Wilno reaguje pod presją

Z Waldemarem Tomaszewskim, europosłem, liderem Akcji Wyborczej
Polaków na Litwie, rozmawia Maciej Walaszczyk

Nowy, powyborczy układ sił w litewskim Sejmasie może doprowadzić do
wycofania się z narzuconych rok temu Polakom pomysłów oświatowych?

– Moim zdaniem, powinno się coś zmienić do wyborów. Władza, która aspiruje do
miana władzy europejskiej i cywilizowanej, powinna uwzględniać takie wielkie
protesty jak ten, który odbył się w Wilnie. I nie może nie reagować. Jeśli
jednak nie będzie brać pod uwagę nacisku opinii publicznej, będzie działała na
swoją niekorzyść. Zmiany powinny jednak nastąpić. W ostatnim czasie odbył się w
300 litewskich szkołach strajk nauczycieli. Rzeczywiście, jeśli tych zmian nie
przeprowadzi ten rząd, to uczynią to kolejne rządy, które przyjdą po nim.

Petycja z żądaniem inicjatywy ustawodawczej w sprawie systemu
edukacji złożona przez Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie i przedstawicieli
związków zawodowych nauczycieli przyniesie jakiś odzew?

– Myślę, że tak się stanie. Już w piątek minister edukacji przyjął
przedstawicieli związków zawodowych. Początkowo mówił, że ich żądania są
wygórowane, ale kiedy związki oświatowe połączyły swoje siły z przedstawicielami
szkół mniejszości narodowych, zaczął szukać kontaktu. Dostrzegł, że nasze
wspólne działania i nasz opór to nie są żarty i jako minister i polityk musi się
z nimi poważnie liczyć.

Na jaki wynik liczy AWPL? Jest Pan liderem nie tylko polskiej
mniejszości, czy wokół AWPL tworzy się znacznie szerszy ruch protestu przeciw
obecnej sytuacji na Litwie? W sobotniej manifestacji brali udział litewscy
nauczyciele z różnych związków zawodowych oświaty.

– Tak to wygląda. Na naszym wiecu widzieliśmy związkowców ze środowisk
nauczycielskich, środowiska białoruskie, rosyjskie, tatarskie, litewskie ze
Żmudzi. Jednoczymy ludzi dobrej woli, którzy chcą normalności w tym kraju, by
był on nowoczesny i europejski, a nie taki jak dzisiaj.

To znaczy jaki?

– Dzisiaj władze nie uwzględniają zdania obywateli, oszczędzają na
dziedzinach, na których nie da się oszczędzać, choćby na edukacji. Tymczasem
jest wiele takich sfer, na których można oszczędzać lub zarobić. Rząd rozdaje
swoją ziemię za darmo np. supermarketom, które potem zresztą nie płacą podatków
od nieruchomości, co jest zupełnym absurdem. Przecież tutaj jest m.in. możliwość
pozyskiwania pieniędzy do budżetu. Tymczasem nasza oświata jest na naprawdę
niezłym poziomie. Poziom wykształcenia ludzi to w zasadzie jedyna dziedzina, w
której nie pozostajemy w tyle na tle krajów Unii Europejskiej. Jeżeli jednak
system edukacji zostanie zniszczony, to również w tej dziedzinie życia
znajdziemy się na szarym końcu. A przecież dobre wykształcenie to potem dobra
gospodarka, inwestycje itd. To wszystko jest ze sobą ściśle połączone.

Problem dyskryminacji Polaków przez władze litewskie powinien zostać
umiędzynarodowiony. Co dzieje się w tej sprawie m.in. w instytucjach
europejskich?

– Problemy te wielokrotnie poruszałem w Parlamencie Europejskim. Mieliśmy
kilka wizyt przedstawicieli OBWE. Wiem, że będzie kolejna.

Ale poprzednie nic konkretnego nie przyniosły.

– Teraz nasze problemy są już przez OBWE inaczej odbierane. Wcześniej
rzeczywiście mówiono, że problem nie istnieje. Teraz przyznają, że coś jest nie
w porządku. Jakie będą ostateczne wnioski komisarza, zobaczymy. Nie jest jednak
tak, że naszych spraw się w Europie nie dostrzega. Tam zresztą nie ma takich
mechanizmów, by je od zaraz rozstrzygać. Takie akcje jak sobotni marsz służą
temu, by je przyspieszyć, a samemu problemowi nadać większy rozgłos. Nacisk
społeczny w rozstrzyganiu takich konfliktów jest konieczny i bardzo pomocny.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj