Zerwijmy kaganiec

Dlaczego tak ważne jest, żeby 21 kwietnia być w Warszawie na Marszu w
obronie Telewizji Trwam?

– Warszawa to serce polityczne kraju. Tutaj mieszczą się: Kancelaria
Prezydenta, Kancelaria Premiera, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Największe
demonstracje tradycyjnie organizuje się przed Sejmem czy przed Kancelarią
Premiera. Stolica jest tak skomunikowana z resztą kraju, że z każdej strony
można tutaj dotrzeć. Demonstracje, które odbywały się w Warszawie na przestrzeni
ostatnich kilkunastu lat, na ogół kończyły się porażką, nie były zbyt liczne.
Ostatnią wielką akcją przed Sejmem była demonstracja w obronie życia w 1996
roku. Przyszło prawie 100 tys. osób. Dobrze by było, żeby podobna liczba osób
wzięła udział w demonstracji w obronie Telewizji Trwam. Byłby to bardzo czytelny
sygnał dla władzy, że przez swoje nierozsądne i niesprawiedliwe decyzje
doprowadziła do sytuacji, z jaką nie mieliśmy w Polsce do czynienia na
przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Apeluję, żeby każdy, kto może, przyjechał
na marsz 21 kwietnia. To bardzo ważne, bo jeśli zgromadzi się naprawdę duża
liczba osób, władza zostanie zmuszona do zastanowienia się nad tym, czy
konfrontacja ze społeczeństwem się jej opłaca. Uznaliśmy, że niezależnie od
bardzo licznych marszów w obronie Telewizji Trwam, jakie odbyły się w całej
Polsce, warto zorganizować także jeden centralny marsz w Warszawie, który
zjednoczyłby ludzi z całego kraju.

Kto włącza się w przygotowania?
– Ta inicjatywa nie może być traktowana jako pomysł jednej partii czy jednego
środowiska. Jest to inicjatywa społeczna podjęta przez ludzi, którzy poczuli, że
ich wolności i prawa są zagrożone. Włączyło się w nią wiele środowisk, takich
jak chociażby Krucjata Różańcowa czy Rodzina Radia Maryja. W sposób naturalny w
obronę Telewizji Trwam włączyły się także partie polityczne: Solidarna Polska
oraz Prawo i Sprawiedliwość. Partie posiadają struktury organizacyjne, co przy
przygotowywaniu tak ogromnego przedsięwzięcia może bardzo pomóc. Naszą ideą jest
połączenie różnych środowisk we wspólnej sprawie. Chcemy pokazać, że w walce o
tak ważną kwestię łączą się różne grupy, nierzadko na co dzień mające odmienne
poglądy odnośnie do rozmaitych zagadnień. Co więcej – uzgodniliśmy, że politycy
będą tutaj na drugim planie. Pierwsze miejsce chcemy oddać osobom niezwiązanym
bezpośrednio z polityką, a posiadającym autorytet społeczny – intelektualistom,
artystom czy publicystom. Ważne jest, żeby ten marsz zorganizować wspólnie,
tylko wtedy ma on sens. Próba zawłaszczenia tej inicjatywy przez polityków
szkodziłaby sprawie. Ludzie doskonale czują, czy ktoś rozgrywa sprawę
politycznie, czy też naprawdę zależy mu na dobru kraju.

Politycy koalicji bagatelizują problem, próbując redukować go do "sprawy
jednej telewizji".

– To nie jest sprawa tylko "jednej telewizji", jak to ktoś powiedział. To
kwestia obrony wolności obywatelskich. Jeżeli pozwolimy na dyskryminację
Telewizji Trwam, zostanie nam odebrana jedyna niezależna telewizja. Może się
okazać, że następnym krokiem będzie zabranie nam Radia Maryja. W dalszej
kolejności możliwy jest scenariusz, że władza będzie sobie pozwalała na coraz
dalej idące represje wobec obywateli, ale już nie będzie miał kto tego
nagłaśniać. Może to spotkać każdego z nas. Jeśli z jakiegoś powodu władza uzna,
że dany obywatel jest dla niej zagrożeniem i jeśli zdecyduje się wejść do niego
do domu, nie będzie nikogo, kto krzyknie, że stała się niesprawiedliwość. W
pierwszej kolejności jest to walka o wartości. Nie chodzi tutaj jedynie o fakt,
że telewidzowie mają prawo oglądać telewizję, z którą się identyfikują, czy żeby
politycy mieli gdzie występować. Walka w obronie Telewizji Trwam ma szerszy
wymiar. Chodzi tutaj o obronę wolności zagwarantowanych konstytucyjnie. Jedną z
nich jest wolność słowa, szczególnie mocno zakodowana w Polakach. Popularność
marszów w obronie Telewizji Trwam wynika właśnie z silnego poczucia, że mamy
prawo mówić to, co chcemy, i nikt nie może zamykać nam ust. Tak było w Polsce
zawsze – protestowaliśmy, kiedy władza coś nam narzucała. Innym zagwarantowanym
konstytucyjnie prawem jest prawo do informacji. Każdy ma prawo słuchać tego, co
chce, i kupować taką gazetę, jaką sobie życzy.

Z mec. Bartoszem Kownackim, posłem Solidarnej Polski,
rozmawia Agnieszka Żurek

Dziękuję za rozmowę.

drukuj