Oblężenie Sejmu
Warszawa, słoneczny dzień. Przed gmachem Sejmu ulokowały się dwa
namioty, wokół tłum ludzi w kamizelkach z napisem "Stop 67", biało-czerwone
flagi oraz transparenty z hasłami sprzeciwiającymi się podwyższeniu wieku
emerytalnego.
Na skwerze przed wjazdem do Sejmu przy ulicy Wiejskiej rozłożyło się "miasteczko
emerytalne". Wokół dwóch namiotów grupa związkowców z Regionu Dolny Śląsk i
Śląsk Opolski. W sumie około 600 osób. Będzie więcej, kiedy przyjadą związkowcy
z Regionu Koszalin Pobrzeże. Wszyscy mają na sobie białe kamizelki z napisem
"Stop 67", na tym tle widoczny rysunek łańcucha z ołowianą kulą. To logo spotu
NSZZ "Solidarność", emitowanego przez TVP Info. Wywieszania w Warszawie
billboardów z nim związanych zabroniła spółka miejska Warexpo realizująca na
terenie stolicy kampanie reklamowe. Wokół miasteczka powiewają transparenty z
napisem NSZZ "Solidarność". Widać też zdjęcia posłów, którzy głosowali przeciwko
obywatelskiemu wnioskowi o referendum w sprawie reformy emerytalnej. Ludzie
trzymają też transparenty: "Bóg, Honor, Ojczyzna", "Pracuj, kobieto, do późnej
starości, aż ci wysiądzie głowa i kości", oraz plakat "Jak żyć? "krótko"", na
którym widać premiera Donalda Tuska, wicepremiera Waldemara Pawlaka i ministra
finansów Jacka Rostowskiego. Związkowcy są spokojni, opanowani, ale na twarzach
widać determinację. – Pracowałem 36 lat w jednym zakładzie, od kiedy padł,
jestem na bezrobociu – mówił "Naszemu Dziennikowi" Wiesław Obcas z Dzierżoniowa.
– Nie ma nigdzie pracy, jestem tylko na zasiłku, ostatnio zmarła moja matka, nie
ma mi kto pomóc. Te 67 lat to głupota, przecież wielu z nas tego wieku nie
doczeka, mój kolega, z którym pracowałem, zmarł w wieku 57 lat, pracował w
trudnych warunkach, nie było tam wentylacji, zabił go pył – dodaje pan Wiesław.
Już po raz drugi
Pierwsze miasteczko, również ulokowane przed Sejmem, funkcjonowało w ostatnim
tygodniu marca, kiedy w parlamencie odbywały się głosowania nad wnioskiem o
referendum w tej sprawie. – Jesteśmy tu, by parlamentarzyści wiedzieli, że nie
odpuścimy, będziemy tu aż do skutku, dopóki ta ustawa nie wyląduje w koszu.
Kropla drąży skałę. Jedno miasteczko było, a wniosek o referendum został
odrzucony. Wydawałoby się, że czas został stracony. Nic bardziej błędnego. Gdyby
nie nasz nacisk, nie doszłoby m.in. do spotkania przedstawicieli "Solidarności"
na czele z przewodniczącym Piotrem Dudą z premierem Tuskiem, który przyjął nasze
projekty ustaw. Teraz wielu polityków ma wielki dylemat. Nie wątpię, że sercem
są z nami, ale dyscyplina partyjna każe im głosować inaczej. Zależy nam na tym,
by za pośrednictwem mediów dotrzeć do jak największej liczby osób, które tak
naprawdę w dalszym ciągu nie wiedzą, o co jest ta bitwa. A to pod wpływem
niektórych mediów, które lansują hasła typu: "Żyjcie sobie spokojnie, to was nie
dotyczy". A tak przecież nie jest. My przestrzegamy przed wielkim
niebezpieczeństwem – tu nie chodzi tylko o to, że będziemy pracować do 67. roku
życia, ale o to, że tej pracy dla osób w takim wieku nie będzie. Przecież już
teraz ludzie młodzi nie mają pracy. Pan premier sam dał przykład – 60-letni
fotograf został zwolniony, bo już był nieprzydatny – mówi Tadeusz Majchrowicz,
zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".
Od dwóch dni lokatorzy namiotowego miasteczka systematycznie się zmieniają –
przed dwoma dniami byli to związkowcy z Regionu Ziemi Łódzkiej. Teraz są ze
Śląska. – Chodzi o to, by się ludzie zbytnio nie męczyli. Stąd ta rotacja –
tłumaczy Majchrowicz. Do jego głosu dołączają inni. – Jesteśmy przekonani, że
racja jest po naszej stronie. Ta propozycja przedstawiona przez koalicję jest
krzywdząca dla ludzi pracy. Przy wprowadzeniu reformy emerytalnej potrzebna jest
głębsza debata publiczna. A tej zabrakło. Dlatego tutaj dziś jesteśmy –
deklarują Kazimierz Kimso, szef NSZZ "Solidarność" Regionu Dolny Śląsk, i
Grzegorz Adamczyk, wiceprzewodniczący NSZZ "Solidarność" zarządu Regionu Śląsk
Opolski.
Sejm oblężony
Związek przygotował niespodziankę dla posłów, którzy poprą projekt rządowy –
blokadę wyjść z Sejmu. – Niech w końcu zaczną myśleć, a nie przepychać kolanem
ustawę, która jest szkodliwa dla społeczeństwa. Niech pójdą po rozum do głowy –
mówią organizatorzy. – Jest argumentacja ze strony rządu, że jeśli będziemy
dłużej pracować, to będziemy mieli wyższe emerytury. To oczywista bzdura.
Przecież nikt nie chce już zatrudniać ludzi w wieku 50 lat. A gdzie 67 lat? Są
regiony, w których bezrobocie sięga dwudziestu kilku procent, co z tymi ludźmi?
– dopytują związkowcy. – Mamy bardzo silną motywację, ponad dwa miliony ludzi
poparło nasz wniosek o przeprowadzenie referendum – mówią. – Nikt z nami,
rolnikami, nie rozmawiał – tłumaczą. – To zgromadzenie dziś tutaj, przed Sejmem,
to efekt tego braku dialogu społecznego. To jest skandal i buta władzy,
lekceważenie ludzi pracy, którzy potrzebują prawdziwej reformy, a nie tylko
pracy do śmierci – komentuje Jerzy Chróścikowski, senator PiS i zarazem
przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników
Indywidualnych "Solidarność". – Wydłużając wiek, eliminują dostęp do pracy
młodym ludziom – dodaje. – Temu rządowi nie wierzyliśmy i nie wierzymy. Oni
łamią obietnice. Pani redaktor, u nas wieś się wyludnia, młodych ludzi jest
coraz mniej. Rolnicy pracują bardzo ciężko, są bardziej spracowani i schorowani,
nie dożyją tych emerytur – mówi Jolanta Szczypiór z powiatu zwoleńskiego, z
gminy Kazanów. – Kiedy zamieszkałam na wsi, 25 lat temu, wieś była zapełniona,
wszędzie było widać zwierzęta, pracujących ludzi. Teraz jest pusto. Młodzi
wyjechali, żeby te parę groszy przywieźć do domu, a tym, co pozostali, często
pomagają staruszkowie rodzice, którzy mają jeszcze jakieś emerytury. Jak ci
poumierają – będzie tragedia. Szkoda też tych młodych ludzi, którzy uciekają z
kraju, ten rząd ich wygania, a jest to młodzież fantastyczna, wspaniała, ale już
myśli, co zrobić po maturze. Już teraz deklaruje, że jak dostanie się na studia,
to musi też pracować, bo ich rodziców nie stać na czesne – mówi pani Jolanta.
PiS w miasteczku
W czwartek około południa do związkowców wyszli senatorowie PiS. Przemawiali
z podestu otoczonego biało-czerwonymi flagami, zebrali głośny aplauz. – Byłam
już osobą dorosłą, kiedy powstawały zręby "Solidarności". Zarówno ja, jak i mój
mąż włączyliśmy się w ten ruch. On, adwokat z zawodu, był przez wiele lat
obrońcą, wsparciem dla "Solidarności". Nie sądziłam, że doczekam takich czasów,
kiedy będę musiała wyjść z "Solidarnością" na ulicę. Ale dziś to jedyny sposób,
byśmy zostali zauważeni i wysłuchani. Bo kiedy nas się obraża i obrzuca
inwektywami, to cóż nam pozostaje – mówiła do zgromadzonych Alicja Zając,
senator PiS, wdowa po Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie pod
Smoleńskiem. – Cieszę się, że są związki zawodowe, które bronią interesów
pracowniczych. Rząd jednak nie jest zainteresowany ich stanowiskiem i wprowadza
tzw. pozorną reformę, zmusza Polaków do pracy do 67. roku życia, nie zapewniając
im jednocześnie tej pracy. Polacy są jawnie oszukiwani – wskazuje Beata
Gosiewska. – Wszyscy zostaliśmy obrażeni, bo jak premier Donald Tusk nazwał
przewodniczącego Dudę "pętakiem", wziąłem to do siebie, gdyż ja również wniosek
o referendum podpisałem – mówi Stanisław Karczewski, wicemarszałek Senatu (PiS).
– My też! – przytakują głośno związkowcy. Oczywiście, do związkowców nie
wychodzą posłowie koalicji. – Boją się nam spojrzeć w oczy – kwitują ludzie.
Wszędzie widać doskonałą organizację, w namiotach można zjeść gorący posiłek,
napić się kawy, herbaty, rozdawana jest prasa, w tym "Nasz Dziennik", przed
namiotami stoi telebim, na którym związkowcy oglądają transmisję z
nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Po raz pierwszy
odbywa się ono przed gmachem Sejmu. Wcześniej do miasteczka przyszedł – gorąco
witany przez szefa "Solidarności" Piotra Dudę – prezes PiS Jarosław Kaczyński. –
To bardzo dobry pomysł, że jesteście tu, pod Sejmem. Trzeba powiedzieć wyraźnie
całemu społeczeństwu, czym jest ten projekt, że on godzi w dobro nas wszystkich
– mówił. Co po miasteczku? "Solidarność" nie składa broni, po pikietach będą
inne akcje. – Ludzie są zdeterminowani, niektórzy od lat bez pracy. Nie wiadomo,
jakie emocje się ujawnią – ostrzegają związkowcy.
Anna Ambroziak
