Czego nie pamięta młodzież
Badania wskazujące na wysokie poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości wśród
młodych ludzi przeprowadzone w zeszłym tygodniu spędzają Platformie
Obywatelskiej sen z powiek. Zresztą nie tylko PO. Ekspertom z kręgów jej
bliskich również. W mediach trwa kampania mająca na celu udowodnienie wszelkimi
możliwymi sposobami, że albo te badania są niewiarygodne, albo dotyczą młodzieży
"biernej, ignoranckiej", a najczęściej niepamiętającej strasznych czasów rządów
PiS.
"Gazeta Wyborcza" nie mogła pozostać z boku i w obszernym artykule w środowym
wydaniu bada "fenomen" kuszenia przez PiS młodych, którego puentą jest
konstatacja prof. Janusza Czapińskiego. Stwierdza on, że nawet dobra kampania
nie poprawi istotnie wyników PiS wśród ludzi młodych, ponieważ partia Jarosława
Kaczyńskiego nie obieca młodym tego wszystkiego, czego oni oczekują, a więc
"legalizacji marihuany, rozdziału Kościoła od państwa i legalnej aborcji". Skąd
Czapiński wie, że akurat "tego typu wolności" młodzież najbardziej sobie życzy,
nie wiadomo. Gazeta, szukając źródeł niepokojącego zjawiska rosnącego wsparcia
tejże grupy wiekowej dla partii opozycyjnej, dochodzi do wniosku, że młodzi
ludzie po prostu nie pamiętają, jakimi strasznymi czasami były rządy PiS,
zwłaszcza nie może pamiętać tych czasów młodzież w obrębie 18-24 lat. Niestety,
żaden ekspert (nawet prof. Ireneusz Krzemiński, który również podtrzymuje taką
tezę) nie wyjaśnia, na czym miałaby polegać ta zbiorowa młodzieżowa amnezja.
Według ekspertów, na których zawsze może liczyć PO, młodzież głosująca na PiS
nie może być ani ideowa, ani nawet świadoma własnego wyboru. Kieruje nią po
prostu uległość wobec demagogicznych haseł PiS-owskiego sztabu. Jacek
Protasiewicz, szef sztabu PO, zasugerował nawet, że partia Jarosława
Kaczyńskiego może liczyć na poparcie "liderów kibolskich", że "może chodzi o
taką młodzież". Intensywność, z jaką komentowane są wyniki kilku sondaży,
przypomina trochę histerię medialną, która rozpętała się po rocznicy tragedii
smoleńskiej. Wówczas zapraszano do debat tych samych ekspertów, którzy z równie
analitycznym zacięciem tłumaczyli, jak niebezpieczne jest gromadzenie się tłumów
na Krakowskim Przedmieściu i ile faszystowskich treści w swoim przemówieniu
zawarł prezes PiS. Teraz okazuje się, że młodzież, do której zawsze wyluzowani
politycy Platformy uśmiechali się najszerzej, licząc na jej poparcie, dziś jest
bezideowa, pełna ignorancji, zagubiona, ulegająca populizmowi. Błędne założenie,
że osoba w przedziale wiekowym 18-24 lat "nie pamięta" tego, co było raptem
cztery lata temu, prowadzi nieuchronnie do dalszych skądinąd krzywdzących
wniosków – nie ma ona prawa się wypowiadać, ergo – jest zwykłym "ciemnogrodem".
Niestety, eksperci nie biorą pod uwagę, że to właśnie wokół PiS gromadzą się –
jak zauważył prof. Zdzisław Krasnodębski w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" –
młodzi ludzie mający dość przeciętniactwa prezentowanego przez Platformę
Obywatelską. Stanowią grupę prężną, samoorganizującą się i świadomą obywatelsko.
Coś jednak musi być w tym spadającym poparciu dla Platformy wśród młodzieży,
skoro Sławomir Nowak rozpaczliwie szuka elektoratu u antyklerykalnej lewicy,
nazywając pseudoartystę i satanistę Nergala swoim "ziomalem". Jak widać, już
tylko na takich wyborców może liczyć partia, która – czego na pewno nie
pamiętają bardzo młodzi ludzie – jeszcze cztery lata temu nazywała się
centroprawicą.
Paulina Gajkowska
