Żelazna kurtyna WPR
Wspólna Polityka Rolna po 2013 r. jest sprawą ciągle żywą, budzącą
emocje i dyskusje wśród europosłów. W ostatnim czasie zaczęły spływać
szczegółowe ekspertyzy i analizy oddziaływania nowego projektu WPR na los
europejskich rolników. A te są porażające dla nowych krajów członkowskich Unii,
a zwłaszcza dla tych, które z uprawy roli żyją. Nadszedł czas protestów w
obronie interesów swoich państw.
Dyskusja o przyszłości Wspólnej Polityki Rolnej po 2013 r. rozpoczęła się trzy
lata temu, a zmaterializowała się w przyjętym w czerwcu raporcie Dessa. WPR to
jedyna polityka unijna w całości finansowana z budżetu UE, a jej udział w całym
budżecie wynosi około 40 procent. Zdaniem tak zwanych płatników netto, jest to
zdecydowanie za dużo. W podgrzanej kryzysem atmosferze starli się więc płatnicy
netto (Wielka Brytania, Szwecja, Holandia, Niemcy) z beneficjentami netto
(Francja, Włochy, Hiszpania). Pierwsi żądali zmniejszenia budżetu rolnego i
ograniczenia wsparcia bezpośrednio związanego z produkcją rolną. Drudzy domagali
się rzeczy wręcz przeciwnych, dodając nagrodę za spełnianie wymogów
środowiskowych. Oba obozy, łamiąc zasady solidaryzmu, forsowały rozwiązania
niekorzystne dla nowych krajów członkowskich, które były dla nich zagrożeniem.
Zróżnicowanie wsparcia do hektara użytków rolnych w nowych i starych krajach
członkowskich jest olbrzymie i na starcie stawia naszych rolników na pozycji
przegranej w konkurencji z rolnikami zachodnimi. Ponadsześciokrotna różnica
pomiędzy najwyższym wsparciem w Grecji (blisko 560 euro/ha) a najniższym na
Łotwie wynoszącym około 90 euro/ha była i jest nie do przyjęcia. I tak
przedpokój UE, w którym mieliśmy przebywać krótko, tylko do momentu
przemeblowania Wspólnej Polityki Rolnej, stał się naszym ciasnym M-12 (12 nowych
państw członkowskich), w którym przyjdzie nam pełnić rolę kamerdynera, a nie
partnera.
Raport Dessa tę sytuację pieczętuje. To był główny powód, dla którego posłowie z
krajów nadbałtyckich wystosowali ostry protest do komisarza Ciolosa oraz liderów
grup politycznych w Parlamencie Europejskim przeciwko propozycji Komisji
Europejskiej przedłużającej niesprawiedliwy stosunek do rolników. Proponowany
model nowych płatności bezpośrednich nie jest zgodny z zasadami Unii.
Trzydzieści lat po upadku żelaznej kurtyny rolnicy państw nadbałtyckich, ale też
rolnicy polscy, będą nadal otrzymywać dopłaty dużo mniejsze, niż wynosi średni
poziom dopłat unijnych. Rolnicy znajdą się w absurdalnej sytuacji, kiedy
wysokość ich dopłat będzie 3-4-krotnie niższa niż w innych krajach UE. Jest to
dalece niesprawiedliwe i przeczy jednolitemu rynkowi oraz uczciwej konkurencji.
Czy można wyjść z tej sytuacji z podniesioną przyłbicą? Tak. Trzeba tylko
stworzyć równe warunki konkurencyjności między rolnikami w całej Unii, a to
wymaga ustanowienia minimalnego progu dopłat bezpośrednich oraz ustanowienia
sufitu dopłat, na które zgodzą się nowe państwa członkowskie. To właśnie
przewidywała złożona przeze mnie poprawka do raportu Dessa, którą niestety
odrzucono w komisji rolnej PE. Komisja Europejska i Rada muszą zrozumieć, że w
interesie całej Unii leży zasypanie historycznej przepaści pomiędzy nowymi a
starymi jej członkami.
Utrzymywanie dyskryminacji w polityce rolnej na pewno temu nie służy. Nic nie
może usprawiedliwić, nawet globalny kryzys gospodarczy, istnienia żelaznej
kurtyny we Wspólnej Polityce Rolnej. Czy głos krajów nadbałtyckich zostanie
usłyszany w Brukseli, czy też będzie wołaniem na puszczy – okaże się wkrótce.
Autor jest litewskim posłem do Parlamentu Europejskiego, należy do Grupy
Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
