Błasik dalej potrzebny
Pytaniami o naciski gen. Andrzeja Błasika na domniemane skracanie procesu
szkolenia pilotów zdziwieni są oficerowie Sił Powietrznych, z którymi rozmawiał
"Nasz Dziennik".
– Nie można skracać tego procesu, bo to są określone programy, ilości
ćwiczeń, to są czasy lotu, i to trzeba odbyć. Może w Rosji jest możliwe
skrócenie programu szkolenia, takie pójście na skróty, ale u nas nie jest to
możliwe – tłumaczy nasz rozmówca. W Polsce program szkolenia przewiduje
określoną ilość ćwiczeń, a każde ćwiczenie określoną ilość lotów od – do. Jeżeli
pilot nie zdąży opanować programu, możliwe jest dołożenie dodatkowych lotów, ale
nie ich skrócenie. Może 40 minut lotu będziemy robić w 20 minut? – ironizuje
oficer. – W Polsce nie jest praktykowane skracanie procesu szkolenia pilotów.
Nie są mi znane takie fakty, żeby gen. Błasik skracał komukolwiek jakiś cykl czy
proces szkolenia. Jest to niedopuszczalne, programy wymagają bowiem określonych
realizacji, określonych ćwiczeń, jedno po drugim według grafiku równoległości –
dodaje gen. dyw. pil. Anatol Czaban, były asystent szefa Sztabu Generalnego ds.
Sił Powietrznych i były szef Szkolenia Sił Powietrznych. – Nie rozumiem, po co
mamy dziś dawać Rosjanom dokumenty dotyczące szkolenia. Ta decyzja leży w gestii
prokuratury. Jeżeli uzna, że w jakiś sposób zagraża to zachowaniu informacji
niejawnych, to zawsze może odmówić realizacji takiego wniosku – dodaje Czaban.
Według niego, najbardziej sprawie śledztwa smoleńskiego zaszkodził płk Edmund
Klich, były polski akredytowany przy MAK, który już tuż po katastrofie popełnił
szereg kardynalnych błędów. – Wbrew wszelkim zasadom od razu w dniu katastrofy,
10 kwietnia 2010 roku, zaczął głośno mówić, kto jest winien katastrofy, jaka
była jej przyczyna, wypowiadał się też o błędach w szkoleniu, czyli naruszył
wszelkie zasady przewodniczącego komisji, bo przewodniczący jest tą osobą, która
bezmyślnie nie wypowiada się, zanim nie dysponuje faktami i argumentami. Klich
kłamliwie i tym samym na korzyść Rosjan informował także opinię publiczną na
przykład o tym, że po katastrofie CASY nic nie zrobiono. Przecież podważał to,
co dowódcy gen. Andrzej Błasik i gen. Krzysztof Załęski napisali w raporcie o
usunięciu niedociągnięć. Czy można kwestionować szereg wykonanych rzeczy? – pyta
gen. Czaban. – Rosjanie pewnie myślą, że my dalej jesteśmy w Układzie
Warszawskim i że dostaną dokumenty, jakie chcą. Widać, że chcą na siłę poświęcić
mojego Andrzeja. To skandal, że prezydent Komorowski dalej go nie broni – mówi
Ewa Błasik, żona gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych, który zginął
na Siewiernym.
Na pytanie, czy prokuratura konsultuje z Ministerstwem Obrony Narodowej
odpowiedzi na rosyjskie wnioski dotyczące szkolenia lotniczego, departament
prasowo-informacyjny MON poinformował nas, żeby pytać… Naczelną Prokuraturę
Wojskową.
– Przede wszystkim kuriozalne jest to, że wielokrotnie zwracaliśmy się o pomoc
prawną do Rosjan i jej nie otrzymaliśmy. Nawet do końca nie wiemy, kto tam był i
co się działo na "Korsarzu" 10 kwietnia 2010 roku. Nie możemy otrzymać nawet
resztek polskiego samolotu czy czarnych skrzynek, co ma dla nas dużo większą
wartość niż tylko techniczną – mówi gen. Roman Polko, były dowódca jednostki
specjalnej GROM. Uważa, że prokuratura nie powinna przekazywać Rosjanom kopii
dokumentów, którymi zainteresowane są też służby wywiadowcze. – Jestem
przekonany, że te informacje, które trafiają do Rosji pod jakimkolwiek
pretekstem, są wykorzystywane przez profesjonale specjalne służby rosyjskie,
które nie przepuszczą tego, by nie powiększyć swojej bazy danych o istotne
informacje o państwie sąsiednim. Tym bardziej że nie muszą płacić ogromnych
pieniędzy za działania wywiadowcze, bo sama strona polska im je przesyła. Te
informacje powinny być strzeżone przez nasze służby, bo pokazują nasze
mechanizmy i system działania – zaznacza generał. – Oczekiwałbym od naszej
prokuratury bardziej profesjonalnego działania, patrzenia przez pryzmat naszych
narodowych interesów, oczekiwań, by nie był narażany honor polskich żołnierzy.
Powinniśmy wyjaśnić wszelkie okoliczności i przyczyny tragedii smoleńskiej,
sprawić, żeby to śledztwo posuwało się do przodu, a takie nasze działanie do
niczego nie prowadzi. O tym przekonaliśmy się wielokrotnie. Ale widać lubimy się
potykać ciągle o te same kamienie i ciągle zakładamy dobrą wolę Rosjan, mimo że
ta dobra wola nigdy nie została okazana – dodaje Polko.
– Proszę zobaczyć, co Rosjanie do tej pory zrobili, jeśli chodzi o polskie uwagi
do raportu MAK i polskie wnioski z prokuratury, ogromnej ilości materiałów nie
przysłali. Moim zdaniem, po interwencji Służby Kontrwywiadu Wojskowego
powinniśmy odmawiać przekazania im tych dokumentów, które zagrażałyby
bezpieczeństwu państwa. Dlaczego nikt nie robi pod tym kątem żadnych analiz? –
pyta mec. Bartosz Kownacki.
Piotr Czartoryski-Sziler
