Jak otworzyć drogę powrotu

Z Jakubem Płażyńskim, pełnomocnikiem Komitetu "Powrót do Ojczyzny",
rozmawia Maciej Walaszczyk

Ilu Polaków wraca do Ojczyzny oficjalną drogą, zgodnie z zasadami ustawy
repatriacyjnej z 2000 roku? Podobno jest ich bardzo niewielu?

– Tą oficjalną drogą, a więc na podstawie zaproszeń wysyłanych przez samorządy,
jest to niespełna 200 osób.

A ilu Polaków wyjechało z byłych republik sowieckich poza oficjalnym
systemem repatriacyjnym, za który odpowiada państwo?

– Można powiedzieć, że istnieją trzy drogi powrotu do Polski na stałe. Pierwsza
poprzez wysłanie zaproszenia przez samorząd zgodnie z obowiązującą ustawą. Może
on również zapraszać wskazane przez siebie osoby lub całe rodziny sam, z
pominięciem ustawy oraz pomocy państwa, i w pełni ponosić wszelkie koszty takiej
repatriacji. Trzecią możliwością jest po prostu droga rodzinna. Poza oficjalną,
ustawową drogą w ten sposób powróciło do Polski około 4 tysięcy osób. Dochodzą
do tego również ci, którzy już w Polsce zostali uznani za repatriantów.

Z której z byłych republik sowieckich nasi rodacy i ich potomkowie
najczęściej decydują się wracać do Polski?

– To przede wszystkim Kazachstan i pogranicze państw ościennych, a więc ci
Polacy i ich potomkowie, którzy znaleźli się tam w wyniku zsyłki. To po prostu
byli obywatele Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, których zesłano w te
rejony w liczbie kilkuset tysięcy.

Od upadku ZSRS minęło właśnie 20 lat. Tymczasem sprawa repatriacji
zesłańców wciąż nie została rozwiązana. Jak sam Pan wspomniał, gdyby nie
determinacja samorządów, rodzin, to oficjalnie proces powrotów do Ojczyzny
właściwie nie istnieje. Co takiego proponują Państwo w projekcie ustawy, by w
ciągu 3 lat zamknąć tę sprawę?

– Chcielibyśmy w pierwszej kolejności zamknąć tę kolejkę, która w ostatnich
latach powstała w oczekiwaniu na powrót do Polski. Chodzi o tę część osób, które
złożyły już wnioski o wydanie im wizy repatriacyjnej. Są to osoby, które
przeszły procedurę przed polskim konsulem i otrzymały promesy na otrzymanie wizy
wjazdowej. Łącznie to już około 2600 Polaków, a ich lista znajduje się w
rejestrze RODAK, który prowadzi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. W zależności od
możliwości finansowych i woli politycznej chcielibyśmy zamknąć tę sprawę właśnie
w ciągu najbliższych 3 lat. Po rozładowaniu tej kolejki chcielibyśmy , by w
dalszym ciągu proces repatriacji był prowadzony. Wszystko zależy jednak od
możliwości finansowych państwa. Jeśli takie możliwości będą, to mamy nadzieję,
że oba procesy będą toczyły się równolegle.

Jaka – w Pana ocenie – jest szansa na to, że ustawa ta wraz z nowymi
zasadami przenoszącymi koszty repatriacji z samorządów na państwo w ogóle
zostanie w tym Sejmie przyjęta?

– Szansa jest duża. Wszystko zależy od dobrej woli i pracy nad szukaniem dobrych
rozwiązań. My przedstawiliśmy propozycję, która zakłada, że system ten będzie w
końcu efektywny. Najważniejsze jest dla nas to, by repatriacja się odbywała i w
końcu na dobre rozpoczęła. By każdy, kto już otrzymał promesę polskiej wizy, w
najbliższym czasie mógł powrócić do kraju, a nie – tak jak obecnie – na powrót
musiał oczekiwać 8-10 lat.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj