i arogant, który wystarczająco napsuł
krwi pacjentom i lekarzom. Mówiąc dyplomatycznie, to krok w dobrym kierunku, ale
samo usunięcie ze stanowiska prezesa Paszkiewicza to o wiele za mało. Były już
prezes miał za sobą mocodawców i ci mocodawcy zostają. A zatem ktoś, kto
przyjdzie na miejsce Jacka Paszkiewicza, będzie miał zawężone pole działania.

Mówiąc o mocodawcach, kogo konkretnie ma Pan na myśli?
– Od prezesa Paszkiewicza w górę. Nad prezesem NFZ jest minister zdrowia, a nad
ministrem jest premier. Prezes Paszkiewicz nie działał w próżni i jego
zwierzchnicy tolerowali tę działalność bardzo długo. Minister Bartosz Arłukowicz
tylko przez mniej więcej pół roku, ale premier Donald Tusk przez blisko pięć
lat, czyli od początku kariery Paszkiewicza w NFZ. Wydaje mi się, że trzeba
usunąć przyczyny, a nie tylko skutki.

Jest jeszcze Ewa Kopacz.
– Rzeczywiście byłbym zapomniał. Przecież to nazwisko byłej pani minister
zdrowia przeszło już do historii, i to w najgorszym wydaniu. To właśnie była
szefowa resortu zdrowia, której prezes Paszkiewicz był podobno ulubieńcem, ma w
negatywnym znaczeniu ogromne zasługi. Przecież to ona jako szefowa resortu
zdrowia odpowiada za kształt reform. Nie może być tak, że wypina się pierś do
orderu za dobre rzeczy, a złe próbuje się przemilczeć. Konsekwencja polega na
tym, że jeżeli za dobre rzeczy się nagradza, to za złe powinno się karać.
Odpowiedzialność za katastrofę w ochronie zdrowia ponosi Platforma Obywatelska.
Mają premiera, prezydenta, większość w parlamencie i niepodzielnie rządzą Polską
od kilku lat. To, co się wydarzyło złego, to jest ich dzieło, za które muszą
ponieść odpowiedzialność, i to nie tylko polityczną, bo społeczeństwu,
pacjentom, ale również tym, którzy dla nich pracują, została wyrządzona wielka
krzywda.

Nagradzanie za dobre i karanie za złe w równym stopniu powinno dotyczyć
samych lekarzy.

– Zgadzam się z tym. Nie jesteśmy i wcale nie chcemy pozostawać bezkarni. Kary
powinny być, to nie ulega wątpliwości, bo wykonywanie zawodu lekarza, tak jak
każdego innego, musi odbywać się na jasnych zasadach. Natomiast odpowiedzialność
za sprawy, na które nie ma się wpływu, jak chociażby to, czy ktoś jest
ubezpieczony, czy nie, to jest, delikatnie rzecz ujmując, przesada. Weryfikacja
ubezpieczenia to rola ubezpieczyciela, a nie lekarza. Ponadto nie chcemy
pracować w systemie tak skomplikowanej refundacji, którego nie ma nigdzie na
świecie.

Jakie wyzwania stoją przed nowym szefem NFZ?
– Pojedynczy człowiek nie może być cudotwórcą. Jeżeli nie będzie rzetelnego,
systemowego podejścia do kwestii ochrony zdrowia w Polsce, to sam prezes niczego
nie zmieni albo zmieni niewiele. Będzie może mniej lub bardziej nerwowo, ale
zawsze będzie źle. Nie usuwa się przyczyn zła, w tym wypadku: niedofinansowania,
braku organizacji i czegoś, co można określić mianem sobiepaństwa, jak to miało
miejsce w wydaniu prezesa Paszkiewicza, tylko poprzez zmianę ludzi. Konieczna
jest zmiana prawa, które jest niewydolne. Przecież pakiet, nazywany szumnie
pakietem ustaw zdrowotnych, nadaje się do kosza. Te pseudoreformy jeszcze
bardziej zwiększyły przechył, po którym stacza się system ochrony zdrowia w
Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj