Sonda Komorowskiego
Prezydent Bronisław Komorowski przygotowuje przedpole do przeprowadzenia
zapowiedzianej przez premiera Donalda Tuska koncepcji wydłużenia – zarówno dla
kobiet, jak i dla mężczyzn – wieku emerytalnego do 67. roku życia
Przeciw spełnieniu obietnicy o wydłużeniu okresu pracy, którą Polakom złożył
premier w listopadowym exposé, opowiadają się politycy opozycji. Postulują przy
tym, aby przed podjęciem decyzji w tak strategicznej dla obywateli kwestii
zapytać o zdanie całe społeczeństwo. Postawa polityków koalicji rządzącej
wskazuje jednak, iż referendum w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego nie
wchodzi w grę. Rząd Donalda Tuska nie zaprezentował jeszcze nawet projektu
ustawy, która miałaby wprowadzać stopniowe podwyższanie wieku przechodzenia
Polaków na emeryturę. Nastroje społeczne przed ogłoszeniem kształtu szykowanego
przez rząd rozwiązania postanowił wybadać wczoraj prezydent Bronisław
Komorowski.
Do Pałacu Prezydenckiego na konsultacje z głową państwa w sprawie przyszłości
systemu emerytalnego przybyli reprezentanci wszystkich klubów parlamentarnych.
Obecność ugrupowań opozycyjnych na konsultacjach, jeszcze przed ogłoszeniem
przez rząd jakichkolwiek konkretów dotyczących propozycji, mogłaby wpłynąć na
stworzenie w oczach społeczeństwa wrażenia autoryzacji przez opozycję
przynajmniej części propozycji, które w sprawie emerytur przedstawi rząd. Te
bowiem mielibyśmy poznać niebawem. Na początku lutego kancelaria premiera
poinformowała, iż projekt nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu
Ubezpieczeń Społecznych jest w fazie przygotowania, a jego przyjęcie przez rząd
planowane jest już na pierwszy kwartał tego roku. Projekt będzie przewidywał
stopniowe, już od roku 2013, wydłużanie wieku emerytalnego do docelowych 67 lat
zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.
Premier Donald Tusk mówił w exposé, iż zapewnienie systemu, który pozwoli na
"stabilne wypłacanie emerytur", oznacza konieczność podwyższenia wieku
przechodzenia na emeryturę. – W związku z tym proponujemy następujący system: co
cztery miesiące wiek emerytalny przesuwać będziemy o kolejny miesiąc, co
oznacza, że z każdym rokiem pracować będziemy dłużej o trzy miesiące. Co będzie
oznaczało, że ten poziom 67 lat w przypadku mężczyzn osiągniemy w roku 2020, a
dla kobiet w roku 2040 – mówił Tusk. Premier wyliczał już wtedy oszczędności –
iż w 2020 r. dzięki podwyżce wieku emerytalnego nasze zadłużenie w relacji do
PKB spadnie do 44 proc., w roku 2030 do 40 proc., a do 2040 r. do 35 proc. PKB.
Kto będzie płacił składki
Prezydent Bronisław Komorowski ocenił wczoraj – w kontekście wydolności systemu
emerytalnego – że stoimy w obliczu wielkiego wyzwania, jakim jest kształtowanie
polityki prorodzinnej. – Wiemy, że już w najbliższej dekadzie proporcje między
liczbą osób w wieku produkcyjnym i poprodukcyjnym zaczną się w błyskawicznym
tempie pogarszać. (…) W 2010 roku na jedną osobę w wieku emerytalnym
przypadały cztery osoby w wieku produkcyjnym, w 2020 roku będą to już tylko trzy
osoby, a w 2035 roku zaledwie dwie – mówił Komorowski. U rządzących nie widać
jednak wystarczającej determinacji, aby wspierać młodych rodziców, którzy
decydują się rodzić i wychowywać przyszłych płatników składek emerytalnych, i
forsować rozwiązania – które nie tylko ułatwiałyby wychowywanie dzieci i opiekę
nad nimi – ale nawet powstrzymywania się przed wprowadzaniem takich, które
pogarszają już i tak trudną sytuację. Warto przy tym przypomnieć, że tylko w
ostatnich miesiącach mieliśmy do czynienia np. z podwyżką podatku VAT na ubranka
i obuwie dziecięce z 8 do 23 proc., co nie zostało zrekompensowane żadnym innym
rozwiązaniem, czy też z wprowadzeniem przepisów, które pozwoliły na drastyczne
podwyżki opłat za przedszkola.
Minister w Kancelarii Prezydenta Irena Wóycicka oceniła wczorajsze konsultacje
jako owocne. – Spotkanie znacznie wzbogaca pole i szerokość widzenia
problematyki emerytalnej – stwierdziła Wóycicka. Zapowiedziała, że będą w tej
sprawie kolejne spotkania. – Prezydent wyraził nadzieję, że kolejne rozmowy
zbliżą różne stanowiska i pomogą znaleźć konsensus – mówiła.
Zwolennicy podwyższenia wieku emerytalnego przeprowadzenie tej operacji
utożsamiają z podwyższeniem przyszłych świadczeń emerytalnych. Mogłoby tak być
przy założeniu, iż każdy potencjalny emeryt pracowałby do 67. roku życia, a więc
opłacał też składki. Sytuacja na rynku pracy osób w wieku przedemerytalnym
zupełnie jednak nie pozwala na przyjęcie założenia, iż 66-latek czy 66-latka
jest poszukiwaną siłą roboczą, a wręcz przeciwnie. Związek między podniesieniem
wieku emerytalnego a wyższymi emeryturami być może opiera się na przyjęciu, iż
mniej osób do emerytury dożyje i dzięki temu będzie więcej do podziału dla
pozostałych. Wiele osób próbujących dożyć do "spokojnej emerytury" w wieku 67
lat miałoby dziś perspektywę kilku lat upokarzającego życia bez pracy, na
garnuszku opieki społecznej. Sławomir Piechota (PO) zapewniał wczoraj, że
podwyższeniu wieku emerytalnego muszą towarzyszyć inne działania. – Z tym musi
iść równolegle wiele działań: wsparcie aktywności zawodowej osób powyżej 60.
roku życia oraz wsparcie zdolności do aktywności, czyli wsparcie stanu zdrowia,
a więc to nie jest kwestia podniesienia jakiegoś progu. Jeżeli nie będą
prowadzone inne działania, to ten prosty parametr pozostanie pusty – mówił
Piechota. Podniesienie wieku emerytalnego popiera także PSL. Szef klubu ludowców
Jan Bury zapowiedział, iż Stronnictwo chciałoby jednak, aby umożliwić matkom, w
zależności od liczby dzieci, wcześniejsze przejście na emeryturę. Taka
propozycja stoi w poprzek rządowej propagandzie, która obiecuje wyższe emerytury
dzięki podwyższeniu wieku emerytalnego. PSL tymczasem za przywilej uznaje
możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę.
Zróbmy referendum
Pomysły na oszczędności w systemie zaproponował Janusz Palikot. Według posła, 2
miliardy złotych miałoby przynieść połączenie ZUS z KRUS. Opowiada się także za
wprowadzeniem przepisów, które w większym stopniu chroniłyby osoby w wieku
emerytalnym przed zatrudnianiem ich na "umowy śmieciowe".
Przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego opowiedział się SLD. Leszek Miller
zwrócił uwagę, iż średnia życia mężczyzny w naszym kraju to 72 lata, co oznacza,
że mężczyzna spędzałby na emeryturze przeciętnie tylko 5 lat. – Padają tutaj
sformułowania, że Europa Zachodnia idzie w kierunku wydłużenia wieku
emerytalnego, ale warto zdawać sobie sprawę, iż długość życia w Polsce sytuuje
nas na 28. miejscu w Europie – dodał Miller. Stanowczo za przeprowadzeniem
referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego opowiedziały się: Prawo i
Sprawiedliwość oraz Solidarna Polska. Prezes PiS Jarosław Kaczyński podkreślił
także, iż jego ugrupowanie nie sprzeciwia się koncepcji podwyższenia wieku
emerytalnego – która oznaczałaby przymus pracy do 67. roku życia. – Nam nie
chodzi o to, żeby zabraniać komukolwiek pracować dłużej, także do ukończenia 67.
roku życia – i chodzi tutaj zarówno o kobiety, jak i mężczyzn. Uważamy, że
przedłużenie możliwości pracy, ale dobrowolnej pracy, do tego wieku jest
dopuszczalne – dodał Kaczyński. Beata Kempa (Solidarna Polska) zwróciła uwagę,
iż rząd powinien podjąć szereg działań wspierających politykę prorodzinną,
dotyczących m.in. opieki przedszkolnej. – Tu musi być pakiet ustaw – rząd nie
może być leniwy w tej sprawie – dotyczących polityki prorodzinnej. Jeden z tych
pomysłów może być taki, że matka lub ojciec – którzy wychowują troje dzieci –
powinni mieć gwarantowaną minimalną emeryturę. Tak, żeby praca w domu przy
wychowaniu trojga dzieci była poważnie traktowana przez państwo tak jak praca w
zakładzie pracy – mówiła Kempa.
Artur Kowalski
