Trzeba nam budować na krzyżu

Z JE księdzem arcybiskupem Wacławem Depo, nowym metropolitą
częstochowskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Jako klucz do swej posługi metropolity częstochowskiego wskazuje
Ksiądz Arcybiskup postawę zawierzenia. Jakie – w duchu tego zawierzenia – główne
zadania stawia sobie Ekscelencja u progu nowej misji w Kościele?

– Zawierzyć to przede wszystkim mieć świadomość, że nasze życie jest w rękach
Boga Stwórcy i Zbawiciela. To "w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy". To z tej
świadomości wypływa zarówno potrzeba bliskości i bezpieczeństwa, że wie Ojciec
Niebieski, czego nam potrzeba, jak i zadanie odkrycia swojej wartości wobec Boga
i dla innych. To jest jedno z najpilniejszych zadań mojej kapłańskiej i
biskupiej posługi, a więc głoszenie Ewangelii zawierzenia i nadziei. Dopiero
wówczas na wzór Maryi, według słów bł. Jana Pawła II, będziemy mogli zrozumieć,
że zawierzyć, to dać swoją osobistą odpowiedź na miłość Boga. Ta wiara w Jego
miłość będzie nas uczyła patrzenia w głąb siebie i przekraczania tego, co tylko
powierzchowne. Wtedy też będziemy lepiej rozumieć, że zawierzenie Bogu jest
trudną twórczością, która wymaga wysiłku rozumu i serca, i woli, aż do końca
naszego życia. Temu zadaniu zapraszania do współpracy z łaską Bożą, aby czynić
Kościół domem Boga i ludzi, będę starał się służyć.

Ksiądz Arcybiskup zawsze podkreśla, że wzorem dla Ekscelencji jest
bł. Jan Paweł II. Czy my, jako Polacy, dobrze wykorzystujemy ten dar, jakim był
i jest Papież Polak i nauczanie, które nam pozostawił?

– Już po wyborze Ojca Świętego Jana Pawła II świat zaczął rozumieć, że Bóg
posyła Kościołowi świadka ewangelicznej nadziei. Doświadczyliśmy tego również w
Polsce, kiedy wybór Papieża Polaka zwrócił uwagę świata na naszą Ojczyznę. Różne
wymiary wolności, które narodziły się wraz z "Solidarnością" pokazały, że sam
program walki nie wystarczył. Potrzeba było i jest nadal oprzeć się na
fundamencie Ewangelii Chrystusowej jako tajemnicy spotkań z Prawdą i Łaską. To
one weryfikują nasze wartości ludzkie i osobowe. Dziś coraz częściej o tym
zapominamy, dlatego potrzeba jak nigdy dotąd powrotu do Ewangelii jako
podstawowego fundamentu. Również trzeba nam budować na krzyżu Chrystusa i wtedy
dopiero zrozumiemy, czym jest odpowiedzialność osobista i wspólnotowa za
Kościół.

Częstochowa z Jasną Górą to duchowa stolica Polski, gdzie – jak mówił
bł. Jan Paweł II – przy sercu Matki najlepiej słychać, jak bije serce Narodu. Co
Ekscelencję najbardziej cieszy, a co niepokoi dziś w naszej Ojczyźnie w wymiarze
społeczno-politycznym?

– Chciałbym zwrócić uwagę, że poza nauczaniem Kościoła prawie nigdy nie
usłyszeliśmy w środkach społecznego przekazu, że Jasna Góra, Częstochowa jest
bijącym sercem Narodu. Ono rozbrzmiewa zarówno tonami radości z wiary, życia
pielgrzymiego, jak i tonem niepokoju i zatroskania o Ojczyznę. To trzeba przyjąć
i wypełnić. Serce w ujęciu biblijnym oznacza bowiem najgłębszą postawę naszej
osobowości, źródło mądrości, rozumu, woli i wiary. Dlatego za każdym razem, gdy
pielgrzymujemy na Jasną Górę – Świętą Górę obrony i zwycięstwa, powinniśmy być
wdzięczni Bogu za dar wolności i niepodległości zarówno naszej Ojczyzny, jak i
nas samych. Pamiętajmy jednak, że jak wszystko w życiu, te dary także można
utracić. Stanie się tak, kiedy człowiek zgodzi się być okłamywanym, kiedy nie
chce przyjąć prawdy i zagłusza głos sumienia. Trwanie w kłamstwie może sprawić,
że świadomie zaczniemy naginać Słowo Boże do naszych usprawiedliwień i wejść w
tzw. kompromisy z prawdą.

Niepokój społeczno-polityczny w Europie czy w naszej Ojczyźnie bierze się
stąd, że odeszliśmy od wierności Bogu, Jego Przykazaniom i Ewangelii. Złudzeniem
jest również przekonanie niektórych środowisk i osób, że można być
chrześcijaninem, katolikiem bez przynależności do Kościoła. Tak zwana świecka
religia świeci i będzie świeciła pustką, kiedy proponuje człowiekowi, aby sam
się zbawił, i nie da mu odpowiedzi na ostateczne pytania.

Jednym z najważniejszych wyzwań dla Kościoła jest dziś dzieło nowej
ewangelizacji, która ma być odpowiedzią na kryzys wiary, relatywizm moralny, na
pewnego rodzaju wtórne spoganienie całych społeczeństw. Jakie przejawy tego
kryzysu dostrzega Ksiądz Arcybiskup w wymiarze życia osobistego i rodzinnego
Polaków? W których dziedzinach tradycyjne duszpasterstwo już nie wystarcza i
potrzeba ewangelizacji od nowa?

– Zauważmy wprost, że współczesny kryzys prawdy, wartości i związany z nimi
kryzys gospodarczy jest rezultatem swoistej głuchoty na apele encyklik
społecznych Papieży przełomu Soboru Watykańskiego II, poczynając od bł. Jana
XXIII aż do Benedykta XVI włącznie. Obecny Ojciec Święty bardzo mocno podkreśla,
że nowa ewangelizacja musi wejść w logikę ewangelicznej przypowieści o ziarnku
gorczycy i nie aspirować do postawienia od razu wielkiego drzewa, które by
dawało czysto zewnętrzne poczucie bezpieczeństwa. Nie możemy ulec pokusie z lat
"Solidarności", kiedy Kościół był traktowany przez niektóre środowiska jako
rodzaj azylu politycznego. Trzeba nadal dostrzegać i oczyszczać procesy
dojrzewania owego ziarna gorczycy czy to w postaci naszej Lednicy (chodzi mi o
ten ruch młodych), Światowych Dni Młodzieży, pielgrzymek na Jasną Górę,
kolejnego pokolenia młodych Polaków czy ruchów i stowarzyszeń religijnych, które
powstają.

Nowa ewangelizacja jest więc zadaniem każdego chrześcijanina, które spełnia
się codziennie przez wierność łasce chrztu św. poprzez spotkanie z Jezusem na
kartach Ewangelii oraz w sakramentach wiary Kościoła. Ważne – zwłaszcza w
dzisiejszych czasach – jest poczucie przynależności do Kościoła bez tzw.
wewnętrznej schizofrenii, która oddziela wiarę od praktyk religijnych i
codziennego życia.

Ojciec Święty w orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Środków
Społecznego Przekazu zawierzył całe dzieło ewangelizacji, jakiego Kościół
dokonuje poprzez środki społecznego przekazu, Matce Najświętszej. To niezwykle
wymowne w sytuacji, gdy jedyna ogólnopolska telewizja katolicka – Telewizja
Trwam, jest dyskryminowana przez organy państwa w procesie koncesyjnym związanym
z cyfryzacją. Czasy się zmieniają, a katolików ciągle próbuje się traktować jak
ludzi drugiej kategorii. Z czego to wypływa?

– Nie jestem ekspertem w sprawach medialnych. Trzeba jednak podkreślić, że
Kościół nie zabiega przecież o wiodącą rolę w polityce, ale chce kształtować i
formować ludzi, którzy mają prawo do nieskrępowanego dostępu do prawdy Ewangelii
i całego depozytu wiary Kościoła. Właśnie, jak zaznacza Papież Benedykt XVI, w
zakresie formowania sumień Kościół wnosi swój najbardziej specyficzny i cenny
wkład w życie społeczne i narodowe. Ów wkład zaczyna się tworzyć w rodzinie, a
potem w szkole i parafii, gdzie uczymy się zgłębiać karty Pisma Świętego, które
są wielkim kodeksem kultury europejskiej i światowej. Eliminowanie w różny
sposób tych źródeł i odniesień do Boga już przynosi i niestety przyniesie w
przyszłości katastrofalne skutki w postaci cynizmu i nihilizmu. Wszelka
dyskryminacja katolików jest przejawem totalitaryzmu i gasi nadzieję na rzecz
dobra wspólnego.

W Polsce od kilku miesięcy daje o sobie znać grupa polityków, którym
bardzo przeszkadza krzyż, przeszkadzają katolicy, chcieliby zabijać dzieci
poczęte, legalizować układy homoseksualne i znieść kary za narkotyki czy
obrażanie uczuć religijnych. Czy to przedsmak jakiegoś cywilizacyjnego zwrotu,
który grozi także naszej Ojczyźnie?

– Łaska wiary i związane z nią przekonania religijne nie są czymś
zewnętrznym, one przynależą do wewnętrznej istoty społeczeństwa. Wiara i rozum,
jak zaznaczył w encyklice "Fides et ratio" Jan Paweł II, są dwoma skrzydłami,
które unoszą nas ku prawdzie. Są komplementarne wobec siebie, umożliwiając
rozwój wewnętrzny człowieka. Jeśli w imię źle pojętej i przeżywanej wolności
ktoś te wartości przeciwstawia, ten wcześniej czy później zmierza do
samozniszczenia. Jakość życia społecznego i politycznego czy wreszcie jakość
demokracji zależy od owego "punktu krytycznego", jakim jest sumienie – głos Boga
we wnętrzu i naturze człowieka. Jeśli ono jest zamknięte na Boga i wartości z
Nim związane, jeśli spycha religię i moralność na margines, wówczas, powiedzmy
szczerze, ani Polska, ani Europa, ani świat nie pokonają obecnego kryzysu i
buntu pokoleniowego. Są skazani na regres, ale nadzieja chrześcijańska każe nam
spojrzeć na życie oczami Boga i Jego łaski, i Jego przeznaczeń.

Już wkrótce czeka nas kolejna debata związana z pracami
parlamentarnymi dotyczącymi zapłodnienia in vitro. Niestety, mimo że większość
posłów deklaruje się jako katolicy, to nie możemy być spokojni o wynik tych
prac… Dlaczego wciąż mamy problem z politykami, którzy nie chcą kierować się
swoją wiarą w działalności publicznej?

– W dziele nowej ewangelizacji trzeba nam również dostrzec zaangażowanie
katolików w życie publiczne. Ludzie wierzący z jednej strony nie mogą być
dyskryminowani i ośmieszani, ale z drugiej nie mogą też milczeć, kiedy trzeba
stanąć w obronie wiary i przynależności do Kościoła Chrystusowego. Każdy
polityk, czy to wierzący, czy agnostyk, czy nawet postkomunista, winien działać
na rzecz dobra wspólnego i odpowiedzialności za sektory życia publicznego.
Pierwszym zaś zadaniem jest, i powinna być, obrona życia i godności każdej
istoty ludzkiej od momentu poczęcia. Nie może być tak, że w imię prawdy będziemy
wciąż się spierać o początek życia człowieka, a jednocześnie uchwalać prawa
ochrony życia zwierząt, jakby to one były ważniejsze. Katolik służący w polityce
nie może być wewnętrznie podzielony. Dlatego Boże przykazania i moralność
ewangeliczna przypieczętowana śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa winny być
trwałym fundamentem życia i nie podlegać dyskusji czy głosowaniu w imię
demokracji.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

drukuj