Będzie realny portret załogi
Eksperci Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu
Medycznego kompletują uzupełniające informacje, które posłużą do sporządzenia
psychologicznego profilu załogi samolotu Tu-154M. Biegli chcą jeszcze wyjaśnić
rozbieżności i uściślić nieprecyzyjne relacje współpracowników członków załogi,
złożone dotąd na potrzeby tego badania. Jak ustalił "Nasz Dziennik", o dodatkowe
konsultacje poproszono pilotów nieistniejącego już specpułku. Z zebranych przez
Instytut informacji może wynikać, że końcowa ocena powinna być przychylna dla
lotników.
– Wydaje się, że wcześniejsze badania dotyczące zachowania załogi zostały
stworzone na potrzeby raportu komisji Millera, który powstawał pod przyjętą
tezę, lub powstawały na bazie pewnych ogólnych schematów. Z upływem czasu
pojawiały się jednak kolejne okoliczności dotyczące tego tragicznego lotu oraz
przesłanki, które w mojej ocenie raczej potwierdzają prawidłowość działania
załogi niż odwrotnie – usłyszeliśmy nieoficjalnie. Na końcową ocenę trzeba
będzie jednak trochę poczekać.
O tym, że nad portretami psychologicznymi załogi Tu-154M pracują eksperci
działający na zlecenie prokuratury wojskowej, informował już 26 lipca 2011 roku
ówczesny szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej gen. Krzysztof Parulski. Jak
twierdził, zespół biegłych psychologów miał m.in. zająć się "wskazaniem
mechanizmów zachowania oraz możliwości zakłóceń czynności psychicznych mogących
mieć znaczenie dla rozpatrywanego zdarzenia". Badanie prowadzone było w
"kontekście poprzednich doświadczeń życiowych", także tych związanych z
wykonywaniem obowiązków służbowych, a więc z "przewozem najważniejszych osób w
państwie". Jak tłumaczyli śledczy, tego rodzaju badanie wynika z pewnej rutyny i
wszechstronności prowadzonego postępowania. Na potrzeby badań prowadzonych przez
WIM wzywani byli wówczas piloci specpułku – nie tylko latający na Tu-154M, ale i
znający członków załogi. Kilka dni po deklaracji Parulskiego, 3 sierpnia 2011
roku, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie powołała zespół biegłych, który
aktualnie pracuje nad kompleksową opinią dotyczącą okoliczności i przyczyn
katastrofy smoleńskiej. Zespół ma dostęp do wszystkich dotąd zgromadzonych przez
śledczych dokumentów. I poddaje je ocenie. Tak też stanie się z opinią
psychologów. Wnioski znajdą się w końcowym raporcie zespołu.
Opinie pod tezę
Jako pierwszy portret psychologiczny członków załogi wykonał rosyjski
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), który uznał m.in., że mjr Arkadiusz
Protasiuk, dowódca załogi, był osobowością konformistyczną, a wpływ na jego stan
psychiczny i podejmowanie decyzji miały między innymi brak doświadczenia i
umiejętności, strach przed konsekwencjami niewylądowania oraz obecność w kabinie
pilotów osoby trzeciej. Opinia ta została wzmocniona bezpodstawną tezą o
naciskach na załogę i wyssaną z palca informacją o rzekomej obecności w kokpicie
gen. Andrzeja Błasika (dodatkowo fałszywie oskarżonego o spożywanie alkoholu
podczas lotu).
Z kolei komisja ministra Jerzego Millera co prawda skrytykowała Rosjan za
bezpodstawne oskarżenia gen. Błasika, ale też wykryła u dowódcy załogi "zjawisko
tunelowania poznawczego" i ukierunkowanie na wykonanie zadania przy biernej
postawie mało doświadczonej załogi, która podporządkowywała swe działania
decyzjom dowódcy.
Taki obraz działań załogi poważnie zaburzył jednak odczyt stenogramów
dokonany przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie, który wykazał, że załoga
podczas lotu normalnie współpracowała. Wcześniej opinie o pracy załogi
krytykowali współpracownicy mjr. Arkadiusza Protasiuka. Piloci tuż po
katastrofie wskazywali, że działania dowódcy Tu-154M jako pilota nigdy nie
wzbudzały ich zastrzeżeń. Twierdzili, że Protasiuk był zawsze zdyscyplinowany, a
do wykonywanych zadań podchodził profesjonalnie. W ich ocenie, dowódca załogi
także w czasie lotu miał wszystko pod kontrolą i nie był skory do bezmyślnego
wykonywania cudzych poleceń. Taką postawę mjr. Protasiuka potwierdzały również
jego okresowe badania psychologiczne. Nie zostały one jednak uwzględnione, a
przecież w przeciwieństwie do treści końcowych wynurzeń MAK i komisji Millera
miały one istotną zaletę – były wykonywane z udziałem pilota.
Marcin Austyn
