Europejski mur dla Gazpromu

Najbliższych kilkanaście miesięcy może okazać się decydujące dla
bezpieczeństwa energetycznego nie tylko Polski, lecz także całej Europy. Na
forum unijnym trwa coraz bardziej zacięta batalia o swobodę poszukiwań i
eksploatacji złóż gazu łupkowego. Jej wynik będzie miał olbrzymie znaczenie dla
przyszłości gospodarczej i politycznej naszego kraju. Jednak to nie jedyny
obszar, w którym Polska musi stanowczo walczyć o własne interesy energetyczne.
Spór z Gazpromem o obniżkę cen dostarczanego gazu zakończył się sądem
arbitrażowym w Sztokholmie. Polska powinna w tej sprawie wykazać stanowczość i
determinację. Mamy bowiem niepowtarzalną okazję, by wspólnie z innymi
europejskimi krajami zbudować mocny sojusz, który zmusi rosyjskiego giganta do
zaprzestania polityki cenowego dyktatu.

Spór o wielkie pieniądze
Przypomnijmy "historię choroby". W ciągu pierwszego półrocza br. cena
kontraktowa gazu w dostawach z Rosji wzrosła o ponad 24 procent. W czerwcu zaś
Gazprom poinformował, że w czwartym kwartale 2011 r. ceny paliwa dla
europejskich odbiorców mogą jeszcze wzrosnąć. Jako uzasadnienie podano
preferowaną przez rosyjską spółkę indeksację do produktów ropopochodnych, której
mechanizmy opracowano jeszcze w latach 60. XX wieku. Dzisiaj taki rodzaj
indeksacji jest już archaiczny i mało uzasadniony – ale jest bez wątpienia
wygodny dla Gazpromu.
PGNiG – polski narodowy koncern – od ponad pół roku przekonuje Gazprom nie tylko
do obniżki cen gazu, ale również do zmiany formuły cenowej, jedynym wyjściem
pozostał wiec arbitraż. Pamiętajmy, że to dzięki klauzuli arbitrażowej, wpisanej
do umowy w 2006 r., a więc za rządów odsądzanego od czci i wiary Prawa i
Sprawiedliwości, możliwe jest toczenie sądowego sporu z rosyjskim gigantem.

Polska nie będzie sama
Gra toczy się o wysoką stawkę. Niestety, daje znać o sobie "polskie piekiełko".
Część ekspertów od rynku paliw zaczęła kwestionować w publicznych wypowiedziach
zasadność twardego stanowiska wobec Rosji, przewidując z góry przegraną strony
polskiej w sporze arbitrażowym. Tymczasem to właśnie cofnięcie się, przyjęcie
kapitulanckiej postawy będzie dla Polski oznaczało utratę jakichkolwiek realnych
szans na wymuszenie na Rosjanach ustępstw w najbliższych latach. Skutki
arcyszkodliwej dla Polski umowy gazowej z Gazpromem zawartej przez rząd Donalda
Tuska można choć trochę zniwelować, dopominając się o renegocjacje warunków. O
niższe ceny rosyjskiego gazu zabiegają także m.in.: Shell, Gaz de France Suez,
włoski koncern ENI i turecki Botas. Do podjęcia stanowczych kroków koncerny
skłoniło sztywne stanowisko Gazpromu, który odmawia zmian formuły cenowej, a
także problemy z odsprzedażą drogiego, rosyjskiego gazu. Warto zaznaczyć, że
wielkie koncerny RWE i E.ON skierowały spór na drogę arbitrażową. Z kolei w
przypadku włoskiego Edisona wystarczyło tylko złożenie pozwu – latem br. spółka
zawarła korzystną dla siebie ugodę z Rosjanami. Pod koniec sierpnia niższe ceny
za gaz z Rosji zdołali wynegocjować Grecy.
Co gra na naszą korzyść? Z powodu kryzysu gospodarczego w 2009 r. spadł popyt na
gaz w Europie, a kolejne zapowiadane fale spowolnienia gospodarczego powodują,
że trzeba się spodziewać zmniejszenia popytu. W dodatku na rynku mamy do
czynienia ze sporą nadpodażą ciekłego gazu LNG będącego konkurencją dla
rosyjskiego surowca. Polska – o czym rodzimi pesymiści nie chcą, niestety,
pamiętać – jest jednym z czterech największych odbiorców rosyjskiego gazu w Unii
Europejskiej, ale również krajem tranzytowym. Choćby z tego powodu nie możemy
przyjmować pozycji pokornego petenta, który korzysta z rosyjskiej
szczodrobliwości.
Pamiętajmy również o tym, że pozycja negocjacyjna Gazpromu uległa w ostatnich
miesiącach osłabieniu. Inspektorzy Komisji Europejskiej bez zapowiedzi
przeprowadzili kontrole dokumentów w firmach zajmujących się dostawami,
przesyłem i magazynowaniem gazu w dziesięciu państwach unijnych. Wszystkie te
firmy miały umowy z Gazpromem. Celem audytu było sprawdzenie, czy rosyjski
koncern nie nadużywa monopolistycznej pozycji w dostawach gazu. Badano m.in.,
czy w kontraktach z Rosjanami znalazły się zapisy w sprawie cen surowca na
lokalnym rynku, czy Gazprom bez powodu odmawiał sprzedaży gazu niektórym
podmiotom i czy nie zachęcał do rezygnacji z niektórych projektów
infrastrukturalnych w zamian za korzystne ceny. Unijnym decydentom nareszcie –
chociaż o wiele za późno – spadają klapki z oczu.
Gazprom poprzez sieć spółek zależnych w państwach UE korzysta z liberalizacji
rynku gazu, natomiast nie zamierza uwzględnić konieczności zmian związanych z tą
liberalizacją. Od przestarzałego modelu indeksacji cen gazu do produktów
ropopochodnych odeszły już m.in. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, a zmiany
następują także w Niemczech. Rosjanom zostaje coraz mniej argumentów za własnym
stanowiskiem – wyraźniej widać, że koncern chce po prostu wymuszać korzystne dla
siebie warunki z pozycji siły.

Najważniejszy jeden głos
Rolą polskich decydentów i europosłów jest budowanie na forum europejskim bloku
poparcia dla polskiego stanowiska – zarówno w sprawie gazu z łupków, jak i
twardych negocjacji z Gazpromem. Skutki wykorzystywania przez Rosjan pozycji
monopolisty odczuwają na własnej skórze wielkie europejskie koncerny i
poszczególne państwa. To dobry moment na pozyskanie sojuszników. Pytanie – czy
skoro trudno nam tu, w Polsce, mówić jednym głosem w kwestiach decydujących dla
polskiej przyszłości i suwerenności naszego państwa, to czy będziemy umieli
zbudować europejski mur, o który rozbije się gazowy monopolista?

 

Jakub M. Opara
 


Autor jest historykiem, ekonomistą, był bliskim współpracownikiem śp.
prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

drukuj