Dowodowa asymetria

Z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem Jarosława Kaczyńskiego,
rozmawia Anna Ambroziak

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej studiuje dokumentację
szkoleniową polskich pilotów. Jak Pan to ocenia?

– Powtarzałem to już kilkakrotnie i powtórzę po raz kolejny: jestem
niepomiernie zdziwiony tym, że Rosjanie prowadzą śledztwo w kierunku polskich
przestępstw urzędniczych czy też jakiegokolwiek niedopełnienia obowiązków po
stronie polskiego aparatu wojskowego. Na dobrą sprawę Rosjan nie powinno to
interesować. Powinni oczywiście badać przyczyny katastrofy lotniczej, ale to już
zrobił Międzypaństwowy Komitet Lotniczy.

Ustalając, że zawiniły błędy załogi. Wygląda na to, że strona polska
bezrefleksyjnie realizuje wnioski Federacji Rosyjskiej, a sama niewiele żąda w
zamian; może powinniśmy pozyskać od Rosjan dokumentację szkolenia kontrolerów ze
Smoleńska?

– Rzeczywiście, można byłoby w ten sposób odbić piłeczkę. Powinniśmy poprosić
Rosjan o dokumentację dotyczącą wyszkolenia ppłk. Pawła Plusnina i mjr. Wiktora
Ryżenki. Na pewno nasze organy powinny zastanowić się też, czy przekazywanie
informacji związanych ze szkoleniem naszych sił lotniczych nie służy przypadkiem
celom kontrwywiadowczym. Są to w końcu tajemnice wojskowe. Należy na pewno
powiedzieć jedną rzecz: jest to kolejne pokłosie wyboru konkretnego systemu
badania.

Rodzaj dokumentów, dobór pytań świadczą, że Rosjanie szukają
potwierdzenia wersji naciskowej i błędów w szkoleniu zamiast skoncentrować się
na ustaleniu bezpośrednich przyczyn katastrofy?

– Ewidentnie jest to wymierzone w to, by wzmocnić tę argumentację, którą
podnosił MAK: że polscy piloci byli źle wyszkoleni. Nie można natomiast mówić tu
o prostej supozycji, że skoro są zaniedbania w szkoleniach, to piloci muszą być
źle wyszkoleni. Nie można tu stawiać znaku równości. Ale przekazując tego typu
dokumenty, dajemy stronie rosyjskiej argumenty, by takie gołosłowne stwierdzenia
padały.

Jak wygląda procedura realizacji polskich wniosków? Otrzymaliśmy
wszystko, o co prosiliśmy?

– Ależ skądże. Według mojej wiedzy, prokuratura dotąd nie może się doprosić
licznych dokumentów wojskowych, m.in. tych dotyczących funkcjonowania lotniska
Siewiernyj w Smoleńsku. Właśnie z tego powodu, że są to dokumenty wojskowe. Co
prawda argumentem naszej prokuratury może być zawsze to – i skądinąd słusznie –
że jeśli nie przekażemy pewnych dokumentów stronie rosyjskiej, to nic w zamian
nie otrzymamy.

Ale muszą być chyba zachowane jakieś proporcje?

– Oczywiście. Dotąd nie otrzymaliśmy ani wraku tupolewa, ani czarnych
skrzynek. Proszę też pamiętać, że my pytamy na razie o bardzo ogólnie
sformułowane przepisy dotyczące funkcjonowania lotniska Siewiernyj. Jak na razie
nie ruszyliśmy takiego tematu, czy Plusnin i Ryżenko byli i czy powinni byli być
szkoleni. W obrocie międzynarodowym jakaś kurtuazja obowiązuje, ale z drugiej
strony trzeba pamiętać, że skoro wybraliśmy niewłaściwy porządek prawny, co
skutkuje brakiem dowodów rzeczowych, to nie popełniajmy w dalszym ciągu takich
samych kardynalnych błędów. Ktoś powinien pilnować pewnej ekwiwalentności tej
wymiany. Na pewno stronie rosyjskiej powinniśmy przekazać te dokumenty, które
dotyczą wylotu tego samolotu, ilości paliwa, itp.

Porównując te dwa śledztwa, można powiedzieć, że Rosjanie prowadzą je dużo
głębiej niż Polacy. Oni głębiej wchodzą w nasze sprawy niż my w ich. Taka jest
konkluzja. Mają samolot, telefony, mieli ciała ofiar. Mieli wszystko. Teraz
wnikają w struktury polskiego szkolenia lotniczego.

Prokuratura może formalnie, zgodnie z prawem międzynarodowym odmówić
realizacji niektórych wniosków?

– Oczywiście, że tak. Oczekuję rozwagi i ekwiwalentności w tej wymianie
międzynarodowej. Ale na pewno nie oczekuję tego, że ktoś w Polsce wyśle Rosjanom
wszystko, co tylko zechcą, w zamian za obietnice odesłania wraku i czarnych
skrzynek. Jednak musimy pamiętać o jednej rzeczy. Że być może Rosjanom o to
chodzi.

Sugeruje Pan prowokację?

– Być może. Być może chodzi o dojście do takiego poziomu w żądaniach, byśmy
odmówili współpracy. Wtedy mieliby tzw. święty spokój z żądaniami o wydanie
wraku, czarnych skrzynek. Na pewno najwyższa pora dokonać konsumpcji naszych
wniosków. Bez zainteresowania sprawą pana premiera, ministra sprawiedliwości czy
ministra spraw zagranicznych i naszych struktur dyplomatycznych w Rosji na te
dowody będziemy czekać jeszcze kolejnych dziesięć lat. Do tej sprawy należy
podejść bardzo rozważnie i z dużym profesjonalizmem. Na pewno trzeba pilnować
dwóch rzeczy: interesów państwa polskiego i interesów tego postępowania.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj