Wybory w cieniu kryzysu

W niedzielę Grecy wybiorą swoich przedstawicieli do parlamentu – Izby
Deputowanych. W związku z kryzysem i napiętą sytuacją wewnętrzną w tym kraju
bardzo ciężko jest przewidzieć wyniki głosowania.

Bardzo wielu Greków wciąż nie zadecydowało, na jakie ugrupowanie odda swój
głos, wielu w ogóle nie zamierza iść do urn. To odpowiedź ludzi na to, co dzieje
się w ich kraju. Jak podkreślają greckie media, ostatnie trzy lata
pogłębiającego się nieustannie kryzysu gospodarczego, ponad 20-procentowe
bezrobocie i perspektywa kolejnych drastycznych cięć budżetowych w czerwcu
spowodowały, że większość obywateli chciałaby ukarać polityków największych
partii, czyli PASOK i Nowej Demokracji, za panujący obecnie w kraju bałagan.

Wielu Greków podkreśla, że partie, na które zwykle głosowali, a były to
właśnie PASOK i ND, nie zasługują już na ich zaufanie. Dlatego też sondaże
wyborcze wskazują, że właśnie te dwie partie straciły najwięcej zwolenników. Od
wielu lat dzieliły one między sobą przynajmniej 80 proc. elektoratu. Przewiduje
się, że w niedzielnych wyborach PASOK dostanie prawdopodobnie nie więcej niż
15-20 proc. głosów, a ND od 25 do 30 procent. Reszta wyborców twierdzi, że
poprze mniejsze partie lewicowe i prawicowe, niektóre z nich to ugrupowania
skrajne. Wielu Greków jest przekonanych, że tylko te partie, które do tej pory
znajdowały się poza parlamentem i nie brały udziału w sprawowaniu władzy, są w
stanie wstrząsnąć krajem i zmienić dotychczasową politykę. Wybór będzie duży,
ponieważ w niedzielę do walki o miejsca w greckiej Izbie Deputowanych staną 32
partie i koalicje polityczne, a także kandydaci niezależni. Według sondaży, co
najmniej 8-10 z tych ugrupowań ma szansę na osiągnięcie 3-procentowego progu
wyborczego, potrzebnego do wejścia do parlamentu. To zaś oznacza, że izba będzie
rozdrobniona, co może utrudnić tworzenie nowego koalicyjnego rządu.

ŁS

drukuj