Całun Turyński tajemnicą dla nauki

Z prof. Bruno Barberisem, dyrektorem naukowym Międzynarodowego
Centrum Syndonologii w Turynie, członkiem komisji zajmującej się konserwacją i
przechowywaniem Całunu Turyńskiego, rozmawia Agnieszka Gracz

Naukowcy z włoskiego ośrodka badań jądrowych, którzy przez kilka lat
próbowali przy użyciu najnowocześniejszych technologii odtworzyć wizerunek z
Całunu Turyńskiego, poddali się. Nauka nadal nie jest w stanie stworzyć
reprodukcji słynnej relikwii, co stanowi kolejne potwierdzenie jej niezwykłego
charakteru.

– Jako członek komisji zajmującej się konserwacją i przechowywaniem Całunu od
lat analizuję wszystkie badania z nim związane. Trzeba przypomnieć, że ich
pierwsza faza nastąpiła w 1978 r., a kolejna w 1988 roku. Najbardziej
zaawansowane i dokładne badania rozpoczęto przed ponad 30 laty, kiedy grupa
ponad 40 naukowców, głównie ze Stanów Zjednoczonych, zaangażowała się w
zbieranie jak największej ilości danych. Całun był wówczas badany nieprzerwanie
przez ponad 120 godzin. Na bazie uzyskanych wówczas informacji przeprowadzono
analizy, które publikowano w różnych czasopismach. Te informacje jeszcze dziś są
bazą poznawania Całunu. Mam nadzieję, że badania będą kontynuowane.
Od lat przeprowadza się także badania z użyciem coraz nowszych technik. Wszelkie
analizy potwierdzały, że nie chodzi o malunek, ale faktycznie o trójwymiarowe
odbicie ciała człowieka torturowanego i ukrzyżowanego. Co więcej, jest to
niezwykłe odbicie, którego nie można wykonać żadną dostępną dziś techniką.
Najnowsze próby naukowców dowodzą, że z punktu widzenia nauki nie jest dziś
możliwe wyjaśnienie, jak ciało przebywające w płótnie od kilkunastu do
kilkudziesięciu godzin mogło pozostawić taki ślad. Mimo tylu lat badań i wielu
głosów podważających je faktem jest, że bezskuteczne pozostały próby stworzenia
podobnego odbicia na płótnie, jakie mamy na relikwii z Turynu.

Dlaczego, mimo że mamy coraz nowocześniejsze technologie, nikt nie
zdołał wykonać precyzyjnej reprodukcji Całunu?

– Badania wskazały, że odbicie ciała Jezusa na Całunie jest powierzchniowe. Krew
natomiast przeniknęła tkaninę. Oznacza to, że ślad ciała znajduje się na
mikroelementach włókien, nie przenika ich, a sięga jedynie do tysięcznej
milimetra. Proszę więc sobie wyobrazić taką grubość. Oznacza to również, że
dotychczas żadna technika nie zdołała w podobny sposób umieścić wizerunku. W
jednym z rzymskich laboratoriów przy użyciu lasera próbowano wykonać podobny
wizerunek. Na fragmencie materiału udało się uzyskać jedynie kolor zbliżony do
koloru śladów na Całunie, ale jest oczywiste, że w ówczesnych czasach nie
posiadano takich narzędzi.

To potwierdza wyjątkowy charakter Całunu Turyńskiego. A czy można
podważyć skuteczność stosowanych do badań tego płótna metod?

– Całun jest obiektem dyskusji. Pojawiało się wiele artykułów o nim. Musimy
jednak cały czas pamiętać, że sprawa dotyczy nie jakiegoś rzymskiego imperatora,
ale Jezusa. Poszukujemy prawdy, chcemy dowiedzieć się, czym jest to płótno, ale
jeśli ktoś twierdzi, że nie jest to odbicie Jezusa z Nazaretu, to przy użyciu
współcześnie dostępnych technik powinien to udowodnić. I do tej pory nikt tego
nie uczynił. Dlatego też badania są prowadzone, bo jest to naprawdę tajemnica…
Wielu podważało autentyczność Całunu, wskazując np., że może to być dzieło Da
Vinci. Owszem, ale trzeba to udowodnić… Nadal jest to jednak tajemnica.

Jakie, według Pana, są najważniejsze niewiadome, jeśli chodzi o Całun?
– Jednym z najważniejszych, ale i najtrudniejszych faktów do zbadania i
zrozumienia jest kwestia powstania trójwymiarowego obrazu na tym płótnie. Na
pewno nie jest to naturalne zjawisko, aby ciało pozostawiło taki ślad. Innym
ważnym pytaniem, na które naukowcy chcieliby znaleźć odpowiedź, jest wiek
tkaniny. Badania metodą radioaktywnego izotopu węgla C14 przyniosły rezultaty.
To metoda, która działa właściwie, ale trzeba wziąć pod uwagę, że przez wiele
stuleci płótno było przechowywane w różnych warunkach i w konsekwencji pojawiły
się na nim zanieczyszczenia o charakterze chemicznym i biologicznym. Poza tym
datowanie tkanin nie jest łatwym zadaniem.
Trzecim ważnym elementem jest odkrycie dokładnej historii Całunu. Znamy jego
dzieje zaledwie od 1350 r. aż do dziś. Mamy pewne wiadomości, ale nie ma
wystarczającej liczby dokumentów, które precyzyjnie opisywałyby jego dzieje i
pozwoliłyby zrekonstruować szlak, jaki przebył. Badania idą również w tym
kierunku.

Co skłoniło Pana Profesora jako matematyka i fizyka do zajęcia się
badaniami Całunu Turyńskiego?

– W 1975 r. ukończyłem studia matematyczne i spotkałem starszego profesora,
który wówczas był dyrektorem Międzynarodowego Centrum Syndonologii. To właśnie
on poprosił mnie, abym włączył się w badania, a późnej wzbudził też we mnie
głębsze zainteresowanie tą tematyką. Profesor przekazywał mi róże książki,
artykuły i publikacje, zapraszał na konferencje. Kiedy zacząłem się interesować
Całunem, analizowałem badania, rozpocząłem prowadzenie konferencji. I dziś
jestem następcą mojego profesora, dyrektorem naukowym instytutu. Nigdy nawet nie
wyobrażałem sobie, że mogę w ten sposób działać, uczestnicząc również w prawie
dwóch tysiącach konferencji naukowych dotyczących Całunu organizowanych na całym
świecie.

Co Pan czuje, patrząc na Całun?
– To złożona odpowiedź, ponieważ nie jest łatwo opisać to, czego się doświadcza,
patrząc na płótno. Wielokrotnie widziałem Całun, ale jako naukowiec, więc było
niewiele czasu na refleksję. Jednak kiedy miałem możliwość w ciszy spojrzeć na
Całun, zwróciłem uwagę na to, co z niego wypływa, na głębokie przesłanie dla
nas, przesłanie ważne, jedyne i niezwykłe. Aby je usłyszeć, do Turynu
przyjeżdżają setki tysięcy pielgrzymów z całego świata. To skłania do tego, by
zadać sobie pytanie, dlaczego przyjeżdżają z tak daleka, dlaczego choć przez
kilka minut chcą zobaczyć to odbicie na kawałku płótna, który jest za szybą…
Ten Całun jest przesłaniem ogromnego cierpienia Człowieka, który doświadczał
niewymownych tortur, i to wzbudza zainteresowanie także niewierzących. Płótno
jest obrazem tych wszystkich, którzy byli dręczeni, torturowani, poniżani i
prześladowani w historii ludzkości, ale dla nas, wierzących, jest on czymś
więcej. To najbardziej prawdopodobny dowód cierpienia i miłości Jezusa, to
konkretna pamiątka, która nam pozostała. Oblicze Człowieka z Całunu to Oblicze
Syna Bożego. To ewangelia obrazu. Dziś w naszym społeczeństwie, które jest tak
wrażliwe na obraz, w społeczeństwie, które zagubiło w sobie zdolność do
czytania, Całun jest wymownym znakiem. To Oblicze mówi więcej niż jakikolwiek
inny tekst. Nie bez powodu Całun nazwano również piątą ewangelią. Wpatrując się
w niego, możemy odczytać, jakich cierpień doświadczał Jezus.

Obliczył Pan Profesor, że prawdopodobieństwo, iż człowiek z Całunu nie
był ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Jezusem z Nazaretu, wynosi 1/200 miliardów.
Co było podstawą takich obliczeń?

– Dokonując badań płótna, mogliśmy ustalić pewne elementy. W płótno pogrzebowe
było owinięte ciało człowieka poddawanego wielu torturom i człowieka, który na
pewno zmarł na krzyżu. Ta wiedza jest zbieżna z naszą wiedzą o Jezusie z
Nazaretu, jaką czerpiemy z opisów ewangelicznych. Przede wszystkim całe ciało
pokryte było ranami po biczowaniu. Co więcej, na głowę tego człowieka włożono
coś, co przypominało kask, czepiec z cierni, który powodował liczne i dość
głębokie rany głowy. Poza tym krzyżowani byli bici. Ślady bicia po twarzy widać
również w wizerunku na Całunie. Ponadto człowiek, którego ciało owinięto w
płótno, został ukrzyżowany za pomocą gwoździ. Skazani na ukrzyżowanie nieśli na
ramionach poprzeczny element krzyża. Na Całunie bardzo dobrze widoczne są ślady
otarcia naskórka i odbicia dwóch elementów krzyża. Na płótnie widać również
ślady rany, którą zadano w bok.
Kolejnym elementem zbieżnym z opisem ewangelicznym jest zawinięcie ciała w
płótno tuż po śmierci na krzyżu. Uczyniono to w sposób prowizoryczny. I zgadza
się to również z biblijnym opisem, który wskazuje nam, że nie dokonano obrzędu
obmycia ciała Jezusa, tak jak to zwykle czyniono wówczas, gdy składano ciało do
grobu. Ciało było owinięte w płótno tylko przez kilkadziesiąt godzin. Świadczą o
tym analizy Całunu, na którym nie stwierdzono żadnych oznak rozkładu ciała.
Oznacza to, że nie mogło przebywać w tym płótnie więcej niż 50, 60 godzin po
śmierci.
Porównaliśmy wszystkie analizy badanego płótna, jak i biblijne opisy dotyczące
śmierci Jezusa i zadaliśmy sobie pytanie, jakie jest prawdopodobieństwo, że będą
one zgadzały się z innym opisem człowieka skazanego na śmierć poprzez
ukrzyżowanie. Tak więc prawdopodobieństwo, że człowiek z Całunu nie był
ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Jezusem z Nazaretu, wyniosło 1 do 200 miliardów.
Co to oznacza? Jeśli w historii ludzkości ukrzyżowano by 200 miliardów osób,
tylko jedna z nich miałaby wszystkie te elementy wspólne z ciałem człowieka,
który został owinięty w płótno. A tylko dwie osoby mają taką charakterystykę.
Pierwszą jest człowiek, którego ciało było owinięte w Całunie, drugą jest Jezus
z Nazaretu. I prawdopodobieństwo, że była to ta sama osoba, jest bardzo, bardzo
wysokie.

Dziękuję za rozmowę.

Prof. Bruno Barberis jest wykładowcą fizyki matematycznej na
Uniwersytecie Turyńskim. Od 1975 r. zajmuje się badaniami nad Całunem. Jest
dyrektorem naukowym Międzynarodowego Centrum Syndonologii w Turynie i członkiem
Komisji ds. Całunu Diecezji Turyńskiej. Jest autorem licznych publikacji o tej
relikwii. W 2011 r. ukazała się książka "Całun – kwestia wciąż otwarta"
autorstwa Bruno Barberisa i Massimo Bocalettiego.

drukuj