Rybińsk, czyli ekstremum
Justyna Kowalczyk będzie dziś w Rybińsku bronić koszulki liderki Pucharu Świata. Pobiegnie w niej pierwszy raz w obecnym sezonie, z wiarą, że zdoła zatrzymać ją do samego końca. Oznaczałoby to czwartą w karierze Polki Kryształową Kulę, czyli sztukę, jaka nie udała się do tej pory nikomu i być może nikomu nie uda się już nigdy. Zawody zapowiadają się jako ekstremalna walka ze sobą, rywalkami i warunkami.
Kowalczyk na należne jej miejsce na samym szczycie pucharowej rywalizacji powróciła w czwartek w Moskwie. Wygrała tam sprint techniką dowolną, czyli konkurencję, w której nigdy wcześniej nie była najlepsza. Triumfując w stolicy Rosji, pokazała, że nie ma dla niej granic, których nie jest w stanie przekroczyć. Wyzwań, którym nie podoła. Ten charakter, ta wola walki i pasja będą w Rybińsku szczególnie potrzebne, bo biegaczki będą miały warunki, w jakich najprawdopodobniej jeszcze nie startowały. Ekstremalny mróz, który wielu pokonał już przed samym startem. Z wyjazdu w daleką podróż w ogóle zrezygnowały Niemki. Trener Jochen Behl przyznał, że w ekipie są zawodniczki mające problemy z oddychaniem w bardzo niskiej temperaturze. Szwedki decyzję odnośnie do występu podejmą w ostatniej chwili, w zależności od sytuacji. Także Norweżki spasowały, uznając, że nie warto narażać zdrowia. Do Rybińska przyjechała jednak była już liderka pucharowych zmagań Marit Bjoergen. Walcząc o Kryształową Kulę, nie mogła pozwolić sobie na absencję, zwłaszcza że odpuściła start w Moskwie.
Bjoergen ostatnio przeżywała kryzys, przynajmniej oficjalnie. Kompletnie zawaliła mistrzostwa swego kraju, zajmując wstydliwe, szóste miejsce na 10 km techniką dowolną. Z kolejnych startów zrezygnowała, zaszywając się w domu. Nie rozmawiała z mediami, a te wpadły w panikę, bo lekarze kadry orzekli, że organizm zawodniczki jest przemęczony i potrzebuje odpoczynku. Norweżka, jak wreszcie sama przyznała, trzy dni spędziła na kanapie, nic nie robiąc. – Nabrałam wówczas chęci do treningów i startów – powiedziała. W kłopoty Norweżki nie za bardzo uwierzył sztab Kowalczyk. Trener Aleksander Wierietielny podszedł do nich z głęboką rezerwą, sądząc raczej, że była to z jej strony gra. Podobnie wypowiadał się zresztą w grudniu, gdy z powodu rzekomego przeziębienia Bjoergen opuściła pucharowe starty w Rogli. Niedługo później, na Tour de Ski, pokazała już jednak wielką moc, która przyniosłaby jej zwycięstwo, gdyby nie niewiarygodna dyspozycja biegaczki z Kasiny Wielkiej.
Do Moskwy była już liderka PŚ nie przyjechała, tłumacząc, że nie lubi ulicznych sprintów. Do Rybińska dotarła, choć przerażały ją informacje o fali mrozów. Dziś i jutro temperatura może tam spaść grubo poniżej minus 20 stopni Celsjusza, a według przepisów można biegać do minus 18. W stolicy Rosji tak przeraźliwie zimno nie było, ale bardzo, bardzo – na pewno. Zawodniczki stosują dość proste środki, by z takimi warunkami sobie poradzić. Zakładają najcieplejszą bieliznę termoaktywną, chusty, naklejają taśmy, przypominając wyglądem egzotycznych wojowników. Pomaga, ale i tak nie sposób wziąć głębszego oddechu. Nie można zatem wykluczyć, że przy ekstremalnie niskich temperaturach zawody w Rybińsku w ogóle się nie odbędą. Wszystko rozstrzygnie się na miejscu, choć akurat Kowalczyk mrozów się nie boi. Jest w doskonałej formie i w doskonałym nastroju. Plastron liderki Pucharu Świata dodał jej skrzydeł, ale zawodniczka przekonuje, że nic nie jest przesądzone, a utrzymać się na szczycie do końca sezonu będzie niezwykle ciężko.
Dziś biegaczki rywalizować będą na 10 km łyżwą ze startu wspólnego, a jutro w biegu łączonym na 15 kilometrów.
Piotr Skrobisz
