Anty – Boska i antyludzka ideologia

Z ks. prof. dr. hab. Tadeuszem Guzem, kierownikiem Katedry Filozofii
Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Adam Kruczek

Niedługo po katastrofie smoleńskiej jako jeden z pierwszych
sformułował Ksiądz Profesor pogląd, że ta tragedia nie była dziełem przypadku,
ale efektem konfliktu ideologicznego. Z perspektywy prawie dwóch lat gotów jest
Ksiądz Profesor potwierdzić tę diagnozę?

– Tak, uważam, że tamta teza filozoficzna, a więc wyrosła z analizy struktury
ideologicznej, czyli tego masywnego parcia nurtów
neomarksistowsko-neoliberalistycznych na prądy myślenia chrześcijańskiego, była
słuszna. Katastrofa smoleńska nie była dziełem przypadku, ale skutkiem wpływów
dwóch najsilniejszych ideologii modernistycznych – neomarksizmu i
postliberalizmu. To one doprowadziły do sytuacji, w której ta katastrofa mogła
się wydarzyć. Na ostateczne wnioski rzetelnych i dogłębnych badań musimy
oczywiście poczekać, ale coraz więcej wskazuje na najbardziej szokujący
scenariusz, którego dotychczas nie wykluczono definitywnie, iż nie była ona
przypadkiem. To, co się wydarzyło przez prawie dwa lata od tej katastrofy, w tym
także sposób jej badania, aspekty naukowe, techniczne, medialne, dyplomatyczne,
potwierdza, że sprawa ma znacznie głębszy wymiar, aniżeli tylko załamanie się
parametrów technicznych w maszynie rządowego samolotu.

Po tej katastrofie kurs antykatolicki w polskiej polityce gwałtownie
nabrał wiatru w żagle. Zaczęło się od walki o krzyż, potem było zaostrzenie
retoryki antyklerykalnej przez rządzącą partię i jawne wspieranie przez nią
nowej lewicy, dostanie się do parlamentu formacji o otwarcie antynarodowym i
antykościelnym programie, próba zablokowania Marszu Niepodległości siłami
lewackiej międzynarodówki. Wygląda to na krucjatę á rebours przeciwko Kościołowi
w Polsce.

– Tak, można porównać dzisiejszą sytuację ideologiczną w Polsce z czasami
kontrkultury w krajach zachodniej Europy i w Stanach Zjednoczonych w 1968 roku.
Tam mieliśmy do czynienia z procesem "marszu" nowej lewicy do władzy poprzez
różnego rodzaju instytucje. Jest to zresztą jeden z głównych przedmiotów
badawczych mojej już wieloletniej pracy naukowej w tej dziedzinie. Z tego, co
obserwuję w Polsce przez te ponad osiem lat, odkąd wróciłem z Niemiec, wynika,
że mamy do czynienia z procesem podobnym do tego, którego doświadczyła RFN w
końcu lat 60. i początku lat 70. ubiegłego wieku. Kiedy socjaliści dochodzili do
władzy, tam również większość społeczeństwa była katolicka. Wkrótce
uniwersytety, polityka i cała kultura zostały zdominowane przez
neomaterialistyczne, neoateistyczne czy neomarksistowskie prądy szkoły
frankfurckiej. Zdominowały już one kulturowo Europę Zachodnią i Amerykę. Teraz
kolej m.in. na katolicką Polskę. Takim ogniwem spinającym neomarksistów w
Rzeczypospolitej jest środowisko "Krytyki Politycznej" i popierające je media.
Nie przez przypadek stanowiły one główne ideologiczne zaplecze zamieszek z 11
listopada ubiegłego roku.

Ta walka o rząd dusz w Polsce wkroczyła chyba w fazę decydującą,
skoro władza po wyrzuceniu prawicowych publicystów z państwowej telewizji
zdecydowała się na tak spektakularne domknięcie systemu medialnego jak próba
faktycznej likwidacji Telewizji Trwam.

– Blokada Telewizji Trwam w jej staraniu o miejsce w przestrzeni mediów
cyfrowych, które jest jak najbardziej zgodne z naszą Konstytucją i – co ciekawe
– zgodne z prawną strukturą KRRiT, ma wszelkie znamiona działań motywowanych
ideologicznie. A więc nie względy ekonomiczne, prawne, nie wymiar konstytucyjny,
nie wymiar praw i obowiązków obywatelskich rozstrzyga kwestię prawa Telewizji
Trwam do wolności komunikowania się na fundamentach wiary, religii, nauki
chrześcijańskiej i Kościoła świętego, tylko ta kwestia rozstrzygana jest w
sferze ideologicznej. KRRiT czuje się zobligowana ideologicznie, a u podstaw tej
odmowy stoi spór o człowieka i o prawo Boga do obecności w publicznej
przestrzeni Rzeczypospolitej. Sądzę, że postawa członków KRRiT godzi w sposób
fundamentalny – bo negując Konstytucję RP – zarówno w prawa człowieka, jak też w
nietykalne prawo Boga do miejsca w przestrzeni publicznej, także medialnej. Tym
większe zdumienie ogarnia nas, wielu katolików w naszej Ojczyźnie, im bardziej
uświadamiamy sobie obiektywnie niezaprzeczalny fakt historyczny, iż przemiany
ustrojowe w naszym państwie po roku 1989 stały się realne przede wszystkim
dzięki Bogu, a następnie bohaterskiej postawie Kościoła świętego na czele z
Papieżem Polakiem Janem Pawłem II Wielkim oraz potężnej rzeszy członków
"Solidarności" – przecież w olbrzymiej części katolików!

A wydawało się, że czas administracyjnej walki z Bogiem i katolikami
odszedł wraz z PRL do lamusa historii.

– To złudzenie. Faktycznie mamy dziś do czynienia z trwaniem, a nawet rozwojem
marksizmu-leninizmu z okresu PRL, cały czas dążącego do wykluczenia Boga i
Kościoła rzymskokatolickiego z przestrzeni państwa, nauki, sztuki, moralności,
polityki, ekonomii i oczywiście mediów. Tylko że obecnie ta ideologia stosowana
jest w praktyce społecznej w znacznie trudniejszy do zdemaskowania sposób. Otóż
ci, którzy prowadzą ten neomarksistowski marsz przez dzisiejszą Polskę, często
publicznie deklarują, że są katolikami. To jest to novum. Komuniści zapewniali o
czymś wręcz przeciwnym, czasem nie do końca szczerze, ale istota ideologii
socjalistyczno-komunistycznej pozostaje niezmienna. Niektórzy urzędnicy, tak
często i chętnie dziś deklarujący, że "prywatnie" są ludźmi wierzącymi,
pozostają w zgodzie z komunistyczną zasadą, iż człowiek prywatnie może wierzyć w
co lub kogo chce, byle tylko działając w strukturach państwa, opowiadał się za
ideologią materialistyczną, ateistyczną, antykościelną, antynarodową,
antynaukową, antykulturową – sumując, po prostu antyludzką i anty-Boską. Trzeba
to jasno powiedzieć, że katolicy będący urzędnikami czy politykami, którzy
uczestniczą w łamaniu np. prawa innych katolików do zagospodarowania wolnej
przestrzeni medialnej, de facto łamią lub złamali wcześniej fundamenty swojej
osobistej wiary w Boga, żyjąc także w wewnętrznej sprzeczności wobec Kościoła
Chrystusowego.

O co tak naprawdę chodzi w sporze ideowym, który Ksiądz Profesor
zarysował?

– Jest to spór o przestrzeń prawdy i wolności jako koniecznych warunków
suwerenności narodu i państwa. Ale u podstaw tego konfliktu o chrześcijańską
koncepcję człowieka w wymiarze polskim i ogólnoświatowym chodzi w gruncie rzeczy
o zmaganie się ludzkości o Absolut jako Najwyższego Pana, Stwórcę i zarazem
Zbawiciela wszechświata. Głębszym pytaniem ludzkiego ducha, każdego – i tego
zobowiązanego wobec prawdy, czyli świadka prawdy, i tego zobowiązanego wobec
wolności, tzn. świadka miłości Boga i bliźniego, i tego, co godzi zarówno w
prawdę, jak też i w miłość – jest właśnie pytanie o Boga.

I zauważmy, że również w przypadku tragedii smoleńskiej fundamentalnym
podłożem, głębszym niż polityczne względy, głębszym niż nawet spór o człowieka –
był spór o Boga. Przecież dramat koegzystencji komunizmu i nauki katolickiej
właśnie tego dotyczył. To był nerw tego sporu nie tylko w ideologii Marksa,
Engelsa i Lenina. I zresztą istnieje on do dzisiaj. Właśnie w ten kontekst
wpisują się te wszystkie wydarzenia, które pan wcześniej wymienił, łącznie z tą
dramatyczną uroczystością ostatniej rocznicy odzyskania niepodległości przez
naszą Ojczyznę, a także obecną blokadę Telewizji Trwam.

Czy widzi Ksiądz Profesor jakiś skuteczny sposób ideowego
przeciwstawienia się tej presji?

– Każda ideologia, pomimo jej często na pierwszy rzut oka szalenie
chaotycznego kształtu zewnętrznego, jako wyraz zaprogramowanej negacji prawdy i
negacji miłości, działa w sposób nadzwyczajnie przemyślany, systemowy i
niezwykle konsekwentny. Dlatego też wszelkie zmagania ideowe należy prowadzić w
sposób misternie uporządkowany. Stąd wniosek, że najpierw trzeba uporządkować
nasze myślenie, by było oparte na opoce prawdy. Jest z tym problem, ponieważ w
świadomości niejednego współczesnego człowieka zatarło się rozumienie osoby
ludzkiej z jej nietykalnością bytową, wrodzoną godnością, która wprawdzie
nominalnie jest chroniona w wielu konstytucjach różnych państw świata, także w
traktacie lizbońskim, ale konkretne działania – jak np. relatywizacja
sakramentalnego małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety, rodziny, postawy
proaborcyjne, aprobata zapłodnienia in vitro, eutanazji i różne inne formy
negacji człowieka jako człowieka – świadczą o postawie antypersonalistycznej.
Nie uporządkujemy ani sytuacji politycznej, ani naukowej, w mediach, w sztuce,
literaturze, w szeroko pojętej kulturze, jeżeli nie uczynimy solidarnego
wysiłku, aby na nowo odzyskać rozumienie człowieka jako istoty zdolnej do
myślenia i wolnej, żeby w sposób realny, w praktycznym myśleniu, słowie,
działaniu, komunikowaniu się, w relacjach międzyludzkich – drugi człowiek był
moim bliźnim, z jego suwerennie myślącym rozumem, z jego niepowtarzalną
wolnością, która jest nietykalna, która porusza się w przestrzeni prawdy i
najwspanialej owocuje w przestrzeni miłości. Tak rozumiany proces odzyskiwania
człowieka jest procesem porządkowania naszego myślenia; i wymiaru słowa, i
wymiaru czynu ludzkiego oraz porządkowania naszej przestrzeni chrześcijańskiej
wolności.

Jak praktycznie to działanie powinno się przejawiać?

– Jeżeli chcemy doskonale ukształtować tę naszą polską troskę o człowieka, to
powinniśmy przede wszystkim dawać świadectwo i konsekwentnie opowiadać się za
opcją prawdy, nawet jeżeli przyjdzie nam płacić za to wielką cenę, do czego
zainspirowali nas w sposób święty nasi narodowi męczennicy, jak np. św. biskup
Stanisław, św. ojciec Maksymilian Maria Kolbe, bł. ksiądz Jerzy Popiełuszko, bł.
Papież Jan Paweł II czy patron 2012 roku, kaznodzieja sejmowy ks. Piotr Skarga
SJ. Dopiero wtedy rozum jest wielki i twórczy, gdy osiąga niebiańskie wyżyny
świętości w Bogu wiecznym, wówczas dopiero otrzymuje zdolność "wczucia się" (św.
Edyta Stein) w istotę siebie, swojego narodu, społeczeństwa i pozostałych
narodów ziemi oraz przeżywa je głęboko w sferze ducha osobowego, jeżeli opcja
prawdy i opcja chrześcijańskiej miłości są dla nas absolutnie wiążące w całym
racjonalnym wymiarze naszego istnienia, wypowiadania się, działania czy
tworzenia np. w świecie mediów. W praktyce warto powrócić polskiemu
katolicyzmowi do tych wyśmienitych okresów kultury, kiedy Kościół katolicki
inicjował powstawanie szkół i uniwersytetów, organizował służbę zdrowia poprzez
zakładanie szpitali i hospicjów, tworzył firmy i przedsiębiorstwa, tworzył
sztukę wszelkiego rodzaju i pielęgnował muzykę, kładł podwaliny pod godne
człowieka struktury wspólnego bytowania. Wielu z nas za bardzo skupia się nad
dylematem: prywatyzować czy pozostawić państwowym, zamiast studiować katolicką
naukę społeczną i zrzeszać się w różne stowarzyszenia i fundacje, czyli
wspólnoty-podmioty podejmujące świadomie ciężar odpowiedzialności za naród,
państwo i Kościół, a także za innych. Dla przykładu na tych principiach nauki
Kościoła katolickiego zbudowano społeczną gospodarkę rynkową w RFN – dzisiaj
jedną z najprężniejszych gospodarek świata. Ale tam właśnie nawet w wioskach z
ok. 200 mieszkańcami działa wiele stowarzyszeń. A u nas? Niestety, panuje
niejednokrotnie ogromna pasywność… i strach. Dobrze wykształcony rozum i wiara
katolicka to istotnie "dwa skrzydła" (Jan Paweł II) naszej polskiej egzystencji
i jeżeli jedno z nich albo obydwa odetniemy, to staczamy się w otchłanie
paraliżu nihilistycznego, gdzie zaskakuje nas m.in. jeden z najwyższych
wskaźników samobójstw pośród narodów świata. Ponownie okazuje się, iż
najwspanialszym kryterium, wzorem i drogą do dojrzewania naszego człowieczeństwa
na fundamencie wspomnianych ideałów jest Osoba Jezusa z Nazaretu. To jest Osoba
Boska, ale pojawiająca się w historii wszechświata jako prawdziwy Człowiek,
który poświęca wieczność i czas swojej bosko-człowieczej egzystencji, by w znaku
Krzyża Golgoty stać się jedynie prawdziwym Mesjaszem – także tego, "co Polskę
stanowi" (Jan Paweł II). Uważam, że szansą Polski w tym dojrzewaniu osobowym i
narodowym, warunkującym wszelkie inne zmiany na naszej polskiej drodze ku pełni,
jest właśnie wcielony Syn Boga Ojca i Niepokalanej Matki Maryi, będącej również
Królową Polski. Polska nie ma większych szans i możliwości wszechstronnego
rozwoju, jak te tkwiące w objawionym Bogu, którego Słowa i Dzieła stworzenia
oraz zbawienia są od ponad tysiąclecia wiernie przekazywane przez Kościół
święty.

Tymczasem w Polsce trwa permanentny atak na Kościół, Krzyż Jezusa,
symbolikę chrześcijańską w przestrzeni publicznej. Doświadczamy stałego
ograniczania naszej przestrzeni wolności myśli i wiary.

– I na tym polega nasz obecny dramat Polski, zresztą nie tylko Polski, bo
dotykający Europy i Stanów Zjednoczonych, nie mówiąc już o Afryce i Azji czy
innych częściach globu. Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z ograniczaniem
prawdy, nie mówiąc już o jej formach świadomej negacji, czy też z ograniczaniem
wolności i miłości, mamy do czynienia z ideologią, która godzi w prawdę i w
miłość, a więc w rozum i wolną wolę. Przeciwstawić się temu może tylko suwerenny
człowiek Boga i Kościoła świętego, gdyż kwestia prawdy czy wolności nie
rozstrzyga się ostatecznie w państwie czy ponadpaństwowych strukturach, lecz w
sercu każdej osoby. W niej samej decyduje się dzisiaj ostatecznie sprawa
kierunku istnienia, bytowania, obszaru tworzenia całej kultury narodowej i
ogólnoludzkiej.
Ponieważ w okresie totalitarnej PRL istotowo uniemożliwiono nam kształtowanie
bytowości obywatelskiej, stąd też musimy sobie teraz niejako na nowo uświadomić,
że każdy Polak jest konstytutywnym filarem stabilności państwa. Jako Naród i
społeczeństwo powinniśmy bardzo mądrze zainwestować w udoskonalanie świadomości
obywatelskiej Polaków i tworzyć prawdziwą wspólnotę myśli i słowa oraz jedności
w różnorodności. Wielkość wspólnoty osób jest rezultatem społecznego wysiłku w
budowaniu jedności, ale z przekonania respektując i rozwijając daną przecież
przez samego Boga Stwórcę różnorodność osób, które z natury nie są sprzeczne ze
sobą, jak postuluje komunizm. Ludzie nie są też skazani na "wieczną" samotność
jednostek, jak chce tego liberalizm, lecz jesteśmy jako ludzie powołani do bycia
jednostką, ale zarazem do życia we wspólnocie ze wszystkimi drugimi jako
siostrami i braćmi. Powinniśmy zatem popierać opcję polityki polskiej i
europejskiej, zobowiązanej wobec wartości i ideałów chrześcijańskich,
poszukującej harmonii pomiędzy jednostką a społecznością, państwem a Kościołem,
respektującej przebogate dziedzictwo kultury, względnie tradycji katolickiej
oraz nigdy nieidącej na konfrontację z drugim człowiekiem, inną społecznością
czy z Kościołem jako przecież "Ciałem Mistycznym Chrystusa" (Papież Pius XII).

Jak Ksiądz Profesor rozumie tę postulowaną harmonię pomiędzy państwem
a Kościołem? Już słyszę zarzuty o próbę wskrzeszenia państwa wyznaniowego.

– Stolica Apostolska, a szczególnie fascynująco życiodajna dla narodów świata
nauka społeczna ostatnich Papieży, wskazuje na potrzebę uszanowania dobrze
rozumianej autonomii państwa i Kościoła, wynikającej z różnych celowości tych
dwóch koniecznych instytucji w życiu człowieka w czasie i przestrzeni
kosmicznej. Głównym celem Kościoła jest prowadzenie ludzi do zbawienia w
transcendentnym Królestwie Niebieskim, zaś jego podrzędnym celem jest troska o
bazę gospodarczą, finanse, kulturę, co stanowi z kolei centralny cel dobrze
zorganizowanego państwa w sensie dobra wspólnego, zainteresowanego oczywiście i
wspierającego działalność zbawczą Kościoła. Cyceron jako jeden z największych
Rzymian rozumiał Boga i Jego dobro jako coś konstytutywnego w pojęciu bonum
commune, co więcej – jako szczyt i koronę dobra w ogóle, tzn. jako najwyższe
dobro, do którego także państwo powinno dążyć. Natomiast na płaszczyźnie
prawno-moralnej zarówno Kościół, jak i państwo bazują na tych samych
fundamentach – na Dekalogu, całościowo oraz klasycznie rozumianym prawie
naturalnym jako powszechnym, obiektywnym i każdego absolutnie wiążącym.

Z uwagi na to, iż PRL jest ciągle jeszcze potężnie negatywną spuścizną w
najnowszych dziejach Polski, koegzystencja Kościoła i państwa raz po raz
natrafia na zasadnicze problemy. Niestety, jakoś nie możemy się z tego
negatywnego, komunistycznego, antyludzkiego, antykościelnego i anty-Boskiego
dziedzictwa definitywnie wyzwolić, co widać choćby na przykładzie odmownej
decyzji KRRiT w sprawie Telewizji Trwam.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj