Wyborcy PiS są zdezorientowani
Z Edwardem Siarką, posłem Klubu Parlamentarnego Solidarna Polska,
rozmawia Maciej Walaszczyk
Rozmawiał Pan w środę z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Czyja była to
inicjatywa?
– Informacja na temat tego spotkania została przekazana mediom przez kogoś z
otoczenia pana prezesa. Ja jej nie kolportowałem. Mówię to, by nie zostawić
wrażenia, że spotykając się z Jarosławem Kaczyńskim, celowo chciałem tę
inicjatywę nagłośnić. Rozumiem jednak, że jeżeli opinia publiczna o niej wie, to
jest z drugiej strony jakaś wola porozumienia.
Ale kto o tę rozmowę zabiegał, Pan czy prezes?
– Spotkanie odbyło się na moją prośbę. O taką rozmowę zresztą od dłuższego czasu
zabiegałem. Poinformowałem o niej również pana Arkadiusza Mularczyka, szefa
Klubu Parlamentarnego Solidarna Polska, do którego należę.
Co przedstawił Pan prezesowi?
– Nasz punkt widzenia, to, jak oceniamy działalność naszej partii, a więc Prawa
i Sprawiedliwości w terenie. Przekazałem także panu prezesowi spostrzeżenia i
opinie terenowych działaczy PiS na temat wyrzucenia Zbigniewa Ziobry z naszych
szeregów.
Konsultują to Państwo z ludźmi? Jak komentują ten bolesny konflikt?
– Tam, skąd pochodzę, a więc na Podhalu, podczas szeregu spotkań około 70 proc.
działaczy, z którymi rozmawiałem, jest zdezorientowanych. Nie rozumieją, co się
dzieje, i są jednocześnie zdruzgotani tym, co widzą i słyszą w przekazach
medialnych. Mówią w ten sposób: "nie możemy zrozumieć, dlaczego w takiej dużej
partii, jaką jest Prawo i Sprawiedliwość, nie można zagospodarować Zbigniewa
Ziobry? Dlaczego wcześniej nie można było zagospodarować Marka Jurka i jego
ludzi, czy potem Ludwika Dorna?". Te sprawy i odpowiedzi na tak postawione
pytania są dla nich ważne. Pytają wprost, kogo jeszcze nasza partia ze swoich
szeregów wyrzuci. Ludzie nie rozumieją sytuacji, w której osoby w naszym
środowisku cenione, które coś osiągnęły, są wyrzucane tylko dlatego, bo coś
powiedziały. To właśnie reakcja i pytania takich ludzi skłoniły mnie do tego, by
zająć stanowisko w obronie kolegów i wystąpić z Klubu Parlamentarnego PiS.
Ale postanowił Pan pójść na rozmowę pojednawczą?
– Proszę pana, mogłem w ławach poselskich jako poseł PiS siedzieć spokojnie
przez całe cztery lata. Nie wychylając się i nie narażając na zarzuty, że jestem
nielojalny. Jednak wobec całej tej sytuacji, jaka się w mojej partii zrodziła,
nie mogę przejść obojętnie. To jest w interesie nas wszystkich.
Jaka była reakcja Jarosława Kaczyńskiego?
– Pan prezes zgodził się ze mną w wielu kwestiach dotyczących funkcjonowania
partii. Z drugiej strony powiedział, że propozycje rozwiązań, o których mówił
m.in. Zbigniew Ziobro, są dość trudne do przeprowadzenia i doprowadziłyby do
kolejnych konfliktów. W każdym razie kwestia wykluczenia nas z partii zależy
teraz ostatecznie od pana prezesa. Wiem, że wielokrotnie wykazywał się dużymi
umiejętnościami politycznymi, taktycznymi, które prowadziły do dobrze kończących
się rozwiązań. Mam nadzieję, że będzie tak i tym razem, ale jest to tylko i
wyłącznie decyzja pana prezesa. Z naszej strony jest natomiast pełna wola
porozumienia.
To znaczy, że nie będą Państwo zakładać własnej partii, nie mają takich
planów?
– Czekamy teraz na decyzję w sprawie odwołań, jakie złożyli w sprawie usunięcia
z partii Jacek Kurski, Zbigniew Ziobro i Tadeusz Cymański. Wszystko ma się
rozstrzygnąć do godziny 12.00 dziś. Jeżeli okaże się, że decyzja ta zostanie
podtrzymana, to jaką będziemy mieli wówczas alternatywę?
Dziękuję za rozmowę.
