Broniąc Papieża, oskarżyli biskupa

Książka Paolo Rodariego i Andrei Torniellego pt. "Atak na Ratzingera"
zawiera nieprawdziwe informacje na temat tzw. sprawy ks. abp. Stanisława
Wielgusa.

Publikacja autorstwa Paolo Rodariego i Andrei Torniellego właśnie ukazała się w
Polsce nakładem wydawnictwa Edycja Świętego Pawła, a dziś odbędzie się jej
promocja w Warszawie. Jak sugeruje tytuł: "Atak na Ratzingera", odnosi się ona
do szeregu ważnych spraw związanych z próbą podważenia autorytetu Następcy św.
Piotra i atakami na Benedykta XVI od początku pontyfikatu. Odwołuje się do
konkretnych wydarzeń z życia Kościoła na całym świecie, w tym również w Polsce.
Niestety, w tym ostatnim przypadku autorzy publikacji zamieścili w niej szereg
nieprawdziwych informacji. Chodzi o rozdział w części poświęcony sprawie
nominacji ks. abp. Stanisława Wielgusa na metropolitę warszawskiego i związanym
z tym wydarzeniom na przełomie 2006 i 2007 roku.
Po pierwsze, autorzy zastanawiają się, dlaczego wcześniej nikt nie zweryfikował
dokumentów, skoro od dwóch lat za sprawą tzw. listy Wildsteina "publiczna była
wiadomość, że Stanisławowi Wielgusowi przypisane były dwie teczki, o numerach
IPN BU 001198/5835 i IPN BU 00612/2542". Otóż wspomnianymi sygnaturami oznaczone
są odpowiednio mikrofilmy i akta pochodzące z bazy WUSW w Kielcach dotyczące
zupełnie innej osoby o tym samym imieniu i nazwisku. Informacja, jakoby
zachowały się dwie teczki o wspomnianych sygnaturach, dotyczące ks. Stanisława
Wielgusa, jest nieprawdziwa.
Po drugie, w publikacji zawarta jest również informacja, jakoby "dopiero 2
stycznia, kiedy bomba na łamach polskich dzienników była już gotowa do wybuchu,
Nuncjatura Apostolska w Warszawie zdecydowała się wystąpić z prośbą o dokumenty
dotyczące Wielgusa przechowywane w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej", a "do
tej pory nikt nie wykonał żadnego ruchu, nawet kontroli w internecie". Jest to
kolejna informacja nieprawdziwa. Po pierwsze, Nuncjatura Apostolska w Warszawie
oficjalnie nie występowała z prośbą o udostępnienie dokumentów. Po drugie, nie
jest prawdą, że "nikt nie wykonał żadnego ruchu", gdyż – jak wynika z dokumentów
IPN – już 5 grudnia 2006 roku, a więc jeszcze przed ogłoszeniem nominacji, z
wnioskiem o udostępnienie dokumentów dotyczących ks. Wielgusa wystąpiła
przedstawicielka komisji ds. inwigilacji KUL. Tydzień później, 12 grudnia 2006
roku, takie same wnioski złożyli czterej z pięciu członków Kościelnej Komisji
Historycznej i udostępniono im je 29 grudnia 2006 roku.
I po trzecie, w publikacji autorzy zawarli informację, jakoby 6 stycznia 2007 r.
po południu ks. kard. Giovanni Battista Re, ówczesny prefekt watykańskiej
Kongregacji ds. Biskupów, telefonował do ks. abp. Stanisława Wielgusa, "żeby
poinformować o decyzji Papieża, czyli o przymusowej rezygnacji". Jest to
informacja nieprawdziwa. W dniu 6 stycznia 2007 roku ks. kard. Re nie rozmawiał
telefonicznie z nowym metropolitą warszawskim.
Podsumowując, trzeba stwierdzić, że opierający się w dużym stopniu na przekazach
medialnych autorzy książki pt. "Atak na Ratzingera" fałszywie przedstawiają ks.
abp. Stanisława Wielgusa jako współpracownika SB. Stwierdzają zarazem, że nie ma
dowodów, by "biskup kiedykolwiek na kogoś doniósł albo rzeczywiście prowadził
działalność szpiegowską na rzecz PRL". Określanie kogoś złodziejem przy
jednoczesnym zaznaczeniu, iż nie wiadomo, co ukradł, uważam za niesprawiedliwe i
nieuczciwe. Analiza treści rozdziału poświęconego powyższej sprawie nie
pozostawia wątpliwości, że autorzy książki pt. "Atak na Ratzingera" nie
posiadają podstawowej wiedzy na temat najistotniejszych faktów w tzw. sprawie
ks. abp. Stanisława Wielgusa, a tylko ona pozwalałaby rzetelnie odtworzyć to, co
się naprawdę wydarzyło. Z tego powodu zabieranie głosu w tej sprawie wydaje się
nieodpowiedzialne, zwłaszcza że celem publikacji ma być dobro Kościoła.

 

Sebastian Karczewski

drukuj